Czy krocze naprawdę nacinane jest zbyt często?

wtorek, 14 kwietnia 2015
           Temat okołodupny i jak zwykle rozpoczęty od dupy strony.  Po co dyskutować o kobiecych kroczach? Kroczach, które są tuż przed porodem lub w jego trakcie. Jeśli temat cię nie interesuje przejdź na inny wpis, jednak jeśli masz coś w tej sprawie do powiedzenia najpierw posłuchaj mnie.

          Nie mam medycznego wykształcenia, jednak opowiem ci o doświadczeniach własnych. Pierwszy raz rodziłam osiemnaście lat temu. Wiesz, jak to wtedy wyglądało? Standardowo położne darły się na nas, żebyśmy my-rodzące się nie darły, sale były duże, przedzielone parawanami, żadnej intymności. Standardowo padało pytanie: "czego się wstydzisz? już rozkładałaś nogi". Po co ci o tym mówię? Bo to był czas, gdy każdy decydował za ciebie. W jakiej pozycji rodzisz, czy masz prawo wyć z bólu oraz co jest dla ciebie najlepsze-czyli nacięcie krocza. nacinanie było taśmowe-każdej. Szycie długie i bolesne.

        W roku 2006 zmieniło się nieco podejście położnych, sale nadal miały wygląd jak z horroru, jednak zamiast parawanów stanęły ścianki. O zdanie nikt nie pytał, co po co? Mąż może być przy porodzie, ale trzeba było zapłacić. Ma urodzić i tyle w temacie. nacięcie, szycie, kilku tygodniowe gojenie, masakryczne wyjmowanie szwów, które zaczęły wrastać...

        Przed moim trzecim porodem świadomość społeczeństwa wzrosła. 2012r. Prawo wyboru szpitala, położnej, mąż bez dopłat przy łóżku. Empatii personelu nadal brak. Mąż wyproszony z sali, lekarz-rzeźnik bez słowa przebija pęcherz płodowy, rozciąga szyjkę macicy... ordynator kazał to kończyć. Bez nacięcia krocza, popękałam. Masakra. Najbardziej bolesny poród, jaki miałam. Może zabrzmi to mało apetycznie, ale przez pierwszą dobę  lało się ze mnie, jak z zarzynanej świni. personel szpitala zaoferował mi szpitalne koszule, bo nie nadążałam zmieniać. Jednak zastanowiło mnie jedno. W sumie nieźle, że tym razem nie nacięli. Już po tygodniu nie miałam żadnych nieprzyjemnych skutków porodu, zagoiło się rewelacyjnie. Mogłam śmigać bez problemu, siadać, jak miałam ochotę.  Po nacięciu goiłam się tygodniami.

        Nacięcie krocza nie może być standardowa procedurą!  Ponad połowa kobiet jest nacinana, zazwyczaj nikt nie pyta o zgodę na cięcie. Nie może być rutyną.

"Zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia rekomendują ograniczenie stosowania tego zabiegu, ponieważ udowodniono ponad wszelką wątpliwość szkodliwość jego rutynowego stosowania.

Na czym polega nacięcie krocza (nazywane także epizjotomią)?

rysunek_nacieciePołożna lub lekarz specjalnymi nożyczkami nacina skórę i mięśnie w ostatnim odcinku kanału rodnego. Robi to w końcowej fazie parcia, na szczycie skurczu, tzn. wtedy, gdy tkanki krocza są napięte przez napierającą główkę dziecka. Rana zszywana jest po porodzie. Szycie krocza powinno odbywać się w znieczuleniu miejscowym.

Zdarzają się sytuacje, w których nacięcie krocza jest niezbędne. Według ekspertów Światowej Organizacji Zdrowia dotyczy to 5-20 % porodów. Nacięcie może być rozważane w przypadku: porodu pośladkowego, dystocji barkowej, konieczności zastosowania kleszczy lub próżniociągu, wyraźnych blizn po pęknięciu III lub IV stopnia podczas poprzednich porodów, poważnych wahań tętna płodu. 

