KARMIENIE, SIKANIE, PRZEWIJANIE-MAMY PROBLEM.


Po artykule "Pampers z niespodzianką..." rozpoczęła się szeroka dyskusja za i przeciw.
Jako matka powinnam być oburzona oburzeniem pani Agnieszki Kublik, jednakże mam jeszcze
pomimo potrójnego, ciążowego odmóżenia odrobinę zdrowego rozsądku.

"Wychodząc z domu bez dzieci nie chcę:

- patrzeć na cudze smarki czy ślinotok

- potykać się o jakąś zabawkę

- słuchać wycia (bo rodzice albo olewają, albo nie radzą sobie)

- tolerować pokazu akrobacji (przecież wspinanie na krzesła jest takie urocze)

- poczuć nagle kupki pomiędzy kęsem schabowego, a ziemniakiem." 
Razi mnie ostentacyjne, publiczne karmienie piersią.
Każde dziecko ma prawo zjeść na żądanie, ale nie godzę się na wywalanie cycków "bo ja karmię",
sorry ale nie każdy ma ochotę oglądać zwisy dyndające nad talerzem, jeśli zechcę takowe pooglądać 
pójdę do nocnego klubu. O matkach dostojnych (dojnych)-pisałam TU.
 Nadszedł odpowiedni moment, żeby zastanowić się nad współżyciem.
W jakiej sytuacji jest stawiana postronna osoba, mimowolny widz?
Jak czuje się ktoś komu właśnie zesrano się pod nos, na jego oczach podgrzano mleko 
zanurzając w zupie bezwiednie zwisający cyc?

Jestem matką. Karmiłam piersią troje dzieci. Zdarzało się, że robiłam to publicznie, 
ale z poszanowaniem siebie, zawsze zakrywałam się szalem.
Proszę mi tu tylko nie mylić ze szczelnym okrywaniem dziecka kocykiem,
co to, to nie. Dla własnego komfortu zakrywałam siebie, by nikt nie musiał oglądać mojej golizny.
Zdarzało mi się karmić w sklepach (w kilku dostałam nawet stołek lub krzesło dla wygody), zoo, parku,
na plaży, nawet w kościele-tak, księża wolą, żeby matka nakarmiła maluszka w bocznej nawie niż miałaby dzieciaczyna płakać z głodu podczas mszy.
Przewijanie dziecka jest czynnością niezbędną dla zdrowia i higieny,
jednak są miejsca w których można to zrobić bez przyprawiania ludzi o mdłości.
Większość toalet w miejscach publicznych posiada przewijaki, jeśli takiego nie możemy znaleźć 
wystarczy zapytać obsługę, gdzie możemy pozbyć się smrodliwego problemu.
Czasem okazuje się, że przewijak stoi w szatni lub jest złożony w składziku.

Od razu rodziców pieluszkowych zapraszam do dyskusji po odpieluchowaniu malucha w środku zimy,
tu dopiero zaczyna się jazda. Brak przewijaka to pryszcz, z tym większość społeczeństw kreatywnie sobie radzi. Wszelkie pomysły, jak wysadzić maluszka na mrozie przyjmuję od ręki
(na razie przyszło mi do głowy pukanie do obcych domów i żebranie o wstęp do toalety).

Wiosną i latem odpieluchowanych można od razu rozpoznać. Sikają na trawę.
Raczej nie polecam robienia tego na placach zabaw (po to są ogradzane, żeby psy i inne stworzenia ich nie obszczywały), jednak z siusiu na trawkę w parku nie robiłabym problemu, dziecko nie wytrzyma, jak zawoła, musi zrobić tu i teraz.

 Jestem za:
-publicznym karmieniem, ale z szacunkiem do samej siebie
-braniem dzieci "do ludzi", ale w miejsca gdzie przede wszystkim dziecko nie będzie odczuwało dyskomfortu
-strefami wolnymi od dzieci
-szelkami dla dzieci-o czym pisałam TU
 Zdarzają się sytuacje niezależne od nas, ale zanim wpadniemy w szał bycia
 pełnoetatowym rodzicem pomyślmy chwilę, czy właśnie nie robimy czegoś, co nas samych 
by odrzuciło i zniesmaczyło. Bycie rodzicem nie zwalnia nas z logicznego myślenia.
 Zapraszam do dyskusji.

