NIE OCENIAJ MNIE, GDY DRĘ SIĘ NA DZIECI.

wtorek, 15 sierpnia 2017
złą matka, kiedy mama krzyczy

         Rodzicielstwo nie jest tylko czarne, albo białe. Łatwo ocenić strzępek rozmowy, trzy słowa wyrwane z kontekstu. Kiedy matka drze się na dziecko, w myślach wyzywasz ją od najgorszych. Ona bezradnie mówi, że zostawi je lub odda do babci, od razu oceniasz ją jako złą matkę. Nie wiesz, co wyzwoliło taką reakcję, nie masz obrazu całej sytuacji, a już osądziłeś i skatalogowałeś. 500+ i patologia-w fazie osądu przyszło ci do głowy. Nie namawiam cię do ignorowania zachowań nagannych, z których wyraźnie wynika zaniedbanie, złe traktowanie czy zachowanie aspołeczne. Ale zanim pomyślisz źle o jakimś zmęczonym rodzicu, który w akcie desperacji powie dwa słowa za dużo, pomyśl, co może być tego przyczyną. 

Potrzebujesz przykładu? Poranek. Dzieci dokazują już od siódmej. Dom zmienia się w tym czasie w pole bitwy, bo nagle każda zabawka jest niezbędna do tego, by wylądować na dywanie. Pomiędzy zabawkami wesoło przebijają kawałki ciastoliny oraz lakieru do paznokci. Z klapkami za oczach przesuwam się w stronę szafy, by wyjąć dziecku ubranie. Potem mam w planie zgarnąć wszystko łopatą do śniegu i wrzucić do pudła. Pasta do zębów ląduje po kolei na wiklinowym koszu na śmieci, podłodze, szafce, umywalce i piżamie. Olać to. Podczas śniadania awantura o oglądanie bajki. Szukam jakiegokolwiek kanału z bajką nadająca się do oglądania. Zawartość pudełka z jogurtem dokładnie przykrywa pastę do zębów na piżamce, fotel, kapcie i panele. Normalka. Drugie dziecko nie chce jogurtu, za to fantastycznie smaruje kremem truskawkowym poduszki na kuchennych krzesłach. O dziwo kanapka nie spada na piżamkę, a na mnie. Kremem na kapeć. Pralka znów będzie musiała udowodnić, że nie na darmo stoi w pralni. Taka codzienność. Mycie zębów drugiego dziecka przebiega prawie bez zakłóceń. Poza drobnym wkurwem, że płyn do płukania ust się skończył, nie ma żadnego wypadku. Powtórne mycie zębów dziecka pierwszego. Bez komentarza. Zen, tafla jeziora, pełen spokój. 

Ubieranie. Jedno ubrało się prawie bez zgrzytów. Czas mnie goni, bo jadę na spotkanie. Z dziećmi. Mają jedno zadanie- godzinę nie być sobą. Nie małpować i nie być w dresach. Nie jest to wyczyn dla 5 i 11 latki. Takie dzieci już rozumieją, że nie wszędzie wypada zachowywać się, jak w parku rozrywki. Z młodszą nie ma problemu. Dostosowuje się. Starsza ma problem. Nie ta spódnica, nie te rajstopy, nie ta bluzka. Jestem ubrana spójnie, ale nie podoba się sobie. Nie ma na dresu, to jej największy ból. Niezadowolenie przeradza się w histerię i żałosny szloch. Jakbym jej kurwa nogi z dupy wyrywała. Patrzę na szopkę i pytam, o co jej właściwie chodzi? Drze się jak opętana, że głupio wygląda. Wdech-wydech. Idę się ogarnąć i wyjeżdżamy. Dwadzieścia minut później po milionie próśb o spokój i rozdarciu się na nią, ta dalej beczy. 

