JAK POWIEDZIEĆ DZIECKU O ŚMIERCI PUPILA? WŁAŚNIE MUSZĘ TO ZROBIĆ...

środa, 18 października 2017

          Wczoraj wieczorem odkryłam otwartą klatkę szynszyli. Sekundę później jedna z nich przebiegła mi po stopie do klatki, a drugą zobaczyłam na podłodze. Leżała. Miała otwarte oczka. Kiedy ją chciałam wziąć, ruszyła się. Od razu wiedziałam, że coś się stało. Poszłam po polarek, by ją otulić. Nie było sensu jechać do weterynarza. Dogorywała. Po zawinięciu w polarek zamknęła oczy. Pół minuty później już była wiotka. Umarła mi na reku. Ślady w pokoju wskazują, że biegała po łóżku. Domyślam się, że z niego spadła i skręciła kark. Dramat całej rodziny, bo każdy nasz zwierzak to domownik. Gaba poradziła sobie ze stratą od razu, bo była przy tym, jak Majeczka odchodziła. Mela już spała.

Kilka lat temu mieliśmy koteczkę. Czarną. Przygarnęliśmy ją pod koniec mojej ciąży. Była najłagodniejszym kotem pod słońcem. Sterylizację przeżyliśmy jak operację członka rodziny. Koteczka była maskotką, pocieszką, najlepszą towarzyszką zabaw i snu. Kiedy miała 1.5 roku, nie zdążyła przebiec przez autem. Wracała do domu. Samochód trafił ją pod naszą bramą. Skłamaliśmy wtedy, że uciekła. Mieliśmy wyjeżdżać na urlop i nie chcieliśmy, żeby Gaba płakała nam całą drogę. Przez trzy lata pytała, czy Czarna wróci. Wreszcie powiedziałam jej, że Czarna zginęła w wypadku. Pochowaliśmy ją. Przyjęła to spokojnie.

Pamiętam, jak będąc dzieckiem, nosiłam kwiatki na grób psa. Potem miałam chomika Ogryzka. Był ze mną ponad dwa lata. Kiedy odszedł, było mi bardzo przykro. Nie miałam już później zwierzęcia, które krótko żyje. Dlatego wybierałam już pupila, który będzie ze mną na lata. Kotek zginął w wypadku. Teraz szynszyla. Jestem dorosła i rozumiem, że wypadki się zdarzają. Zwłaszcza przy tak aktywnym zwierzaczku. Musiałam o tym powiedzieć Meli. Obawiałam się tej rozmowy. Moje obawy były jednak bezpodstawne. Mela płakała jakieś pół minuty, potem stwierdziła, że Majeczka na pewno ma dobre towarzystwo, a jak ona umrze, to się zobaczą.

Po dzisiejszym dniu wiem na pewno, że z dziećmi należy szczerze rozmawiać. To mali ludzie, a nie głupie istoty. Dziecko ma uczucia, przeżywa emocje. Samo sobie potrafi z nimi poradzić. Rozmowa o śmierci nigdy nie jest łatwa, ale szczerość pomaga zarówno dziecku, jak i jego opiekunowi. Mnie osobiście zszedł z barków ogromny ciężar. Gdybym miała wymyślać kolejne kłamstwa przez następne lata, tak jak o Czarnej, nie zniosłabym tego. Wiem również, że nie należy na siłę kupować pupila na pocieszenie. Czas żałoby powinien przebiegać we własnym tempie. Na nowego przyjaciela przyjedzie jeszcze czas.


                                Jak wasze dzieciaki poradziły sobie ze strata pupila?

