5 RZECZY, KTÓRYMI PSUJESZ DZIECKU MAGIĘ ŚWIĄT

czwartek, 7 grudnia 2017
boże narodzenie

    Okres przedświąteczny może być magicznym czasem. Zawsze staram się z dziećmi od 6 grudnia tworzyć jakąś ozdobę. W sumie teraz dzieciaki są na tyle duże, że przygotowują je same. Moja choinka nie przypomina tej z katalogu. Często jest krzywa, gdyż dzieciom jest szkoda, że nikt jej nie zechce. Obwieszona cukierkami, ciastkami i papierowymi ozdobami. Dom pachnie piernikami, pomarańczami i udekorowany jest papierowymi cudami, które mniej lub bardziej koślawo przygotowały dzieci. Dzieci wiedzą, że co roku wyszukujemy w sklepie nowego aniołka na choinkę, tak zamiast bombki. Jednak nie wszędzie tak jest. Każdy przygotowuje się do świąt tak jak lubi lub jak został nauczony. Jednak w żadnym domu na zdrowie nie wychodzi wprowadzanie niepotrzebnej, nerwowej atmosfery. Nakazy, zakazy i zastraszanie, są nagminnym sposobem czekania na ten ponoć radosny czas.


BO MIKOŁAJ NIE PRZYJDZIE...

Straszenie Mikołajem, a w sumie jego brakiem w święta, to od pokoleń tajna broń rodziców. Często mocna nadużywana, bo wiek wiary w cuda, stwory, mity czy mikołaje, nie trwa wiecznie. Jednak zbyt uporczywe straszenie brakiem Mikołaja może przynieść odwrotny skutek. Zamiast cieszyć się z nadchodzących świąt, dziecko będzie się bało, że Mikołaj uzna je za niegrzeczne. Przypomnę tylko, że dziecko nie ma być grzeczne, a szczęśliwe.

NIE RUSZ TO NA ŚWIĘTA

Kiedy w domu unoszą się zapachy przygotowywanych potraw i ciast, nikt nie jest w stanie im się oprzeć. Pachnący keks, czy sernik złamie nawet najwytrwalszego zawodnika. Pomarańcze kuszące aromatem wodzą za nos, a mama lub babcia krzyczy "zostaw, to na święta". Co więcej, dwa lub trzy dni później z kolei krzyczy "jedz, po co ja to wszystko robiłam?". No właśnie, po co? Przede wszystkim weźmy pod uwagę to, że to tylko dwa dni. Żołądek ma określoną pojemność i nie wciśnie się weń więcej, niż każdy może zjeść. Odmrażanie dwa miesiące później mięs i bigosu, też nie jest fajne. Poza tym jest pewien drobiazg, często pomijany. Dzieci nie lubią świątecznego jedzenia. Wola zwykła pomidorową lub kanapkę z nutellą. TU zobaczyz prwdziwy obraz polskiej rodziny na święta.

NERWOWA ATMOSFERA PRZYGOTOWAŃ

Cały dom postawiony w stan gotowości, atmosfera, jak przed przyjazdem głowy państwa. Nagły szał na pranie, sprzątanie, mycie i czyszczenie. Spokojnie. Święta odbędą się niezależnie od tego, czy jest porządek, czy nie. Jeśli na bieżąco ogania się dom, to dzień przed Wigilią też da się radę. Okna naprawdę nie muszą lśnić, tym bardziej że za chwilę zachlapie je deszcz. Zapalenie płuc tez nie jest nikomu na święta potrzebne. Lepiej poukładać w tym czasie klocki z dzieckiem, niż zarzynać się bez sensu. TU pisałam o tym dlaczego nie myję okien, ostrzegam tyko, że te argumenty mogą do ciebie przemówić. 

PRAKTYCZNE PREZENTY

Tym każdy jest w stanie zepsuć wszystko. Najpierw emocjonalny szantaż "bo Mikołaj nie przyjdzie", a kiedy nadchodzi czas gwiazdki, zamiast wyczekanego prezentu, praktyczny zamiennik. Rozczarowanie dziecka i żal pozostaje na lata w pamięci. Święta nie są czasem dawania tego, co na pewno się przyda, a czasem spełniania marzeń. Jeśli dziecko marzy o gwiazdce z nieba, to postara się, by ja dostało. Nie zawsze kosztuje to tyle, ile zakładasz. TU pisałam o ty dlaczego ich nie dawać i jak spełniać marzenia dzieci przy okazji poradnika prezetowego.

WYMUSZANIE MIŁOŚCI DO BABĆ, CIOTEK I POCIOTEK

Święta wprowadzają dezorganizację w ułożony świat dziecka. Rytm dnia zmienia się, pory posiłków również. Potrawy są dziwne i nieznajome. To wszystko sprawia, że dziecko może poczuć się niepewnie. Do tego dochodzi zmuszanie dziecka, by całowało z radością każdą obcą osobę, która się pojawi. To, że lubisz swoją ciocię, której nie widziałaś od lat, nie znaczy, że dziecko ma się na nią rzucać z radością. Dla malucha to obca osoba. Postaw się w takiej sytuacji. Ktoś z ulicy do ciebie podchodzi i zmusza do przytulania i całowania. Może ma straszną fryzurę, a nawet dziwnie pachnie. Mało miłe, prawda? Pomyśl o tym, zanim naślesz na dziecko tabun ciotek.

