NAJGORSZE RADY, JAKICH UDZIELIŁA MI MAMA!

wtorek, 4 sierpnia 2015


          Poniekąd, jako dorosła osoba postanowiłam zostać mamą. Wybranek mojego życia okazał się nieodpowiedzialnym egoistą. To bardzo łagodne określenie jego osoby. W sumie zostałam sama sobie z zagrożoną ciążą, w szpitalnym łóżku. Współlokatorki/pacjentki oraz personel patrzyli na mnie z politowaniem. Przez kilka miesięcy odwiedził mnie-żonę swoją, chyba dwa razy. Wspomniałam, że ślub braliśmy, zanim zaszłam w ciążę? Ponoć z wielkiej miłości. Przyszła babcia-teściowa z najgorszych dowcipów- nie ułatwiała mi życia. Nie było kopalni wiedzy na forach czy blogach, nie było ogólnodostępnego internetu. Jedyna wiedza, jaką mogłam czerpać, była przekazywana ustnie lub w czasopismach. Co miałam zrobić? Słuchałam mamy, która mieszkała 600 km ode mnie. Przez telefon dostałam szybki kurs macierzyństwa, najgorsze rady, jakie mogłam kiedykolwiek dostać.

NIE NOŚ!
Zanim syn się urodził, powtarzała, jak mantrę: nie noś go. Powszechnie wiadomo, że noworodek chodzi od razu sam. Leżał więc ten bidulek w łóżeczku lub wózku, do piersi dostawiany tylko na karmienie, leżał i płakał. Ja machałam mu nad główką grzechotkami, głaskałam, czasem wzięłam na ręce, by z nim posiedzieć, nosiłam tylko do odbicia, żeby nie przyzwyczaić.

NIE KOŁYSZ!
Wózek miał świetną amortyzację na pasach, jednak dostałam kolejny zakaz: nie bujaj! Całkowity zakaz bujania, żeby się nie przyzwyczaił. Nie noszony, nie bujany, tylko wożony, rósł ten mój synek. Dobrze, że karuzelka go interesowała, bo dzieciaczyna by się chyba zanudził.

BROŃ BOŻE DO ŁÓŻKA!
Od początku ma sapać sam! Nie możesz przyzwyczaić go do wspólnego spania!
Spał sam, a jakże, a ja spędziłam prawie rok na materacu obok łóżeczka, ale spał sam.

PODAJ HERBATKĘ W UPAŁY.
Hiciorem lat 90. była koperkowa herbatka instant w saszetkach. Mały urodził się w czasie największej w Polsce powodzi, w najgorsze upały. Mama, teściowa i pediatra, kazały dawać mu tą herbatkę, żeby nie był spragniony (był karmiony wyłącznie piersią, ale herbatkę na siłę miał wciskaną).

DAWAJ JEŚĆ O STAŁYCH PORACH.
Karmienie piersią o wyznaczonych porach. Tak moim mili-co trzy godziny. Nie było, że płacze, miał jeść według zegarka. Nawał pokarmu, zapalenie piersi, zanik po dwóch miesiącach (to długa historia), ale miałam wszystko w pakiecie.

ZACZNIJ OD JABŁUSZKA.
Rozszerzanie diety poziom hard. W czwartym miesiącu łyżeczka soku z marchewki i jabłko. Wiadomo, najlepiej ukierunkować smak na słodki-to najważniejsze w życiu.

MUSI SIĘ PRZEWRÓCIĆ!
Nie lataj za tym dzieciakiem! Każde dziecko musi się przewrócić! Jakoś nie umiałam siedzieć w miejscu, gdy leżał na betonie. Nie panikowałam, histerycznie, ale nie byłam przekonana do tego, że dziecko ma się potłuc, wolałam, żeby się nie przewracał. Asekurowałam.

POWINIEN MIEĆ KOLEGÓW.
Nie ważne jakich, byle nie był sam. A co jeśli dziecko jest samotnikiem? Prawdziwych kolegów znajduje dopiero w szkole, wcześniej nie szuka namiastki przyjaźni. Zachęcałam do towarzystwa, ale nie zmuszałam.

MUSISZ SŁUCHAĆ RAD.
Nic nie przebije chyba nakazu słuchania rad i stosowania się do nich. Tylko dlatego, że jestem młodsza. Wiecie: młoda, głupia, nie zna się. Dzięki złotym radom popełniłam wszystkie możliwe błędy wychowawcze od pierwszych dni. Nie polecam.


                                                       Podobne artykuły z działu rozrywka

Ktoś ci doradzał, doradza? Stosujesz się?

                                                  

20 komentarze

  1. Ja to jestem przekora totalna.... im bardziej toś radzi tym mocniej od tych rad uciekam :) zawsze robię po swojemu ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Same złote rady :-) Ile to razy człowiek je słyszał, a ile sam powtarzał... Dzisiaj nic bardziej mnie nie denerwuje jak pouczanie przez innych jak mam wychowywać własne dzieci. Na szczęście potrafię wpuścić jednych uchem, a wypuścić drugim.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj o dopajaniu mojego syna (teraz ma dwa miesiąca i jest kp) też już nie raz słyszałam od mamy... bo upały są. A jak powiedziałam, że wystarcza mu moje mleko to odburkneła z przekąsem "ach te współczesne matki".
    :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak mi takie rady działają na nerwy! Ostatnio hitem jest nie noś i ona powinna już raczkować ....

