Piort Kuryło-biegnę, bo wierzą we mnie.

czwartek, 13 sierpnia 2015

 Głośnia sprawa porzucenia ciężarnej suki przez Piotra Kuryło podgrzewa atmosferę w całej Polsce. Media szaleją niczym dzikie zwierzęta w klatkach, internauci wydają wyroki. Specjalnie dla moich czytelników dotarłam do pana Piotra.

Od kilku dni cała Polska żyje przekrzykiwaniem się wiadomościami o  braku pana serca, w związku z pozostawieniem suki pod schroniskiem.
Jestem świadomy swojego postępowania i poniosę jego konsekwencje. Żałuję tego, co zrobiłem.Działałem pod presją czasu. Byłem pewien, że zawiozłem ją w miejsce najlepsze dla psa.Dałem wodę. Byłem pewny, że pomimo, iż nikogo w chwili obecnej tam nie widzę zaraz opiekunowie schroniska wrócą.

Czy wewnątrz były inne psy?
Oczywiście. Nie sądziłem, że tego nikt nie pilnuje. Są tam psy chore, agresywne, powinno być monitorowane całą dobę. Myślałem, że ten pies będzie zaraz odebrany, to było w biały dzień nie w nocy. Poza tym dwa razy tam jeździłem, za pierwszym razem-od razu  zostawiłem go z wodą.

Czyli pana domysły,  że powinny mieć opiekuna były logiczne i słuszne. Nie tylko pana suka była w tym upale i słońcu na dworze, również psy ze schroniska. Proszę mi powiedzieć, ta suka jest szczenna?
Nic mi o tym nie wiadomo. Chodziłem z nią do weterynarza, była sterylizowana, miała szczepienia.  Nie wiem, nie powinna być szczenna. Nigdy nie zostawiłbym szczennej suki, byłem pewien,  że nie może być ciężarna.

Pan się zdecydował w ostatniej chwili biec, czy miał pan jakiś termin wcześniej wyznaczony? 
plan pierwotny był,  że polecę samolotem pod koniec września. Teraz chciałem dotrenować i metodą wymuszonych treningów, pomyślałem, że dobiegnę na zwody, to jest najlepszym przygotowaniem. Okazało się, że jest bardzo mało czasu na przygotowania, a decyzja o tym psie, którego wcześniej przygarnąłem, że muszę go zostawić w schronisku zapadła w ostatniej chwili.

Czyli było to spontaniczne działanie? Żadnej premedytacji. Zadecydował splot wydarzeń?
Bardzo żałuje tego, co zrobiłem. Dzwonią tu do mnie, mówią o dwóch latach więzienia. przecież ja tego psa nie zabiłem, zostawiłem pod schroniskiem. Nikt z rodziny i znajomych nie mógł go wziąć, zostawiłem w najbezpieczniejszym dla niego miejscu.

Czytałam, że pan chciałby odzyskać tego psa, to prawda?
Tak, zaraz w nocy kontaktował się ze mną właściciel schroniska, czy to mój samochód na kamerach widać. Powiedziałem, zgodnie z prawdą, że mój, że chciałbym psa odzyskać. Właściciel schroniska powiedział, że złożył zawiadomienie do prokuratury o porzuceniu przeze mnie psa. Jak się okazało nagranie najpierw trafiło do sieci, po dwóch dniach złożono wniosek do prokuratury. Właściciel schroniska rozpowszechnił mój wizerunek, miłośnicy zwierząt rozesłali to po grupach biegowych i jest problem ze sponsorami. Zaczęli się wycofywać.

Czyli sponsorzy się wycofali? Ulegli opinii publicznej?
Nie wszyscy, chcę powiedzieć. Właśnie wczoraj dzwoniła dyrekcja białostockich wodociągów, że oni są za mną. Niestety przeprosiłem ich, że nie mogę już mieć logo na koszulce, bo nie powycinam dziurek, by zdjąć logo tego, który się wycofał.Kupiłem zwykłą koszulkę i biegnę bez reklam.

Czyli pan nadal biegnie, bo media podają, że pan rezygnuje?
Tak  zdecydowałem na zakończenie biegu, wracałem przez jeden dzień, jednak teraz znów biegnę od rana, bo do mnie dzwonią ludzie , którzy mnie popierają.

