Lęk separacyjny, czyli idę do przedszkola.

środa, 27 sierpnia 2014

Początek roku przedszkolnego spędza sen z powiek rodzicom. 

- Jako to? Na cały dzień do przedszkola? BEZ MAMY???



Właśnie to pytanie skłoniło mnie do wyjaśnienia rodzicom, którzy po raz pierwszy przekroczę próg przedszkola, jak należy przygotować malucha, a przede wszystkim SIEBIE na rozłąkę.

Najważniejszą rzeczą oraz najczęściej popełnianym błędem jest właśnie powyższe pytanie życzliwej osoby.
Zastanów się mamo, tato, babciu, dziadku, cioci, durna babo ze sklepu i każdy kto się napatoczy, 
jak ma się czuć dwu-trzy-czterolatek po pytaniu:
-bez MAMY?

Każdemu, kto robi rodzicom krecią robotę knebel funduję!

Przedszkole ma się dziecku kojarzyć z zabawą, koleżankami i kolegami,
fajnymi zajęciami, miłymi ciociami/paniami (zależnie od przyjętych norm w placówkach).

ABSOLUTNIE!!! nie może kojarzyć się z rozłąka, zostawieniem, rozstaniem. 
To sobie i otoczeniu należy wbić do głowy.

Prawidłowe pytanie (z entuzjazmem w głosie) powinno brzmieć:

- to kiedy idziesz do tego fajnego przedszkola?

Dziecko nastawione pozytywnie = dziecko szczęśliwe w przedszkolu.

Kolejnym ważnym elementem pójścia do przedszkola jest rozstanie w szatni.
Nie przeciągamy go, nie wpadamy w histerie, ze maluszek sam tam zostanie, 
nie nastawiamy negatywnie dziecka na starcie.

Mamusia ze łzami w oczach i drżącą brodą nie jest dla dziecka dobrym widokiem na odchodne.
Co ma myśleć maluch jeśli mamie zbiera się na płacz?

W drodze do przedszkola należy stworzyć przyjazną atmosferę, 
opowiadać o nowych zabawkach i kolegach
oraz nastawić dziecko na leżakowanie w grupie
(tak-leżakowanie-nie może być zaskoczeniem dla malucha).
Jeśli do drzemki potrzebny jest smoczek, TEN rożek kołderki lub miś,
należy go przynieść do przedszkola i powiedzieć o nim nauczycielce.

Dlaczego tym mówię?
Gaba poszła do przedszkola, jako dwulatka,
w listopadzie.
Radziła sobie, jak przeciętny trzylatek.
Po kilku dniach spytała:

-mamo, czemu te dzieci rano beczą w szatni?
(przypomnę-był już listopad)

I co miałam odpowiedzieć dwulatce?
Że należałoby rodzicom dupy ogolić i wysłać do przedszkola,
zrobić kurs na zdrowe relacje z dzieckiem,
zaprowadzić ich do psychologa, by pozbyli się lęku separacyjnego?

Powiedziałam tylko:
-nie wiem.

A Gaba:
-przecież tu jest FAJNIE:)

Nastawienie, moi drodzy, pozytywne nastawienie.
Powodzenia 1 września.


35 komentarze

  1. Tak temat rzeka często jest tak ze rodzice nie maja dojrzałości przedszkolnej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dojrzałość przedszkolna rodzica-temat rzeka ;)

      Usuń
  2. Moje dzieci lubiły przedszkole do szaleństwa. Ani razu nie płakali. Syn kiedyś zapytał czy musi wracać do domu. Mamy szczęście do dobrych nauczycieli :) Dziadek zawsze podkreślał ze do przedszkola chodzą duże, samodzielne dzieci co jeszcze bardziej zachęcalo moje dzieci. Ja w tym czasie mogłam robić to co musze ale i to co lubię. Rodzice życzę wam radości z tego ze dziecko staje się bardziej samodzielne, że ma kolegów itp. Magdalena

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mam takiego problemu mój Oski nie może doczekać się 1 września i spotkania z kolegami, koleżankami i panią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie miała moja starsza dwójka, do tej pory Gaba nie może doczekać się początku szkoły.

