SZKOŁA TO KPINA!

środa, 2 września 2015
            
         Wszechobecna nagonka na rodziców i szczycenie się posyłaniem sześciolatka do szkoły zaczyna wychodzić mi bokiem. Szkoły wyglądają niczym przeludnione centra handlowe, okupowane przez wietnamczyków. Upychanie małych dzieci do pierwszych klas, walka rodziców, by jednak odroczyć ten moment do lat siedmiu. Wypominanie rodzicom dzieci z zerówki,  że to dzięki ich działaniom w szkole jest bałagan. Nie drodzy dyrektorzy szkół, pedagodzy. To nie jest wina rodziców.

              Trzydzieści lat temu, gdy szłam do klasy pierwszej była możliwość wybitnie zdolnego dziecka wysłania rok wcześniej do szkoły. Miałam przez osiem lat podstawówki w klasie młodszą koleżankę Anię, Wybitnie zdolna, najlepsza uczennica w klasie. Byliśmy rocznikami z tzw. wyżu. Za małe szkoły, za dużo uczniów, chodziliśmy się uczyć na dwie zmiany. Wyjścia na 7.10 na rano, powroty po 18tej po południu, gdzie zimą było już ciemno. Rozwalony system. Budowanie na siłę nowych szkół, byśmy mieli jakiekolwiek warunki do nauki.

             Obecnie, przypomnę, nasz wyż ma dzieci w wieku przedszkolno-szkolnym. Fajnie prawda? Państwo się powinno cieszyć z przyrostu naturalnego. Tylko dlaczego w tym właśnie momencie, gdzie dzieci jest najwięcej, a przez lata w wiejskiej szkole nikt nie widział dwóch równoległych klas z tego samego rocznika zaczynają się kłopoty, gdyż są po dwie, a w zerówce nawet trzy klasy? Bo weszła ustawa wcześniejszego obowiązku szkolnego, a szkoła ma obowiązek przyjąć uczniów.

          Dyrektorzy placówek dwoją się i troją, by każdy miał skrawek przestrzeni do nauki, kawałek klasy, w której dzieci zdobędą wykształcenie i będą miały szansę otrzymania promocji do kolejnej klasy. Czy ktokolwiek podpisując ustawę pomyślał o ilości urodzonych dzieci? Obowiązek, obowiązkiem, ale nie każde dziecko jest gotowe emocjonalnie na ławkę. Nie ma opcji: "jakoś to będzie". Jest dramat. Rozkuta szkoła, dzieci upchnięte na stołówce, gdzie zostało zaadoptowane miejsce na dodatkową klasę, reorganizacja na nieużywanej kuchni, by zrobić prowizoryczną stołówkę.  Podpisać było łatwo, a dać pieniądze na rozbudowę szkół? Jako rodzic nie godzę się na to! Kiedy zamiast prześcigać się w "robieniu nam dobrze" zaczniecie myśleć?

             Trzy lata temu miałam wybór. Córka poszła do pierwszej klasy, jako siedmiolatka, był on słuszny, rok wcześniej nie była gotowa. Mówię to z pełnym przekonaniem mimo to, iż w przedszkolu, jako dwulatka radziła sobie równie świetnie, jak jej rok starsi koledzy. Jednak widzę, na przestrzeni lat, że samodzielne jedzenie, podcieranie pupy i układanie klocków nie jest porównywalne do systematycznego odrabiania  lekcji, nauki oraz dyscypliny, jaką niesie za sobą szkoła.

              Przesadzam? W pierwszej klasie dzieci mają po trzy-cztery lekcje. Masz świadomość, że o godzinie dziesiątej trzydzieści twój szkolniak wraca do domu? Tu masz pole do popisu, pomagasz odrobić lekcje, sprawdzasz książki, uczysz na siłę je pisać, bo zerówka nie ma takiego obowiązku. Jednak w klasie pierwszej już w listopadzie każdy uczeń powinien już umieć pisać i w miarę czytać. Fajnie prawda? Mamy samych geniuszy, w dwa miesiące opanowują to, na co my mieliśmy rok. Do tego dochodzi matematyka i angielski. Cieszysz się na samą myśl o tym? Nie bądź hipokrytą oburzającym się słysząc o pracy dzieci na roli na wsiach, a starasz się w podobny sposób zabrać dzieciństwo wysyłając do szkoły.

