MNIE RÓWNIEŻ DOTKNĘŁA NIEPŁODNOŚĆ.

sobota, 5 sierpnia 2017


           Dzień, w którym dowiedziałam się od Anny, że jest w ciąży, był dla mnie koszmarem. Nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę. Dlaczego ona? Ta wiadomość spadła na mnie tak nieoczekiwanie, że aż zabolała. Przez ułamek sekundy pomyślałam, że to niesprawiedliwe. Szukałam wymówek myśli, że ona nie powinna teraz mieć dziecka. Jakby to, że ma w domu bałagan, było wyznacznikiem pozwolenia na macierzyństwo. Nie chciałam tak myśleć, nie powinnam. Jednak myślałam. Dlaczego ona nie ja? Jak mogła mi to zrobić? Ciąża, dziecko? Na razie nie chcę jej widzieć. Nie chcę słuchać o jej szczęściu, gdy jestem nieszczęśliwa.

Pierwsze dziecko urodziłam, mając 19 lat. Byłam młoda, ale dziecko było planowane i wyczekane. Od razu wiedziałam, że będę mamą jedynaka. Po dziewięciu latach zmieniłam zdanie, urodziłam drugie dziecko. Ponownie zarzekałam się, że więcej nie chcę. Pragnienie kolejnego maluszka było w niedługim czasie bardzo silne. Nie była to spontaniczna decyzja. Po woli narastała. Po wielu rozmowach zdecydowaliśmy się na trzecie dziecko. Przygotowania zajęły miesiące. Zmiana nawyków żywieniowych, suplementacja witamin, aktywność sportowa. Rozpoczęliśmy starania. Mijały miesiące, a kolejne testy ciążowe pokazywały negatywny wynik. Smutek, rozgoryczenie i wściekłość, towarzyszyły mi nieustannie. Chwilowy błysk nadziei gasł niczym zdmuchnięty płomyk świecy. Nie umiałam myśleć o niczym innym. Moje życie było koszmarną pętlą złudzeń i rozczarowań. Wtedy usłyszałam o ciąży Anny. Ta wiadomość mnie załamała. Dlaczego nawet ona potrafi zajść w ciążę, a nie ja? Co jest nie tak?

Klikając w zdjęcie, przeczytasz więcej informacji.

Byłam po trzydziestce. Kolejna zmiana pracy nie pomagała w eliminacji stresu. Nikt nie wiedział o moich rozterkach. Miesiące ciągnęły się niczym niekończąca się opowieść. Po roku lekarz stwierdził, że mamy problem. Nie ja. My. Nie zostawił mnie z tym samej. Niepłodność jest zawsze problemem pary. Nie ma mowy o obarczaniu jednej ze stron. Zwlekałam tyle czasu, że organizm odmówił współpracy. Nie życzę nikomu tego, co czuje kobieta niemogąca zajść w ciążę. Załamanie, depresja i niemoc. 

Lekarz przedstawił mi alternatywę. Miałam codziennie jeździć na badania. Z jego ust padła nazwa kliniki InviMed. Mieliśmy rozpocząć, jak to określił „polowanie” na jajeczko. Monitoring owulacji miał na celu sprawdzenie prawidłowości faz cyklu. Pozwala na dokładne określenie dni płodnych i ustalenie dnia, w którym dojrzała komórka jajowa jest uwalniana przez jajnik. Badanie takie jest przeprowadzanie podczas badania USG, dopochwowo. Zawsze na początku cyklu. Badania trwają zazwyczaj 3-4 cykle, do nich dochodzi 1-2 badania poziomu hormonów. 

Dowiedziałam się, że wiele par boryka się obecnie z problemem zajścia w ciążę. Niepłodność to epidemia, choroba cywilizacyjna. Dotyka ok. 15-20% par starających się o dziecko. Przy tak dużym odsetku mówimy już o problemie społecznym.

Musiałam wszystko przemyśleć, czy decydować się na leczenie czy zrezygnować. To był jednak moment, w którym przyznałam się przed sobą, że mam dość. Gdybym nie miała już dzieci na pewno podjęłabym się leczenia, jednak w obecnej sytuacji zdecydowałam zrezygnować z dalszej walki. 

Dwa miesiące później wróciłam do lekarza. Byłam w ciąży. Powiedział, że często tak właśnie się dzieje. Po uwolnieniu głęboko skrywanego sekretu, którym jest niemożność zajścia w ciążę, ona zwyczajnie się pojawia. Blokada tkwiła w głowie. Postawiłam sama siebie przed taką presją, że organizm odrzucał możliwość ciąży. Stres był tak duży że zahamował mój organizm. 