      Usuń
  4. Patrzę z tej drugiej strony. Jestem wychowawcą w przedszkolu (przedszkolanka to dziewczynka chodząca do przedszkola, z szacunku do osoby, która uczyła się wiele lat, proszę nas tak nie nazywać:) ).
    Rodzice często zachowują się niestety gorzej niż ich dzieci... Gdy słyszę przy wejściu hasła typu "musisz to jakoś wytrzymać, wytrzymaj!" albo "nie rób scen, bo się spóźnię do pracy"... mam ciarki... Zgadzam się z autorką bloga, najważniejsze to pozytywne nastawienie. Ja witam zawsze każde dziecko z uśmiechem.... Niezależnie od tego, jak się czuję, jaki mam humor i czy mam siły/chęci danego dnia..... "Cześć Kochanie, wyspałeś się? :) Ślicznie dziś wyglądasz :)" Tak po prostu samo z siebie wyszło i to praktykuję... Myślę, że skutkuje :) Drodzy rodzice.... ułatwiajcie Waszym dzieciom i nam pracę. :))
    Pozdrowienia i owocnego nowego roku życzę :)
    A wolnej chwili zapraszam na mojego bloga (nie będzie o pracy, ale coś dla kobiet szukających radosnych inspiracji na pewno się znajdzie).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście poprawiłam swój błąd, nikt nigdy wcześniej nie zwrócił mi na to uwagi. panie pomoce nazywają nauczycielki przedszkolankami, rodzice tak mówią, forma jest w ogólnym obiegu, nie podchodziłam nigdy do tego bez szacunku.
      Bloga znam :)

      Usuń
  5. Własnie zaczynam się dostrajać, chciałabym małą puścić na kilka godzin dziennie do żłobka, żeby się właśnie nauczyła bawić, a nie kojarzyła to jako oddanie/porzucenie w obcym miejscu. Może dzięki temu lepiej zniesie przedszkole? Nu, zobaczymy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie tak. Polecam każdej mamie adaptacje.... Wizytę w wybranej placówce, kilkakrotną razem, potem osobno...nim zostawiamy dziecko na cały dzień. Duuużo pomaga :)

      Usuń
    2. Dokładnie, zostawienie dziecka z dnia na dzień na 8 godz nie jest dobre, lepiej wdrażać po trochu.

      Usuń
  6. Kurcze Bożena, trochę jesteś niesprawiedliwa... Ja od lat zmagam się z lękiem separacyjnym mojej córki, próbowałam już wszystkiego, serio WSZYSTKIEGO, przerabiałam każde podejście, łącznie z tym, że byłam z nią u psychologa. Raz jest lepiej, raz gorzej, ale ma 6 lat i jeszcze w starszakach zdarzało się, że płakała rano w przedszkolu przy rozstaniu, a teraz jestem pewna, ze początek szkoły to będzie wielki lament. Już ostatnio jak sobie przypomniała to miała łzy w oczach na samą myśl. I co mam począć? Dupę sobie ogolić? Wierz mi, nie mam negatywnego nastawienia, nie mam lęku separacyjnego, nie trzęsie mi się broda, ale Młodej tak. Musze to przeczekać chyba, wspierać, nie utrudniać, nie krytykować, sama nie wiem co jeszcze nie. Chyba kiedyś z tego wyrośnie w końcu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie oceniam każdego rodzica, dzieci są różne, sama mam świadomość, że z Melą może pójść mi nieco trudniej niż z Adim i Gabą, ale na pewno zauważyłaś złe podejście niektórych opiekunów (mamy, taty, babci, cioci itd). Dorośli ludzie, a nie rozumieją, że moment rozstania dziecku ma się kojarzyć przyjemnie bez popychania, pospiechu, szturchania czy innych kompletnie dla mnie niezrozumiałych zachowań. Znam jedną mamę, która pomimo bardzo szybkiego powrotu do pracy codziennie rano odstawiała cyrk w szatni przedszkola. Przytulała, ściskała dziecko, zalewała się łzami, dziecko również. Efekt? Pierwsze dwa lata codziennie był płacz, nakręcanie reszty grupy, a dziecko regularnie sikało do 4lat (kilkakrotne zmiany ubrania w ciągu dnia). Olu, co innego dziecko emocjonalnie związane z mamą, a co innego mama, która powinna się najpierw przeszkolić zanim wyśle dziecko do przedszkola.

