dziecko na smyczy


Każdy rodzic dba o zdrowie i bezpieczeństwo swojego dziecka.
Wiemy doskonale, jaki temperament ma nasz maluch.
Czy jest to spokojny,
potulny, wstydliwiec,
czy wręcz przeciwnie: tajfun i pędziuch.

Oczywiście każdemu życzę tego spokojnego dzieciątka.
Posłusznego, idącego grzecznie za rączkę,
takiego, które nigdy się nie wyrwało
i nie przebiegło przez ulicę.

Zaraz pojawią się gromy zewsząd:
"co to za matka, która pozwoliła dziecku po ulicy biegać?".

Nie, nie pozwoliła, 
gdy się nie wyrwało, to by nie biegało.

Moje dzieci mają temperament, 
są ciekawe świata, najpierw robią, potem myślą
(jeśli u dwulatka można nazwać myśleniem, czy analizowaniem zagrożeń).

Za głosy typu: "trzeba mocno trzymać" podziękuję.



Zadałam proste pytanie:
szelki dla dziecka, tak czy nie?

Posypały się od razu komentarze:

"Dziecko to nie zwierzę, które można na smycz zapiąć czy czymś podobnym.!!!Najlepiej to niech Mamusia i Tatuś się zapną się na coś takiego i zobaczą czy to tak fajnie.Dziecko ma się wylatać,a nie na uwięzi!!!Osobiście nigdy bym swojemu dziecku takiego czegoś nie założyła!!!"

"Obowiązkowe. I kaganiec."

"Dziecko to nie pies"

"dla mnie jak smycz dla psa. Nie używałam przy zadnym z 4 i używać nie mam zamiaru. Potrafią chodzić za rękę albo trzymać się wózka i nie zdarzyło im się nie posłuchać. Najmłodsza jeszcze sama nie chodzi ale też szelek nie będzie. Nawet co inteligentniejsze psy można nauczyć chodzenia grzecznie przy nodze więc czemu dzieci mają tego nie pojąć? Ale ja jestem ogólnie ch... matką więc u mnie nie ma i nie było rzucania się na zakupach ze chcą to czy tamto, uciekania pod samochód, plucia na rodziców i lania ich po twarzy itd itp. Znam taką metodę niewychowawczą co eliminuje używanie szelek  Nie mam nerwów na takie pitolenia mówienie po milion razy patrzenie w oczy modelowanie głosu i szukanie w sobie zaginionych pokładów cierpliwości. Trudna. Taka franca się moim dzieciom trafiła i tyle."


Otóż szanowni państwo,
dostrzegłam komentarze z poczuciem humoru,
szkoda, że większość wzięła je całkiem poważnie
lub co gorsza myśli tak, jak pisze.

Na pierwszy zdjęciu widać dwie dwulatki,
idą za rączki chodnikiem,
pas od szelek trzymam ja.

1. Jest to bezpieczna metoda wyjścia na ulicę z dziećmi.
2. Dzieci uczą się chodzenia w parach z rówieśnikami.
3. Wciąż mam oczy dookoła głowy, ale czuję się bezpieczniej wychodząc poza podwórko.
4. Nie spotkałam się z żadnym negatywnym komentarzem na ulicy.
wręcz odwrotnie, raczej słyszę: "jakie to pomysłowe, praktyczne".
5. Na podwórku dzieci biegają bez ograniczeń
(jeśli ktoś uważa inaczej współczuję mu toku myślenia).

Na rynku są dostępne różne szelki, uprzęże, czy plecaki ze smyczami,
ale oczywiście możecie tradycyjnie chodzić z wózkiem, czy za rękę
o ile dziecku również taka forma wyjścia na ulicę odpowiada.

Miałam o tym wspomnieć, dzięki Paulino, że to powiedziałaś:
"BTW szelki to nie nowomoda, bywały w latach 70 i 80, robiono je głównie do spacerówek i gondolek, bo wtedy wózki nie miały pasów na stanie, jak obecnie. Działało to też na spacerach, Niemałż był dzieckiem smyczowym. Babcia wręcz kazała mi się rozglądać za takimi szelkami, bo wychowała tak dwóch ruchliwych synów i nie wyobrażała sobie spacerów z roczniakiem w inny sposób. Obydwaj przeżyli"

Polub głos rozsądku.