P.S.
Moja córka ma dziewięć lat jest w klasie trzeciej, razem z rówieśnikami. Uczy się nieźle, bardzo lubi szkołę. Do szkoły od roku chodzi sam, jest z tego niesamowicie dumna. Mówi, że jest samodzielna.

Podobne artykuły

33 komentarze

  1. Masz świętą rację!!Ja również nie posłałam dziecka 6 letniego do pierwszej klasy,bo dla mnie to masakryczny pomysł,przeciętny 6 latek nie jest gotowy do nauki w pierwszej klasie,a prawda jest taka,że lecą nauczyciele z materiałem,nie patrzą się ,,,czy dziecko daje se radę czy nie ,najwięcej pracuje rodzic z dzieckiem taka prawda.Są dzieci co załapią czytanie w wieku 6 lat ,a sa co nie załapią??rodzic siedzi i walczy ,bo co bo musiał posłać dziecko w wieku 6 lat.Nie oszukujmy się dziecko 6 letnie chcę się bawić i to jest normalne,a nie mieć obowiązki .Cieszę się ,że miałam wybór i zadecydowałam,że moje dziecko poszło do pierwszej klasy w wieku 7 lat.Dodam,że super radził se w szkole,ale mimo to nie posłałam go w wieku 6 lat do pierwszej klasy..Po co na siłę robić z przedszkolaka ucznia po co ?

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje 6-letnie dziecię tylko raz ma 4 lekcje, tak ma ich po 5, a raz nawet 6. Jutro idzie na 11.40, a kończy o 15.40. Są tylko 3 klasy, a 4 grupy pierwszaków, a więc dzieci nie mają własnej klasy, tylko się tak wymieniają klasami, zmieniając je tak jak to się robi od 4 klasy. To jest dla mnie nieprzystosowanie szkół dla 6 latków, nie za wysokie ławki czy toalety (pod tym względem u nas ok), tylko właśnie brak miejsca w szkołach dla tych wszystkich dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz wiele racji!!! W szkole mojej córki jest ......7 pierwszych klas!!! Chodzą prze to na zmiany i moja sześciolatka wstaje wcześnie, by wyjść na autobus o 7:10 i zacząć zajęcia o 7:30, kończy je o 12-tej.....w drugim semestrze będzie gorzej, zaczynać będzie 12 a kończyć 16:30....strach się bać normalnie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamietam ze tez dzieliliśmy klasę do 3klasy i tez dwu zmianowo 😟😟

      Usuń
  4. Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Politycy swoje dzieci wysyłają do szkół prywatnych nasze dzieci nie mają warunków by godnie się uczyć a to co próbuja nam wmówic to czysta farmazonada.

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja bardzo zdolna córka płynnie czytała w zerowce, robiła działania matematyczne do 100..poszła do szkoły w wieku 7 lat. Z kilku powodów. Po co miała iść jak miała 6,jak mogła jeszcze się bawić. Po 2 szkoła muzyczna (sama chciała, sama wybrała instrument i sama o niego walczyła). Dużo nauki, dużo ćwiczeń. Wczoraj zaczęła gimnazjum, z radością. Gdyby poszła jako 6 latka na pewno więcej pracy i sił by nas to kosztowało, być może nawet rezygnację z tego co teraz robi bardzo chętnie. Pozdrawiam Magdalena ps. Przepełnione klasy dopadły też jej szkołę (kiedyś było max 17 uczniów, teraz 25)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy chodziłam do szkoły w mojej klasie było 28 uczniów. Tak przeżyliśmy, ale to były czasy, gdy moja mam musiała malować płot szkolny w czynie społecznym :P (odmówiła i miałam obniżone za to sprawowanie i wybór z czego wolę mieć gorszą ocenę, bo piątki na koniec roku nie mogło być przy takiej postawie)

