ŚWIADOME NARAŻANIE ŻYCIA I ZDROWIA!



          Przez trzy lata prowadziliśmy długie rozmowy z mężem, czy na pewno nam to jeszcze potrzebne, potem przez ponad rok czekałam z utęsknieniem na dwie kreski. Przemysł farmaceutyczny dzięki mnie zyskał krocie, w każdym miesiącu kupowałam po kilka sztuk i ze smutkiem w oczach wyrzucałam negatywne. Kiedy straciłam nadzieję, poddałam się i stwierdziłam, że skoro mamy dwoje dzieci, to na tym poprzestaniemy. Nie chciałam walczyć z wiatrakami, gonić za marzeniem. Wtedy stał się cud. Ciąża. Wyczekana, upragniona, wytęskniona. Po poprzednich, zagrożonych ciążach byłam przygotowana na najgorsze, a tu niespodzianka. Przebieg wręcz książkowy, choć zwieńczony trudnym porodem. Mogłam przytulic swoje trzy kilo szczęścia. Urocze prawda? To tylko historia jednego z moich dzieci. Mela nie jest już maluszkiem, choć jeszcze nie umie zadbać o siebie jest obecnie dumnym przedszkolakiem.

       Jako dziecko odporne na wszelkie choroby dzielnie chodziła do przedszkola do samego grudnia, opuściła chyba jeden dzień od września z powodu naszego wyjazdu. I nagle przyszła ospa. No cóż tego nie przewidziałam, choć mogłam się spodziewać. Z wielu kropek na ciele Meli mogłabym mapy tworzyć, po tygodniu zdiagnozowany został wirus bostoński, zamiast ospy. Wirusy z  krostami osłabiają odporność, postanowiłam Melę zostawić w domu na miesiąc (zalecane jest dwa tygodnie).

       Jesienią w klasie było wciąż otarte okno, w sumie nie było zimno, więc powietrze nie zaszkodzi. jednak kiedy wróciłam z małą do przedszkola było minus szesnaście stopni mrozu. Kiedy ją odbierałam było trzynaście stopni na minusie, wtedy zobaczyłam znów otwarte okno. Spytałam, czy musi być otwarte? Na drugie dzień w grupie nie było połowy dzieci, od soboty trzy czwarte grupy miało temperaturę. Skąd wiem? Mam kontakt z rodzicami. W rozmowach z  nimi słyszałam pytanie: "i co my możemy zrobić?". Nie jesteśmy bezsilni, możemy powiedzieć NIE!

         Nie po to starałaś się jedna z drugą utrzymać ciążę, nie po rodziłaś w bólach kilka godzin swój skarb, by ktoś narażał jego życie i zdrowie!
"Art. 160 paragraf 2 – przewiduje odpowiedzialność karną sprawcy, który świadomie, umyślnie naraża osobę powierzoną opiece na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub dużego uszczerbku na zdrowiu.
Bezpieczeństwo życia i zdrowia dzieci w różnych formach edukacyjnych sportu powszechnego, turystyki, gier i zabaw Art.33 Ustawy o systemie oświaty Zapewnienie uczniom bezpiecznych i higienicznych warunków nauki, wychowania i opieki. Rozporządzenie MENiS z dnia 31 grudnia 2002r (z późniejszymi zmianami) w sprawie bezpieczeństwa i higieny w publicznych i niepublicznych szkołach i placówkach Dz. U nr 6 z 22 stycznia 2003r poz. 69."

        Zbyt drastyczne? Nie to moje dziecko, jego zdrowie i moja walka o to, żeby było zdrowe!
W klasie jest sześcioro dzieci, reszta w domu-chora, jedno dziecko w  szpitalu z zapaleniem płuc-przypadek? Wśród wielu wzburzonych słów powiedziałam, jak należy wietrzyć salę: wtedy, gdy nie ma dzieci, prze przyjściem dzieci, w trakcie spaceru, podczas grupowego wyjścia na mycie rąk, czy do toalety. Na mój zarzut, że pani powinna otworzyć sobie okno przy biurku skoro jest jej gorąco usłyszałam, że wtedy jest przeciąg. Super. Czyli otwarte okno w kąciku zabawek lepiej działa-ciągnie dzieciom po tyłkach.

                                                

CONVERSATION

23 komentarze:

  1. coraz częściej słyszę o takich kwiatkach, u nas na szczęście nie ma tgo problemu, gorsi są rodzice wysyłajacy chore dzieci do przedszkola...
    Nie jest dratyczne, każda z nas będzie broniła dziecka choćby przed całym światem

    OdpowiedzUsuń
  2. Większej bzdury nie słyszałam,do przedszkola chodzą również dzieci uczulone np.na roztocza ,wietrzenie pomieszczeń przedszkolnych to wymóg.Podejrzewam że to wcale nie od wietrzenia dzieci chorują, tak w tym roku było we wszystkich przedszkolach ,również w tym w którym wietrzenia muszę pilnować sama ,bo podobno powietrze szkodzi dzieciom. Ale żeby oskarżać opiekunki o umyślne narażanie dzieci to trzeba mieć raczej paskudny charakter.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale nie wietrzenie od godz 7.00 do 17.00 wtedy gdy w klasie siedzą dzieci. leszy charakter trzeba mieć, żeby anonimowo pisać. Nie umiesz się ujawnić, to spadaj!

      Usuń
    2. Krytyki też nie znosisz,za to szybko oskarżasz ludzi ,hm-to nie dobra cecha.

      Usuń
    3. Nie znoszę anonimowej krytyki, mój blog,moje podwórko, ujawnij się, to podyskutujemy.

