10 RZECZY, KTÓRE UMIESZ ROBIĆ, GDY JESTEŚ RODZICEM

poniedziałek, 30 czerwca 2014


        Posiadanie potomstwa wydobywa z nas głęboko skrywane pokłady kreatywności. Nie mówię to o grach i zabawach, choć często życie pokazuje, że funkcjonowanie w rodzinie to niekończące się podchody i berek. Przebiegłość i spryt pełnią funkcje obronne przed przenikliwym wzrokiem potomstwa. Poczucie humoru bywa wręcz zbawienne, a nerwy trzymane na wodzy polecane co najmniej do czterdziestki najmłodszego. Rodzic musi być, jak kameleon, wróżka, batman i pogodynka.

Oto 10 rzeczy, które opanowaliśmy do perfekcji:

1. Przenikanie do łóżka.
Kiedy nadejdzie wreszcie upragniony moment snu potomstwa w pełni szczęścia udajemy się do sypialni. Od momentu dotknięcia klamki eliminujemy wszystkie dźwięki: wstrzymany oddech, skarpetki na stopach dla wyciszenia, przenikanie pod pościel w nadziei nie skrzypnięcia sprężynami.

2. Bezgłośne odpakowywanie batoników.
Każdy z nas ma czasem ochotą na coś słodkiego, na samą myśl zostajemy oblegani przez wyczuwające słodycz potomstwo. Po stracie ulubionej czekolady, batonika, śliwki w czekoladzie, snickersa, milki.... zaczynamy specjalizować się w nie szeleszczeniu. Asekuracyjnie przesypujemy płatki śniadaniowe do pojemnika druga ręką wyciągając batonik z opakowania.

3. Posiłki z przyczajki.
Każdy potrzebuje energii. Jak wiadomo daje ją choć na chwilę cukier. Dlatego, gdy z pełnym sukcesem odpakujemy batonik i nadal jesteśmy jego posiadaczami musimy go jakoś zjeść. Nie jest to sprawa prosta. Pomiędzy jednym, a drugim gryzem zjawa się zawsze któreś z dzieci z pytaniem nieciepiącym zwłoki oraz dodatkowym: co jesz? Dlatego wskazane jest ukrywanie małych kawałków batonika w szafkach, kredensach, szufladach (małych, czytaj na jeden kęs).
Możecie oczywiście spróbować kupić również dzieciom i zjeść razem z nimi, ale po 17 próbie zrozumiecie dlaczego to mija się z celem (zanim rozpakujecie swój baton, sępy po pochłonięciu swoich przydziałów będą zebrać o twój).

4. Spożywanie wszystkiego na zimno.
Rosół, mielone, pomidorowa, zapiekanka, pizza, frytki, kawa-legenda głosi, że ponoć powinny być spożywane na ciepło. Nie wierze w bajki, rzeczywistość wygląda inaczej.

5. Sprzątanie w dwie minuty.
Dom to nie przebrana dżungla, lwy, tygrysy, dzikie zwierzęta,obrastają w siłę wraz z trzodą chlewną. Informują od rana, iż Noe wybudował arkę, a kwadrat jest zielony. Klocki z 17 różnych kompletów dokładnie wymieszane z puzzlami, pampersy rozpakowane z mega paki, mokre chusteczki dokładnie rozłożone na podłodze (72szt-właśnie kupiłam nowe). Rozlany na podłodze sok, rozgnieciony na sofie banan. I telefon: "dojeżdżam do Chynowa, będę za dwie minuty". Tu  mamy pole do popisu i  mogłabym zawstydzić perfekcyjną panią domu. Te dwie minuty wystarczą, by dom lśnił. Nawet banan szybciej się zeskrobuje. Nie ważne, że w schowku na pościel upchnięte wszystkie zabawki, mokre chusteczki pomagają na wszystko: plamy z soku, owoce na łóżku, kurz na szafkach. Resztę pakuję w reklamówkę, wszak czymś buzię wytrzeć dziecku trzeba ;) "Czy ty czasem śpisz? Jesteś jakąś maniaczką, jak można mieć tak czysto przy dzieciach? One w ogóle czymś się czasem bawią?"-doceniła.

6. Ogólna wada wzroku i słuchu.
Czasem lepiej nie widzieć i nie słyszeć tego, co robią nasze pociechy. Wraz z funkcją rodzica nabywamy ostre stępienie widzenia i słyszenia, jest to niejednokrotne zbawienne, gdyż chroni nasze i tak wątłe zdrowie psychiczne.

