polska rodzina świeci przykładem, czyli świeta w naszym wydaniu


Polacy nie gęsi i spinanie dupy przed świętami mają....

Podobno panuje bezrobocie, kryzys oraz brak pieniędzy. Skąd w takim razie ludzie mają na robienie takiego tłoku w sklepach? Przecież nie z zasiłków. Dupy pokątnie za kasę dają, czy jak? Tydzień przed świętami wszędzie tak dziki tłum, jakby schrony przeciw atomowe należało na kilka miesięcy zaopatrzyć, aż tv włączyłam, bo może o czymś nie wiem? Nie.To tylko drobne zakupy na dwa dni świąt.

Co roku ten sam scenariusz:
-NIE RUSZ! TO NA ŚWIĘTA!
(to ta pokuta po rekolekcjach zamiast zdrowaśki: zanęcić zapachami i odciąć od jedzenia)
Standardowo potem:
-no czemu tak mało jesz?
(no Q..! jak mam jeść skoro od tygodnia zasuszasz mi żołądek zakazem jedzenia, a teraz wpychasz na siłę?)

Do tego żarcia jak na pułk wojska. Stół się ugina, pieczenie na dwa tygodnie wcześniej się zaczęło, wypychanie gościom części tego, co się zaraz zepsuje i mrożenie reszty. Do tego odmrażanie i katowanie bigosem i schabem do wielkanocy, bo należy narobić nowego, które z uporem maniaka odmrażane do wakacji jeść należy.

Tego roku zostaliśmy zaproszeni na wigilię (chwała za pomysł), prawdo podobnie po raz ostatni... Niby rodzina, a obcy, nie że kontaktów nie utrzymujemy. Wręcz przeciwnie. Po prostu część osób sparowało się z osobami po przejściach, z przeszłością i do opłatka przystąpiła tzw. galeria cudów. Składanie życzeń wyglądało, jak spęd bydła, niczego nie spodziewający się człowiek atakowany był zewsząd.

Najgłodniejszy maluszek jadł opłatek garściami, aż strach zaczął zaglądać w oczy , że dzielić się przyjdzie pierogiem. Z pierogami też zabawna historia, gdyż każdy się obawiał połamać zęby, mimo to wszyscy łapczywie na owe pierogi się rzucali. Tradycja nakazywała ukryć w jednym z pierogów grosz na szczęście (pomimo masowej imprezy sanepid nie interweniował), od lat chyba 17tu jedyna osobą, która znajduje grosza jest Mati, Tradycyjnie zęba nie złamał, grosz znalazł. Choć jednego roku, ktoś go zeżarł, bo nikt nie znalazł (kupy nie były prześwietlane).

W kolędy wkradła się "szła dzieweczka...", "zasiali górale" oraz "kółko graniaste" w wykonaniu dzieciaków. Na szczęście samogon dziadka dobrze znieczulał i nawet włączyliśmy się w owo kolędowanie. Starsze dzieci, młodzież pełnoletnia właściwie, raczyła nas opowieściami nowego sposobu mycia twarzy: mopem po imprezie, a starsi rozważaniami o pogrzebach.

W miłym duchu wyruszyliśmy dnia pierwszego świąt ku memu domowi rodzinnemu.Wyprawa to nie lada, gdyż ponad 100km. Z racji braku przestrzeni oraz zamiłowania do palenia babci i dziadka, prześmiardnięci fajami ewakuowaliśmy się do domu po godzinach trzech... W domu powitała nas radośnie teściowa z pytaniem
-dlaczego wróciliście?!? nie mogła się z wami tamta babcia pomęczyć?

Na drugi dzień świąt nie zaprosił nas nikt.... A wam jak upłynęły święta?

CONVERSATION

13 komentarze:

  1. może do Wielkanocy zapomną i was zaproszą....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. obawiam się, że wielkanoc nadejdzie prędzej niż zaniki pamięci

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. w jednej reklamie było: bo my polacy tak mamy ;)

      Usuń
  3. Ach te teściowe. My wigilię spędzilismy w domku we troje, Pierwsze Święto u moich rodziców, a w Drugie mąż się rozchorował, więc pojechałam tylko z córką na chwilkę do teściów, po czym wróćiłyśmy do tatusia

    OdpowiedzUsuń
  4. Czyli wesoło i to na całego;) U nas święta rodzinnie minęły, dziś popołudniu powrót do domku i teraz laba:) Bo ileż można jeść!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie można zjeść wszystkiego,trochę należy pomrozić ;)

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. nawet lodowisko zamknęli jak przyjechaliśmy-przerwa techniczna ;), czyżby o wigilii przeczytali ?

      Usuń
  6. z rodzina to na zdjęciach najlepiej a to co opisałaś to polska magia świąt poprostu

    OdpowiedzUsuń
  7. Tradycyjnie nie obchodzimy świąt, w każdym razie nie obchodzimy ich w wymiarze religijnym oraz żywieniowym, więc te problemy już nas nie dotyczą :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Najmilej wspominam święta jeszcze wtedy we 4 we własnym domu bez wyjazdów i bez gości. Miałam termin porodu na za tydzień i najlepszą wymówkę aby nigdzie nie jechać i nie zapraszać gości. Cisza, spokój bez stresu pośpiechu itd

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.