                                                         

CONVERSATION

34 komentarze:

  1. Ano właśnie. Łatwo tak krytykować, kiedy się ma grzeczne dziecko chodzące za rączkę i nie wyrywające się. Ciekawe co by taka mama mówiła o szelkach, gdyby jej dziecko przy ruchliwej ulicy próbowało się wydostać z uścisku. Nie byłam w takiej sytuacji, Martyna zawsze się mnie trzyma kiedy idziemy przy ulicy, dlatego napisałam że nie mam na ten temat zdania. Ale w życiu nie pomyślałabym żeby dziecko do psa tu porównywać :O

    OdpowiedzUsuń
  2. przy pierwszym synu miałam szelki, przy drugim to jakoś nie pamiętam więc chyba nie ale jeden i drugi wyszli na ludzi, teraz przy Tomciu się zastanawiam jeszcze zobaczę bo chodzić dopiero zaczyna więc czas pokarze co i jak :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przy córce nie musiałam, ona taka boidupka że nigdzie się nie wypuszczała, grzecznie za rękę, jak ręce zajęte to i za nogawkę ;) na podwórku na bezpiecznym placu to musiałam ją wręcz "wypychać" żeby sie mnie kurczowo tak aż nie trzymała, ale przy synu (jeszcze nie chodzi) to chyba zakupię cały arsenał bo on jest wszędzie w ciagu sekundy...juz się boję co to będzie jak zacznie chodzić ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ha dla dwulatka i jego bezpieczenstwa super ale dla roczniaka jako przyrząd do nauki chodzenia tez swietna sprawa

    OdpowiedzUsuń
  5. Do spacerówki, fotelika, huśtawki,kiedyś stosowałam do wszystkiego, żadne z wymienionych nie posiadały pasów w zestawie, a i na wyjścia do miasta również zakładałam dzieciom, takie szelki to nic nowego.

    OdpowiedzUsuń
  6. Coś w tym porównaniu do psa jest, ja mam koty i one jak i Chibi uwielbiają się bawić tymi samymi zabawkami! I żadne mnie nie słucha! Czyli jakiś tam element wspólny jest ;)))) hehe

    OdpowiedzUsuń
  7. Każda sytuacja jest inna każde dziecko jest inne. Ja osobiście posiadam szelki dla córki,dostałam od rodziny,ale ich nie używam póki co u Nas alternatywą spacerów "w mieście jest wózek " Wiadomo,że każda mama wie co dla jej dziecka jest dobre i bezpieczeństwo dziecka jest najważniejsze. Uważam,że tylko krowa poglądów nie zmienia i nie wiem jak będzie kiedyś i jakby było gdybym miała dwójkę dzieci...
    Pozdrawiam wszystkie mamy :) Klaudia Czapkiewicz-Ziółek

    OdpowiedzUsuń
  8. Też się zastanawiałam nad zakupem takowych dla moich bliźniaków. Ale udało się ich tak zdyscyplinować, że najczęściej chętnie jeżdzą w wózku a jak idą to sami pilnują, żeby się trzymać za ręce. Jednak nie uważam szelek za coś złego. Bardzo często jest to jedyne rozwiązanie, żeby kobieta mogła ze spokojnym sumieniem wyjść z dziećmi z domu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój podwójny wózek nadaje się do prania, tylko opcja na nóżkach.

      Usuń
  9. I jak zwykle, że moja prawda jest najmojsza, a my matki mamy tendencję do żarcia się o byle pierdołę.Tak bym to podsumowała.

    OdpowiedzUsuń
  10. O szelkach pomyślałam tak na serio kilka tygodni temu, kiedy mój Pierworodny wyszedł z nami ze sklepu i najzwyczajniej w świecie uciekł nam na parkingu. Niby na pasach, ale jednak. Ja wrzask i bieg, Mąż podobnie. Tylko co by to dało, gdyby akurat jechał samochód? Gdyby to nie był parking, a ulica? Syn przechodzi bunt 3latka i nie dość, że wszędzie go pełno, to musi być wszędzie pierwszy. Nie zawsze jesteśmy w stanie utrzymać dziecko za rękę. Nie zawsze jesteśmy w stanie przewidzieć jego ruch. Lepiej dmuchać na zimne niż płakać w sali szpitalnej czy gorzej, nad grobem dziecka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy 7lat temu córkę prowadzałam na szelkach teściowa też komentowała to mało przchylnie, potem Gaba uciekła jej (wyrwała się i przebiegła przez dużą ulicę, gdy wracały z przedszkola) i zmieniła zdanie na ich temat.

