JESTEM MAMĄ OD 20 LAT

     

           20 lat temu po raz pierwszy zostałam mamą. Byłam młoda niedoświadczona i mimo wszystko pewna, że sobie poradzę. Miałam 19 lat i trzy i pół kilo człowieka na rękach. Pierwszy szok przeżyłam, kiedy miałam wprowadzić wózek na schody do bloku. Stromy wjazd, wysoki, na jakieś dwa metry. By mały nie wypadł, wprowadziłam wózek tyłem, ciągnąc go na dwóch kołach. Potem już tylko w ten sposób wprowadzałam i sprowadzałam. Krawężniki były bardzo wysokie, nawet te przy przejściach dla pieszych. Podczas próby podjazdu wózek stawał dęba. Nauczyłam się wprowadzać wózek jedną ręką, a drugą trzymałam dziecko, żeby nie wypadło. Na spacery zabierałam wodę w termosie, odmierzone mleko w proszku i butelki. W osobnej buteleczce herbatkę. Dopajanie dziecka od pierwszych dni życia było standardem. Nie byłam gotowa na własne, dorosłe życie, mimo to, byłam odpowiedzialna za drugiego człowieka.

Był to koniec lat 90. Półki sklepowe uginały się od towaru, ale nie oszukujmy się. Nie był od zbyt dobry. Pampersy były fatalne jakościowo. Różowe dla dziewczynek, niebieskie dla chłopców. Był to faktycznie kawałek ceraty z ligniną środku. Nie dość, że masakryczne odparzały, to jeszcze przeciekały. W tym czasie powstała pierwsza Biedronka w mieście, gdzie mieszkałam. Mogłam kupić w niej taniej Bebiko dla małego. Jednak kp było komfortem. MM wydatkiem i utrapieniem. Przykazane miałam od mam, że dziecko ma spać osobno. Spał ten mój synek w łóżeczku, a jak przez pierwszy rok na materacu obok. Etap popularnego chodzika mnie ominął. Córka koleżanki wjechała w nią, kiedy ta odlewała ziemniaki i została poparzona. Po tym doświadczeniu wystrzegałam się chodzika. 

Obowiązkiem każdej młodej mamy było karmienie dziecka już od czwartego miesiąca startym jabłkiem i marchewką, oczywiście dosładzanymi. Kiedy tylko dziecko siadało, dostawało w rękę kawałek skórki chleba lub bułkę. Kiedy mały skończył 1,5 roku, odmówił jazdy wózkiem. Dreptał ten pędraczek obok mnie, a mi przemieszczanie się z punktu A do punktu B, zajmowało wieki. Nie goniłam, tak, jak dziś, dreptałam w jego tempie. 

Pierwszy rower, pierwsze rolki, deskorolka. Mimo iż było to ponad 15 lat temu, zawsze miał kask i rower. Już wtedy była świadoma i nie chciałam narażać go na niepotrzebne kontuzje. Tym bardziej że ślady po własnym upadku z deskorolki mam do dziś na kolanie. Nigdy szczególnie nie był fanem piłki. Za to uwielbiał jeździć. Skateparki pojawiły się, gdy był już w gimnazjum. 

Uczyłam się świata, zasad panujących w dorosłym świecie. Popełniłam wszystkie możliwe błędy i kilka zupełnie nieprawdopodobnych. Dorastałam razem z nim. Chyba dzieckiem przedłużyłam sobie dzieciństwo. Wszyscy brali nas za rodzeństwo. Otaczająca nas rzeczywistość zmieniała się wraz z nami. Zawsze był zadbany i dopilnowany. Czy wyrósł na wartościowego człowieka? To pokaże czas. Nie umiem dziś ocenić 20-latka. Wiem, co miałam w głowie w tym wieku, pamiętam, ile czasu zajęło mi dojrzenie do pełnoletności. Dziś mogę powiedzieć tylko najlepszego młody i gratulacje dla mnie, że mimo wszystko dałam radę cię wychować.

Podobne artykuły, kliknij w tytuł

Lubisz już mnie? Polub
                                                

CONVERSATION

4 komentarze:

  1. Pięknie... Za dwa dni minie 16 lat, kiedy ja zostałam mamą po raz pierwszy i też miałam wtedy 19 lat. ��

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam 42 lata syna 22i córkę 20,czuję się fantastycznie bo udało mi wychować dwie najważniejsze osoby w moim życiu, Duma mnie rozpiera jak o nich mówię i patrzę na nich a wzruszenia na maxa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam w klubie 19-stoletnich mam. Z tym że, mój "bobas" niedługo skończy 17-tkę :) Czas zleciał, jak szalony.

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.