      Usuń
    2. Wiem, rozumiem Twój punkt widzenia, ale jak to przeczytałam to poczułam się taka... oceniana, a kurde ja serio na głowie staję, żeby było ok i nie wiem gdzie zdupiłam... Ale zgadzamm się, że niektóre matki, ojcowie, babcie itp przesadzają i nakręcają traumę.

      Usuń
  7. A ja się z jedną rzeczą nie zgodzę, teraz jako Matka, ale i jako eks-przedszkolanka. Dziecko nie powinno kojarzyć przedszkola TYLKO jako zaczarowanej krainy, w której wszystko jest bajkowe, cudowne i kolorowe. Bo później: jedno dziecko dostanie od drugiego w łeb, aż krew się poleje, trzecie porzyga się do talerza, a jeszcze kolejne będzie wyło od otwarcia do zamknięcia, lub waliło głową o drabinki na sali gimnastycznej. Wiemy wszyscy, że takie akcje miejsce mają. I nie tylko wyjdziesz wtedy w oczach dziecka na kłamczucha, któremu następnego dnia dziecko nie uwierzy i nie zaufa, ale najnormalniej w świecie może się przestraszyć i zniechęcić, żeby nie powiedzieć dobitnie, że dołączy do grupy rzygających...tym razem na widok przedszkola :D Wszystko prawda, ale należy też dziecku opowiedzieć o trudniejszym sytuacjach w przedszkolu, żeby szoku nie zaliczyło na dzień dobry, bo przecież miało tu być tak sielankowo-bajkowo :) A ogolone dupy rodziców...posikałam się prawie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wspomniałam o tym, że dziecko ma na hasło przedszkole oczekiwać Narni-mija próg i nagle bajka. Z dzieckiem należy rozmawiać. Moje wychowanie-o co niektórzy mnie bardzo ganią jest proste: żyj i pozwól żyć innym. Nie atakuj nikogo, ale nie siedź biernie, gdy cie ktoś atakuje. Uderzy cię-oddaj-nie bądź ani agresorem, ani ofiarą. Jasno przedstawiam sprawę: mama, tata, mają prace-niunia przedszkole. Mama, tata zarabiają pieniążki, w tym czasie dziecko bawi i uczy się wśród innych dzieci. W przedszkolu są nowe, ciekawe zabawki, fajny plac zabaw. Przedstawienie stanu faktycznego. Krytykuje tylko rodziców/opiekunów źle nastawiających dzieci na stracie.

      Usuń
  8. Heh. To mi przypomniało naszą pierwszą wizytę w przedszkolu. Angela na pójście szykowana była od kwietnia jak tylko ogłoszone były listy przyjętych dzieci. Koniec maja, początek czerwca było pierwsze spotkanie adaptacyjne. Moje dziecko nie chciało wyjść z przedszkola. Połowy dzieci już dawno nie było. A we Wrześniu przeżyłam szok. Poszliśmy razem wszyscy całą trójką. Moje dziecko spytało czy może iść do zabawek. Ja że oczywiście. Ale zanim spytałam czy my też możemy już iść. Na co ona nawet na nas nie patrząc machnęła tylko ręką i bąknęła, będąc już w zupełnie innym świecie PA. Po pierwszym tygodniu na wieść że w sobotę nie idzie siadła w szatni i zaczęła płakać że ona do domu nie wraca, oni śpi w przedszkolu. Przyznam szczerze że mnie zatkało. Ja pamiętam swoje wizyty w przedszkolu jako maluch. A przynajmniej pamiętam te momenty kiedy waląc w zamknięte drzwi wrzeszczałam mamo nie zostawiaj mnie tu. Moja mama nie była taką rozhisteryzowaną mamusią jak niektóre. Miała nas dwójkę i oboje chodziliśmy do przedszkola bez żadnych dyskusji. (Dla niej oczywiście). Więc dla mnie reakcja mojej małej była szokiem. W tym roku jako 5 latka idzie już do zerówki, ale nadal pozostawiłam ją w przedszkolnej zerówce. I od tygodnia o niczym innym nie słyszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gaba od pierwszego dnia piekliła się, że za wcześnie ją zabieramy, teraz też nie może doczekać się kiedy szkoła się zacznie.

