JAK WAŻNE JEST WSPARCIE RODZINY PO OPERACJI?

środa, 6 marca 2019
operacja-rekonwalescencja

             Zwyczajny dzień przerwał telefon: zwolniło się miejsce na operację. Tak, mogę. Za dwa dni. Nie miałam czasu na przemyślenia, przygotowania, wahanie. Szybkie spakowanie piżamy, bielizny, ręczników... Byłam na oddziale. Dość głodna, bo na badania musiałam być na czczo. Potem tylko woda i rano na zabieg. Przed nim dostałam lek na uspokojenie, dzięki niemu nieco odpływałam podczas operacji. Przed nią dostałam znieczulenie podpajęczynówkowe. Znieczuliło mnie to od pasa w dół. Na sali pooperacyjnej musiałam spokojnie leżeć przez kilka godzin, nie podnosząc głowy-mogło to wywołać jej ból, z którym ciężko się potem uporać. Po woli odzyskiwałam czucie w nogach. Z godziny na godzinę czułam się coraz gorzej. Problem z oddaniem moczu, wzdęty brzuch i dół psychiczny towarzyszyły mi wiele godzin.

Po powolnym rozwiązaniu pierwszego problemu, dwa pozostałe towarzyszą mi nadal. Nie umiem poradzić sobie z brzuchem jak balon, a ten może utrzymywać się nawet do miesiąca. Dołuje mnie to, gdyż szłam do szpitala w dobrym wizualnie stanie, a wyszłam w gorszym. Zaleceniami po operacji jest oszczędny tryb życia, niedźwiganie niczego, nieprzemęczanie się. Tu wkracza moja rodzina. Teściowa gotuje obiady, mąż z dziećmi sprzątają. Zakupy robi mąż lub idę z nim i pokazuję mu, co ma wziąć do koszyka. Kosz z brudną bielizną do pralni wynosi mąż. Śmieci wynosi mąż i dzieciaki. Zmywarka to działka dzieci. Odkurzanie ogarnia starsza córka. Łazienką i kuchnią się dzielą.

Nauczyłam się cierpliwości. Jeśli trzeba coś przesunąć lub przenieść, czekam na innych domowników. Idealne wygojenie, niezerwanie szwów i dojście do siebie jest ważniejsze niż posprzątanie na już. Pozwalam sobie pomóc i wyręczać się w obowiązkach, które do tej pory były moimi. Czuje się źle psychicznie, ciało po operacji reaguje w tylko sobie zrozumiały sposób. Po kontroli i zdjęciu szwów okazuje się, że goi się na mnie, jak na psie. Gorzej z kłębiącymi się myślami i reakcją, nad którą nie panuję. Gdyby nie rodzina, nie poradziłabym sobie. W każdej chwili mogę liczyć na jej wsparcie rodziny i każdemu z was tego życzę.





2 komentarze

  1. Rana się zagoi, a Ty odpoczywaj :* Ciesz się, że masz na kogo liczyć. Miałam już taką sytuację, że dzieci daleko, a ja musiałam walczyć żeby mój eks mąż łaskawie wziął wolne (wyjeżdżał w dalekie trasy) i mi cokolwiek zrobił. Nie przeleżałam po znieczuleniu przepisowych 24 godzin, bo rano trzeba było wracać do domu. Przez to łeb już nie bolał, a napie*dalał przy każdym ruchu. Jak sobie przypomnę to płakać się chce. Dlatego dziś na zimne dmucham (nadal grozi mi operacja), olewam co mogę. Nie mogę liczyć, że ktoś mi coś poda, chyba że sąsiadka. Ciesz się, że nie jesteś sama. Trzymam kciuki za Twoje zdrowie kochana :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymam kciuki byś szybko wróciła na stare tory. Ważne by niec bliskich którzy się zatroszczą i pomogą

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.