      Usuń
  11. Myśmy mieli szelki razem z plecakiem. Laura uwielbiała nosić plecak, a przy okazji, ja miałam ją na oku. A była dość niesfornym dzieckiem.
    Współczuję ludziom, którzy dodają sobie całą filozofię do głupich szelek- przecież na szyję tego dziecku nie zakładasz....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też jest plecak-biedronka, ale szelki dla nas wygodniejsze.

      Usuń
  12. Och, uch, zostałam zacytowana, huuu, wdech, wydech...! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jesteś jednym z najrozsądniejszych głosów i często piszesz zanim zdążę powiedzieć to na głos :)

      Usuń
  13. Moje dzieci były niespotykanie spokojne, zawsze chodziły za rękę i nie oddalił się zbyt. Potem mi ktoś syna podmienił ;) ale to już inna bajka :). Szelki fajna sprawa :) pozdrawiam Magdalena :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja miałam szelki dość długo. Bo to moje małe to pieronek. :) Co do złośliwych komentarzy ja nie miałam przypadku, ale spotkała się moja mama będąc z małą na spacerze. Było stwierdzenie że dziecko na smyczy prowadza. Na co Babcia nie wiele myśląc odpysknęła że woli dziecko prowadzać na smyczy niż zbierać martwe z ulicy. :) Co skutecznie zamknęło co poniektórym jadaczki :D

    OdpowiedzUsuń
  15. W dupach się przewraca! Może jeszcze do kaloryfera przykuć i zakneblować? Jak nie umiesz wyjść z dzieckiem na dwór to siedź w domu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy poza tytułem coś przeczytałaś/przeczytałeś?

      Usuń
  16. U nas plecaczek ze smyczką kupiła Babcia bo nie wyrabiała przy małej Gabi ;-) Mi się plecaczek sprawdził jak urodził się Norb Gabi miała 1.5 roku. Mieszkaliśmy w centrum miasta wszędzie ruchliwe ulice, mąż był 12-14h poza domem a ja byłam sama z dzieciakami... musiałam zrobić zakupy ... jakoś funkcjonować i taki plecaczek ze smyczką dawał mi pewność ze podczas maratonu przez miasto - Gabi mi się nie wyrwie np do gołębia na ulicy ;-)
    Gabi ogólnie pożegnała sie z wózkiem jak miała 1,5 roku chciała CHODZIĆ :-)) i była bardzo z tego dumna :-)) pokonywała naprawdę długie trasy :-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zupełnie, jak Adi, 1,5 roku minęło-skończył się wózek, ale on nie uciekał, nawet jak szedł bez trzymania za rękę, to po prostu dreptał grzecznie ;).

      Usuń
  17. Zanim sama zostałam mamą, a nawet zanim moja córeczka nauczyła się chodzić, a właściwie to biegać, też byłam wielką przeciwniczką smyczy dla dzieci... a przed ostatnimi wakacjami sama kupiłam jej plecaczek ze smyczą i dzięki niemu mogłam jej pozwolić samej chodzić po różnych miejscach! Polecałam go nawet u siebie na blogu jako pomysł na prezent, bo uważam, że jest rewelacyjny, a jak komuś smycz bardzo przeszkadza to można ją odpiąć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie idealizują świat ślepo kracząc za jedną wroną, smutne, ale zawsze mówię, poczekam, aż będziesz w takiej sytuacji,przypomne wtedy twoje zapieranie się ;)

      Usuń
  18. Szczerze mówiąc opadła mi szczęka, jak przeczytałam dyskusje na facebooku. Choć nie, słowo dyskusja tu nie pasuje, bo argumentów tam wielu nie widziałam. Za to wylewania frustracji i słów nie na miejscu, obraźliwych było sporo. Tak jak pisałam tam - słodkie polarki z uszkami są urocze, kojce ładne, kolorowe i funkcjonalne
    a zabawki - piszczałki są firmowe, wiec wcale nie wyglądają jak gryzak dla szczeniaka. Ale "smycz" ? nie wazne jak dziala, tylko jak wygląda??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat moim szelkom nie mam nic do zarzucenia, jedne z baby ono drugie z mothercare ;)
      Niektóre komentarze faktycznie ponizej poziomu.