15 komentarze

  1. Ja musialam wytlumaczuc 3,5-latce, ze nasz pies odszedl. Bylo ciezko, bo i dla mnie po 13-latach byla to ciezka sytuacja. Mowilam malej, ze pies byl juz stary, chory i ze tak musialo sie stac, trudno bylo tym bardziej, ze sama nie panowalam nad lzami. Rozala plakala kazdego dnia przez dwa miesiace, plakala mowiac, ze teskni za swoim psem i chcialaby go przytulic. Wtedy duzo opowiadalam jej o tym jal wyglada caly cykl zycia, oczywiscie uproszczone te opowiadania byly. Nawe teraz kiedy jest z nami nowy pies, zdazaja sie dni tesknoty za poprzednim, ale minal juz rok i mysle, ze niebawem zapomni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kidy zwierze jest stare to po woli należy już liczyć się z jego odejściem. Nie jest to łatwe, zwłaszcza po tylu latach. Jednak nagły wypadek to zaskoczenie. tego się nikt nie spodziewa. nasz kulka miała przed sobą jakieś 15 lat...

      Usuń
  2. Moja córka straciła kota. Pech chciał że wpadł on pod samochód zaraz przed naszym domem i córka zobaczyła Go gdy wyježdżaliśmy z podwórka. Płaczu było chyba z tydzień. Córka chciała szukać identycznego kota, ale z czasem ból ustal. Teraz swoją miłość przelała na kotkę swojego brata i temat wzięcia następnego kotka odszedł w dal.. . Ale było ciężko i to wszystkim domownikom...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gaba widziała, jak naszego psa potrącił bus, był płacz, krzyk, psu na szczęście nic się nie stało... Ale w tej chwili był dramat.

      Usuń
  3. Ogromnie się cieszę, że ta trudna dla Was sytuacja potoczyła się spokojnie. Jestem pewna, że to Twoja zasluga. Sposób w jaki rozmawiasz z Mela na co dzień owocuje właśnie dzis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uczę się na błędach, przy trzecim razie popełniam ich nieco mniej.

      Usuń
  4. U nas niejednokrotnie śmierć pupila wiązała się z wielką rodzinną żałobą. Rozpaczałam nawet po myszce, którą dostałam w prezencie i średnio lubiłam, ale mimo wszystko codziennie starałam się ją wyciągać z "akwarium" i głaskać, zawsze miała świeżą wodę i jedzonko...ale średnio mi pasowała, bo to był niechciany prezent. Mimo wszystko później przez tydzień wspominałam "moją biedną małą myszkę".

    OdpowiedzUsuń
  5. Nasz króliczek odszedł w nocy na moich rękach mieliśmy go 6 lat , do rana zasnąć nie mogłam bo myślałam co powiem córeczce. Strasznie płakała i to długi czas do teraz to pamiętam zresztą ja też to przeżyłam ... Później razem uszykowalysmy mu pudełko na którym córka rysowała mu obrazki i był napis kochamy Cię Pysiu... minęło już 8 lat ale na wspomnienie łezka się kręci na oku ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smutne, jednak przywiązujemy się do futrzaków.

      Usuń
  6. Moja córka jeszcze nigdy nie miała zwierzątka w domu, ale gdy miała trzy latka, musiałam jej tłumaczyć śmierć dziadka :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Niby to tylko zwierzak, nawet ten najmniejszy chomik, a jednak jakoś smutno się robi, a dziecku ciężko zrozumieć w szczególności małemu, my mieliśmy chomika, tłumaczyliśmy że będzie mu lepiej w innym świecie, płaczu było kilka dni, a rozwiązaniem był między innymi mini pogrzeb zorganizowany przez Mateusza

    OdpowiedzUsuń
  8. bardzo cięzki temat, do którego należy obmyślić co i w jakiej sytuacji przekażemy naszemu dziecku. My z najstarszym synem mieliśmy teo typu rozmowę, kiedy odszedł od nas 2 lata temu nasz piesek staruszek.

    OdpowiedzUsuń
  9. Temat śmierci pupila można wałkować na rożne sposoby. Kiedy byłem mały kot zagryzł papugę, która była dość oswojona, i mimo że wtedy byłem w podstawówce, a teraz już kończę studia, niemiłe wspomnienia pozostają!

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.