Wszelkie błagania o to by skończyła nie przynoszą rezultatu. Wpadła w swoją pętlę szaleńczego wymuszania. Przypomnę, lat 11. Szlag mnie trafia i drę się tak, jak ona. Świętego by wyprowadziła z równowagi. To typ, który na prośby o zamilknięcie jeszcze dwie godziny później wyje i przypomina, że ma swoją rację, której oczywiście nie ma. Wdech-wydech. Wychodziły. Ona nadal wyje. Nie ma jeszcze dziewiątej, a ja chcę wracać do łóżka. Sama. Bez dzieci. Zawodzi po drodze, mimo wyraźniej prośby by przestała. Jestem mistrzynią w wyłączaniu się. Po latach ciągłego szantażowania mnie histerią umiem się odciąć. Przestaję słyszeć, co dzieje się wokoło. Mija godzina. Wyła o to, że zamiast spódnicy chce sukienkę, tę, która nosiła wczoraj i wrzuciła do kosza na brudną bieliznę. Po powrocie przebiera się w dres. 

Przykład drugi. Pięciolatka wstaje rano by pobawić się ciastoliną. Ciastolina jest wszędzie. Luz wyschnie, to się odkurzy. W sensie odkurzę. Po wyklejeniu pościeli, dywanu i ścian przyszedł czas na kwiatki. Udaję, że nie widzę i skreślam kolejny dzień w kalendarzu, czekając na dzień, w którym wyprowadzi się do siebie. Wchodzę do łazienki. Kubek do mycia zębów, umywalka, podłoga i kosz na bieliznę są wymalowane lakierami do paznokci. Zamykam drzwi i wołam męża. Mnie nie wyjdzie na dobre oglądanie tego spustoszenia. Idę do kuchni. Błąd. Ona już tam była. Robiła śniadanie. Jogurt spływa po szafce. Ok, luz. Taka codzienność. Wołam ją, by tylko zabrała z salonu zabawki. Ma 5 min inaczej wszystko pakuje do śmieci. Sprząta. Ubieramy się. Zaczynamy czesanie włosów. Zanim dotknę szczotki płacz. Piętnaście sekund później wycie. Czeszę ją szczotką z włosia dzika, delikatnie. Ona i tak wyje, jakbym ją ze skóry obdzierała. Codziennie. Gdybym mieszkała w bloku, chyba sąsiedzi wzywaliby policję. 

Przykład trzeci. Kolejna nieprzespana noc. Zmęczenie poziom hard. Ktoś ukradł nam rower, zepsuła się pralka, przyszedł rachunek za prąd, mam wezwanie do szkoły, a chłop dzwoni z roboty, że mamy niespodziewany remont auta. Życie. Dzieci się kłócą. Starsza zniszczyła wszystkie ściany, ucząc stawać się na rękach, młodsza doprawiła je lakierami do paznokci. Wdech-wydech. Ktoś wypuścił naszego psa. Jest duży. Telefon z gminy, że było zgłoszenie, że łazi po wsi. Mam go odłowić. Dziewczyny się kłócą o pilota. Drugi pies dostaje szału, bo chce biec za pierwszym. Starsze dziecko oznajmia, że rujnuję jej życie, bo kupiłam ołówek z fioletowym kamykiem, a miał być z niebieskim. Młodsza nie może znaleźć piórek i wszystko wyrzuca, przeszukując najgłębsze zakamarki. Tatuś próbuje ratować sytuację, ale nie radzi sobie z ogólną histerią. 

Przykład czwarty. Koleżanka przywiozła rzeczy po córce. Ode mnie bierze rzeczy po starszej dla swojej. Listonosz przynosi pismo w gazowni. Natychmiast muszę zadzwonić, by wyjaśnić sprawę. Po 20 minutach oczekiwania udaje mi się połączyć z konsultantem. W tej chwili wpada do domu moja młodsza córka z dzikim wrzaskiem, że pies zjada jej kanapkę. Koleżanka, widząc moje błagalne spojrzenie, próbuje ją uciszyć. To wyzwala atak histerii. Po 10 min rozmowy z panią na infolinii dowiaduję się, że muszę osobiście jechać, bo mam złożyć dokumenty w punkcie. Mała nadal wrzeszczy. Pytam, o co chodzi? Pies zjadał kanapkę, ciocia dała druga, ale problem jest w tym, że nie dałam znaku, że wiem o tym. Koleżanka zrezygnowana jedzie do domu, ciesząc się, że jej dzieci są bezproblemowe. 