7. Przyjaźń z panią ze spożywczaka.
Tu należy zapoznać się z panią Krysią. Ona zawsze bez puszczania niedyskretnego oczka potwierdzi, że lizaki zarezerwowała mama Olka, bezy są ohydne, a brokuła to najlepszy przyjaciel dzieci.


8. Pogłębiające się zdziwienie.
Do pierwszych trzech lat swojej kochanej pocieszki, na wszystko reagujesz: "o! jak pięknie niunia zrobiła!", kolejne trzy lata: "niemożliwe, moje dziecko by tak nie postąpiło", od wieku szkolnego przestajesz dziwić się czemukolwiek.


9. Prasowanie wybiórcze.
Zaczynając swoją drogę życiową kobiety, matki prasowałam wszystko, nawet skarpetki, pościel, piżamy. Po woli skarpetki i majteczki odeszły bez prasowania, po kilku latach i spojrzeniu wstecz śmiech mnie ogarnia. Pościel i piżamy i tak tyłkiem się wyprasują, koszulki można ładnie rozwiesić, a zakończenie roku szkolnego to w końcu nie aż takie wielkie święto, uprasuję tylko kołnierzyk koszuli.

10. Relaks w warunkach ekstremalnych.
Hamak, delikatne promienie słońca przebijają się przez liście, kawa z bitą śmietaną posypana czekoladą, truskawki i czereśnie, milka z orzechami, cisza spokój.... Znasz to uczucie? Ja też nie kojarzę.


Spodobał ci się tekst? Polub mnie  i poleć innym

121 komentarze

  1. Macierzyństwo w pigułce :D kto sie z tym nie zgodzi to albo udaje albo nie jest świadom co sie dzieje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowana większość ludzi udaje, a obraz lukrowego macierzyństwa jest nam serwowany przez sprzedawców złudzeń.

      Usuń
    2. "Podaję wam gorzkie pigułki w słodkim lukrze. Pigułki są nieszkodliwe, trucizna jest w tej słodyczy." jakoś mi się skojarzyło.

      Usuń
    3. Anonimie, nie wiem, czy mnie poczytujesz, czy trafiłeś/aś przypadkiem z cytatem, jedną z moich największych miłości są własnie "Myśli nieuczesane" St.Leca <3

      Usuń
    4. Punkt 10 -super !!!! Jako mama trójki diabełków podpisuję się również pod resztą:)

      Usuń
    5. Hamak został zeżarty przez mojego psa-nawet on wie, jak mnie zrelaksować ;).

      Usuń
    6. Albo ma w nosie i tego nie robi. Od lat nie tknęłam żelazka, burdel miałam przed dzieckiem (w zasadzie teraz jest większy porządek, bo czasem umyję kuchnię z nudów), podgrzewam jedzenie w mikrofali.Spac mogę gdziekolwiek, moje dziecię jak już zaśnie, to ją co najwyżej głośna wiertara obudzi, poza tym można spokojnie rozmawiać, skrzypieć, szeleścić. I najlepsze - nie jem batoników, bo są za słodkie, błeh. Chyba nie wiem, jak to być matką. ;)

      Usuń
  2. Do zimnego jedzenia można się przyzwyczaić. Jako maniaczka prasowania przy jednym dziecku dawałam radę, teraz opracowałam sztukę wywieszania bez efektów gniecenia prawie do perfekcji :)

    Kobiety chcące mieć potomstwo powinny zapoznać się z Twoim wpisem.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pomyślę nad wydaniem w formie broszurki i umieszczania w poradniach planowania rodziny ;)

      Usuń
    2. stanowczo powinnas to zrobić :)

      Usuń
  3. Wypisz wymaluj nasz dzień powszedni :D A jak wczoraj stwierdziłam że mam to w d... i o 10 poszłam dalej spać (tak, w dzień, tak, focha miałam na męża,tak, zostawiłam go samego z dziećmi) to o 12 obudził mnie okrzyk: Mamooooo!! Ciocia przyjechała :D
    A w domu armagedon :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domyślam się, że sprzątnęłaś zanim na schody weszła?