Popełniłam trzy podstawowe błędy: 

Pierwszy to zbyt długie odwlekanie planów o dziecku. Mam troje jedynaków. Córka jest młodsza od brata o 9 lat, druga o 15. 

Drugi czynnik to wiek. Najmłodsze dziecko urodziłam, mając 34 lata. Po trzydziestce nie jest łatwo zajść w ciążę. Organizm nie jest już tak wydajny, jak wcześniej. 

Trzecim czynnikiem, który nie pozwolił na ciążę, była blokada. Zbyt duża presja podświadomości nie pozwalała na realizację pomimo intensywnych starań. 

Na zakończenie chciałbym ustrzec każdą parę, która myśli w przyszłości o dzieciach - nie zwlekajcie i nie odkładajcie macierzyństwa na potem. A jeśli staracie się o dziecko, a upragnione kreski się nie pojawiają udajcie się jak najszybciej do kliniki leczenia niepłodności. Otrzymacie tam poradę ekspertów w tej dziedzinie i istnieje bardzo duża szansa, że dzięki leczeniu powitacie niebawem upragnionego malucha. 

22 komentarze

  1. Mam bardzo bliskich znajomych ktorzy tez mieli blokadę w głowie i zaczęli się leczyć choć bezskutecznie. I kiedys powiedzieli sobie stop i tak jak ty po 2 miesiacach spodziewali się już maleństwa. A teraz mają dwójkę. Tylko potrzeba wsparcia bliskich i nie uznawania tego jako problemu jednej osoby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilkanaście lat temu poznałam dziewczynę, która zaczęła rodzić po 35 roku życia. 10 lat bezskutecznych starań, kiedy blokada ustąpiła, rodziła jedno po drugim. W momencie poznania, miała miesięczną córeczkę, siódmą.

      Usuń
  2. Ja urodziłam mając 23 lata, nie planowaliśmy tak szybko, ale oczywiście teraz nie wyobrażamy sobie, że mogłoby nie być naszej córki. Więcej póki co nie planujemy i myślę, że to moje myślenie jest na tyle silne, że Ala nie będzie miała już rodzeństwa.
    Znam z kolei wiele par, które najpierw stawiały na studia, pracę, może też po prostu wcześniej nie znaleźli odpowiedniego partnera i dziecko pojawiło się po 30tce. Raczej bez problemów, chociaż oczywiście nie można generalizować. A i też mogę nie wiedzieć, że się starali. Bo przecież o tym się nie opowiada. Moja ciocia (dużo młodsza od mojego taty, on ma 52 lata, jego siostra 36) urodziła pierwsze dziecko mając 34 lata, kilka lat po ślubie, ale wcześniej chcieli dużo podróżować. Mój wujek ożenił się mając 36 lat, jego żona miała wówczas 37, w ciąże zaszła jakoś na miesiąc/2 przed ślubem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często tak bywa, że młodzi, niezależnie od wieku myślą o ciąży tuz po ślubie, a pojawia się ona na chwile przed. Nie wszystko da się zaplanować.

      Usuń
  3. Dobrze, że poruszyłaś temat niepłodności. To nie jest powód do wstydu, a temat, który warto oswoić.
    Zastanawiam się czemu lekarz prowadzący skierował Cię do kliniki leczenia niepłodności. Monitoring cyklu wykonuje praktycznie każdy ginekolog i chyba każda poradnia ginekologiczno-położnicza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że wszystko zależy od tego, gdzie lekarz prowadzi swoja praktykę.

      Usuń
  4. Planuje mieć jeszcze jedno dziecko ale muszę na to poczekać i boję się ze z roku na rok będzie mi coraz trudniej zajść w ciążę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może tak właśnie być. Odwlekanie również buduje sytuacje stresowe, bo niby chcesz, ale nie teraz, a jak chcesz to już masz takie ciśnienie, że może nastąpić blokada, tak jak u mnie.

      Usuń
  5. Ja mówię wszystkim, którzy niby chcą mieć dziecko ale może jeszcze nie teraz, żeby nie zwlekali, bo nie ma najlepszego czasu na dziecko. Nie ma co czekać nie wiadomo na co, trzeba podziałać i potem o po prostu dzieje się samo. Bo jak się zbyt długo czeka, to właśnie i organizm już "nie pierwszej młodości". Współczuję Ci, że musiałaś przez takie stresy przechodzić. Wszyscy myślą, że i nich na pewno się uda, ale życie nie zawsze jest takie różowe. Popieram, żeby przy zauważeniu problemów z zajściem w ciążę nie zwlekać z udaniem się do specjalisty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pęd do własnego kata, lepszej pozycji zawodowej, presja otoczenia na pieniądze. Stąd często odkładanie powiększenia rodziny. Ciężko myśleć o dziecku, kiedy mieszka się kątem u teściów na 28m2.