                                                           

CONVERSATION

25 komentarze:

  1. Tez o tym pisałam. I chociaz jestem matką to widok gołej pupy wcale nie jest słodki, a jesli do tego dochodzi kupa to tym bardziej...:/

    OdpowiedzUsuń
  2. Słusznie !!!! mam dość epatowania ludzkości faktem iż właśnie powiłam to 7me cudo świata. Wszystkie (lub prawie) rodziłyśmy dzieci , jest to fakt naturalny, nic w nim z mistycyzmu , natomiast wiele niezręczności i kłopotliwości. A chodzenie z dziećmi po knajpach uważąm za kompletny brak zdrowego rozsądkui zasad. Jeśli idziesz balować -dzieciątko idzie do babci. To tyle. Wkurzona jestem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdyby trafiło na mojego męża, to raczej głośno by skomentował widok kupy pod jego nosem przy stoliku obok. Ja zresztą, nie byłabym gorsza. Dla mnie, to nie wina dziecka, że się skichało, tylko brak myślenia ze strony rodziców. Totalnie odmóżdżenie i tyle w temacie.

    OdpowiedzUsuń
  4. W końcu ktoś to ujął bezbłędnie:) Brawo!

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdrowe podejście i całkowita zgoda. Też jestem matką, która zaledwie kilka lat temu pozbyła się pieluch. Natomiast uważam, że kobieta niewidzialna racji nie ma. Chodzenie z dziećmi CZASEM do knajpy jest dobre - uczy dziecko i oswaja z nowymi miejscami i przebywaniem wśród ludzi. Tyle, że trzeba dobrać odpowiednią knajpkę, odpowiedni czas i odpowiednie dziecko ;). Nie każde wytrzyma dłużej niż 10 minut. Ale są też knajpki z miejscami do zabawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem za tym, by jednak od czasu do czasu zabrać dziecko do knajpy, ale w celu nauczenia go, jak należy się w niej zachowywać. Mnie tak prowadzała babcia, jestem jej za to wdzięczna do dziś. Teraz babcia mojego dziecka przejęła tę pałeczkę, bywa z wnusią 10x częściej niż ja, ale wybiera zawsze miejsca kidsfriendly, albo takie, w których po prostu jest mało ludzi (inna sprawa, że moje dziecko grzecznie je normalne jedzenie z talerza i nie ma zwyczaju biegać bez dozoru, bo zawsze ktoś ma nad nią pieczę, a jest w trudnym wieku dwulatka).

      Usuń
  6. Oprócz szelek ;))) zgadzam się w zupełności! Też karmie publicznie, ale z poszanowaniem siebie i innych. W ogóle gdybyśmy tak myśleli więcej o tym, by wszystkim wokół było dobrze, o ile milej by było na tym świecie;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybyś musiała potuszać się z dwójką maluchów szelki byłyby twoim ulubionym przedmiotemn mam pewność, że dzięki nim żadne z dzieci nie wyrwie mi się i nie pobiegnie na ulicę.

      Usuń
    2. No ja się poruszam z dwójką;) tylko jedno z dwójki spokojnie jeszcze w wózku leży;)) i starsza idzie ze mną za rękę,albo przy mnie - nigdy nie miałam problemu. Ale może to kwestia temperamentu dziecka. Dla mnie szelki odpadają i juz;) ale szanuję zdanie i potrzeby innych. Dla kogoś mogą być strzałem w dziesiątkę;)

      Usuń
  7. Popieram i podpisuje sie pod tym

    OdpowiedzUsuń
  8. Mały człowiek ma PRAWO bywać wszędzie, ale my dorośli MAMY OBOWIĄZEK dawkować jemu i otoczeniu doznania. Umiar i rozsądek..PPozdrawiam Magdalena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie, nie ma prawa bywać wszędzie. bo są miejsca, w których najnormalniej w świecie przeszkadzałby innym. opera, teatr, kino, konferencje to tylko mały przykład.

