NIEODPOWIEDZIALNE PRZEDSZKOLE!



          Jak wyglądają wasze placówki opiekuńczo-wychowawcze?  Ostatnio w sieci toczył się spór o przyprowadzenie zasmarkanych dzieci do przedszkola. Skrajna nieodpowiedzialność rodziców zostawiających usmarkane po pas dzieci zarażające zielonymi glutami innych, faszerowanie ich nurofenami, by po godzinie, czy dwóch rozsypały się, bo lek przestał działać-tak, to się dzieje w wielu placówkach. Do tego dochodzi poznańskie przedszkole, do którego mama przyprowadzała dziecko ze świerzbem, nie informując o tym innych oraz wszędobylskie roznoszenie ospy (zanim olejesz bezpieczeństwo innych i swojego dziecka poczytaj o powikłaniach). Ale do meritum.

Tu jestem, polub mnie.
                                                   

         Zaledwie tydzień temu pisałam o kreatywnej reklamie pani fryzjerki w przedszkolu  (lektura warta uwagi-kliknij). W skrócie: dzieci miały atrakcję, w postaci obwoźnego salonu fryzjerskiego, Mela nawet była zainteresowana szczotką z Krainy Lodu dla dziewczynek. Troszkę się poirytowałam, że o wizycie dowiedziałam się po fakcie. W ten wtorek w szatni pani wychowawczyni podetknęła mi pod nos zgodę na sprawdzenie czystości przez pielęgniarkę. Pani zarzekała się, że to rutynowa kontrola. Oczywiście spytałam, czy w przedszkolu są wszy, dwukrotnie, żeby się upewnić. Uzyskałam stanowczą odpowiedź: "NIE".  Zyskałam pewność, że wszy nie ma.

         Ok. Mimo kilku wpadek ufam przedszkolu. Jednak znów to zaufanie zostało mocno naruszone, gdyż rodzice donieśli mi, że jednak wszy w przedszkolu są. A że Mela ma bardzo długie włosy, jak na swój wiek dostałam od razu kilka informacji, żeby ja sprawdzić. To odpowiedni moment, żeby stwierdzić, że przysłowiowe KURWA! to za mało. Trąbię, że panuje wszędzie wszawica (na wpis o wszach wchodzi co miesiąc już ponad 7000 osób!), że są osobiste rzeczy, których nie mogą używać inni, a nauczycielka mnie okłamuje. Jaki dzięki temu przedszkole ma wizerunek? Godnej zaufania placówki?

         Wystarczyła by informacja, że pojawiły się wszy. Mamy-przypomnę- dwudziesty pierwszy wiek. Na to są preparaty do zwalczania, elektroniczne grzebienie do wyczesywania. Są też preparaty odstraszające, które stosuje się profilaktycznie! Wszy to nie kiła, to się łapie bez własnego udziału, ale po co o problemie informować rodziców? Lepiej traktować nas jak idiotów!


Podobne artykuły

 

     

CONVERSATION

16 komentarze:

  1. U nas w szkole było spotkanie ze szkolną pielęgniarką dotyczące właśnie wszawicy. Najpierw przez 15 minut mówiono, że tego nie trzeba się wstydzić, bo wszy nie biorą się z brudu, że trzeba informować szkołę itd., a na zakończenie pielęgniarka przyznała, że jak u kogoś wszy pojawią się drugi raz to szkoła powiadamia MOPS, bo to może świadczyć o zaniedbywaniu dzieci przez rodziców :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczerze mówiąc to zaczynam sie zastanawiać gdzie my żyjemy. Na wszystko trzeba wyrazić zgodę jak np sprawdzenie głowy ale jak już jest problem to zamiata się go pod dywan. Wystarczy informacja a rodzice na pewno zareagują bo niestaty to nic przyjemnego dla dziecka które się drapie i rodziny

    OdpowiedzUsuń
  3. Drżę na samą myśl, co będzie się działo w przedszkolu mojego syna kiedyś! W zasadzie - to oni powinni drżeć, bo ja nie jestem z tych, co udają, że wszystko im odpowiada!

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedyś to było naturalne, że pielęgniarki czy higienistki w przedszkolach i szkołach sprawdzały głowy, sama to nagminnie robiłam i nikt nie pytał rodziców o zgodę. Dawało się później mamie karteczkę i instruowało, co ma robić. Niestety, są i brudasy których wyplenić się nie da. Proponuję samej zwracać na to uwagę, wszawica jest niestety i w 21 wieku :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Pracuję w przedszkolu, na bieżąco sprawdzamy dzieciom główki. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas na razie i w przedszkolu i w żłobku różne choróbska panują, ale wszawicy brak. Za to każda chorobę łapią moje dzieci, więc żyć się odechciewa:-(Już brak mi sił na siedzenie z biedakami w domu. Oby przez to nie zostali lekomanami... Serdecznie pozdrawiam!

      Usuń
  7. U mnie nie było takich atrakcji Ale akurat przerabiam anginę-3 dni w przedszkolu 2 tygodnie w domu

    OdpowiedzUsuń
  8. No masakra! Jak u nas w szkole pojawil się świerzb, wirusy wszelakie to od razu nauczycielki dały znać, by obserwować dzieci! W przedszkolu tez zabpobiegawczo kupiłam preparat na wszy i córka pachnąca cytryna leciala do przedszkola, by uniknąć ścięcia swych długich włosów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj spokój, włosów nie ścinało się już w latach 80. Regularnie miałam gnidy na koloniach, ładowali nas do szkół na sale, po tygodniu cała kolonia miała chemię na włosach. Miałam bardzo długie włosy, nikt mi centymetra nie obciął. :)

      Usuń
    2. Nie trzeba ścinać, ale placówka mogłaby tak, jak inne jej [podobne, po prostu dawać rodzicom informację, że wszy są w niej, a nie się wypierać.

      Usuń
    3. Otóż to :) U nas zawsze jest informacja!

      Usuń
  9. W szkole syna (nie wiem jak przedszkole) raz w tygodniu sprawdzane są dzieciom głowy przez pielęgniarkę. Wszawica wraca... co wrzesień. Przecież latem nie trzeba myć głowy, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej w wakacje nikt szkoły nie sprząta. Do złapania gnid wystarczy parę dni. Dosłownie.

      Usuń
    2. Lavinka, tu się nieco mylisz, po zakończeniu roku szkolnego szkołą/przedszkole są wysprzątane, dwa tyg przed powrotem dzieci też odbywa się wielkie sprzątanie.

      Usuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.