URODZINY CZY WYDOBYCINY? CZYLI KTO NAPRAWDĘ RODZI NATURALNIE?


             Temat publicznego karmienia piersią oraz przewijania dzieci w miejscach publicznych nieco ucichł. W sumie dobrze, bo nie ma czym się ekscytować. Głodne dziecko trzeba nakarmić, zasrane przewinąć. Prosta filozofia. Jednak w ostatnich dniach głośno zrobiło się o WYDOBYCINACH. To nowe określenie na dziecko urodzone przez cesarskie cięcie. Matki polki terrorystki przekrzykują się wzajemnie, dając głośno do zrozumienia, że tylko ta, która rodziła naturalnie, może powiedzieć, że urodziła. Reszta nie ma do tego prawa! Ciekawie się zaczyna? Czym więc jest poród?

Poród u ssaków jest fizjologicznym procesem wydania na świat potomstwa. By wyjść na świat, płód musi osiągnąć dojrzałość. Ludzki potomek jest gotowy na opuszczenie łona matki już po 37 tygodniu ciąży. Poród może odbywać się na różne sposoby. Siłami natury lub mechanicznie. Poród siłami natury, nazywany jest przeważnie naturalnym. Jednak w 99% przypadków takim nie jest.

Poród siłami natury, naturalny, to taki, który przebiega zupełnie naturalnie. Bez niczyjej interwencji. Mowa tu o interwencji mechanicznej i fizjologicznej. Bez przyspieszania, wywoływania, wyciskania czy innej pomocy. Poród naturalny to również taki bez podania znieczulenia. Przy takim porodzie, naturalne jest tylko wsparcie bliskiej osoby, położnej lub lekarza. Poród zaczyna się sam. Rodząca chodzi, leży lub przybiera taką pozycję, w jakiej jest jej wygodnie. Poród odbywa się we własnym tempie, od początku do wydalenia potomka na świat.

Poród drogami natury odbywa się tak, jak poród naturalny, jednak z interwencją lekarza lub położnej. Interwencją jest wywołanie skurczy porodowych, przyspieszenie przebiegu porodu, np. podanie oksytocyny lub przebicie pęcherza płodowego. Nacinanie krocza, "wyciskanie" lub wyciągnie dziecka kleszczami, również jest interwencją i takiego porodu nie można już nazwać naturalnym.

Cesarskie cięcie-to zabieg chirurgiczny polegający na przecięciu powłok brzusznych i wyjęciu dziecka. Po takim zabiegu kobieta dochodzi do ciebie nawet kilka tygodni dłużej, niż takiej, która rodziła naturalnie czy siłami natury.

Co daje nam faktyczne nazwanie danego rodzaju porodu? To, że dziecko urodzone niezależnie od formy i warunków w dniu przyjścia na świat obchodzi urodziny. Matka będzie je kochać niezależnie od tego, czy lekarz rzeźnik rozpruł jej dupę, czy podbrzusze, czy spektakularnie sama popękała, wydając je na świat. Równie mocno będzie je kochać niezależnie od tego, czy rodziła 18 godzin, czy 5 minut. Nie ogarniam wyższości rodzenia siłami natury, bo o naturalnym porodzie może mówić najwyżej ułamek rodzących. W czym jest lepsze zmasakrowanie krocza, narażenie się na wysiłek prowadzący do popękania szyjki macicy, wypadania macicy czy pęcherza? A nazywanie urodzin dzieci poprzez cesarskie cięcie wydobycinami jest poniżej jakiegokolwiek poziomu. Prawie żadna z nas nie rodziłam naturalnie. Rodząc w szpitalu, zawsze następuje jakaś interwencja. To co? To też poszukamy jakiegoś określenia na prawie wszystkie porody nienaturalne? Bo wyciskanie lub wyciąganie kleszczami to też wydobyciny. Każda powinna zając się własną dupą. Tyle w temacie.




                               Temat równie piekący MATKA DOSTOJNA, DOJNA KROWA.


                                                      

CONVERSATION

8 komentarze:

  1. Masz mój pełen zachwyt. Pozdrawiam, matka "schlebiająca sobie" :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się. Matka nie licytuje się o sposobr narodzin,ale Madce nie przetlumaczysz.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam dwóch synów po CC i starszy z nich jak był mały mówił że ma wyklubiny a nie urodziny, więc jemu chyba obojętne jak przyszedł na świat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A młodszy mówił że został kupiony w Kauflandzie :D

      Usuń
  4. Też jestem szczęśliwie urodzona przez cc i moje córki, i wnuki u starszej córki, i wszystko z nami ok ;D Mimo, że przez cc moje urodziły się przed terminem, tak że tego, bez bóli i odpływu wód się nie obyło. Nawiedzone niech lepiej dadzą na mszę za powrót oleju do głowy ;)))

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja przeszłam oba. Pierwsze miałam CC, drugie drogami natury.Bylam nacinana (oczywiście mówię o naturalnym ;) i śmiało mogę powiedzieć, że pomimo iż ciężko znosiłam ten drugi, to nie ma porównania z cesarką. Po niej dochodziła do siebie dużo dłużej. Więc jeżeli ktoś mówi o większym poświęceniu, to na własnym przykładzie mogę powiedziec, że tu wygrywa Cc.

    OdpowiedzUsuń
  6. CC .. kobieta dochodzi do ciebie

    OdpowiedzUsuń
  7. Aż się we mnie zagotowało, kiedy to czytałam. Dzięki cc wiele kobiet np. z wadami wzroku, z problemami z kręgosłupem może być mamami. Czy to cc czy sn, to tylko droga wyjścia na świat. Każde z tych dzieci było noszone pod sercem.

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.