      Usuń
  19. Nie miałam szelek. Póki co dziewczyny grzeczne tfu tfu.jak zmieni front, ta mniejsza to zakupie!
    Nie mam nic przeciwko,a nawet jestem za, bo jak powszechnie wiadomo są różne dzieci i różne charaktery.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja przy pierworodnym stosowałam szelki w szczególności podczas zakupów, jak musiałam za rękę prowadzić synka i tachać siaty z zakupami! Szelki były mega pomocne, bo mi synek nie uciekał. Później stosowałam też szelki, jak już urodziłam młodszego synia, wtedy starszy miał ponad 2 latka i wychodząc z wózkiem i starszakiem, starszak często chciał sam chodzić i najczęściej nie tam, gdzie mama jechała z wózkiem. Więc szelki były w częstym użyciu:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Może faktycznie smycz kojarzy się z wyprowadzaniem zwierząt. Nie mam na ten temat zdania, musiałabym zobaczyć, jak to sprawdza się w przypadku dzieci i jak na to reagują.
    P.

    OdpowiedzUsuń
  22. Mam 2-latka chodzącego w szelkach i jestem z tego dumna!!!! Dbam o bezpieczeństwo mojego dziecka. Szelki kupiłam bo mały jest bardzo rozbrykany a my lubimy spędzać czas na powietrzu- górskie szlaki, długie spacery za miastem itp. Fakt posiadania smyczy oburzył jedną moją znajomą, że to nieludzie- Dodam, że ta znajoma nie wychodzi z dziećmi z domu, ba! unika ich jak ognia a dziećmi zajmuje się babcia, więc jak można brać na serio zdanie właśnie takich ludzi, którzy rodzicami są tylko z nazwy i dlatego lubią siać zamęt wśród dobrych matek powodując wyrzuty sumienia. Nie dajcie się! Szelko to idealne rozwiązanie dla niesfornych dzieci!

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja mam 3dzieci ,2 starszych synów nigdy nie prowadziłam na smyczy bo ogólnie byli bardzo grzeczni pilnowali się nas ale corka-dodam że różnica wieku między najmłodszym 7lat- to istny żywioł. Dla niej jak my ja gonimy to istna zabawa ma prawie 2 latka i bardzo ciężko jest ja upilnować ...wszystko łapie i ciągle ucieka ...nikogo się nie boi . Zastanawiam się nad zakupem takich szelek bo mąż jest kierowcą ciągle to nie ma i ja wszędzie sam . Nawet do wózka ciężko mi ja włożyć, chłopcy nie dają jej rady gdy np. Wyjmuje wózek z bagażnika to córka już po parkingu biega albo gdzieś na ziemi i płacze że nie chcą jej puścić bo czasami to naprawdę trzeba użyć siły żeby nie uciekła. Więc dla mnie takie tłumaczenie ze to pies wolę nie ma się do temperamentu dzieci...

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie używałam szelek, gdy moje córki były małe, bo ich nie miałam. Starsza była spokojna, ale przy młodszej nie raz serce mi stawało ze strachu, ze ją coś zaraz rozjedzie. Nie chciała chodzić za rękę, trzymać się wózka- "ja sama" to było jej pierwsze zdanie. Wyrywała się uciekała, a ja zostawiałam starszą w wózku i biegłam za nią, aby złapać ją zanim wpadnie pod nadjeżdżający samochód. Dzisiaj jestem babcią prawie dwulatka, który energię i samodzielność odziedziczył po cioci. Nie wyobrażam sobie wyjścia z nim bez szelek i smyczy. Nie zaryzykowałabym życia dziecka tylko dlatego, że komuś nie podoba się, że dbam o jego bezpieczeństwo używając szelek i smyczy.

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.