Podobnie, jak w przypadku wszelkich innych zabiegów medycznych, personel szpitala ma obowiązek poinformować Cię o zamiarze wykonania nacięcia, uzasadnić jego konieczność oraz uzyskać Twoją zgodę.
Uwaga! Nowy standard opieki okołoporodowej nakazuje ograniczenie wykonywania nacięcia krocza tylko do przypadków tego wymagających. Więcej o standardzie

Istnieje wiele obiegowych opinii o profilaktycznej funkcji nacięcia krocza - że chroni pochwę przed pęknięciami i nadmiernym rozciągnięciem, że zapobiega wypadaniu narządów rodnych i urazom główki dziecka. Badania naukowe jednak nie potwierdzają słuszności tych twierdzeń:
  • Nacięcie krocza nie zapobiega dalszym, poważnym uszkodzeniom.
Aby rozerwać mocno napiętą tkaninę, wystarczy naciąć jej brzeg. Podobnie jest z tkankami krocza - ich nacięcie sprzyja dalszym pęknięciom i poważnym obrażeniom, sięgającym odbytu.
  • Nacięcie krocza nie zapobiega obniżeniu napięcia mięśni dna miednicy, wypadaniu narządów oraz wysiłkowemu nietrzymaniu moczu.
Główne czynniki ich powstawania to predyspozycje genetyczne, ciąża, poród oraz nacięcie krocza.
  • Nacięcie krocza nie zapobiega urazom główki dziecka.
W szpitalach, w których znacznie spadł odsetek nacięć krocza, nie stwierdzono wzrostu przypadków niedotlenienia lub uszkodzenia mózgu u noworodków. Krocze zbudowane jest z tkanek miękkich, więc napieranie główki dziecka nie powoduje jej urazów.
  • Nacięcie krocza nie jest łatwiejsze do opatrzenia i nie goi się łatwiej niż pęknięcie.
Nacięcie odpowiada pęknięciu II stopnia i obejmuje również mięśnie krocza i pochwy, jest więc uszkodzeniem głębszym niż fizjologiczne pęknięcie.
  • Nacięcie krocza nie zapobiega rozluźnieniu pochwy po porodzie i pogorszeniu się jakości współżycia seksualnego.
Dzieje się tak, ponieważ nacięcie  osłabia mięśnie i utrudnia ich powrót do stanu przed porodem.


Co możesz robić, aby uniknąć nacięcia lub pęknięcia krocza?

W czasie ciąży:
  • Wykonuj masaż krocza - regularnie, już od połowy ciąży. Uwaga! W przypadku infekcji pochwy nie stosuj masażu, aż do wyleczenia. Najwygodniejsze pozycje, to klęk na jednym kolanie z drugą nogą lekko odwiedzioną i stopą opartą o podłogę, albo pozycja stojąca z nogą opartą, np. o krzesło. Do masażu używaj naturalnych olejów, np. z oliwek, kiełków pszenicy lub słodkich migdałów.
Odrobinę olejku rozgrzej w dłoniach. Jednym palcem nanieś olejek na obszar wejścia do pochwy i na wargi sromowe od wewnątrz, i wykonuj delikatne ruchy okrężne wokół pochwy. Gdy śluzówka wchłonie olejek, włóż opuszkę palca do pochwy i uciskaj jej dolny brzeg (w kierunku odbytu) w środku i na zewnątrz, do momentu, w którym poczujesz pieczenie. Nie naciskaj więcej, poczekaj, aż pieczenie ustanie. W ten sposób zwiększasz swoją odporność na ból i uczucie rozciągania w okolicach pochwy. Masaż wykonuj regularnie w ten sam sposób przez kilka dni, a następnie dołącz do masowania drugi palec. W zależności od samopoczucia dojdź do masowania czterema palcami - wtedy krocze może się rozciągnąć już do 2/3 wielkości główki noworodka.
        -ćwicz mięśnie dna macicy
        -bądź aktywna fizycznie
Spaceruj, gimnastykuj się, pływaj - wzmocnisz w ten sposób mięśnie i uelastycznisz tkanki. Będziesz także miała więcej siły, aby wypierać dziecko w pionowej pozycji. Z ćwiczeń szczególnie polecane są pozycje, w których rozciągasz mięśnie i tkanki krocza" cytując za Fundacja rodzić po ludzku



   Do refleksji i podzielnia się doświadczeniem skłonił mnie temat poruszony na Mądrzy rodzice.