      Usuń
    2. Moja córa też czasem pytała czemu tak szybko po nią przyszłam :-D

      Usuń
  9. Czasami jedyną rzeczą, która ułatwia pożegnanie to odprowadzanie do przedszkola/żłobka przez tatę. Nasze pożegnania z synkiem w domu są o wiele bardziej radosne a z tatą prawie nigdy nie grymasi. Jeśli w tekście byłam o tym mowa a przeoczylam, to przepraszam :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odprowadzanie miało dotyczyć każdego opiekuna: mamy, taty, babci, dziadka, cioci itd. Jeśli dziecko jest w lepszym nastroju, gdy odprowadza je tata tego się trzymaj. Gdyby okazało się, że moja reaguje pozytywnie na odprowadzanie przez sąsiada czy listonosza po prostu zatrudniłaby go;), każdy ma swoje sposoby i każdy swoje dziecko zna najlepiej. Stwierdzam tylko ogólnie, że część rodziców nie potrafi zachwać prawidłowej relacj z dzieckiem podczas pożegnania w szatni. Przykład: zamiast podczas deszczowego dnia powiedzueć maluchowi-dziś na pewno będą fajne gry i zabawy, niejednokrotnie mówoią-paskudna pogoda, dziś na pewno nie pójdziecie na plac zabaw.

      Usuń
    2. Nas czeka to dopiero za "jakiś czas" więc nie jestem w temacie tak do końca ;) Pamiętam natomiast że sama uciekałam z przedszkola bo strasznie mnie ono nudziło :D pod pretekstem, że idę do szatni po chusteczkę,,szybko się przebierałam i zwiewałam. Mama pracowała po drugiej stronie ulicy, więc szłam na portiernię i miła Pani wzywała moją rodzicielkę że ma gościa :) Także ten...

      Usuń
    3. Liczę na to, że z przedszkola nie ma "ucieczki", u na zawsze ktoś plnuje szatni i wyjścia, w innych przedszkolach zapewne tak samo. Choć była sytuacja u nas z niedopilnowaniem kilku grup na placu zabaw, ucieczki nie było, ale była poszkodowana nieletnia "opiekunka", ale to temat na osobny wpis.

      Usuń
    4. To było ok. 25 lat temu ;) Ale wzmożono wtedy wartę przy wyjściu :P

      Usuń
    5. No raczej. Teraz przedszkole poniosło by poważne konsekwencje prawne, wtedy co najwyżej nauczycielka miała trochę nieprzyjemności.

      Usuń
  10. Super :) to rzeczywiście tak jest. Ja ponoć zaczęłam ryczeć dopiero w drugim roku przedszkola - wtedy już kumałam, że będę tam bez mamy ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może w wakacje życzliwa babcia sugerowała ci, że ma ci być smutno w przedszkolu i dlatego ryczałaś?

      Usuń
    2. A nie, babci nie miałam. To było jakoś w środku roku ;P Taki zryw...