Cztery odrębne historie. Teraz wyobraź sobie, że to jestem z moich ostatnich dni, do południa. Potem było tylko gorzej. Zazwyczaj tak jest. Teraz wyobraź sobie, że wiesz, co się u mnie działo i spotykasz mnie wieczorem na placu zabaw lub zakupach. Oczywiście z dziećmi. Dziewczyny się kłócą, ja szukam w necie kogoś, kto naprawi pralkę. Nakazuje im się uspokoić i dać mi spokój! Rozumiesz mnie, prawda? A teraz wyobraź sobie, że widzisz mnie 1,5 minuty. Czytam coś w necie, a dzieciom każę się ode mnie odczepić, bo nie mam czasu. Już przypiąłeś mi łatkę. Nie zawsze ogólny obraz wygląda tak, jak to widzisz. Tym bardziej że młodsza właśnie zaczęła wyć, bo powiedziałam, że nie kupię jej kolejnego lizaka. Zanim ocenisz, pomyśl, co mogło wyzwolić reakcję rodzica. 

Lubisz już mnie? Polub
                                                      
Znasz podobne sytuacje? A może sama źle oceniłaś?




PODOBNE ARTYKUŁY

20 lat temu po raz pierwszy zostałam mamą. Byłam młoda niedoświadczona i mimo wszystko pewna, że sobie poradzę. Miałam 19 lat i trzy i pół kilo człowieka na rękach. Pierwszy szok przeżyłam, kiedy miałam wprowadzić wózek na schody do bloku. Stromy wjazd, wysoki, na jakieś dwa metry. By mały nie wypadł, wprowadziłam wózek tyłem, ciągnąc go na dwóch kołach. Potem już tylko w ten sposób wprowadzałam i sprowadzałam. Krawężniki były bardzo wysokie, nawet te przy przejściach dla pieszych. Podczas próby podjazdu wózek stawał dęba. Nauczyłam się wprowadzać wózek jedną ręką, a drugą trzymałam dziecko, żeby nie wypadło. Na spacery zabierałam wodę w termosie, odmierzone mleko w proszku i butelki. W osobnej buteleczce herbatkę. Dopajanie dziecka od pierwszych dni życia było standardem. Nie byłam gotowa na własne, dorosłe życie, mimo to, byłam odpowiedzialna za drugiego człowieka... czytaj dalej


Znasz to uczucie, kiedy widzisz upragnioną niespodziankę, wyjeżdżasz na urlop lub na horyzoncie majaczy wolny weekend? Witasz się z gąską, a tu dupa. Z niespodzianki nici, pogoda nie dopisała, a wolny weekend zmienił się w nadrabianie zaległych zleceń. Albo gorzej. Budzisz się o poranku, po imprezie życia. Kac morderca próbuje cię dobić. Cykanie zegara rozsadza ci czachę. Latająca mucha zbyt głośno bzyczy. Nagle twoje egzystencjonalne rozważania przerywa wiertarka udarowa. 8.00 sąsiad zaczął remont. Równolegle odbywa się równanie trawy kosa spalinową. Siedzisz w kącie, złorzecząc na los. A miało być tak pięknie. W chwili przebłysku jasnej myśli spytasz zapewne, co to ma wspólnego z rodzicielstwem? Bardzo dużo, a jednocześnie nic... czytaj dalej

56 komentarze

  1. Nic dodac nic ujac. Witaj w moim swiecie....czasem mam ochote zamknac sie w traktorze za meza na caly dzien....niestety młodszy w momencie mojego usadowienia sie na fotelu kierowcy zaczyna histerie i nie skończy dopoki z niego nie wyjde i nie ponosze pol godziny ....12,5 kilograma....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matka też człowiek, a z boku fajnie się patrzy ;)