                                                   Jak było w twoim przypadku? Nacinali cię, czy pękłaś?
Ktoś pytał cię o zgodę? Polub i opowiedz o tym.
                                                                 

23 komentarze

  1. hymmm Ja rodziłam pierwszy raz w 2007 i też był horor,personel masakra,zero podejścia do pierworódek...a sam poród horor ,przetrzymali mnie jak tylko mogli..pomimo braku rozwarcia,a silnych skurczy jak w trzecim etapie porodu nikt nic nie pomógł...kazali czekać to wyłam z bólu 16 godzin i czekałam...potem na siłe kazali rodzić...no i pękłam dosłownie wszędzie wykrwawiłam się...po porodzie 2 godziny leżałam jak pies na korytarzu...porażka a niby szpital w Gdańsku..i jeszcze zapłaciliśmy za poród rodzinny...bo nie było takiej obcji jak darmo...eh jak se wspomnę....to...aż sama się sobie zdziwię,ze zdecydowałam się na drugie dziecko...Rodząc w 2011 roku drugie dziecko...pojechałam do innego szpitala ,poród był za darmo,opieka super i lekarze też rewelacja...zostałam nacięta ,ale wspominam ten drugi poród super...No i masz racje nikt nie pyta o nacięcia,ale lepiej być naciętym niż popękać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie położna (cudowna kobieta, bardzo mi pomogła, nie placiłam za poród z nią) uprzedziła, że będzie chronić krocze i nie będzie nacinać. Pękłam sama, naturalnie, nikt mnie nie nacinał. Założono mi dwa szwy. Rana i tak niestety goiła się długo. Rodziłam w 2014r. w Warszawie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nacinali mnie, wcześniej podpisywałam zgodę, pytano mnie także o zgodę kiedy nacięcie miało być wykonywane, znieczulenie przed zastrzykami znieczulającymi, 4 rozpuszczalne szwy, przepiękne gojenie, po 3 dniach zero jakichkolwiek dolegliwości związanych z raną, córka zdrowa, ja zadowolona, cudowne położne i pani doktor. Po porodzie wszyscy płaczą ze szczęścia, ściskają i gratulują. Cudowne 10h, bez znieczulenia, z nacięciem i super gojeniem.

    OdpowiedzUsuń
  5. pierwszy poród miałam w 2007 r,mąż miał być przy mnie,jednak wypadł mu wtedy egzamin (przekładany na później,bo termin porodu był na 29.09 a rodziłam 10.10, poród wywoływany), byłam nacinana i pytali mnie o zgodę, szycie bezbolesne w znieczuleniu, parę dni później położna wyciągała mi szwy w domu i było ok

    drugi poród 2011, też sama rodziłam,bo męża strach obleciał :P
    poinformowana zostałam o możliwości nacięcia,ale tylko wtedy jeśli będzie to konieczne, pomimo, że córka była raz owinięta pępowiną wokół szyi (co w sumie odkryłam dopiero jak przeczytałam w książeczce w domu,bo w trakcie porodu nikt mi nic nie powiedział), nie byłam nacinana i nie popękałam :)

    p.s
    tych ćwiczeń mięśni Kegla nie wykonywałam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oba porody w tym samym szpitalu.
    Pierwszy poród (2010) miałam traumatyczny, masaż szyjki, nacinanie, wcześniej wywoływanie.... brrr... do tego personel pozostawiający wiele do życzenia.
    Drugi poród (2012) - prawie, że bajka. Godziny spędzone na porodówce z uśmiechami na twarzy bo personel wspaniały chociaż był to drugi dzień bożego narodzenia (wieczór-noc) Obyło się bez nacinania i na drugi dzień siedziałam z Mają na łóżku po turecku! Też jestem zdania, że jeśli nie ma potrzeby to należy uniknąć nacinania.
    No i dla mnie obecność męża nieoceniona ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Na sama myśl mnie boli . Tez mnie nacinali dwa razy. Pierwszy poród masakra rok 2007 drugi 2012 . Nacieli . Przyszedl lekarz z mina skwaszoną ze myslal o 3 w nocy przyjsc . Dal znieczulenie i szyl a mnie bolalo jak jasna cholera . Mowie kurwa boli polozne patrzyły i siedzialy cicho, a moi aż slabo bylo. Lekarz zszyl i poszed a polozna mówi do mnie tak. Wie Pani tak Pania bolalo przy szyciu bo lekarz dal za Malo znieczulenia. Czesto tak robi..... Ręce opadają. Koniec😉

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja rodziłam w 2013 roku i tutaj nacinają wszystkie jak leci. Taka procedura. Nie miałam ochotę się z nimi kłócić. Chciałam urodzić i mieć z głowy. Mimo nacięcia wszystko zagoiło się bardzo szybko. Już 10 dnia od porodu prawie nic nie czułam a 2 tygodnie po porodzie nie miałam już problemów. Kwestia też jak cię zszyją i jakie sama masz predyspozycje do gojenia się ran.

