NAJBARDZIEJ SPEKTAKULARNE WPADKI KULINARNE, JAKIE ZALICZYŁAM

wtorek, 23 stycznia 2018
kulinarne wpadki matki

   Jakieś dwadzieścia kilka lat temu postawiłam pierwsze kropki w kuchni w celu przygotowania strawy mojemu byłemu mężowi. Wtedy, jako młoda dziewczyna, świeża żoneczka, miałam jeszcze chęci, by się wykazywać. Całe życie słyszałam, że cos tam wiedzie przez żołądek do serca czy gdzieś dalej. Problem polegał na tym, że jedyne, co umiałam to spalić czajnik, gotując wodę na herbatę. Co też uczyniłam jakieś siedemnaście razy z rzędu.
Kolejnym popisowym numerem były frytki. Wtedy przekonałam się, jak szybko od oleju zajmuje się ściana, zasłona, meble kuchenne... Nie było to takie złe, kuchnia i tak wymagała remontu. Niezłym momentem było piwo w zamrażalce, na chwilę schowane do schłodzenia. Po kilku dniach odkryłam siedem butelek rozsadzonych wewnątrz zamrażalki. Wszytko, pomiędzy mrożonymi pierogami, a truskawkami.

Pierwszą rzeczą, która mi nie wyszła, było duszone mięso. Gdyby nie to, że było idealnie skremowane, jak do urny, to byłby to całkiem przyjemny obiad.

By nie powtórzyć kolejnej klapy, drugi obiad był prawie surowy. Żeby nie to, że mocno wbiłam widelec, ten kurczak spieprzyłby z talerza.

Dramatem była pierwsza wigilia. Kupiłam gotowe pierogi, żeby było odświętnie, z mięsem. Barszczyk był z proszku, a do tego szynka i kupione eklerki. Pierwszy dzień świat opękaliśmy na chińskiej zupce.

Mijały lata, a ja doskonaliłam się w katastrofach kulinarnych. Jedną z ostatnich była pomidorowa na mydle. Nie wiem, jak tego dokonałam, ale na dnie miski z makaronem odkryłam kostkę mydła. Wtedy przestałam się oszukiwać. Kucharka ze mnie jest niezła, ale jak niektóre dania są genialne, tak dla równowagi inne są kompletną katastrofą. Moje ciasta przechodzą do historii, każde z zakalcem, spalone lub surowe. Ostatnią próbą upieczenia biszkopty wywołałam takie salwy śmiechu w domu, że chyba skutecznie się zniechęciłam do eksperymentów z tym wypiekem.

Proszę powiedzcie, że nie tylko ja tak mam.

Wiecej wpisów z działu rozrywka znajdziesz TU

32 komentarze

  1. Pamietam jak pierwszy raz robiłam kluski ziemniaczane i dałam za mało mąki. Wyszedł mi z tego szary kisiel ziemniaczany. Oj jaka byłam wściekła tyle obierania i tarcia ziemniaków...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogłaś to podpiąć pod szare kluski, to się taką papkę leje na wrzatej i wyławia. Jest szare.

      Usuń
  2. Ze mną jest o wiele gorzej... Dlatego u nas gotuje mój partner, a ja tylko konsumuję :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że mam tesciową, która lubi gotować ;)

      Usuń
  3. W tym roku dzieci sklejały pierogi,dzieci szczęśliwe,że mogły pomóc, musiałam podać na obiad,każdy domownik dostał na talerzu po trochę, większość była bez wkładki, kapusta wypłynęła podczas gotowania :D
    Dobrze, że nie mieliśmy gości!

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja tam mam ciebie za doskonala kucharke, nadal.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz jest ok, ale początki były zabawne...

      Usuń
  5. Zdarzały się różne atrakcje, ale pożaru jeszcze nie miałam 😁

    OdpowiedzUsuń
  6. Mi nie wychodzą nawet najprostsze rzeczy ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. U mnie to chyba same wpadki:D a tak serio to mało gotuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natomiast ja całkiem sporo, choć unikam pieczenia ciast.

      Usuń
  8. Hahhaha ja kiedyś zamiast cukru pudru do śmietany która unikałam dodałam skrobie ziemniaczana :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zamiast cukru dosypałam soli ��

      Usuń
  9. zdecydowanie nie tylko Ty.. choć ze mnie już dość wprawna kucharka :D ale kiedyś.. achh.. lepiej nie opowiadać:D

    OdpowiedzUsuń
  10. Pośmiałam sie :) fajny wpis na poprawe humoru :) Nie martw sie kochana każda z nas to przechodziła ;) wazne to szkolic swój warsztat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba już się nieco podszkoliłam, choć czasem nadal zaliczam wpadki.

      Usuń
  11. Ja to w ogóle nie lubię gotować, Wiec dla mnie całe gotowanie to największa wpadka Haha

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie tylko Ty tak masz. Ja do dziś wcale gotować nie umie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie tylko TY, ja mam podobnie..:D Ohh jak dobrze wiedzieć że nie jestem odosobniona w swoim przypadku..:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja robię tylko takie potrawy które wiem ze nie mogę je zepsuć 🤣 Haha!

    OdpowiedzUsuń
  15. Pamiętam jak byłam w podstawówce dawno dawno temu i mama jak piekła ciasta to zawsze robiła mi i bratu kogel mogel ....więc jak brat nie widział zjadłam połowę jego a potem dolałam wody żeby było po równo ;) liczy się ?? pierwsze cudowne rozmnożenie jedzenia ;) potem z tym mnożeniem szło mi coraz lepiej...jak robisz pomidorówkę z makaronem to zaufaj pierwszej decyzji i nie dosypuj "bo Ci się wydaje za mało" znowu makaronu bo inaczej na pierwsze danie podajesz pomidorówkę z dodatkiem wody a na drugie makaron z sosem pomidorowym ;))

    OdpowiedzUsuń
  16. Mydło w garnku??? nieźle :)
    Ja kiedyś chciałąm ugotować pyzy na parze, ale....bez wody :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja w sumie jeszcze zadnej wielkiej klapy nie zaliczyłam 😊

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja póki co (odpukać!) żadnej wpadki nie zaliczyłam :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Zdarza się nawet najlepszym! :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  21. kupione suszone warzywa i kostki rosołowe wołowe, takiego rosołu to jeszcze moi goście nie widzieli :)))

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.