POZWALAM JEJ BYĆ SOBĄ

czwartek, 18 sierpnia 2016

                  Kiedy oczekiwałam na starszą, wtedy jeszcze pierwszą córkę, marzyłam o różowych sukieneczkach, falbankach i tiulach. Do dwóch lat udawało mi się ubierać, ją niczym bezę. Nie dość, że była słodko pulchnym maluchem to jeszcze miała słodkie loczki. Laleczka. Jednak nadszedł bunt. Zażądała spodni dresowych. Dres towarzyszy nam do dziś, choć minęło już osiem lat od tego czasu. Na początku był to różowy dres, ale dres. Róż opatrzył mi się już nieco. Mimo to stałam godzinami przy żelazku, ciesząc się każdą uprasowaną falbanką. Gaba zakładała sukienkę na chwilę, wylewała na siebie coś, co akurat miała i ubierała spodnie. Chwilę później zaczęła wspinać się na drzewa. Oprócz wytartego dresu miała zdarte buty i kolana.  Z planu na słodką dziewczynkę nic nie wyszło. Po sześciu latach przeszła na niebieski, rok później na czarny-inspiracja bratem.

                   Kiedy miała się urodzić najmłodsza, kompletowałam wszystko poza różem.
Były szare bodziaki, niebieskie spodenki, granatowe sukieneczki. Dużo białego. Kiedy Mela skończyła dwa lata, zaczęła decydować, co chce nosić. Oczywiście wybierała sam różowe rzeczy.
Kupowałam jej jedną lub dwie, a resztę wybierałam po swojemu. Jednak nadszedł bunt trzylatka, potem czterolatka. Ku mojej rozpaczy wybiera najbardziej kiczowate stroje. Im bardziej różowe i falbaniaste, tym lepiej. Na każdą okazję musi być sukieneczka.  Mam dla niej w szafie trzydzieści spódniczek i drugie tyle sukienek. W większości różowe. Z uporem maniaka nosi sukieneczki. Już nawet spódnica to nie to, co ona ma ochotę założyć.

Lubisz już mnie? Polub
                                                      

                Rwałam włosy z głowy. Przecież tyle kupiłam. Tak ja chciałam wystroić. Modnie, ze smakiem, a ta mi się odpłaca odpustowym gustem. Odpuściłam. Przypomniałam sobie, jak w wieku czterech lat babcia na bal przebierańców założyła mi zwykłą, pomarańczową sukienkę na szelki. Do tego ślicznie zrobioną srebrną koronę z pazłotka i...doczepiła do niej gumkę. Poszłam, jak ta sierotka, w codziennym ubranku z najgorsza koroną na świecie. Przecież nie byłam mała, po co ta gumka? Zamiast księżniczkowej fryzury miałam dwa warkoczyki. Minęło trzydzieści cztery lata, a pamiętam ten bal, jak dziś. Potem miałam już własne zdanie. Okres nastoletniego buntu jawił się niczym koszmar. Uszy naszpikowane kolczykami. Wyciągnięte swetry i podarte spodnie. Wyprzedziłam modę o jakieś dwadzieścia pięć lat. To, co teraz kosztuje grube pieniążki, robiłam samodzielnie.

               Dlatego przestałam nakłaniać Melę do tego, co chcę, żeby nosiła. Bywa i tak, że wyjeżdżamy z domu w stroju jednorożca, bo taki wybrała. Czasem piorę codziennie jedną sukieneczkę, bo akurat w tym tygodniu kocha ja najmocniej, Sama wybiera naszyjniki, koraliki i bransoletki. Ostatnio nawet różowe pasemka na włosach. Dlaczego pozwalam jej na to? Strojem wyraża siebie. Nie chcę jej tłamsić. Pozwalam jej na bycie po prostu sobą. Tak. Mowa o czterolatce. To nie tylko dziecko. To mały człowiek. Człowiek, który czuje, myśli i samodzielnie decyduje.


Trochę o każdym rodzicu

Twoje dziecko ma ulubiony strój?
A może pamiętasz swje ulubione dżinsy z przedszkola?