    OdpowiedzUsuń
  9. Urodziłam dwójkę dzieci w UK. Dwa razy pęknięcie II stopnia, które zagoiło się raz-dwa i nie powodowało zbytniego bólu ani dyskomfortu już od pierwszych chwil po porodach.
    Tutaj normą jest właśnie NIE nacinanie!

    OdpowiedzUsuń
  10. Aż nie doczytałam do końca, mam dość :)
    Ja miałam cesarkę wiec się na tym nie znam, na szczeście u nas personel i lekarze byli super. Jedna byla tylkoo cholera co się jej wszyscy bali, pacjenci i personel, miala chyba z 80 lat :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja rodziłam 2lata temu w państwowym szpitalu na żelaznej w Warszawie i to był poród marzenie! Personel sam przychodził czy w czymś nie pomóc jak leżałam na parologii. Sale 2osobowe o bardzo wysokim srandardzie, z łazienkami wyposażonymi w prysznice bez progów, barierki, dzwonki do wezwania persobelu itp. z tarasami a że było lato pacjentki korzystały z niego całe dnie tym bardziej jak były w szpitalu dłuższy czas. Poszanowanie woli i imtymności pacjenta na 6!! Nim przekuto mi pecherz płodowy odbyłam indywidualną rozmowe z lekarzem który wszystko wyjaśnił, rozwiał wątpliwości. A porodu (był pierwszy) nie mogłam sobie wymarzyć lepszego. Indywidualna sala z łazienka (prysznic i wanna), piłki, liny, drabinki otp. Położna kazała mówić do siebie po imieniu, bardzo pomocna: masowała plecy, wspierała i troche chwaliła jak dziecko żeby dodać mi otuchy. Cały czas i formowała mnie o stanie maluszka, jak przeć i oddychac. Wiekszość porodu rodziłam w pozycji wertykalbej przy drabinkach przykucając na skurczu. Kiedy urodziła sie główka przeszłam na foteli położniczy i wymawialam różne rzeczy o ktorych mowila mi położna np. Podczas skurczu mowilam ,szszszszszsz( jakby drzewa szumiały) lub delikatnie krzyczalam ,,aaaaaa'' pomagało to delikatnie wysuwac sie dziecki bez potrzeby parcia i tym samym krocze nie miało ciąglego nacisku. Mimo 1porodu nie byłam nacinana, nie popekalam a mialam zalozony 1szew na nabło ku ktory rozpuscil szie w 3dobie. Od razu po porodzie położna połozyla maluszka na mnie, okryła, upewnila sie ze wszystko on i zostawila nas na 2h samych z tata. To byl czas dla nas na przywitanie, zlapanie oddechu.. Przygasila swiatla do polmroku, zapalila swieczki i wlaczyla cicho spokojna muzyke. To byl najpiekniejszy moment dla nas. Położna dyskreynie zagladala czy wszysyko ok a po 2h przyszla i razem z tata zwazyla malucha, zmierzyla, ubrala itd. Ja w tym czasie wzielam prysznic, poznien dostalam cieply obiad (a byla 22). Przeniesiono nas na sale z noworodkamki i mimo ze spedzilam tam.kolejne 2tyg (mala miala zoltaczke mocna) to wspominam to jak dobre wakacje i niesamowite przezycie. Wspaniale miejsce, wspanialy persinel to dzieki nim mam magiczne wspomiebia z porodu, zero komplikacji po porodzie. Drugi maluszek tez przyjdzie tam na świat, bo to magiczne miejsce mimo że państwowe daje przykład że można godnie przywitac nowe życie

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja będę rodzić w czerwcu, mieszkam w UK. W planie porodu napisałam, że nie zgadzam się na nacięcie krocza - ewentualnie tylko w razie ostateczności - położna kiedy to przeczytała, zdziwiła się bardzo i powiedziała, że rzadko kiedy przecinają krocze i że nie musiałam nawet o tym wspominać w planie.
    Ale pierwszy poród (cesarkę) miałam w Polsce i nasłuchałam się dziewczyn z sali... więc co się dziwić, że pierwsze o czym wspomniałam to nacinanie krocza?