      Usuń
    2. Dokladnie tak z boku wszystko wyglada inaczej, prosciej. A najwiecej do powiedzenia maja Ci ktorzy dzieci nie maja lub swoje dawno odchowali....A. kiedys powiedzial ze natura robi nam lobotomie po kazdym dziecku bo gdybysmy wszystko złe pamietali to kolejnych bysmy nie robili. Moj mąż to jednak mądry facet jest...😂😉

      Usuń
  2. Dzieci potrafią dać w kość. W idealnym świecie nie powinno się krzyczeć na dzieci a wychowanie w ogóle powinno być bezproblemowe, ale życie nie jest idealne i każdemu czasem nerwy puszczają. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wyobrazvie sobie, ze w onnychbkrajach rodzice NIE dra sie na dzieci! szok co?

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Zbyt mocno idealizuje się życie rodzinne. Nikt nie ma śmiałości powiedzieć, jak jest naprawdę.

      Usuń
    2. serio??? mentalna komuna..w cywilizowanym swiecie bys miala social services na chacie zaraz i slusznie! tu sie nikt na dzieci nie wydziera...moze inne geny maja czy co?;) a dziecko jak w opisie jest zwyczajnie nie wychowane!!! zamiadt sie drzec- zacznij rozmaeiac i uczyc

      Usuń
    3. serio, w jednym z tych innych krajow o ktorych piszesz, a ja mieszkam spotkalam sie np. z tym, ze matka zostawia w samochodzie dzieci przed przedszkolem, aby odebrac inne. Drzwi otwarte na osciez w aucie, dzieci same i ulica obok. Co ty na to? Pogadamy, jak dorobisz sie wlasnej minimum dwojki, bo jedynak to pikus.

      Usuń
  4. Niestety - najczęściej jesteśmy oceniane po tym wyrywku. Ehhh, trafiłaś w samo sedno tym tekstem, właśnie wróciłam z placu zabaw, gdzie po mega ciężkim dniu dostałam ostrą reprymendę za to jak wychowuję swoje dziecko od... obcego małżeństwa. Na podstawie 1 minuty. Mi tylko przykro, że robią to kobiety kobietom, nie wiem w ogóle po co

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odnoszę wrażenie, że ludzie zamiast zająć się sobą żyją cudzym życiem, a właściwie jego fragmentami.

      Usuń
  5. Takie życie - złe matki od czasu do czasu nakrzyczą na swoje dzieci, a te idealne - nie istnieją... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ideały są tylko w bajkach ;)

      Usuń
    2. Z idealnym rodzicielstwem jest jak z tolerancją - nie istnieje. Wszyscy o tym mówią i wytykają błędy innym, ale w rzeczywistości robią dokładnie tak jak ci, których krytykują... Tylko po co?

      Usuń
  6. Patrząc na to, jak wiele złego się dzieje myślę, że zamiast oceniać ludzie powinni jednak reagować. Lepiej dmuchać na zimne niż mieć później wyrzuty sumienia, że przecież mogłam się odezwać.. Inna kwestia, że krzyk nie rozwiązuje problemu i choć mnie zdarza się czasem krzyknąć to mam później wyrzuty sumienia i przepraszam, tłumaczę..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poruszyłaś ważną kwestię: reagowanie. Zwykłe zapytanie, ale nie atak ;) jednak żyjemy w świecie, gdzie się nie reaguje, a opisuje widzianą sytuację, to dopiero chore.

      Usuń
    2. niby takie oczywiste...ale w pl.pokutuje nadal poglad ze darcie sie na dzievko czy uderzenie go ( "to tylko klaps, idealne rodzocielstwo nie istnieje") to jakas norma....otoz NIE! mamuska powinnas nad soba popracowac zdecydowanie.