      Usuń
  11. Moja mała poszła do przedszkola jak miała 2,5 roku skończone. Odetchnęłam wtedy z ulgą, że nie muszę ciągle z dzieckiem siedzieć :-D Ze dwa razy z rana popłakała i szybko się przyzwyczaiła, że mama rano ją prowadzi do przedszkola, do dzieci, a po podwieczorku wraca :-) Trafiłam na naprawdę super przedszkole, gdzie dziecko wiele się uczy. Przede wszystkim zabawy w grupie, dzielenia się zabawkami z innymi, współpracy... Same plusy :-D Do tego angielski, rytmika, wycieczki :-D Nie wyobrażam sobie by dziecko mogło iść do przedszkola później :-) Za moment zacznie się trzeci rok w przedszkolu :-) A potem zerówka :-D Dzięki temu, że córka chodzi do przedszkola, mamy więcej tematów do rozmowy :-) Zawsze pytam córkę o to, jak było w przedszkolu, co było na obiadek, w co się bawiła z dziećmi :-) Razem uczymy się wierszyków i piosenek z przedszkola :-) Nigdy nie usłyszałam od córki, że nie chce iść do przedszkola, nigdy nie miałam problemów z obudzeniem jej rano :-D A przecież do przedszkola chodzi cały rok (nie licząc dwóch tygodni urlopowania pań z przedszkola i remontów - nie do wiary ile potrafią zniszczyć te dzieciaki :-D ).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje zdanie na temat przedszkola jest podobne, Gaba poszła gdy miała 2lata i miesiąc. Odnalazła się od razu w grupie, była zadowolona, że ma koleżanki i kolegów, uwielbiała rytmikę i angielski (po trzech miesiącach nauczycielka zaczepiła mnie, że Gabi chodzi na lekcje angielskiego i nie daje się z tych lekcji wyprosić-lekcje dodatkowe-płatne, sama się na nie zapisała ;), powiedziałam, żeby pani nas podliczyła, dała umowę i skoro chodzi niech kontynuuje. Gaba zawsze wiedziała, które ubranka są jej, na czas biegłą do toalety, tylko odmówiła noszenia spódniczek. Nastał czas dresów-bo sobie w nich radziła.

      Usuń
  12. Uff, nas na szczęście ominął lęk separacyjny i Gabrysia dumnie poszła 1 września.Bez jęków i grymasow,a kiedy przyszłam po nią to nie chciała wcale ze mną iść, co nie powiem lekko nie zmartwiło iż w domu coś nie tak :-P a poważnie grunt to zdrowe podejście. Zobaczymy czy z małą tak gładko pójdzie za rok ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. No my juz do pierwszej klasy poszlismy, z usmiechem na ustach ale chlopcy to juz starzy wyjadacze, do zlobka poszli jak mieli 2 latka :) Wtedy lekko nie bylo :)
    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  14. Starzzkama 4lata i przedszkolakiem jest od trzech dni. Pytalam, adaptacji zadnej nie przewidziano. Syn ciagle pod opieka jak nie rodzicow, to dziadkow. Oczko w glowie, praktycznie brak kontaktu z rowiesnikami. Stres byl. Ale tez w sierpniu znalazlam prywatna placowke organizujaca cos na ksztalt klubu malucha, polkoloni itp, no wiec dziecko zapisalam. Najpierw na pare godzin, po tygodniu na caly dzien. Tam dzieci nie plakaly, bylo ich malo, rodzice, czy opiekunowie mogli z dzieckiem pobyc, kawe wypic itp. A dziecko nauczylo sie pewnego rygoru, ze wstajemy, zbieramy sie szybko do przedszkola, ze buzi na dowidzenia i milej zabawy.
    Dzis odprowadzal nasze przystosowane dziecko tata, a po powrocie stwierdzil, ze byl w piekle Dantego, nie jest tylko pewny, ktory poziom. I powaznie on sam nie wiedzial, kto tam bardziej histeryzowal, rodzice, czy dzieci. I ci rodzice ufiekajacy wrecz, a dzieci placzace, goniace mamusie. I kucharki, ktore wylapywaly uciekinierow.

    OdpowiedzUsuń
  15. Moja 4.5 latka, stara przedszkolna wyjadaczka (3 rok) ostatnio mówi: mamusiu, ale dlaczego ja tak szybko idę do domu? (po 14) Jutro przyjdźcie po mnie potem, ja się chcę bawić! :D
    Młodsza, 20 miesięczna, w tej samej placówce - oddział żłobkowy jeden - uchachana, sama je, pięknie zasypia, płaczące dzieci w poważaniu ma - ona przyszła się bawić i nikt/nic jej w tym nie przeszkodzi :D
    Obstawiam częściowo charaktery - towarzyskie po mamie - ale fakt, ani ja, ani mąż histerii nie robiliśmy, od malutkiego dziewczyny przyzwyczajone do wychodzenia z domu, do innych ludzi (nie zostawialiśmy jakoś specjalnie poza wyjątkowymi sytuacjami u babć, po prostu - tu spacer, tam sklep, tam odwiedziny - dzieci się socjalizowały), nastawiane "przedszkole jest super, są dzieci i ogrom zabawek". Sprawdza się! Starsza też od początku uwielbiała.

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.