      Usuń
    2. Ja miałam numery 26-28 w dzienniku. Za mną było najczęściej jeszcze z 10 osób. Jednego roku było nas 42, bo spadło kilku chłopaków z klasy wyżej. I tak do matury w sumie. 25 osób bywało przy okazji pogromów grypowych, aż dostawaliśmy lęku przestrzeni, tak było pusto w klasie. :)

      Usuń
  6. Ja gdy jeszcze chodziłam do zerówki potrafiłam czytać, i pisać. Nie jakieś poezje czy coś tylko proste zdania, bo zerówki miały jeszcze obowiązek nauczyć czytać /o. Śmiać mi się chce gdy widzę jak dziecko 6 letnie w mojej szkole idzie za rączkę z nauczycielką do toalety. Albo taka sytuacja ; widziałam jeszcze w tamtym roku szkolnym Miałam lekcje w klasie dla 2 sp. Okey rozumiem, dzieci nie biegali było w miarę cicho. Ale czym się zajmowały?? Grały na smartfonach, a nawet na dużych tabletach.ktore mogły być lepsze technologicznie od tego którego posiadam. Za moich czasów to przyniesienie telefonu do szkoły kończyło się wezwaniem rodzica. Uważam, że 6 letnie dziecko które nawet zapewne dobrze nie mówi i posłanie go do 1 klasy to totalna głupota.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 6 letnie dziecko, które jeszcze dobrze nie mówi? Serio??

      Usuń
  7. Roksanka też zostawiona i powiem szczerze, że bardzo mnie to cieszy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. To nie prawda, że w listopadzie dzieci muszą pisać i jako tako czytać. U nas ten obowiązek dot. dzieci dopiero pod koniec roku. Moja córka poszła jako 6 latka i wcale nie uważam, że pracowała niczym na wsi na roli. Do szkoły chodziła chętnie, lekcje od zawsze odrabia sama. Do szkoły maszeruje sama od roku (ma 9,5 lat). Myślę, że z tą krzywdą jaka dzieje się dzieciom to trochę przesada. Chociaż z tym, że w szkołach ciasno mogę się zgodzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że zazwyczj przesadzam, choć ciasno jest faktycznie.

      Usuń
    2. Wiesz, że zazwyczj przesadzam, choć ciasno jest faktycznie.

      Usuń
    3. Wiesz, że zazwyczj przesadzam, choć ciasno jest faktycznie.

      Usuń
  9. Moja córka poszła do szkoły w zeszłym roku, w wieku 6 lat i ma się świetnie. Nie odebrałam jej dzieciństwa, zajęć w szkole ma nie więcej niż w zerówce, a do tego dużo czasu na zabawę pomiędzy zajęciami i na świetlicy. Dzieci w jej klasie dopiero na wiosnę zaczynały samodzielne czytanie, a wcześniej uczyły się literek (pierwsze słyszę o wymogu umiejętności czytania już w listopadzie), szkoła jest świetnie przygotowana do "obsługi" sześciolatków - może to nie kwestia ustawy,a jednak organizacji poszczególnych szkół? I to, co najbardziej mnie zadziwia w tej trwającej już kilka lat dyskusji to to, że w pierwszych latach życia rodzice tak chętnie chwalą się, jakie to zdolne są ich dzieci, jak fenomenalnie się rozwijają, a gdy pojawia się perspektywa szkoły, to nagle zewsząd słychać głosy, że te same dzieci jeszcze nie dojrzały, jeszcze sobie nie poradzą... Może warto zatytułować ten post "Szkoła w mojej miejscowości to kpina", zamiast tak ogólnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takich miejscowości, jak moja jest wiele i nie jest to wina mojej szkoły, bo ona nie jest z gumy.