      Usuń
  7. "NIE OCENIAJ MNIE, GDY DRĘ SIĘ NA DZIECI." BEZ KITU. Na co dzień mam wiele cierpliwości, empatii, zrozumienia i porozumienia z Kubą. Jednak są dni, kiedy ja jestem na stanie wyczerpania nerwowego, a on ma gorszy dzień i tu wiesz, krzyknę i JEB. Ktoś ma mnie oceniać tylko na podstawie tego MOMENTU?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie na podstawie tej chwili ktoś przypina ci łatkę.

      Usuń
  8. No ja ma troje, córcia i dwóch synków, rocznikowo co dwa lata, no cóż wiem jak to jest. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. U mnie czworo 12,11,6,3.... Ostatni to taki typ , że gdyby był pierwszy to nie wiem czy miałabym jeszcze siłę na kolejne dzieci :D Dwie córy dzielące pokój i synowie... Każdy co innego lubi na obiad i co innego w tv... Ale wiecie myślę, że to jest IDEALNY świat... Dla mnie świat idealnego porządku , zero krzyczenia i szaleństw jest nienormalny... To jest życie w realu , a nie pokaz ... ŻYJMY po prostu i nie oceniajmy....

    OdpowiedzUsuń
  10. Powiem Ci tylko, że nie ma dzieci bezproblemowych, a oceniać najłatwiej. Wszystko to znam, też się wydzierałam. Irytują mnie za to jedne sąsiadki, które od rana siedzą na podwórku i więcej się wydzierają z przerywnikami na wszelkie k... niż mówią normalnie ;) Poza tym każdy jest człowiekiem, nie maszyną.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie oceniam ludzi i tego uczę swoją córkę. jest dokładnie tak jak mówisz, nigdy nie wiemy, co kierowało daną osobą, że użyła takich a nie innych słów. Nic o niej nie wiemy, więc nie mamy prawa jej oceniać. A jeśli ocenimy, przypomnijmy sobie o tym, kiedy przy najbliższej okazji będziemy miały ochotę udusić własne dziecko :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w sumie nie potrzebnie sie wychylalam.jak.wielki.osilek wyzywal swojego na oko poltorarocznego syna od kurew i pojebow bo dzievko plakalo...nie oceniajmy pochopnie! moze mial.zly dzien...

      Usuń
    2. Przepraszam, ale wyzywanie dziecka od ku... i poj.. jest obrzydliwe. Jak zaczniemy, aż tak usprawiedliwiać to przeoczymy coś poważnego.

      Usuń
  12. Podpisuję się pod każdym słowem tego tekstu. Też wkurzają mnie ludzie, którzy tak szybko i na wątłej podstawie wyciągają pochopne wnioski - i nie dość że oceniają to jeszcze komentują, nieproszeni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma prawo wyrazić swoją opinię na każdy temat, jeśli chce (w granicach wzajemnego szacunku, rzecz jasna). A druga osoba ma zawsze prawo krytyki nie przyjmować - to jej decyzja. A skąd uczucie złości? Warto się zastanowić.

      Usuń
  13. A przecież zamiast oceniać czyjeś zachowanie można by tak pomóc. Zdarzyło mi się kilka razy włączyć się w taką właśnie wyrwaną z kontekstu sytuację. Piszę "włączyć ", bo widząc narastajacą frustrację mamy, ja nie krytykowałam, ja zaczynałam zagadywać dziecko. I mam taką satysfakcję, że w tych kilku sytuacjach jakaś mama poczuła, że ma wsparcie w drugim, zupełnie obcym człowieku, uspokoiła się i nie doszło do eskalacji trudnych emocji. No, ale wiecie. Ja przeszłam przez niejedno piekiełko z moimi trzema potomkami������ ja znam ten ból i poczucie bezradności �� pozdrawiam serdecznie wszystkich rodziców i życzę dużo siły i rozwagi . Damy radę ��������❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwięcej słów krytyki zawsze słychać ze strony starszych ludzi, co ciekawe, oni wychowywali dzieci bijąc je i zastraszając lub ze strony osób bezdzietnych. Przemyślana "interwencja" zawsze jest wskazana :)

