JAK TO JEST PRACOWAĆ W DOMU?


 
         Praca w domu jest przez każdego postrzegana jako typowe lecenie sobie w Karolka. Siedzę w domu, wciąż na fejsbuku i nic nie robię. Normalny człowiek o siódmej trzydzieści odbija kartę na zakładzie, a ja się obijam. Wstaję ok południa wypijam kawkę, sprawdzam wiadomości, wypijam drugą kawkę, zjadam rurkę z kremem, kładę się wygodnie na narożniku, przeglądam fejsbuka...
 a w tej bajce były smoki?

         Zrywam się zazwyczaj ok szóstej rano, sprzątam wokoło klatki, karmię szynszyle, wyprawiam dzieci do szkoły i przedszkola, wracam z wywieszonym językiem, bo dochodzi ósma. Żeby nie tracić czasu przebiegam przez piwnicę, by w pralni nastawić pranie, lecę na piętro, odpalam kompa. Jeśli mam szczęście neostrada działa. Odpalam drugi komp. Praca na cztery ręce? Dla matki nie ma rzeczy niemożliwych. Międzyczasie włączam zmywarkę idę powiesić pranie i nastawić druga pralkę, odbieram sto siedemdziesiąt pięć telefonów, kieruję w miejsce właściwe kilku kurierów. Piszę artykuł, obrabiam zdjęcia,  robię zlecenia.

         Dochodzi dziesiąta, zaraz listonosz do drzwi zadzwoni. Biegnę do piwnicy nastawić drugą pralkę, zeszłam bez telefonu, dzwoni. Wbiegam po schodach na piętro, nie zdążyłam odebrać, oddzwonię za chwilę. Biegnę do piwnicy, dzwonek do drzwi, wracam otworzyć. Dziesiąta trzydzieści, trzecia pralka nastawiona, drugie pranie powieszone. Lecę dokończyć zlecenie. Dzwonek do drzwi, biegnę na dół. Wracam, siadam do laptopa. Zmywarka sygnalizuje koniec pracy. Muszę ją wyłączyć, bo franca będzie pikać! Piję zimne zioła (no od szóstej nieco ostygły). Zlecenie dokończone, w mailu trzy kolejne. Telefon. Wraca Gaba ze szkoły, jest głodna.

         Klasycznie: jajecznica lub naleśniki, ona jak zwykle chciała co innego, dojadam sama, w sumie nieźle, bo to moje śniadanie. Robię sobie kawę, bez zbędnych złudzeń, wypiję ją ok szesnastej. Biegnę do piwnicy powiesić pranie, wracam na piętro, rozładowuję zmywarkę. Nie mam ADHD, nie piłam jeszcze kawy, staram się wyrobić ze wszystkim. Na szybko odkurzam, cholera, Gaba gliny na schody naniosła. Myję podłogę i schody. Jak ten czas leci! Zaraz trzeba Melę z przedszkola odebrać!
Siadam szybko do kompa, zakładam słuchawki i nie interesuje mnie nic wokoło. Minęła piętnasta trzydzieści, biegnę po małą do przedszkola. Wracamy, odgrzewam dzieciom obiad. To jedyny ciepły, wspólny posiłek w ciągu dnia. Jaka byłam głodna! Dopiero teraz to czuję. Pakuję wszystko do zmywarki lub teściową biorę na litość i ona zmywa.


      Siedemnasta, mam dwie godziny do bajek. Siadam do kompa, pracuję-powiedzmy. Mela ma milion spraw, Gaba problem z lekcjami. Wrócił Adi i gra na gitarze. Dziewiętnasta. Kiedy to minęło? Nic nie zrobiłam. Kąpanie dzieci, kolacja-codzienny koncert życzeń, mycie zębów Meli (tu mogłabym kabaret zrobić opisując, jak ją przekonujemy, żeby zechciała otworzyć paszczę). Jeszcze tylko dwadzieścia minut kłótni kto, gdzie śpi, siedemnaście razy wezwanie mamy i mam wieczór dla siebie. Dwudziesta trzydzieści.  Biorę pierwszy łyk kawy. Odpowiadam na pocztę, realizuję zaległe zlecenia, biorę nowe. Około dwunastej zasypiam na siedząco, o trzeciej wybudza mnie wrzask którejś z dziewczynek. prowadzę ją do sypialni, wylewam kawę do zlewu, biorę szybki prysznic.
 O szóstej trzeba wstać. Czy wrócę na etat? Z miłą chęcią , mniej roboty i praca tylko osiem godzin na dobę i człowiek urlop ma-płatny.