      Usuń
  10. Marudzisz. Ja przez pierwszy rok szkoły nie miałam własnej klasy. Lekcje mieliśmy na korytarzu. Tak, na korytarzu. Na przerwę trzeba było zsuwać ławki na bok. Wiesz jaki był ścisk? No i lekcje, bywało, że zaczynałam je o 14 a kończyłam o 19. Tak, miałam siedem lat. Ziew. Krany w łazienkach? Na niektórych pietrach w ogóle nie było, o ciepłej wodzie można było pomarzyć. Kible śmierdziały ohydnie.

    I wiesz co? My, dzieciaki, mieliśmy z tego ogromną frajdę. Bo nareszcie było coś do roboty, a nie te nudne zabawki. :)

    Dzisiejsza szkoła przy prlowskiej to raj na ziemi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i na świetlicę przychodziłam o 7.30. Spędzałam czasem w szkole cały dzień. Od 7:30-17 lub 19 (jak mieliśmy trzecią zmianę). Jak nie lekcje, to świetlica. Do połowy trzeciej klasy, kiedy mama pozwoliła mi wracać sama o 15 (do szkoły chodziłam sama jakoś już w listopadzie pierwszej klasy).

      Usuń
    2. W mojej szkole była ogromna świetlica, chodziłam do niej do trzeciej klasy, od początku pierwszej sama wracałam do domu, musiałam znać się na zegarku, żeby wrócić na czas, ale o czy w ogóle mówimy? Do przedszkola chodziłam sama od kiedy skończyłam 5lat, tak było, pamiętam raz jak na mnie facet nakrzyczał, że się nie rozglądam tylko wchodzę na ulice, od tej pory się rozglądałam, przeżyłam. jednak w naszej szkole jest świetlica wielkości schowka na szczotki, w niej regularnie czterdzieścioro 5-7latków, a dochodzą dzieci z innych klas.

      Usuń
    3. Wiesz, ja chodziłam do ogromnej świetlicy przez trzy lata. Kiedyś w ósmej klasie poszłam pożegnać się z panią, która się nami zajmowała. Po odejściu do świetlicy potem już nie zaglądałam, panią spotykałam luzem w szkole, więc nie było potrzeby. Jeszcze teraz czasem ją spotkam w Warszawie i witamy się jak stare znajome. Ale do rzeczy, wiesz jaki przeżyłam szok? Ta sala miała ze cztery metry głebokości i była wielkości... schowka na szczotki. Kiedy byłam dzieckiem, wydawała mi się naprawdę duża. Rośniemy, świat maleje. :)

      Moja trzylatka już wie, co to zebra. Mając dwa lata już wiedziała, co się robi jak jest zielone, a co się robi, jak jest czerwone. Teraz uczymy ją rozglądania się na boki. Już od dawna wie, że z roweru biegowego przed zebrą należy zejść i go przeprowadzić. Ilu rodziców uczy tego dzieci już w wieku przedszkolnym? To nie wina szkoły, no sorry.

      Usuń
    4. Oczywiście, ze brak samodzielności to tylko i wyłącznie wina rodziców. Wracając do naszej świetlicy, jest naprawdę mała, moje dziewczyny mają większy pokój ;)

      Usuń
  11. ja jako 6-latka idąc do zerówki umiałam czytać,pisać,liczyć, znałam się na zegarku :D
    moja córka zaczęła 1 klasę jako 7-latka (teraz poszła do klasy 2), też umiała wtedy pisać,liczyć,czytała co nieco,znajomość godzin też opanowała, skończyła 1 klasę z wyróżnieniem w nauce :) mogłam ją puścić jako 6-latkę do 1 klasy, ale odpuściłam, były 4 klasy 1, teraz zrobili z nich 3 klasy 2

    jednak coś mi się wydaje,że moja druga córa, która w przyszłym roku skończy 5 lat pójdzie już jako 6-latka do 1 klasy, jej póki co nie widzę w 1 klasie w wieku 6 lat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zapomniałam dodać, że syn kuzynki który też poszedł w wieku 7 lat do 1 klasy i chodził z moją córką nie został puszczony do klasy 2 i teraz on ma 8 lat i chodzi z 6-latkami
      ale tu akurat wychodzi brak zaangażowania rodziców w pilnowanie dziecka, bo kto widzi,żeby dziecko samo decydowało czy pójdzie do szkoły czy nie,bo mu się nie chce? albo biega do północy po wiosce aż go szukają bo nie wiedzą gdzie jest? uczyć mu się nie chce i pewnie teraz też tak będzie bo już zapowiedział,że do szkoły nie będzie chodził

