POPEŁNIŁAM BŁĄD.



              Mela, najmłodsze z naszych dzieci, otoczone przeze mnie zbytnią opieką. Tak słodka, że mam ochotę ja schrupać. Cudowna nawet, gdy się złości. Wrażliwa i czuła. Wciąż powtarza  każdemu w domu, że bardzo go kocha, że wszystkich kocha, bardzo mocno. To rozczulające.
Starsza dwójka miała mnie w ograniczonym czasie. Poszłam do pracy, gdy mieli skończony rok. Potem nie było lepiej, Pracowałam stanowczo za dużo. Przy Meli zostałam w domu dłużej niż przewidziałam. W sumie na chwilę obecną nie widzę siebie na etacie, czekającej na opóźniony pociąg, dojeżdżającej do stolicy i będącej poza domem powyżej dziesięciu godzin na dobę.

            Jednak wrócę do małej. W czerwcu cieszyłam się, że nadchodzi wrzesień, a ona pójdzie do przedszkola. Miała już trzy lata. Wiedziałam, że to da mi szansę na większe zaangażowanie i wydajniejszą pracę. Latem nadszedł dzień adaptacyjny, właściwie dwie godziny z rodzicami w sali i na placu zabaw. Nie było tak, jak się spodziewałam. Gdy tylko Mela straciła mnie z oczu, płakała, mimo, iż byłam tuż obok. To nie była dobra próba przedszkolna. Instynkt mnie nie zawiódł. Pierwszy tydzień był koszmarem. Płacz, odrywanie jej ode mnie w drzwiach. Drugi tydzień niczego nie poprawił, trzeci nie zmienił.

         Nie pomagały rozmowy o nowych koleżankach i kolegach, o zabawach i ulubionej pani Kasi od rytmiki. Może nieco złagodziło to drogę do przedszkola, jednak rozstania w 98% były ciężkie. Nadszedł czas ospy w przedszkolu. Mela, jako pierwsza w najmłodszej grupie złapała ją. Wiadomo było, że w starszakach dzieci chorują, mimo to maluchy spędzały czas w tamtej grupie. Nie skomentowałam tego. Zamiast ospy ujawnił się u niej wirus bostoński. Dla jest bezpieczeństwa przed zarażeniem się wszelkimi infekcjami zostawiłam ją w domu na miesiąc. Zawaliłam pracę, podwójnie zawaliłam. Ale co zrobić, gdy dziecko potrzebowało mnie dla siebie?

     Pierwszego dnia to długiej przerwie szła chętnie, potem zaczął się płacz. Raz powiedziała, że pani na nią nakrzyczała. Mi również zdarza się w domu krzyczeć, każda z nas czasem ma dość tego, co robią dzieci. Zastanowiło mnie to jednak, gdyż miało to miejsce dzień po mojej wizycie u pani dyrektor w sprawie okien. Było źle, Mela dramatyzowała podczas rozstań, codziennie. Znów choroba. Powrót po tygodniu. Jest połowa lutego, bez zmian. Nie mam już sił. Szukam porad, co zrobić, by nie płakała? Czuję się, jak ostatnia świnia, gdy prowadzę ją do przedszkola, a ona błaga mnie o powrót do domu. Nie wiem, co mam robić. Dziś obiecałam jej zostać, jutro znów musi pójść do placówki...

Prośba, przekupstwo i obiecanki, nie wiem, co jeszcze mogę zrobić?
                                             

CONVERSATION

25 komentarze:

  1. Nie przekonuj, powiedz,że wiesz co czuje i że na pewno jest jej bardzo smutno, tak jak Tobie. Może zaproponuje jak moglybyście razem spędzić czas po przedszkolu..hmm nie wiem, moje chętnie chodziły,może pogadaj z panią, zapytaj czemu tak się dzieje przy tyłu dzieciach powinna mieć jakieś pojęcie. Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proponuję jej różne atrakcje po przedszkolu, ten temat już na nią nie działa :(

      Usuń
  2. Jak bym czytala o swoim synu ,dokladnie wszystko tak samo ,placze minely po roku ,tylko ,ze on piszedl jako 2 latek.Serce pękało ,ale moje dziecko takie jest ,bardziej wtazliwe .W przedszkolu uczy sie panowac nad swoimi emocjami,poznaje je .Przy mnie jest soba .Teraz chodzi juz chetnie a jeszcze niedawo chcialam mu dyktafon w misiu zaszywac by wiedzie co sie tak naprawde dzieje .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dyktafon w misiu jest nielegalny,ale kuszący ;)