      Usuń
    2. Aż tak to nieeeee :D Miotłą do kuchni wszystko zagarnęłam, sprzątnęłam robiąc kawę ;)

      Usuń
    3. zapewne z przepyszną szarlotką :)

      Usuń
  4. Punkt 6 muszę sobie przyswoić, faktycznie szkoda zdrowia psychicznego ;) /Mariola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponoć małżeństwo leczy z tych ciężkich przypadłości, dla macierzyństwa są zbawienne ;)

      Usuń
  5. mi czasem te 2 minuty nie wystarczą na posprzątanie :E zwłaszcza że jak w jednym sprzątam w drugim szaleje tajfun :-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W warunkach ekstremalnych wystarczą, ale łapię doła, gdy sprzątam dwie godziny, a oni wracają do stanu sprzed w dwie minuty.

      Usuń
    2. Ja też, cała sobotę sprzątam, w niedzielę udaję, że nie widzę, a w poniedziałek odsyfiam jak towarzystwo do przedszkola i szkoły pójdzie.

      Usuń
    3. A ja sprzatam i sprzatam i sprzatam... jak mi nabrudza to mam nerwa, a jak pojada do babci i nie musze sprzatac,.to mam nerwa, ze ich nie ma i dom taki pusty...KOCHAM MOJE LOBUZY I WOLE SPRZATAC NIZ TESKNIC ZA NIMI...

      Usuń
    4. Poniedziałek to również mój dzień odsyfiania, tylko, ja robię to w warunkach ekstremalnych, przy dwójce maluchów.

      Usuń
  6. Miałam napisać komentarz...ale wyszedł długi, toteż pokuszę się o rozszerzenie i maleńką polemikę u siebie na blogu, pozwolisz?

    OdpowiedzUsuń
  7. No poza drobnymi szczegółami, to równie dobrze ja mogłabym napisać. Brawo! Strzał w dziesiątkę, choć i kolejne dziesięć punktów też zapewne byś wyprodukowała, nie? Oj nie zrozumie tego ten, kto nie ma dzieci... Dzięki z tekst. Po przeczytaniu znów poczułam, że nie jestem w tym szaleństwie sama!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba czas na kolejne super umiejętności rodzica :)-czyli będzie nowy

      Usuń
  8. Te wszystkie umiejętności opanowałam do perfekcji :) To jest o mnie :) Mąż do perfekcji opanował otwieranie bezszelestne batoników :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy w rodzinie ma jakieś talenty ;)

      Usuń
    2. Ja wciaz sie nie nauczylam jesc bezszelestnie paluszki....:) zawsze mnie znajda...

      Usuń
    3. paluszki bez chrupania? chyba nie wykonalne ;)

      Usuń
  9. leżąc na hamaku, z zamkniętymi oczami obawiam się o siebie. podleci taki sęp ni z tego ni z owego czapnie hamak, a ja leżę plackiem na ziemi, a zwycięzca szyderczym śmiechem ogłasza zwycięstwo! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u nas by to nie przeszło, jak już nastanie taki dzień, ze położę się na hamaku i faktycznie w nim poleżę, lepiej żebym nie spadła, bo on na stelażu,mogłoby to być dosyć niemiłe spotkanie ;)

      Usuń
  10. Czytałam przy jedzeniu (w pracy mogę spokojnie zjeść śniadanie! ;)) i oplułam z radości monitor.
    Bardzo dziękuję za ratujący głowę tekst :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. praca poza domem ma jednak plusy-śniadanie w spokoju :)

      Usuń
    2. Mój monitor również ucierpiał ;)

      Usuń
    3. za szkody spowodowane nagłymi wybuchami śmiechu nie odpowiadam ;)

      Usuń
  11. Rewelacja ! Smialam sie sama do siebie, bo to takie moje :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Idealnie nie idealni rodzice ;-)
    Poprawilas mi humor z rana :-) dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  13. Opanowałam już 1,3 i 4. 5 to już wersja dla bardziej zaawansowanych ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Samo życie, ale ujęte rewelacyjnie :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak jak się kiedyś bujałam na huśtawce ogrodowej relaksując się, przyszedł Jaś i pacnął mi błotem, które właśnie utworzył w piaskownicy obok ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. znaczy dba o ciebie, kąpiel błotne dobre na cerę :)