      Usuń
    2. Ciekawe kiedy skończy gimnazjum? Jako 18latek? Dramat :(

      Usuń
  12. Posłałam Kacpra rok wcześniej choć nie musiałam - ponadprzeciętnie inteligentny emocjonalnie sobie nie poradził. Teraz płaci za to dziecięcą nerwicą - nie jestem przeciwna ale uważam, że nie powinno być obowiązku bo nie każde dziecko sobie poradzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego podkreślam, że każde dziecko jest inne. Gaba mając 5 lat dostałą okulary, okazało sioę, ze ma nadwzroczność (6+, 6,25+) sama psycholog powiedziała, że w takim przypadku nie zaleca wcześniejszego rozpoczęcia szkoły, że mamy dać jej czas an oswojenie się z okularami.

      Usuń
  13. Ja jestem na NIE! aby dzieci miały dzieciństwo o rok dłużej, w końcu zdążą się nasiedzieć w szkolnej ławce, nie mówię to że takie mam podejście ale mam syna w której grupa przedszkolna jest na przełomie cztero - pięciolatków, już nagania się do literek, do cyferek bo dziecko sześcioletnie idzie do szkoły, ok niech to będzie decyzja rodzica, są dzieci które potrafią , umieją i chcą, ale sa dzieci które - ja ich nie widzę - mojego syna tym bardziej, on uwielbia sie bawić, szaleć a nie w głowie mu siedzenie w ławce pięć godzin , pisanie!, liczenie! są dzieci którym to przychodzi z łatwością a są które potrzebują czasu, szkoły! sorry ale nie są przygotowane na maluchy, ławki wysokie, krzesła, tablica, plecaki ważące po kroć...kurcze to nie Chiny a jednak patrząc na to wszystko to jednak chyba tak...wpłata na książki w tym roku dla czterolatka to 116 zł, w zeszłym roku to 77zł, ile zrobili w grupie? książki w czerwcu oddane były czyste, parę stron zużyte a w tym roku ile zostanie wykorzystane? nagonka dla rodzica , wykorzystanie?
    Renata Mielczarek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak słyszę żeby dzieci miały dzieciństwo o rok dłużej to mnie krew zalewa,poślijcie swoje dzieci w wieku 18 lat wtedy będzie dzieciństwo miał za sobą , cały czas jest możliwość odroczenia dziecka od pójścia w wieku 6 lat do pierwszej klasy oczywiście trzeba pofatygować się do poradni pedagogicznej,szkoły dostały dofinansowanie na ławki dla dzieci więc tu problemu niema szkoła jest z tego rozliczna,nie dziecko nie siedzi przez 5 godzin w ławce i pisze ,nauka jest poprzez zabawę,tutaj rodzice w dużej mierze i dla własnego dobra powinni dziecku poświęcić troszkę czasu w domu i uczyć pisania i czytania nie zwalajmy wszystkiego n nauczyciela.plecaki nie ważą krocie ponieważ kupujesz całą wyprawkę i zanosisz do szkoły dziecko nosi tylko elementarz i piórnik w plecaku.

      Usuń
    2. I jeszcze teraz podręczniki dla pierwszych klas są darmowe. Zeszyty ćwiczeń też. :)

      Usuń
  14. My do szkoły poszłyśmy w wieku 7 lat i jesteśmy zadowolone.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja jak byłam dzieckiem bardzo chciałam iść do szkoły już w wieku 6 lat. Niestety rodzice się na to nie zgodzili...

    OdpowiedzUsuń
  16. Moim zdaniem dzieci w szkole powinny być do godziny około 12 :)

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.