11 komentarze

  1. Mam w domu dokładnie to samo :) mało tego... o ile wcześniej nienawidziłam różu, tak przy córce nauczyłam się go i polubiłam i sama nawet kupuję ciuchy w tym kolorze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W swoim życiu miałam etap różu. Był to szalony czas tipsów i balejaży ;) Stare dzieje :*

      Usuń
  2. Mała strojnisia :) U mnie było to samo tylko na odwrót. Asia uwielbiała sukieneczki, Ania dres. Teraz się stroi, ale lubi prostotę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo tak jest. U jednej chciałam sukienki to wolała spodnie, U tej wolałam spodnie-nie różowe, to woli... ;) dzięki wolnemu wyborowi nie ograniczam jej, ma wąłsne zdanie, niech je wyraża :*

      Usuń
  3. Mam podobnie. Moja 2,5 letnia córka ma od jakiegoś czasu fazę na noszenie kaloszy przy każdej pogodzie, czy to na zewnątrz, czy w domu. Do tego nieodłączne korale. Pozwalam jej na to, bo nie widzę w tym nic złego. Zanim jej czegoś zabronię, to zastanawiam się czy faktycznie będzie to sensowne, bo co komu przeszkadza dziecko śmigające po domu w kaloszach zamiast w kapciach, prawda? ;) serdecznie pozdrawiam z Dortmundu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rok temu było upalne lato. Mela całe lato nosiła zabudowane sandały skórkowe z Bartka, bo ponoć były najwygodniejsze. Ewentualne granatowe emu na futerku ;)

      Usuń
  4. Moja 3,5 letnia Maja uwielbia różowe, najlepiej jeszcze z błyszczącymi elementami sukienki (spódnica oczywiście to nie to samo), do tego koraliki, naszyjniki i bransoletki. W sumie to nie przeszkadzałoby mi to gdyby nie fakt że ZAWSZE do sukienki muszą być cieniutkie, białe, różowe albo niebieskie podkolanówki!!!!!! Ale cóż, niech się ubiera jak chce, może wyrośnie? :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja bym chciała, żeby mel nosiła podkolanówki. Kupiłam jej liski i leżą :(

      Usuń
  5. My z 6-latką etap różu mamy za sobą. Teraz nastał etap inspiracji mamą i kocha szary ku mojej olbrzymiej radości ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, jak Hania będzie się "nosiła" :*

      Usuń
  6. O, to ja się z tego wyleczyłam już na okresie niemowlęcym. Chciałam młodą ubierać na biało i rzeczywiście jakiś czas mi się udawało, ale potem rodzina ruszyła do sklepów i się skończyło. Potem wyszło, że dziecko tak szybko rośnie, że kupowanie drogich i modnych ciuchów odpada. Często w dwa, trzy tygodnie wyrastała z rozmiaru. To się przestawiłam na tanie ciuchy z allegro, promocje w HM i pepco, zachowując przy tym priorytet wygody, a nie piękna. Koło drugich urodzin weszliśmy w etap postaci z bajek i skończyło się na tym, że dziecko nie założyło niczego, co nie miało Myszki Miki, Minnie, Minionka, Elsy czy Ani, czy co tam jeszcze oglądała. Etap sukienek przyszedł jakoś samoistnie, dzięki zajęciom z tańca, Frozen i innym ładnie ubranym dziewczynkom. Na szczęście pomału wyrasta z bajek i gusta się nam znów wyrównują. Różu unikam konsekwentnie, na szczęście ulubionymi kolorami młodej są błękity, turkusy, czerwień i szarości, to nie ma zgrzytów między nami. No i sporo młodej szyję, choć już się bałam, że się nie uda, bo akceptowała naprawdę niewiele ubrań. Ale widać ze wszystkiego się wyrasta. Jestem bardzo ciekawa, jaki będzie mieć gust jako nastolatka. Może pozwoli sobie farbować włosy na niebiesko? Bardzo bym chciała. :)

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.