      Usuń
  16. ale sie usmialam czytajac ten tekst bo u mnie ( a jestem matka dwojki dzieci) sprawy wygladaja identycznie..po prostu ciesze sie ze na taki wpis trafilam, poprawilas mi Kolezanko humor bo myslalam ze ja mieszkam w dzungli heheh pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  17. Ooo, poczułam się jak w domu.
    Do dzisiaj nie rozumiem czemu syn wszystkie chusteczki z opakowania wyciąga i walają się po całej chacie. Jest jakieś miejsce gdzie można je schować bezpiecznie?
    Dobrze że u nas w mieście czasem festyny są. Dziecko ma radochę od rana do wieczora a mieszkanie bezpieczne.
    http://matkadzika.blogspot.com/2014/06/zamiast-bajki-w-tv.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. We wsi też bywają festyny, jest dom kultury z dodatkowymi zajęciami, , ale pztry moim stadzie to i tak mało ;).

      Usuń
  18. Uwielbiam refleksje nad batonikiem... Juz myslalam, ze to tylko ja jestem "wyrodna" matka... A tu widze, ze po prostu zyciowa konicznosc z podjadaniem, eeee, nie, pozywianiem sie i uzupelnianiem energii!
    Dekalog piekny, jakze prawdziwy :) pozdrawiam xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez tak myslałam o sobie i miałam wyrzuty sumienia ze wcinam po kryjomu ,teraz juz nie mam:-)

      Usuń
    2. No wiecie, ze ja tez zawsze cichaczem wciagam batoniki myslac jaka ja wredna strasznie jestem? Jak dobrze wiedziec, ze nie jestem sama :)

      Usuń
    3. Nie mam wyrzutów sumienia, gdy wyjadam swoje, gdy oni jej znaleźli pożarliby bez mrugnięcia okiem.

      Usuń
  19. Rechocze od rana nad punktem ósmym, ze łzami w oczach , bo już nie dziwię się niczemu-tata szkolniaka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie nie ma tego złego... takie zdziwienie zastępuje lifting ;).

      Usuń
  20. Ja tylko jeszcze dodam że zamiast batonika świetnie sprawdzają się cukierki czekoladowe :) W sam raz na raz do buzi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. własnie odkryłam kuleczki czekoladowe nadziewane rumem-na jeden kęs i dobre na wieczór ;)

      Usuń
  21. Świetnie napisane. Z jednej strony zabawne, a z drugiej daje do myślenia :-))) Chociaż u mnie nie ma cichaczem jedzenia słodyczy:-))

    OdpowiedzUsuń
  22. Jako matka trójki dzieci( w tym bliźniaki) podaje łapę. Zgadzam się ze wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
  23. Batoniki należy połykać w całości z prędkością światła ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja zostaję na tym blogu! Po prostu jest boski! Przejrzałam kilka notek wstecz i stwierdzam fakt,że MUSZĘ dodać go do obserwowanych bo później musiałabym go długo szukać.

    http://klauddkablog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  25. ja pasuję stanowczo do pkt 3 i 9 jako perfekcjonistka :D
    Ostatnio moje dwie gangreny zostawilam same, wzięłam książkę i poszłam do drugiego pokoju, wszelkie próby wtargniecia dzieci w mój świat kwitowałam - nie interesuje mnie to.
    Bily się, kłócily, darły, bawiły, przytulały i nawet na koniec posprzątały. HA :)))
    Mama Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ostatnio córka skwitowała moja opowieść o książce słowami "chyba żartujesz, przecież ty nie czytasz książek",mówię, "czytam", a ona "kiedy?", "jak śpicie"-chyba zacznę się barykadować w sypialni w dzień ;)

      Usuń
    2. To jest dobry pomysł :D w końcu jakoś musza ze soba funkcjonować a ja nie zwariować :)
      Mama Ania

      Usuń
  26. Rozpakowanie bezszelestne snickersa mam opanowane do perfekcji, a Twój post jak zwykle trafiony i jak zwykle "przepijany" zimną kawą ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. kilka mam opanowane do perfekcji jeszcze mam czas o grudnia by dopracować resztę zanim drugi bąbel się urodzi:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dopisz do tego jeszcze akrobacje pomiędzy.