      Usuń
  3. Mnie dziwi,że trwa to tak długo,może jednak coś w przedszkolu jest nie tak skoro dziecko nie chce chodzić, bawiłyście się w przedszkole?może to da ci jakiś obraz, a może pobawcie się, że Mela odprowadza ciebie do przedszkola, a ty płaczesz, może odkryjesz co ją pocieszy, zdradzi ci w zabawie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bawimy się w przedszkole, Mela jest nauczycielką. Zabawa jest miła, dzieci maja zajęcia, ona siedzi przy biurku wyznacza dyżurnego, proponuje zabawy, uczy piosenek, tańczy itd

      Usuń
  4. Mój synek poszedł do przedszkola jak miałam 2,5 roku. wszyscy mówili, że tydzień, dwa poplacze i koniec... płakał miesiąc, drugi itd.... panie to był jeden problem... mały sikal im w majtki, nie wołał... To one pewnie wkurzone... Mi te panie też do końca nie pasowały... Ale w grupie była zatrudniona też niania bo było kilkoro takich nie-3-latkow... niby ostra Ale szczera i synek ją najbardziej polubił a ona jego... z 8 godzin przedszkola skrocilismy do 4... tzn po obiedzie był odbierany... nie chciał spać w przedszkolu... I zaczęło być lepiej... potem chciał być coraz dłużej, pierwszy szedł spać, żeby się wyspać... A potem po 9 h mówił, co tak szybko przyszliscie :) zmienił grupę - tzn już szedł ze swoim rocznikiem, nowe panie i wszystko było ok

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. odbieram po obiedzie, tylko pod tym warunkiem daje się zaprowadzać

      Usuń
  5. Moja corka plakala 1,5 roku. Koszmar.
    A teraz? Placze jak jest chora i nie moze isc.
    Wedlug mnie konsekwencja jest podstawa w tej kwestii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gaba płakała, jak ją do domu braliśmy, ze za szybko ;)

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Dla niej zmiany są równie ciężkie. Nowy budynek, otoczenie, nowe dzieci w grupie, panie... Kiedy teraz w ferie jest z maluchami grupa starszaków, Mela boi się pani z ich grupy, bo jest dla niej nowa.

      Usuń
  7. Z moim Synkiem było to samo �� Chodzi już drugi rok i nadal zdarza Mu się płakać. Na początku był horror, płacz, odrywanie Go ode mnie itp. tak było praktycznie przez cały rok. Mały często chorował, więc myślę sobie, że zaburzanie okresu adaptacyjnego ciągłymi i dość długimi przerwami, było tego powodem. On po prostu nie miał kiedy przystosować się do nowej sytuacji. W tym roku jest trochę lepiej tzn. zdecydowanie mniej jest płaczu i histerii, zdarzają się jeszcze, ale sporadycznie. Tyle, że ja tłumaczę Mu cały czas, że musimy z tatą pracować, bo inaczej nie będziemy mieli pieniędzy na jedzenie, zabawki czy kino. A w tym czasie kiedy my jesteśmy w pracy, On musi być w przedszkolu, bo nie ma się kto Nim zaopiekować, a dzieci nie mogą zostawać same w domu, ponieważ mogłoby im się stać wtedy coś złego. Że panie w przedszkolu zastępują rodziców na te kilka godzin i pilnują, żeby nie stała się dzieciom krzywda. A poza tym w przedszkolu robi się fajne rzeczy, np. maluje farbami(On to uwielbia). Na razie skutkuje �� Może w ten sposób spróbuj. Dzieci są naprawdę bardzo mądre i jak zaczniesz z Córcią rozmawiać, używając "dorosłych" argumentów to może się udać. Przekupstwo działa na krótką metę - sprawdziłam. Przede wszystkim KONSEKWENCJA w działaniu. Wiem, że jest ciężko, sama miałam " moralniaka" każdego dnia, kiedy musiał iść, On płakał w przedszkolu, a ja w drodze do pracy,czułam się jak potwór, ale chyba nie da się inaczej przez to przejść.

    Za to z Bliźniaczkami nie miałam takich problemów...poszły jako 3 latki i chodzą 3 rok, od pierwszego dnia bez płaczu tzn. płacz jest...jak są chore i nie mogą pójść do przedszkola ��
    Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starsza poszła jako dwulatka i od pierwszego dnia było ok. Melę przekupuję zabawa ciastoliną (w domu jej nie daje, żeby w przedszkolu czekała na zabawę). Nie mam pomysłu już na nią.