      Usuń
  6. W końcu tak ważny temat został poruszony. Chciałam tylko dodać ze nie tylko wiek jest przeszkodą w drodze o dziecko. Ja zaczelam sie starać mając 21 lat a urodziłam w wieku 26 lat. Tyle czasu zajęły nam starania o Syna. Dodam że prawdopodobnie nigdy nie zostalibysmy rodzicami gdyby nie rzadowy program in vitro. Dzięki niemu mam ukochane dziecko i dwa "na lodowisku" które kocham równie mocno. Mam nadzieję ze w niedługim czasie i one będą ze mną...niestety do tego czasu znowu muszę unormować się hormonalne.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też miewalam myśli, że jestem "gorsza i wybrakowana", nie mogąc urodzić dziecka biologicznego. Z perspektywy czasu już wiem, że to był niewłaściwy, bardzo błędny tok rozumowania. Możliwość zajścia w ciążę lub jej brak nie jest wyznacznikiem kobiecej wartości. Cieszę się, że udało mi się ostatecznie dojść do takich wniosków - i nigdy nie czułam się bardziej kobieco, niż teraz :) A w naszym domu - wiadomo - synek adopcyjny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najtrudniej wyjść ze złudnej strefy komfortu i powiedzieć innym o problemie. Świadomość oceny przez innych powstrzymuje przed tym i ustawia dodatkowe blokady.

      Usuń
  8. Poruszyłaś bardzo ważny temat - często społeczeństwo jeszcze zwiększa naszą blokadę w umyśle - obawa przed oceną, przed uznaniem za gorszą, to z pewnością nie pomaga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo tego, że temat jest omijany szerokim łukiem jeszcze czasem ktoś wspomni o niepłodności kobiety. Męska niepłodność jest całkowicie przemilczana :(

      Usuń
  9. To bardzo ważny temat, o którym tak naprawdę chyba niestety niewiele się mówi. Mam wśród dalszych znajomych "parę", która rozstała się po kilku latach starań. Nie wytrzymali napięcia i zaczęli obwiniać się wzajemnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wstyd przed otoczeniem, stres i frustracja to niestety przyczyny zostawienia pary samej sobie, bez pomocy :(

      Usuń
  10. Jestem w szoku. Bo nie bardzo przepadam za dziećmi. Zawsze wolałam pracę zawodową i rozwijanie własnych pasji. Dlatego tak ciężko mi Ciebie zrozumieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie każdy jest stworzony do posiadania dzieci. Bardzo cenię osoby tego świadome. Lepiej nie chcieć i nie mieć, niż nie chcieć, ale dla spokoju społeczeństwa męczyć się jako rodzic.

      Usuń
  11. Mam koleżankę, również Annę, która poroniła w młodym wieku. Później przez 8 lat starali się z mężem o dziecko, bez żadnych efektów. Pamiętam, jak przed Sylwestrem rozmawiałyśmy jaki będzie przyszły rok. Obie przecież miałyśmy kończyć 30 lat. Nowy etap, bezowrotne pożegnanie dwójki z przodu. Ja miałam dwie córki i własną firmę. Ona była zrozpaczona swoją sytuacją. Wiedziała, że już w kwietniu straci pracę i nie miała dzieci, choć marzyła o gromadce. Ja wtedy czułam, po prostu wiedziałam, że ten rok będzie dla niej owocny. Wystarczyły jej dwa tygodnie po odejściu z pracy, która była dla niej pasmem nerów, stresów i nieprzespanych nocy. Wystarczyły dwa tygodnie odpoczynku, by pojawiły się dwie kreski na teście. Na chwilę skupiła się na tym, że może odpocząć, że jest już wolna i zapomniała na moment, że ma takie parcie na dziecko. To wystarczyło. To było 3 lata temu. Teraz ma 2 synów :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Myślę, że w związku, który ma problemy z posiadaniem dziecka, najważniejsza jest wyrozumiałość i wsparcie. Nie można obwiniać się nawzajem, doszukiwać się, kto jest "felerny", bo i takie określenia słyszałam.

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.