      Usuń
    2. Drogi anonimie po twoim wpisze widać że czytanie ze zrozumieniem zanika w narodzie. Poza tym fajnie jest się podpisać. Pozdrawiam Magdalena

      Usuń
  9. Popieram i jako matka cieszę się, że są strefy wolne od dzieci ;) byłam korzystałam i polecam. Nigdy nie przewijałam dziecka przy osobach, które jedzą, a gdy gdzieś wychodzę biorę pieluszkę, żeby zakryć się gdybym musiała karmić.

    OdpowiedzUsuń
  10. dobrze napisałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny tekst! Popieram wszystko!

    OdpowiedzUsuń
  12. Corka ma juz lat 21 i mam prawo oczekiwac wnukow w niedalekiej przyszlosci. Corke karmilam piersia- dalo sie to zrobic dyskretnie, tak samo z przewijaniem- do restauracji tez sie wybieralam z corka, a byly to czasy, gdy w Polsce krzeselka dzieciece w restauracjach dopiero sie pojawialy. Nadpobudliwej corki nie ciagalam po restauracjach przeludnionych, gdy w prezencie dostalam torbe- przewijak- skakalam pod chmury- moglam przewijac wszedzie- nie na widoku, oczywiscie. Dalo sie, tylko trzeba bylo chciec.

    OdpowiedzUsuń
  13. W dużej mierze - zgoda... Ale... Mam troje dzieci... Jeden z moich synków, siedmioletni ma zespół Aspergera, jest głuchy - zaimplantowany ślimakowo. Mówi bardzo głośno, krzyczy, dostaje ataków szału. A kiedy chce do toalety, to "już, natychmiast"... Od ponad sześciu lat nie byliśmy razem w restauracji... Kilka razy byliśmy w teatrze czy kinie - na jakieś dziesięć minut... Jeden raz zdecydowaliśmy się na podróż pociągiem (przez jakiś czas nie mieliśmy samochodu, a bardzo chcieliśmy wziąć udział w tradycyjnym, rodzinnym wyjeździe) - jeden ze współpasażerów zapytał konduktora, czy nie ma w składzie bydlęcego wagonu, żeby nas w nim umieścić. Naprawdę uważacie, że dla każdego dziecka da się znaleźć opiekunkę? Babcie, ciocie - trochę boją się wziąć za niego odpowiedzialność i rzadko zgadzają się z nim zostać - wolimy zostawiać taką ewentualność na naprawdę ważne przypadki, chociażby na pobyty szpitalne i wizyty lekarskie z córką, która jest chora przewlekle. Kiedy w szkole drugiego syna (uczy się w szkole muzycznej) dyrektor zwrócił uwagę, żeby nie przyprowadzać jego brata na uroczystości szkolne, bo przeszkadza - to starszy syn wstał i przy całej swojej klasie powiedział, że w takim razie jego też nie będzie - a potem przez ponad dwie godziny płakał w domu... Czy zastanawialiście się kiedyś, ile rodzin "siedzi po domach" w sytuacji takiej jak nasza?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam takiej sytuacji,jak twoja, ale mam nadpobudliwe dziecko, co zawsze jest przeze mnie uwzględniane, gdy wybieram miejsce, do którego jedziemy. Musi być przyjazne dzieciom i dla nich komfortowe, ale jeśli wychodzę sama wybieram miejsca z dala od dzieci-nie będę przepraszać za to, że mam w pobliżu babcię.

      Usuń
    2. Niestety, nie wszystkie dzieci są "idealne". Serdecznie współczuję :( Nigdy nie robiłam uwag, w ogóle żadnych uwag innym mamom.

      Usuń
  14. Uważam bardzo podobnie. Wszystko z wyczuciem i umiarem. A tyle matek podnosi się na jakiś śmieszny piedestał bo.. jest matką. I wszystko może. Koniec kropka, pozamiatane. ;/

    OdpowiedzUsuń
  15. tekst prosto w punkt! Podpisuję się obiema rekami :-) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. Super temat. Zawsze szanowałam odczucia innych ludzi, cycka nie pokazywałam obcym nawet we własnym domu czy nawet w szpitalu. To, że wszystkie dzieci nasze są, nie znaczy, że musimy wszystko tolerować ;) Popieram :)

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.