      Usuń
  28. Prawdziwa prawda.
    My mamy jesteśmy lepiej wyszkolone niż żołnierze Marin's :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Mamuśka z tą kawą u Ciebie to jednak chyba nie tak :P Codziennie nam serwujesz pyszności tzn sobie ja napawam się tylko widokiem! :D I mimo iż często nie piszę, widzę wszystko! :D Ewelina W.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem przebiegła, nauczyłam dzieci pić inkę ze spienionym mlekiem, zanim wydoją swoje kawusie, mam czas na własną :))))

      Usuń
  30. Pięknie wypromowany post :) Miło zobaczyć go na jednej ze stron polubionych na FB

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to mega wyróżnienie, szczęście w sercu od rana :)

      Usuń
  31. Ha ha ha Bożena wszystko się zgadza! :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Witam z przyjemnością po raz pierwszy. Jako mama trójeczki brzdąców, uśmiałam się do łez. Punkt po punkcie. Strzał w 10!

    OdpowiedzUsuń
  33. Co prawda to prawda :P post pisany o 5.34 :P

    OdpowiedzUsuń
  34. Znam to znam i to z doświadczenia hahahhaa
    A ostatnio zrobiłam kawę wzięłam ostatnie ciastko i schowałam się na korytarzu aby w spokoju i ciszy zrelaksować się. Dziecię młodsze bawiło się w salonie a dziecię starsze oglądało bajkę w kuchni.

    OdpowiedzUsuń
  35. Hej ja tez wszystko wycieram mokrymi chusteczkami i chodze z torebka na pieluchy i zbieram śmieci. A jak Malý wchodzi do kuchni wpycham caly kes do buzi.pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  36. Hahaha.szczera prawda :) strzał w dziesiątkę z każdym z punktów.nie ma to jak kryć ostatnie ciasteczko,bądź kawałek mamy aby chociaż troszkę się osłodzic :) u nas dochodzi jeszcze czasami do całodziennego trzymania potrzeby skorzystania z toalety. W tym jestem mistrzynią!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to też , zwłaszcza, jak mam je dwie-boję się, ze zostawiając je na 20 sekund same albo zrobią coś sobie nawzajem, albo dom zrujnują

      Usuń
  37. Haha, no rewelacja. Sama bym tego lepiej nie ujęła. A z tymi batonikami to jak bym siebie widziała :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Świetne !
    Weszłam tylko na chwilę, ale na pewno będę zaglądać.
    Jako również mama trójki zgadzam się z każdym z punktów - powinnaś Koleżanko wydrukować i w poradniach K rozdawać :D
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  39. wszystko się zgadza :P dlatego ja poranną kawę piję w kubku termicznym by nacieszyć się jej ciepłem :D
    pozdr i zapraszamy na nowe kąty do nas :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dlatego rozkochałam się w kawach mrożonych ;)

      Usuń
  40. ja mam jedno, drugie w drodze już w zasadzie na wylocie i się zastanawiam, jak to będzie?!!? o.O z jednym już prawie osiwiałam, ale mała robi za 3, taka ruchliwa. :D

    OdpowiedzUsuń
  41. Wszystko fajnie, ale mam kłopoty ze zrozumieniem - dom nie jest przebraną dżunglą (co to jest "przebrana dżungla?), lwy, tygrysy i dzikie zwierzęta, a co to jest "brokuła", to już zupełnie nie wiem. Fajnie by było, gdyby tak przed opublikowaniem czegoś poprawić podstawowe błędy, łatwiej by było czytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeśli masz problem ze zrozumieniem włącz tłumacz google, a moje dzieci nie jadają męskiej odmiany brkuła-koniec tematu

      Usuń
  42. Ja mam Panią z warzywniaka. Na pytanie mojego trzylatka: Pani czy jest bamba (czyt. Mamba)? Odpowiedziała ostatnio wbijając we mnie pytający wzrok: A ma być?

    OdpowiedzUsuń
  43. hahahaha zauważyłaś, że trzy punkty są o żywieniu?! taaaak! gdyby nie to byśmy dawno z głodu umarły!!!
    :D

    OdpowiedzUsuń
  44. Nie wiem, czy już to gdzieś pisałam, ale to bardzo dobry tekst.
    Miło parsknąć śmiechem na koniec dnia (2:21). Czekam na drugą część. :-)
    :-)

    OdpowiedzUsuń
  45. Dodałabym jeszcze jedzenie na stojąco, chodzenie na palcach, spanie w każdej pozycji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spanie w pozycji półwiszącej-opanowałam do perfekcji.

