NAJWIĘKSZE MAKIJAŻOWE I PIELĘGNACYJNE WPADKI, JAKIE ZALICZYŁAM

sobota, 11 maja 2019

     Na przestrzeni ostatnich dwóch dekad mogę śmiało pochwalić się pełnym wachlarzem największych wtop w historii makijażu, pielęgnacji oraz szyku, który nie wypalił. Miło być pięknie, wyszło, jak zwykle.

CZARNA PLAMA NA DEKOLCIE OD NASZYJNIKA Z GAZETY

Akcja miała miejsce w roku 2001 lub 2002. Szłam na wystawę miejscowego artysty do domu kultury czy innego zacnego miejsca w małym miasteczku. Byłam zbuntowana, a  jedynym kolorem, który był przez mnie akceptowany, był czarny. Doga kupna nabyłam w ciucholandzie czarną, długą kiecę z rozpierdakiem pośrodku. Nosiłam ją, jako tunikę do dzwonów. Młodzieży, wyjaśnię-spodnie z szerokimi nogawkami. Sukienka miała spory dekolt. Z racji swojego rozmiaru nie miałam zbyt bujnego biustu. Co tu owijać w bawełnę? Przy wzroście 174 cm, rozmiarze 34, cycki były towarem deficytowym. By wypełnić ową pustkę, wymyśliłam, że założę na szyję naszyjnik z czarnych kamyków zakupiony, jako dodatek do kobiecej prasy. Jako że wydarzenie kulturalne odbywało się w eleganckiej formie, postanowiłam pachnieć równie wytwornie. Z braku perfum użyłam perfumowanego balsamu. Oczywiście w nadmiarze, gdyż nie miał szansy się wchłonąć, tylko zalegał na wierzchniej warstwie skóry. Nie wiem, czy to jego skład, czy nadmiar weszły w  reakcję z naszyjnikiem, ale nagle wokół niego pojawiła się na mnie czarna plama. W naszyjniku puścił kolor, a moja szyja stała się jego idealnym miejscem na przyjęcie barwnika.

FLUID PRZY USZACH

Przygoda z naszyjnikiem nie zraziła mnie do dbania o siebie. Lubiłam się malować. Nie umiałam, ale lubiłam. To były czasy bez internetu i tutoriali makijażowych. W drogeriach były produkty, które stanowiły dla mnie pole do mniej lub bardziej udanych eksperymentów. Tu jednak skłaniałam się raczej w kierunku mniej udanych. Fluid nakładałam przy pomocy szpachli. Jego nadmiar rolował mi się przy uszach, tworząc groteskową maskę.

ŻÓŁTO ZIELONE WŁOSY

To było jeszcze w latach 90. Samodzielne rozjaśnianie włosów i próba nałożenia na to szamponu spowodowało piękne ombre, jakże modle obecnie, tylko w  kolorach żółtym i zielonym. Nie miałam na fryzjerkę, a nie na kolejny szampon koloryzujący. Od tego czasu zaczęła się moja przygoda z henną. Może i dobrze, dzięki temu nie spaliłam włosów.

POMADKA NA ZĘBACH

Kiedy już znalazłam swoją wymarzoną pomadkę, przy pierwszym strzale po nałożeniu okazało się, że więcej jej mam na zębach niż na ustach. Wiele lat po tym zdarzeniu stosowałam błyszczyki. Potem zmieniłam je na ochronne pomadki. Pierwszy kolor kupiłam ze dwadzieścia lat później, był to nudziak.

SAMOOPALACZ NA SPÓDNICY

To będzie ciężko przebić komukolwiek. Jestem bardzo blada.  Żeby latem nie straszyć niebieskim odcieniem skóry, postanowiłam się nieco przyciemnić samoopalaczem. Oczywiście wcześniej nasmarowałam się moim ulubionym perfumowanym balsamem. Po nim nałożyłam samoopalacz. Do tego błękitna sukienka i byłam gotowa na wyjście. Po drodze do przyjaciółki wstąpiłam do jej siostry do biura. Krzesła z siedziskiem ze sztucznej skóry nie były dobrym pomysłem z miksem na mojej skórze i temperaturą. Kiedy wstałam, okazało się, że mam brązowe ślady na pupie i udach.

PLAMY OD SAMOOPALACZA

Raz zdarzyło mi się nie zrobić peelingu przed nałożeniem samoopalacza. Plamy na łokciach i kolanach czyściłam cytryną. Z niewielkim skutkiem. 

ZWAŻONY PODKŁAD

To był czas, kiedy nie doceniałam peelingów. Przypomnę o wspomnianym już fluidzie nakładanym szpachlą. Do tego doszedł puder nakładany gąbką. Sucha skóra z tona kosmetyków wyglądała słabo. Podkład ważył się na nosie i policzkach. W sumie cieszę się, że nie mam zdjęć z tego okresu.

ŻEL WYSZCZUPLAJĄCY, KTÓREGO NIE POWINNAM BYŁA WMASOWAĆ

To było 13 lat temu. Po urodzeniu drugiego dziecka chciałam szybko wrócić do formy. Kupiłam żel wyszczuplający w aptece i z radością chciałam poczuć jego działanie. Po prysznicu wmasowałam żel w brzuch, pośladki, boczki i uda. Po kilku minutach skóra zaczęła mnie palić i zrobiła się bordowa. Spędziłam z pół godziny pod chłodnym prysznicem, próbując ulżyć sobie. Potem doczytałam na opakowaniu, żeby nie wmasowywać w skórę.

ŻÓŁTE BRWI

Akcja miała miejsce kilka dni temu. Postanowiłam zrobić hennę na brwi. Idealnie wyrysowany łuk ukazał się po zmyciu henny. By nadać koloru twarzy, posmarowałam ją kremem brązującym. W kilka sekund zaszła reakcja po hennie. Wokoło brwi i pod nimi, skóra zrobiła się żółta. Przez dwa dni nie mogłam tego zmyć.

Powiedz, że nie jestem sama i tobie też udało się zaliczyć wpadkę pielęgnacyjną lub makijażową.

2 komentarze

  1. Oj kochana! Zaliczyłam nie mniej wpadek od Ciebie! Szpachla, samoopalacz na białej spódnicy w drodze do pracy, przy upale w podmiejskim, w pracy jasno różowy mundurek, było nie powiem 😂😂😂 Później nieokreślona rudość z żółtymi plamami na włosach, szminka na zębach, poza konturem ust, nie zliczę tego. Aha no i jeszcze perfumy na randkę, które chłopak określił jako ruskie 😂😂😂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ruskie perfumy" zacne określenie, rozumiem, że szybko stał się byłym?

      Usuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.