Niezależnie od tego, czy twoje święta są tradycyjne, czy nie. Czy je obchodzisz, czy są tylko twoim dniem wolnym. Dziecko czuje bardziej. Pozwól, by w tym czasie mogło cieszyć się rodziną i twoją obecnością, a nie stresować się tym, że wykańcza cię coś, co próbujesz stworzyć, bo tak wypada.

To jak jest u ciebie? Psujesz magię, czy ją wprowadzasz?

21 komentarze

  1. Zdecydowanie tworzę, nie lubię tego całego marudzenia i wiecznie z tym kończę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety, czasami łatwo się wkręcić w "psucie" - trochę chyba mamy je emocjonalnie zakodowane, ale z pewnych napin na szczęście się wyrasta.
    Twój tekst powinien być złotymi literami udostępniany w okresie przedświątecznym, sporo magii da się dzięki niemu uratować:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby rodzice i dalsza rodzina wiedziała o tym.

      Usuń
  3. Nic dodać nic ująć. U mnie w sumie w domu przed każdą większą imprezą była gorączka i szybkie, pospieszne gotowanie, przygotowania stołu czy ubrań. Atmosfera gęsta jak melasa! Nie chciałam tego w domu i podchodzę dziś do wszelkich imprez na luzie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się z każdym punktem! Sama pamiętam, jak właśnie te rzeczy sprawiały, że święta traciły swój urok...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezależnie od tego, czy rodzina jest mniej, czy bardziej wierząca, święta dla dziecka są czymś wyjątkowym. Pwinny być.

      Usuń
  5. sama racja.. niekiedy jednak człowiek się zapomni i tego wszystkiego nie kontroluje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego działania należy zaplanować, by nie popaść w obłęd.

      Usuń
  6. U nas wszystko bez stresowo. Szkoda nerwow na takie rzeczy. Jak wyjdzie tak wyjdzie ��
    Paolina paolina

    OdpowiedzUsuń
  7. U mnie było tak, że sernik był ciastem typowo świątecznym.Mamie wychodziły zawsze fenomenalne!Zawsze gotowe stawiała w dużym pokoju,a pachniał nimi cały dom.Nic dziwnego, że ten zapach kusił.Wiele razy podkradałał jakieś okruszki, to opskubywałam brzegi.Pare razy mama mnie nakryła i oczywiście było-ZOSTAE TO NA ŚWIĘTA!Aż któregoś roku to ja przyłapałam mamę na tym jak podskubuje ciasto.Wtedy to ja powiedziałam ZOSTAW TO NA ŚWIĘTA!Mama się zmieszała, że została przyłapana na gorącym uczynku.Śmiałyśmy się z tego bardzo, a w kolejne święta już nie było upomnień ZOSTAW :) Ps. Dzięki że mi o tym przypomniałaś swoim wpisem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto czasem treźwo spojrzeć na samego siebie :)

      Usuń
  8. Ps.Przepraszam za błedy-mój tel.to porażka :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak dobrze, że to przeczytałam. Nigdy nie pomyślałam o świętach i potrawach z punktu widzenia dziecka. Pomidorowa będzie dla nich czekać :)

    OdpowiedzUsuń
  10. ja bym jednak na Twoim miejscu napisał artykuł na 6pkt a ostatni powinien brzmieć:
    6. Wyrzucenie swojego dziecka z domu.

    OdpowiedzUsuń
  11. My trochę nasze dziecko straszyliśmy brakiem prezentu od Mikołaja jeżeli będzie niegrzeczne i gdy już dostał ten prezent powiedział: mamo, dlaczego dostałem prezent od Mikołaja, przecież byłem niegrzeczny ...

    OdpowiedzUsuń
  12. Oj, opisałaś moje rodzinne święta. A raczej święta moich rodziców - deska w deskę było tak co roku. Fakt, była taka otoczka "niezwykłości", oczekiwania i podekscytowania, ale zawsze przygotowania do świąt kończyły się nerwówką i kłótnią. Nie chcę wprowadzać czegoś takiego do mojej rodziny - nie muszą to być święta na wypasie, ważne by podczas szykowania świątecznych potraw wszyscy dobrze się bawili, by atmosfera była wesoła, a święta oprócz stresu i obżarstwa dawały ciepło, rodzinną bliskość, wspólne spędzanie czasu... Nawet przy pieczeniu pierników. Zamiast suto zastawionego stołu, wyszorowanego każdego kąta i pierdyliarda ozdób wolę mieć zadowoloną,szczęśliwą rodzinkę :)
    Dodaję do obserwowanych i zapraszam do mnie :)
    https://trzy-razy-a.blogspot.com/
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.