      Usuń
  3. Żeby się czasem nie przepracowały :/ najlepsza wymówka: zima jest, ludzie chorują. Często jednak nie bez powodu !

    OdpowiedzUsuń
  4. a u mojego syna nie wietrzą WCALE i na spacery też nie wychodzą bo po co? A córa w tym samym przedszkolu tylko w młodszej grupie wychodzą codziennie na spacer i właśnie wtedy wietrzą. Córka nie choruje a syn wiecznie chory :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze skrajności w skrajność, u nas spacery są, ale i okno wiecznie otwarte. Tzn. było, jak Melę odbierałam było już zamknięte.

      Usuń
  5. Daj spokój... U nas na szczęście nie ma takich przypadków, albo Pierworodny jest wybitnie odporny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem bardzo spokojna, wkurw przeszedł mi już w okolicy południa. Zdania nie zmieniam.

      Usuń
  6. Jako że już kilka przedszkoli za nami (z powodu 3 dzieci i zmiany miejsca zamieszkania) wiem jedno - tak właśnie stwarza się 15-osobowe grupy. Wątłe przypadki chorują, a reszta spokojnie i kameralnie się bawi. Kurtyna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby 15-to osobowe. Pani chwaliła się, że do niedawna była to najliczniejsza 16-to osobowa grupa w przedszkolu. Obecnie jest bardzo kameralnie 5-6 dzieci.

      Usuń
  7. Wietrzenie powinno byc jak dzieci nie ma w poblizu,koniec kropka. Jesli nie wiem na dworze pada woetrzy sie sale kiedy dzieci sa w toaletach,lezakuja lub po prostu ubiera sie dzieci w kurtki czapki i wietrzy przy nich. Wietrzyc pomieszczenia trzeba ale z mozgiem! Moze Panie nie robily tego umyslnie ale najwyraznie nie pomyslaly, ze dzieci moga zachorowac,gdy nawet na 5min otworza okno.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wietrzenie powinno byc jak dzieci nie ma w poblizu,koniec kropka. Jesli nie wiem na dworze pada woetrzy sie sale kiedy dzieci sa w toaletach,lezakuja lub po prostu ubiera sie dzieci w kurtki czapki i wietrzy przy nich. Wietrzyc pomieszczenia trzeba ale z mozgiem! Moze Panie nie robily tego umyslnie ale najwyraznie nie pomyslaly, ze dzieci moga zachorowac,gdy nawet na 5min otworza okno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od listopada pytam o te okna, potem poszłam do pani dyrektor z prośbą, by przypomniała zasady wietrzenia klas. Nic to nie dało. Okna w klasie nadal o każdej porze kiedy przyszłam otwarte. dzieci w środku.

      Usuń
  9. Jak moje dziecko do przedszkola chidzilo to takie wietrzenie bylo nagminne zwlaszcza przed swietami jakimis dlugimi weekendami itd. A jednego razu Pani wprost zapytala czy moglabym nir zapisywac syna na dyzur bo jak jest mniej dzieci niz 5 to oni nie maja obowiazku otwierac placowki. Tu chodzilo akurat o przerwe po swiateczna a przed sylwestrem.

    OdpowiedzUsuń
  10. U nas na szczęście przedszkolanki mają rozum pomieszczenie jest wietrzone jak dzieciaki idą na dwór lub do sali obok.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jakbym zobaczyła w klasie mojej córki otwarte okno przy -15 w czasie kiedy dzieci są w klasie lub na kilka minut wczesniej to nauczycielka chybaby fruwała!

    OdpowiedzUsuń
  12. Jako belfer w SP napiszę. Jak trzeba, ostatnie okno zostawiam uchylone w czasie lekcji (jak trzeba zamykamy). Zazwyczaj na przerwach wietrzymy - dyżurni o to dbają (wiem, wiem, starsze dzieci). Jak się chce, to się da.

    Jeszcze jedno rozwiązanie - jak już trzeba otworzyć okno, a na polu (u mnie się mówi na polu ;) jest bardzo zimno, szybko zmieniamy miejsca i to ostatnie okienko uchylamy. Nie to wielkie, tylko to mniejsze.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już na mocnym wkurwie spytałam pani czemu okna przy biurku nie otworzy, tam gdzie siedzi, wiesz, co usłyszałam? Przy biurku nie, bo przeciąg (okno uchylone na końcu klasy, w kąciku zabawek, tam, gdzie dzieci się bawią)

      Usuń
  13. Mój znajomy postanowił zabrać wcześniej córkę z przedszkola. Kiedy wszedł do sali zobaczył,że dzieci leżakują przy otwartym oknie, a panie siedzą sobie w ciepełku w drugim pokoju. Delikatnie ochrzanił je, oskarżył o narażenie utraty zdrowia i zagroził, że jeżeli sytuacja się powtórzy to on im tego nie daruje. Zwłaszcza, że jego córka ciągle chorowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo tata! Rodzice boją się zabrać głos w takiej sprawie, mam wiadomości z pytaniami, czy nie obawiam się tego, że córka będzie źle traktowana?

      Usuń
  14. wlasnie rozpoczelismy z mezem walke z przedszkolem o wietrzenie sal, gdy na dworze 0 stopni. Spotkalismy sie z kompletna ignorancja ze strony personelu. Sama jestem zwolennikiem wietrzenia i hartowania, ale wietrze gdy nikogo nie w pokoju. Wystarczy odrobina checi i mozna to w przedszkolu zorganizowac, jednak mniej dzieci to wiekszy spokoj dla Pan

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.