      Usuń
    2. Pani Bożeno, skąd taki pochopny (IMHO) wniosek, że starsi ludzie "wychowywali dzieci bijąc je i zastraszając"? Stwierdzenie, że kiedyś rodziny były dysfunkcyjne, wydaje się generalizacją. Równie dobrze można rzec, że dzisiaj matki tylko biją i drą się. ;) Co więcej, to że w niektórych rodzinach funkcjonował/funkcjonuje taki wzorzec, to chyba nie powód, żeby z góry odrzucać wszelką krytykę.

      Usuń
  14. Wychowanie to nie jest łatwa sprawa. Nie ma idelanego schematu postępowania w tanich sytuacjach. Jestem z tych co krzyczą i się raczej nie zmienię.

    OdpowiedzUsuń
  15. "Jakbym jej kurwa nogi z dupy wyrywała"... i tu Cię lubię :) bo to właśnie tak jest, nie idealna, wyfiołkowana mamunia na pokaz :) ja nie krzyczę, ja się nie irytuje na swoje dzieci które są jak z obrazka, moje są i idealne i ja też więc chętnie ci udzielę kilka rad :) pozdrawiam Cię serdecznie - mama czwórki, cudownej czwórki, najukochańszej - ale czasem też staję, patrzę na to coś drące się i rzucające i sobie myślę - kochając o co kurwa chodzi??? Wszystkiego dobrego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem głośnie mruknięcie pod nosem i rzucenie ciszej lub głośniej samej kurwy pomaga uporać się z sytuacją ;)

      Usuń
  16. Tak właśnie ludzie reagują, sama dziś byłam świadkiem sytuacji kiedy syn mojej sąsiadki dostał histerii bo to nie ten lizak, wił się drapał krzyczał i płakał a ludzie z boku, że zła matka, że wyrodna, że wychować nie umie ... - Agnieszka - popierwszematka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim świecie żyjemy, a najwięcej do powiedzenia maja starsze pokolenia, u których wychowaniem była dyscyplina cielesna lub ci, którzy dzieci nie mają.

      Usuń
  17. Jeśli nie akceptujesz, gdy ktoś drze się na Ciebie to czemu robisz to swoim dzieciom? Czemu dajesz sobie prawo do odreagowywania na dzieciach własnych frustracji? I czy zdajesz sobie sprawę z tego, czego uczysz dzieci swoimi zachowaniami?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokladnie!!!! dziecko to tez czloeiek! ma swoja godnosc..pl to zacofany kraj...nie mozna dawac pozwolenia na takie zachowania

      Usuń
    2. Nie jestem sfrustrowana. Realizuje się, mam wsparcie i akceptację otoczenia. Prowadzę szczęśliwe życie.Jestem spokojna i opanowana, do czasu. Marta, odnoszę wrażenie, że żyjemy w różnych światach. Co w trawie piszczy, masz chyba problem ze sobą, nie oceniam, wyciągam wnioski po wejściu w profil. Chętnie podyskutuje z tobą na priv.

      Usuń
    3. W sedno. Dzieci uczą się zachowań i reakcji od rodziców. Ja rozumiem, że jest ciężko, ale skoro młoda matka nie daje sobie rady emocjonalnie, to niech w dojrzały sposób szuka pomocy, zamiast wyżywać frustrację na dzieciach, do jasnej! Jeśli dziecko 11 lat boi się opinii innych ludzi i przez to wpada w histerie, to coś jest nie tak z priorytetami w rodzinie (jakieś błędy w wychowaniu, niestety. Gdzie jej pewność siebie, gdzie dystans do opini innych?). To zachowanie dziecka to tylko nieumiejętny sposób odreagowania frustracji (bo tego uczą się dzieci w domu - lub nie uczą...). Mam sąsiadkę, która wydziera się codziennie i też rzuca "kurwami" w stronę swoich malutkich dzieci (poniżej 3 lat), a one wciąż płaczą (brak poczucia bezpieczeństwa). I uważa, że to ich wina, bo to "trudne dzieci". Jak mają nie płakać, mając nierównoważoną emocjonalnie matkę? Pewnie też ma im ochotę "nogi z dupy powyrywać". Zmiany najlepiej zacząć od siebie.Jeśli ktoś jest z siebie zadowolony, że daje taki przykład swoim dzieciom, to współczuję.