    OdpowiedzUsuń
  5. Raz usłyszałam od teściowej,przed porodem (!!!!) 'Tylko Mama wie co jest dla jej dziecka najlepsze' Słowa te padły po jakimś reportażu w tv nt karmienia piersią i pierwszych posiłków. Po porodzie mały miał chyba 5 mcy moja teściowa (ta sama teściowa:) chciała dać mu coś do zjedzenia, a ja nie chciałam żeby to jadł. Ona się uparła, że już powinien nie tylko mleko itp. itd. To ja jej grzecznie odpowiedziałam tym co ona mi poradziła przed porodem! "MAMA WIE CO JEST DLA JEJ DZIECKA NAJLEPSZE"! i ot "dobre rady" się skończyły . :)

    OdpowiedzUsuń
  6. O "dobrych rad" na nerwy dziala mi chyba bardziej jedynie przyrównywanie jednych dzieci do drugich. Wlos mi sie na glowie jezy jak søusze a Paulinka to juz.....

    OdpowiedzUsuń
  7. Moja Mama jednak mi takich rad nie dawała, wręcz przeciwnie bardo dużo pomagała i mój Tato też :) Tesciowej i rodziny męża w ogóle nie słuchałam, oni to mieli pomysły! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie była mała wojna o te złote rady, bo tacy jesteśmy z mężem niedobrzy że wszystko robiliśmy po swojemu :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Coz moze jestem inna ale wiekszosc z tych tad uwazam za jak najbardziej dobre...tylko 2 są totalnie do Du*y, ostatnia i ta z jabuszkiem jako pierwszym posiłkiem....ta z pojeniem dziecka zla nie jesteś ale podawać a nie z zmuszać...z cała reszta sie zgadzam...mo z tym noszeniem mozna jeszcze debatować...ale dla mnie noszenie(bo poprzytulac sie) a noszenie caly czas to spora różnica... z punktami 2;3;5 i 7 zgadzam sie w 100%

    OdpowiedzUsuń
  10. Polska to kraj dobrych rad :D mino że nie jesteśmy KRAJEM RAD :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Hmm, ja tam karmilam z zegarkiem w reku co e godziny :P ale sama tak chcialam, lubie zorganizowanie, duzo stabilizacji nam to dalo :) ale reszta rad do bani ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Hmm, ja tam karmilam z zegarkiem w reku co e godziny :P ale sama tak chcialam, lubie zorganizowanie, duzo stabilizacji nam to dalo :) ale reszta rad do bani ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Hmm, ja tam karmilam z zegarkiem w reku co e godziny :P ale sama tak chcialam, lubie zorganizowanie, duzo stabilizacji nam to dalo :) ale reszta rad do bani ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie noś....ja słysząłam z kolei, że przez to, że nie pozwalam córki stale nosic na rękach to ta jak podrośnie nie da się nawet przytulić! I wiesz co??? Ma sześc lat i uwielbia się przytulac :)))))

    OdpowiedzUsuń
  15. My chyba byśmy wychowywały po swojemu, zgodnie ze swoim sumieniem :)

    OdpowiedzUsuń
  16. No to chyba mój syn nasłuchał się , bo posłusznie co 2 się budził na jedzenie... także w nocy i także na butlę... Nie dziwota że mi całkiem wyrósł :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie ma nic gorszego od mieszkania z rodzicami lub treściami. Takie rady są wtedy codziennością. I już widzę drzwi od psychiatryka!

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie ma nic gorszego od mieszkania z rodzicami lub treściami. Takie rady są wtedy codziennością. I już widzę drzwi od psychiatryka!

    OdpowiedzUsuń
  19. Bozena, powiem Ci na tych przykladach, ile sie zmienilo. Twoj syn jest chyba mniej wiecej w moim wieku. A ja swojego tez mialam nie nosic, wiadomo, potem bede przeviez go tak tachac na barach do 18. Bujanie natomiast spoko, generalnie najlepiej zeby spal w wozku, bo wtedy latwo w nocy go jeszcze troche pobujac i zasnie. Spanie z rodzicem? Zwariowalas? Chcesz je udusic? Tak, mialam lozko na dwa pokoje, a wiekszosc nocy spedzalam w nim sama, bo Radek zjezdzal tylko na weekendy - ale dziecko zgniote jak nic. Herbate dawalam, bo karmilam mm, ale codziennie probowalam go przekonac do wody - poczatkowo nie chcial, ale sie udalo - a co sie osluchalam, ze go ta woda mecze, to moje. A karmilam nie tyle na zadanie, mm to jednak mm, co rozsadnie: jak widzialam, ze glodny, to zwiekszalam porcje. Ale kurde, nie bede czekac z zarlem jak dziecko mi pada. Jesli przy padaniu jestesmy... wywracac sie nie tyle nie powinien, co nie moze. Jak sie zdarzy, jestes patomatka i powinni dziecko zabrac. Serio, jakiekolwiek uderzenie sie dziecka, nawet delikatne, staje sie teraz ranga podobne do pobicia. Nie wiem dlaczego, ludzka sprawa czasem sie uderzyc. Nie ignoruje tego jako matka, asekuruje i chronie w miare mozliwosci, ale bez jaj. Etap kolegow dopiero przed nami. A w rozszerzanie diety na szczescie nikt mi sie nie wtraca ;)
    Wiec sama widzisz, zmiany sa, pytanie tylko czy na lepsze :P

    OdpowiedzUsuń
  20. A ja powiem tak. Z pierwszym dzieckiem popełniłam mnóstwo błędów z dobrych rad, a z drugim ukrocilam od razu. Gdy tylko ktoś coś ja od razu - mialas/es swoje 5 minut przy własnych dzieciach lub jak będziesz miał swoje to zobaczysz. Najlepsze co pamiętam to o Raczkowaniu. Pierwszy nie raczkowal, wstawal na nóżki i w wieku 7 msc całkiem dobrze radził sobie z pierwszymi kroczkami - moi tesciwie natomiast kazali mi to na siłę uczyć raczkowac. Ale pytam się jak? Tak to jest z tymi dobrymi radami��

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.