    OdpowiedzUsuń
  13. Rodziłam dwa razy. Przy pierwszym byłam cięta, ale tylko delikatnie. w sumie to już pod sam koniec, kiedy pękłam a wraz z dzieckiem pojawiły się zielone wody. Założone miałam dwa szwy i praktycznie nic nie czułam. Mogłam normalnie chodzić i zaraz po porodzie siadałam po turecku by nakarmić dziecko z piersi. znajomi się dziwili jak to możliwe, że jestem w takiej kondycji. A szwy były rozpuszczalne, więc tragedii nie było poza tym że czułam że coś mnie tam ciągnie. Ale nikt nie pytał o pozwolenie. Z drugim nie musieli mnie nacinać. Szybko poszło. I już po powrocie do domu śmigałam jakby nigdy nic się nie działo.Myłam okna i robiłam wszystko bez najmniejszego problemu. http://4razym.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Przy pierwszym porodzie zostałam mocno nacieta. 3tyg.dochodzilam do siebie. Córka główka w obw. 37cm + rączka którą mała miała na policzku bo tak właśnie się rodziła. Zaklinowala się w barku i trzeba było szybko na ciąć. Dwie kolejne córki z głowami 36cm rodziłam bez nacięcia. Od razu mogłam siedzieć, skakać, tańczyć . Cudownie!

    OdpowiedzUsuń
  15. No cóż... Niby nie konieczne to nacinanie, niby niepotrzebne... Mnie nacięli, kiepskie ułożenie dziecka, nie wiadomo co by było gdyby nie położne i lekarka ( choć wredna to fachowiec jak ich mało), nie pytali, robili co uważali za słuszne i chwała im za to. Choć mam kiepską skórę i rana goiła się długo to bez boleśnie i bez komplikacji, dzień później nie czułam żadnego bólu, choć nie raz proponowano mi coś przeciwbólowego. Dziewczyna rodząca dwa dni przede mną z tą samą obstawą, drąc się żeby jej nie nacinali popękała wzdłuż i wszerz aż naruszony był odbyt, jakiś czas nie mogła wstać z łóżka, ilość szwów niezliczona, położna robiła co mogła ale cóż... Taka wola rodzącej. Myślę że każdy przypadek jest indywidualny. Ale czasem trzeba dać działać specjalistom, żeby uniknąć gorszych konsekwencji....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że powinnyśmy ufać położnym i lekarzom, jednak naszym prawem jest to, by pytano nas o zgodę oraz doradzano najlepsze dla sytuacji rozwiązania.

      Usuń
  16. z przyjemnością przeczytałam ten post, tym bardziej, że jestem doulą i ta tematyka jest mi bardzo bliska..
    sama chciałam mieć jak najnaturalniejszy poród - udało się o tyle, że miałam jedynie znieczulenie miejscowe i początkowo rodziłam w wodzie. niestety poród wymagał użycia próżnociągu, a na zzo nie wyraziłam zgody, stad zastrzyk ze znieczuleniem miejscowym i - niestety - epizjotomia. położna pozszywała mnie szybko, bezboleśnie, fachowo i miło ze mną w trakcie rozmawiała, obiecując, że wykona dobrą pracę, między innymi. nacięcie wywołało we mnie traumę, choć szwy rozpuściły się szybko. ciągnięcie blizny odczuwałam ok. 10 miesięcy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dodam jeszcze tylko, że rodziłam na Islandii, gdzie jest bardzo zdroworozsądkowe podejście do porodów, nie ma cesarek na życzenie, nacięcia krocza są wykonywane tylko wtedy gdy trzeba :)

      Usuń
    2. Dziękuję za miłe słowa. Dodam tylko to, czego nie ujęłam w tekście, blizny po szyciu, po uprzednim nacinaniu bolały długi czas, jako potocznie się mówi "rwały" na zmianę pogody.

      Usuń
    3. dokładnie tak samo jak u mnie...

      Usuń
  17. Pierwsze dziecko, 2009, lubelska porodówka - lekarz ją wypchnął, bo ja nie miałam siły przeć, ona nie mogła wyjść, a jemu nie chciało się dłużej stać. Dzięki temu choć nacięta popękałam bardzo mocno, straciłam masę krwi, a podwozie goiło się miesiąc.
    Drugie dziecko, 2013, belgijska porodówka - dziecko większe, w ruch poszedł żel uelastyczniający krocze - delikatne nacięcie na dwa szwy, zero pęknięć, po tygodniu normalnie funkcjonowałam.

    OdpowiedzUsuń
  18. Czy któraś z mam ćwiczyła z aniballem. Ja nie dawno zaczęłam ponieważ strasznie boje się nacięcia, bo mój maluszek waży 3500. Oczywiście dla dziecka wszytko ale ja by udało się uchronić moje krocze to było by super:) http://www.aniball.pl/

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.