      Usuń
    2. Ja też farby w domu schowałam:) Może tędy droga...powodzenia

      Usuń
    3. Aaa, jeszcze mi się coś przypomniało. Może Mela ma jakąś zabawkę, z którą się nie rozstaje i mogłaby ją zabierać ze sobą do przedszkola? Wtedy będzie czuła się pewniej i bezpieczniej. Mój Synek nosi ze sobą...krawat :D tak, mały dziecięcy krawacik, który uwielbia zakładać przy różnych uroczystościach, a na co dzień pozwalam mu go nosić w rączce do przedszkola :) Panie nie mają nic przeciwko temu, same nawet zachęcały, żeby właśnie te dzieci, które mają problemy adaptacyjne przynosiły ze sobą jakiś ulubiony przedmiot. Pamiętam, że w zeszłym roku szkolnym, 3/4 grupy 3-latków ciągało za sobą pieluszki flanelowe lub tetrowe. Ja na początku nie pozwalałam Mu nic zabierać i wiem teraz, że to był błąd, bo zawsze kończyło się to atakiem histerii. A teraz Synek maszeruje dziarsko do przedszkola z krawacikiem w dłoni...z boku musi to fajnie wyglądać...ale co tam, takie ma dziwactwo i już. Ważne, że już nie histeryzuje i często z uśmiechem na twarzy opowiada, co ciekawego robił w przedszkolu. Zdarzają się jeszcze i gorsze dni, szczególnie po dłuższej przerwie świątecznej czy chorobowej, ale ogólnie jest lepiej i tylko to się liczy.

      Usuń
  8. Małe dzieci często płaczą, moje zaczynały od żłobka, też płakały ale z początku, później już mniej. Nikolka, moja wnuczka chodzi do żłobka, już mniej płacze. Zastanawiałabym się, czy w przedszkolu wszystko jest ok, czy panie za bardzo nie strofują, dzieci są bardziej wrażliwe jak my.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Meli wrażliwość poziom hard, rozczula ją kamyk na drodze.

      Usuń
  9. Cholera, niby ok bo są tak wrażliwe dzieci - mój najstarszy długo płakał i był odrywany siłą, ale skoro dziecko mówi, że pani nakrzyczała....i dziwnym trafem tuż po Twojej interwencji.Pani musi być cierpliwa! Będąc przedszkolanką w grupie tak małych dzieci trzeba być cierpliwym! Albo nie wybierać tego zawodu.

    OdpowiedzUsuń
  10. U nas już jest dobrze, więc łatwo mi mówić, konsekwencja i nie rozczulamy się i pomysł, że może zostać też nie był dobry, ponieważ może pomyśleć, że jeśli raz się udało to może jak będzie płakała, protestowała to będzie mogła zostawać w domu...

    Tyle teorii a w praktyce to zupełnie Cię rozumiem, ja też miałam ochotę nie wysyłać Anety do przedszkola, nawet się zastanawiałam czy to dla Niej nie za wcześnie, czy nie zrezygnować, aż ja miałam łzy w oczach wracając do domu...

    Wiem, że to dla Ciebie duży stres, więc może spróbowalibyście (jeśli nie próbowaliście i jest taka możliwość), żeby ktoś inny odprowadzał Małą do przedszkola, nie Ty. Mela wyczuwa Twoje emocje, które raczej nie są pozytywne gdy ją odprowadzasz i wiesz co się będzie działo w przedszkolu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każde dziecko inne, moje teorie i praktyka przy starszych nie mają tu miejsca, jest po prostu inaczej.

      Usuń
  11. Niestety nie pomogę, bo na szczęscie nie miałam tego problemu. A może zwyczajnie nie zwracałam takiej uwagi, bo ja wsadzam dzieci do autobusu i nie ma odrywania. Nie ma momentu, że może się przytulić, bo autobus pojedzie bez niej. Ale nie robię - tak jak Ty - błędu pt. "dziś możesz zostać z mamą, bo Ci źle w przedszkolu". Dla mnie to ewidentny precedens, który dziecko potem może ciągle przywoływać "a wczoraj mogłam zostać!". Najmłodsza idzie od września. Ale ona to czołg i raczej nie będę miała z nią problemów. Ja bym chyba rozważała zmianę przedszkola, ale nie wiem co lepsze - przyzwyczajenie do tego czy zaczynanie od nowa.

    OdpowiedzUsuń
  12. Może coś się dzieje w przedszkolu??? Rozmawiałaś z wychowawczynią? Chyba, że to właśnie z nią Mela ma kłopot.... Trudno mi cos poradzić. Córka poszła mając 5lat i pierwszy tydzień był ciężki, potem mimo chorób nie było kłopotu.

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.