      Usuń
  18. Ja inaczej patrzę na rodziców i dzieci odkąd sama mam dwoje...

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja mam jedno i czasem mam ochotę zamknąć drzwi i wyjść. I faktycznie jest tak, że najwięcej mają do powiedzenia Ci co nie mają dzieci lub ci co mają dzieci, które tyłka jedzą i śpią. Mój syn daj czasem tak popalić, że czuję się jakbym Ci najmniej miała dwoje dzieci. Ostatnio usłyszałam na placu zabaw od jednej mamy, że moje dziecko nie będzie miało kolegów w przedszkolu albo ostatecznie go wyrzuca z przedszkola bo zabiera innym zabawki.

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo dobry post! Każdy powinien go przeczytać.
    Owszem jestem za tym, aby stawać w obronie dziecka jeśli rzeczywiście dzieje mu się krzywda, ale kiedy mama krzyknie raz czy dwa na dziecko jest nawet wskazane.
    Widząc takie sytuacje próbuje złapać wzrok rodzica i kiedy jego reakcja jest raczej normalna, że patrzy na mnie i puszcza mi nie skrępowany uśmiech to rozumiem, że to nic poważnego, że dziecko lub rodzic ma gorszy dzień i po prostu nie mogą się dogadać. Ale kiedy widzę speszenie i dziwne zachowanie rodzica, uśmiecham się, ale obserwuję i nie spuszczam z oczu, a kiedy trzeba reaguję. Bo reakcja również jest potrzebna.

    OdpowiedzUsuń
  21. Auć. Ja tu widzę potrzebę psychologa dla mamy. Moja pięciolatka potrafi gorsze rzeczy odstawić niż rzeczona jedenastolatka i jakoś nie odczuwam potrzeby krzyczenia na kogokolwiek, a już na pewno nie na płaczące dziecko. Płacz zwalczać krzykiem? Uciszanie płaczu? Nie, to jest ewidentny problem rodzica, który sobie nie radzi emocjonalnie. Zawsze się zwala na dzieci, ale prawda jest smutna i przykra, a jeszcze trudniejsza do zaakceptowania. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda jest taka, że zachowania pięciolatki traktujesz inaczej niż zachowania jedenastolatki. Ale o tym możemy podyskutować za 6 lat ;)

      Usuń
    2. Prawda jest taka,ze krzyk to przemoc psychiczna.Polecam ksiazke Self-reg a nie pisanie postow popierajacych przemoc.Czasem wlasnie dobrze ze ktos sie wtraci i przerwie bezsensowna spirale zlosci,czasem sobie mizna dzieki komus z zewnatrz uswuadomic co ja wlasciwie robie?po co ten krzyk.Lepiej wyjsc,zadbac o swoje emocje,dac sobie chwilke a potem wrocic i pomic uspokoic sie dziecku

      Usuń
  22. Krzyk jest objawem bezradności. Zdaję sobie sprawę, że pomaga - osobie krzyczącej - ostudzić emocje, ale nie powinno się chyba szukać usprawiedliwienia dla podnoszenia głosu na dziecko. Sama nieraz mam na końcu języka powiedzieć coś głośno i dosadnie ale wiem że tylko pogorszę sytuację i będę miałą później wyrzuty sumienia. mPrzyświecają mi dwie myśli: 1/Dzieci nie mają złych intencji, 2/Jeśli nie masz nic miłego do powiedzenia to nic nie mów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodam, że kilka razy niestety sama krzyknęłam ido dziś mi wstyd z tego powodu. O wyrzutach sumienia już nie wspomnę :(

      Usuń
  23. Nie oceniam ludzi, których nie znam. Nie potrafię wejść w ich głowy, by wiedzieć, co nimi kierowało, jakie mają doświadczenia, jakie powody swoich działań. Nic mi nie daje prawa ich oceniać i nie tracę na to swojego czasu i energii. Najlepiej byłoby jakby każdy pilnował swojego ogona, bo często ci co komentują wcale nie są lepsi.