Wracając do suni. Myślał pan o hotelu dla psów?
Nie wiedziałem, że takie coś funkcjonuje u nas, myślałam, że może w stanach takie rzeczy.  Zostawiłem tam, gdzie wydawało mi się najlepiej dla niej.

Przeczytałam jeszcze jeden zarzut wobec pana, że mógł pan poszukać kontaktu do właścicieli schroniska w internecie.
Ja nie znam się za bardzo na internecie, jestem tylko od biegania, inni myślą za mnie, ja jestem od sportu.

Pan biegnie, słyszę w tle samochody. Życzę panu w takim razie bezpiecznej drogi, rozważnych decyzji i prawdziwych przyjaciół. Powodzenia. Moim i waszym gościem był dziś pan Piotr Kuryło.


  "Piotr Kuryło-polski maratończyk, ultramaratończyk. laureat Kolosa 2011 za „wyczyn roku” – przebiegnięcie wokół kuli ziemskiej (przez Europę, Stany Zjednoczone, Rosję, łącznie ok. 20 tys. km)

Czterokrotnie uczestniczył w  Spartathlonie (ultramaratonie na dystansie 246 km, z Aten do Sparty), w 2007 zajął 2 miejsce pokonując trasę w czasie 24:29:41 i przegrywając tylko ze  Scottem  Jurkiem.

Przebiegł Polskę ze wschodu na zachód (z  Terespola do Frankfurtu nad Odrą, start 1 stycznia 2007), oraz z północy na południe (z  Jastrzebiej Góry do Zakopanego). Samotnie przebiegł w 42 dni (start 28 lipca 2007) z  Augustowa do Grecji przez Polskę, Czechy, Węgry i Serbię (ponad 4000 km).

W czerwcu 2008 roku w Krakowie uczestniczył w I Mistrzostwach Polski w Biegu 24-godzinnym, w czasie których pokonał 196 km i 415 m, zajmując 7. miejsce.

W 2008 roku w ciągu 53 dni przebiegł, „ciągnąc za sobą mieszkalny wózek”, z  Fatimy w Portugalii (start 15 marca) przez  Lourdes i Częstochowę do Studzieniczej w Polsce.

„Bieg dla pokoju”, obiegnięcie kuli ziemskiej, rozpoczął 7 sierpnia 2010 roku z  Augustowa i ukończył 6 sierpnia 2011 na Rynku w Augustowie. Biegł samotnie bez wsparcia, w Europie ciągnąc za sobą specjalny wózek z ekwipunkiem i kajakiem. Utracił go wraz z całym ładunkiem czasie przeprawy przez rzekę Tag w Portugalii, niedaleko Lizbony. Następnie z Lizbony przeleciał do Nowego Jorku, skąd dzięki wsparciu przedstawicieli Kongresu Polonii Amerykańskiej (zwłaszcza Polish American Sports Association) ruszył dalej z nowym wózkiem i ekwipunkiem. Biegł przez 13 stanów, m.in. New Jersey, Pensylwanię, Zachodnią Wirginię, Ohio, Indianę, Illinois, Oklahomę, Nowy Meksyk, Arizonę do Kalifornii. 5 lutego 2011 r. przebiegając przez Golden Gate Bridge w San Francisco, zakończył amerykański etap podróży. Następnie odwiedził Chicago, a 19 lutego był gościem gali turnieju golfowo-tenisowego ”POLONIA OPEN 2011” w Palm Beach na Florydzie, a następnie spotykał się z Polonią w Nowym Jorku, gdzie był m.in. gościem honorowym II Balu Sportu zorganizowanego 5 marca 2011 roku przez Polish American Sports Association w Brooklynie.

Ze Stanów Zjednoczonych przeleciał do Pekinu, a następnie do Władywostoku, skąd wyruszył w dalszy bieg 28 marca 2011 r. Przez Rosję przebiegł w 120 dni, po drodze odwiedzają .Kazachstan. Ok. 20 lipca 2011 zaczął ostatni etap z  Moskwy do Augustowa. Porównywany był do Forresta Gumpa.