      Usuń
  46. Nie opanowałam otwierania batonów bez szelestu, ale za to potrafię zapakować i wypakować zmywarkę bez żadnego dźwięku, to chyba też się liczy. No i oczywiście robienie kilku rzeczy na raz i gotowanie obiadu jedną ręką, bo druga dziecięciem zajęta:-)
    Świetny tekst!

    OdpowiedzUsuń
  47. O dzięki wszystkim bóstwom świata, że już nie ten wiek. Ale tak było i nie zostanie zapomniane.

    OdpowiedzUsuń
  48. Ja przerobiłam pkt 1, pkt 3, pkt 5, pkt 7 (nie ma to jak zakupy bez kolejki :)), a o prasowaniu zapomniałam z dniem urodzenia się pierwszego syna :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  49. Jak zawsze świetnie ujęte, ja bym jeszcze dodała egzystowanie bez snu ;). Myślałam, że pobijam wszelkie rekordy jako oddany pracy, niepoprawny pracoholik, kiedy przychodził termin oddanie jakiegoś projektu. Ale z Franiem to jest o kilka leveli wyżej.

    OdpowiedzUsuń
  50. U nas najgorzej z podjadaniem, synek nie ma jeszcze 1,5 roku a jak tylko usłyszy lub zobaczy, że coś jem, biegnie do mnie powtarzając ama-ama!

    OdpowiedzUsuń
  51. U nas najgorzej z podjadaniem, synek nie ma jeszcze 1,5 roku a jak tylko usłyszy lub zobaczy, że coś jem, biegnie do mnie powtarzając ama-ama!

    OdpowiedzUsuń
  52. hehe super trafione 10 punktów...EH skąd ja to znam ...sprzątanie w 2 minuty hihih

    OdpowiedzUsuń
  53. nie mam dzieci ale miałam trójkę rodzeństwa ;) Jak moja mama radziła sobie z 4 dzieciaków, w tym z 3 w podobnym wieku nie wiem i ją podziwiam :) ale to prawda porządek robiła ekspresowo, oczywiście my jej pomagałyśmy :)

    OdpowiedzUsuń
  54. Znam to :) i to sprzątanie za pomocą chusteczek! Nie wyobrażam juz sobie inaczej :)

    OdpowiedzUsuń
  55. Jako rodzic opanowałam wiele sztuk szybkiego sprzątania ,robienia zakupów czy wykonywania kilka rzeczy jednocześnie ;)faceci tego nie potrafią jak my ;)

    OdpowiedzUsuń
  56. Dodam jeszcze jedno - spanie w prawie każdej możliwej pozycji (czytaj na fotelu z dzieckiem na kolanach, przy włączonym telewizorze i zapalonym świetle) i zasypianie w ciągu kilku sekund od przyłożenia głowy do poduszki. Ale też wybudzanie się na najmniejszy odgłos dziecka. No i robienie 10 rzeczy na raz ;)

    OdpowiedzUsuń
  57. Wszystko się zgadza:) Fenomenalne spostrzeżenia:) Super tekst!

    OdpowiedzUsuń
  58. Kiedyś znalazłam czekoladę truskawkową w kredensie u rodziców, kiedy szukałam swojego paszportu. Głupio mi było pierwszej otwierać, więc stwierdziłam, że poczekam, aż rodzice to zrobią i wejdę wtedy do pokoju, a szczerze mówiąc - liczyłam nawet na to, że zaproszą mnie, żebym się poczęstowała. To się nigdy nie stało, chociaż czekolada zniknęła z kredensu. Zachodziłam w głowę - KIEDY???
    Aż do dzisiaj.

    OdpowiedzUsuń
  59. Podpisuję się pod każdym punktem, no może za wyjątkiem prasowania, bo odkąd jestem matką prasuję wszystko, ale pewnie wkrótce to się zmieni, bo nie jestem fanem tej czynności. Ja stosowałam metodę prasowania wybiórczego, gdy jeszcze pracowałam. W koszulach prasowałam tylko przód i kołnierzyk, bo pod żakietem i tak nie było widać reszty ;)

    OdpowiedzUsuń
  60. O tak, ja się właśnie uczę cichego odpakowywania cukierków, chociaż moja ma za dobry słuch. Zwykle więc takie słodkości zostawiam na wieczór, gdy już spi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wieczorne odbicie sobie całego dnia, lubię to :)

      Usuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.