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie jesteś sama Bożena, nie jesteś, a ludzi nie ocenia się po okładce, nie? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  25. tez krzykne na dziecko i wcale sie tego nie wstydze! moja siostra uwaza,ze krzyk i klaps to ostatnie co ona zrobi swojemu dziecku.Ma 2 synow, 14 i 6 lat. tlumaczyla, rozmawiala. starszy ucieka z domu bo matka nie chce kupic kolejnej gry za 300zl, mlodszy bije ja mopem bo kaze isc do przedszkola...brawo bezstresowe wychowanie. Ja dostawalam klapa od ojca jak zasluzylam, zawsze wiedzialm za co,czulam respekt do obojga rodzico( nie balam sie ich, zeby ktos zle nie zrozumial). Mam tez kuzynke w USA 15 latek zalozyl im sprawe sadowa o odebranie praw rodzicielskich, bo ojciec zrobil mu awanture i wlal, jak ten wrocil nacpany do domu. Skonczylo sie kuratorem sadowym i teraz rodzice boja sie wlasnego dziecka.. WTF??!! kazde dziecko wymaga indywidualnego traktowania, a ludzie wtracajacy sie w zycie innych, nie zajma sie swoim, bo NIE JEST IDEALNE I NIGDY NIE BEDZIE!

    OdpowiedzUsuń
  26. oj, jak ja to świetnie rozumiem.... mam czterolatke, dwulatka i jestem na końcówce nieplanowanej teraz trzeciej ciąży. Kocham moje Dzieci, gdyby cokolwiek im się stało to serce by mi pękło. Ale są dni i chwilę gdy mam ochotę wysłać ich w kosmos.
    Też mam już opanowane totalnie wyłączenie się gdy córka histeryzuje przez godzinę totalnie o nic. Z boku wyglądam jakbym miała własne dziecko w czterech literach, wyrosną matka którą nie interesuje że jej dziecku krzywda się dzieje bo przecież skoro tak wyje to pewnie coś strasznego musiało się stać. Ą ona strzela kolejnego focha, bo pierwszy był o pierdole i schowala się w kącie i w tym czasie jej brat przyniósł coś zeby się pochwalić i ona tego nie widziała, a okazuje się że chciała zobaczyć i liczyła na to, że brat do niej też podejdzie chociaż on nie wiedział gdzie siedziała schowana... no i histeria, tłumaczenie nic nie daje... płacz przez 15 minut jakby ktoś obdzieral ja że skory.... albo w sklepie wielki płacz syna, bo zamiast ominąć jakiś stojak z lewej strony to poszliśmy z prawej.... to są po prostu jedne z tych dni...

    OdpowiedzUsuń
  27. Mam 2 dzieci, 2 i 5 lat, parka. Czasem od 6 rano kloca sie o kazda zabawke albo kto tu siedzi. Bija sie jak zawodnicy mma. Wybuchne czasem bo jak nie??? Oboje uparci, zadne nie odpusci. Kocham ich nad zycie, ale Boże za jakie grzechy?��

    OdpowiedzUsuń
  28. A Ty te dzieci w ogóle usiłowałaś kiedykolwiek wychować i nauczyć jakichś NORMALNYCH zachowań?! Żeby nie było, że jak będę miała własne, to ble ble ble... - wychowałam trójkę, w większości samotnie (po śmierci męża) i w życiu nie miałam takiego cyrku i demolki w domu, ani nie musiałam drzeć się na dzieci. To jest porażka wychowawcza, a nie powód do usprawiedliwienia zachowania.

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.