W okresie międzyświątecznym spotkałam dawno niewidziane osoby, takie miłe rozmowy, że zapamiętałam.

-hej, co teraz robisz?
-pracuję w domu
-ale ci fajnie, cały dzień siedzisz sobie
-no, siedzę

-dzień dobry
-może dobry, ale pani to marnie wygląda
-może niedospana jestem?
-eee... blada, mizerna, taka chuda, nie, to nie sen-zlustrowała mnie z góry na dół-nie, lepiej nie będzie...

-nie chodzisz na fitness?
-nie ma już u nas, chyba chętnych nie było
-szkoda, siedzisz w domu, masz mało ruchu

-hej, co tam?
-po staremu
-gdzie pracujesz
-bloga prowadzę
-da się z tego wyżyć?
-jak ktoś się postara
-ej, weź i mi załatw

-masz bloga
-mam
-jesteś sławna?
-może trochę rozpoznawalna
-a, to cześć


-ty w tym internecie siedzisz?
-zdarza mi się
-i ktoś ci za to płaci?



                                                   

CONVERSATION

16 komentarze:

  1. Piękne to, pięęęękne Bożena i takie prawdziwe. Uśmiałam się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło, że poprawiłam ci humor, jakby to ująć? "W moim życiu nie było nic śmiesznego.." ;)

      Usuń
  2. Nic nie robisz, tylko latasz i w kółko to pranie, jak z tego można wyżyć, no jak? �� Karolina(ja-matka)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak na te rachunki za wodę i prąd wyrobić? :*

      Usuń
  3. Tak to jest, zanim się ogarniesz, to już wieczór, a praca sama się nie zrobi. No ale, wejdziesz do Internetu i będziesz :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz czemu kobieta ma tyle pracy? śpi to się jej nazbiera ;)

      Usuń
  4. Też fajnie. Ja na 8 h do prace idę to sobie spokojnie posiedzę i pralki nie musze nastawiać ;). Kup sobie suszarkę będziesz miała czas na ciepłą kawę, chociaż Ty i tak nie lubisz. Wszystkiego dobrego w nowym roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jak mnie ktoś tu dobrze zna :* Zawsze herbata na ciepło, a kawa na zimno :)))

      Usuń
  5. Praca w domu, laba non stop normalnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kobieta pracująca w domu, zwłaszcza taka z trójką dzieci....nigdy nie siedzi, no chyba , że na kobelku ale to też w pospiechu, albo czytając książkę...nie, nie swoją , tą czytaną dziecku :) Kochana, lekko nie masz, ja na pewno ci nie powiem, że ci zazdroszczę, no może tego, że masz pracę, z której jest zysk, bo ja po prostu siedzę w domu i moją "praca" jest blog :) BUZIAKI na Nowy Rok :)

    OdpowiedzUsuń
  7. A te matki które pracują na zwykłym etacie to może nie muszą robić tego wszystkiego co Ty robisz?? Pracuję po 12 godzin i każdy dzień wolny zapierdzielam na przyspieszonych obrotach bo było w domu jak należy na kolejne dni kiedy będę w pracy!! Więc nie żebym twierdziła że nic nie robisz bo przecież pracujesz ale fhcesz się zamienić?? Wtedy dopiero będzie na co narzekać

    OdpowiedzUsuń
  8. Praca w domu - nie zamieniłabym na żadną inną! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ach - praca w domu! Cudownie! Mam na stanie pół rocznego malca i też jadę na pracy z domu. Czasem trzeba wstać kolo 5, czasem do tej 5 rano posiedzieć i chociaż jej pogrom to nie zamienilabym tego na etat.

    OdpowiedzUsuń
  10. Praca w domu przy trójce dzieci i do tego obowiązki domowe to z pewnością jazda bez trzymanki...tyle że praca na etacie, trójka dzieci i obowiązki domowe to też żadna sielanka. W obu przypadkach trzeba sie spinać żeby z wszystkim zdążyć. A więc siły wszystkim mamom życzę!

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.