SEN O UMIERANIU-UMIESZ SIĘ Z NIEGO OBUDZIĆ?

środa, 10 kwietnia 2019
śmierć sen o śmierci


Miałam sen. Spokojny i prawdziwy. Nie było w nim płaczu, smutku, ani histerii. Miałam sen o umieraniu. Byłam w jakimś domu, może ośrodku. Gdzieś, gdzie śmierć jest naturalna i przyjmowana, jak dobry przyjaciel. Wiedziałam, że umieram. Nie wiedziałam nic o chorobie, wiedziałam tylko, że
ma to nastąpić jutro. Sny potrafią być dziwne, ten był wyjątkowo wyważony i monotonny. Spokój. To jedyne słowo, jakie przychodzi mi do głowy, by go opisać. Chciałam go dośnić. Dlaczego? Chyba każdy próbuje dośnić sen, każdy jest ciekawy co dalej? Kiedy się obudziłam, pierwsze, o czym pomyślałam to, czy mój mąż umiałby ogarnąć ubezpieczenia. Dziwne, ale jakże realne. Bo przecież, jakby ten chłop, który nigdy nie wie, gdzie są jego majtki czy skarpetki miałby sobie sam poradzić?

Jakbyś się przygotowała, wiedząc, kiedy umrzesz? Umiesz o tym pomyśleć? Taka myśl skłania do refleksji. W czym zamyka się życie? W opłaconych czy nieopłaconych rachunkach. W zostawieniu po sobie niewyobrażalnej góry śmieci, które miały się kiedyś przydać. W chwili smutku. W pytaniach bez odpowiedzi. W polisie lub kilku zależy od przezorności. W bałaganie w dokumentach. W tysiącu nieuporządkowanych spraw. W czym jeszcze?

Po obudzeniu nie pomyślałam, że gdybym umarła dzieci zostaną tylko z tatą. Zastanawiałam się, czy poradziłby sobie z uporządkowaniem mojego bałaganu w papierach oraz, czy miałby siłę i świadomość tego, że na wypadek śmierci rodzica szkolne ubezpieczenie również działa i dzieci dostają jakąś rekompensatę, że prywatne ubezpieczenia również tak działają. Czy to normalne? Czy człowiek, który śni o własnej śmierci, nie powinien napić się kawy i przywitać z radością dzień? Nie, usiadłam i zastanawiałam się, jak by po mnie ktoś zdołał ogarnąć bałagan, jaki wokół siebie zgromadziłam...

Sen o własnej śmierci ponoć jest zwiastunem zmian i konieczności podjęcia ważnej decyzji. Lecz z drugiej strony sny to odzwierciedlenie potrzeb, obaw, czy zwyczajnie przypadkowo sklejona sieczka z obejrzanych filmów. Wierzysz w sny?

5 komentarze

  1. Czy eierse to nie wiem tak fo końca. Mnie najbardziej przerazaja sny ktote mnie budzą, zasypiam dalej i kontynuacja w nieskończoność

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo dawno nie miałam snu, który mnie obudził. Jeszcze dawniej takiego, po którym bałam się zasnąć, nigdy chyba nie miałam kontynuacji.

      Usuń
  2. Mi się już śniło, że jestem w trumnie i wokół mnie mnóstwo kwiatów. Bardziej byłam zachwycona kwiatami niż myślałam o tym co się dzieje ;) Co do spotkania ze śmiercią, nie myślałam tak o tym, jak o zakończeniu cierpienia. Po pierwszej cesarce, kto wychowa Asię i czy będzie szczęśliwa. Teraz córki są samodzielne, niezależne, myślę o kotach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koty muszą mieć opiekę :) Mnie sen o trumnie by zasmucił, cała rodzina wie, że jestem przeciwna trumnom. Kremacja i urna. Zdecydowanie bardziej to higieniczne niż proces gnilny ;)

      Usuń
  3. Ja chyba tez zaczełabym sie zastanawiać jak mąż by sobie ze wszystkim poradził i zrobiłabym plan, by mu w tym pomóc :)

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.