JEŚLI CHCĘ USŁUGIWAĆ MĘŻOWI TO MOJA SPRAWA!

poniedziałek, 9 października 2017
służebnica pańska

           Kobieta wina posłuszeństwo swojemu mężowi. Jeśli ślubowała, to w słowach przysięgi padło „na dobre i na złe". Tylko pytanie, gdzie to źle się kończy? Czasy związków małżeńskich oraz reguł w nich panujących uległy zmianie. Kobiety nie chcą być już tylko żonami i matkami. Chcą być traktowane na równi z mężczyznami. Normalnie w dupach im się przewraca. Zamiast jedna z drugą miłować męża swego, czcić go i mu usługiwać, ośmiela się wysłać go ze śmieciami lub opróżnienie zmywarki. Powszechnie wiadomo, że te czynności uwłaczają jego godności. Śmieci gromadzą się same, a wynosi je żona. Brudne gary same znikają, zmywarka samoczynnie się opróżnia, a sterta prasowania za dotknięciem czarodziejskiej różdżki się sama składa idealnie wyprasowana. Kobiety nie godzą się na taki obraz samych siebie. Wychowane na telewizji śniadaniowej, szczute na forach i karmione wyzwoleniem uprawiają bunt. Wielkie oburzenie z powodu zwyczajnej scenki rodzinnej na bilbordzie popularnej sieci handlowej. Nadinterpretowane i wyplute jako obelga w stosunku do kobiet.



Czasy, kiedy kobieta była cicho dawno minęły. Jeszcze 30 lat temu nie ważne, że pił i bił, ale był. To, że nasze matki i babki były wychowane w takim duchu, że mają prawo być ofiarami, nie oznacza, że my mamy szczuć kobiety na swoich mężów. Świadomość możliwości rozwoju oraz nieograniczony dostęp do informacji z całego świata sprawia, że niebezpiecznie wzrasta agresja do samych siebie. Kobiety zaczynają być tak roszczeniowe, jak obecni dwudziestolatkowie. Nawet jeśli mają, partnerskie związki to uparcie szukają dziury w całym, wmawiając innym, że codzienne czynności są uwłaczające. Obserwuję nasilenie tego zjawiska. Nie podoba mi się ograniczane praw kobiet w naszym kraju. Nie podoba mi się odmowa do decydowania o wolności. Jednak przekonanie, że podanie mężowi obiadu to służalczość i uległość, jest błędem. W dzisiejszym świecie związki polegają na partnerstwie. Nie ma podziałów na to, że kobieta zajmuje się domem, a mężczyzna na ten dom zarabia. W dzisiejszych czasach konto jest wspólne, a on sam pierze swoje skarpetki. Nawet jeśli mamusia nauczyła go inaczej.


Dlaczego tak bardzo wkurza mnie wmawianie kobietom, że mają buntować się w małżeństwie? Wszelkie skrajności są złe. Radykalizm na żadnej płaszczyźnie nigdy nie przyniósł niczego dobrego. Małżeństwo lub związek nieformalny nie jest poza samymi zainteresowanymi dla nikogo polem do manipulacji. To miejsce tylko dla dwojga i dla ich ustaleń. Jeżeli on sprząta i gotuje, a ona zarabia, to ich sprawa. Nie macie prawa nazywać go pantoflarzem. Kiedy ona zajmuje się domem i chce podać mężowi obiad, to nie jest uległość i powielanie stereotypów. Tak wyglądają partnerskie związki. Więc jeśli mąż smaży mi naleśniki na niedzielne śniadanie, to mogę wyprać jego brudne gacie bez tłumaczenia się z tego.

4 komentarze

  1. Moim zdaniem kobiety obecnie za mało wymagają. Potem same narzekają na swój los... to jest mega przykre. Zgodzę się jednak z tobą, że ustalenia jakie są pomiędzy ludźmi to ich sprawa. Nie mamy prawa krytykować ich, porównywać ze swoimi. Grunt to szanować się wzajemnie, wspierać i pomagać sobie na tyle ile można.

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas podział jest samoistny! Żadne z nas drugiemu niczego nie wypomina, a jak ja nie mam siły czegos zrobić, mąż ogarnia bez mrugnięcia okiem. Byłam w domu 9lat. Nigdy mi tego nie wygarnął :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Z jednej strony się zgadzam. Z drugiej - zastanawiam na ile pewne układy rzeczywiście odzwierciedlają potrzeby pary, a na ile wdrukowane przekonania o własnych rolach, których sobie nawet nie uświadamiamy.

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas podział jest różny, zależny od sytuacji, samopoczucia i wielu innych czynników. I myślę, że tak właśnie powinno być. Jeśli mąż ma wolne w tygodniu a ja idę do pracy to zrobi obiad, zajmie się dziećmi, robi wszystko, a czasem nawet więcej niż ja bym zrobiła. Nie uważam, żeby na tym cierpiała Jego duma, ani żeby świadczyło to o tym, że jest pantoflarzem. Jest facetem, ale też mężem i ojcem a to wiąże się także z obowiązkami, różnymi. I w drugą stronę to także działa. Wiadomo, że ja nie wstydzę się tego, że piorę mu skarpetki i gacie - a właściwie to robi to pralka, czy podaję obiad lub prasuje ciuchy.

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.