Swoją podróż Kuryło opisał w książce "Ostatni Maraton", wydanej w 2012.

W 2012 roku w ciągu 40 dni przepłynął Wisłę pod prąd kajakiem z Gdańska do Wisła Czarne by zwrócić uwagę społeczeństwa na problemy osób niepełnosprawnych.

W 2013 roku przejechał rowerem 15 000 km z Lizbony do Władywostoku w intencji pokoju na świecie.

W 2014 roku pobiegł z Augustowa do Watykanu na kanonizację Jana Pawła II"-źródło Wikipedia


                                                     

13 komentarze

  1. Fajnie, że podjęłaś się rozmowy z panem, ale chociaż daleka jestem od ferowania wyroków to jego niektóre argumenty mnie zupełnie nie przekonują.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie, że podjęłaś się rozmowy z panem, ale chociaż daleka jestem od ferowania wyroków to jego niektóre argumenty mnie zupełnie nie przekonują.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem od biegania? Co to za argument... Jakoś gdy ktoś robi krzywdę dziecku, a nie wie że robi, jest lincz - XXI wiek, mógł sprawdzić. On też mógł. W życiu bym takiej osobie psa nie oddała...
    Za chwilę będzie miał wakacje i...wyrzuci.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. on zostawił psa pod schroniskiem. nie ma dla niego zadnego usprawiedliwienia!! nawet ten wywiad.. nie zna sie na internecie, nie wiedzial o hotelu dla psów a biega po całym swiecie? hehe dobre. swietna poprawa wizerunku, ale ten gosc i tak juz jest spalony, i dobrze, to ze przebiegł pół swiata nie usprawiedliwia jego zachowania! oczywiscie nie mogł zapukac pod drzwi schroniska i zapytac czy moze zostawic psa, po prostu go zostawil,na słońcu, myslał, że woda pomoże, nie zna się na internecie, Boże.. widzisz a nie grzmisz! a Pani go jeszcze broni takim wywiadem, przynajmniej takie odnoszę wrażenie. Katastrofa.

    OdpowiedzUsuń
  6. P.S Teraz już nikt w niego nie bedzie wierzył. Mam nadzieje, że pójdzie do więzienia. Na całe dwa lata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś nie mniej okrutna niż człowiek, który zostawił psa.

      Usuń
    2. Ja też mam taką nadzieję. Kiedy patologia krzywdzi zwierzęta, mówi się o tym mało albo wcale, najczęściej sprawa szybko gaśnie. Może kiedy ktoś znany zostanie wreszcie pociągnięty do odpowiedzialności to coś się w niektórych głowach poprzestawia. Dlaczego męczenie albo porzucanie zwierząt ma być bezkarne? Co innego może nas wreszcie nauczyć szacunku do nich?
      Trafiłam tu przypadkiem bo mnie interesuje rozwój tej sprawy ale jak dla mnie ta rozmowa tylko go pogrążyła. Oby psiak znalazł właściciela, który nie tylko będzie z nim biegał ale też i myślał.

      Usuń
  7. Czym różni się przywiązanie psa do drzewa w lesie od przywiązania do bramy schroniska? Dla mnie niczym. Jest upał. Sam fakt pozostawienia zwierzęcia jest już stresem dla niego. Nie miał żadnej pewności, że ktoś tam jest, tylko wydawało mu się, że jest lub zaraz będzie (a może właśnie ktoś pojechał do domu) i po prostu zawiódł. Pomijam opcje typu "hotel" dla zwierząt, bo zapewne jakiś sponsor by się zrzucił, nie wszedł do środka i po prostu nie upewnił się, że nic mu się nie stanie. Po prostu go przywiązał. Ja go rozumiem - bieganie jest jego całym życiem, a pies był tylko na chwilę i prawdę mówiąc w bieganiu po całym świecie będzie przeszkadzał. Prawdę mówiąc znam takich ludzi i jest mi ich żal. Oni "biegną", ale bez celu. Po prostu biegną...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różni się. W lesie jest cień. Pod schroniskiem go nie było. Tylko gorący asfalt. I słońce.

      Usuń
  8. Nie przemawiają do mnie jego argumenty.
    Zanim coś zrobi, powinien pomyśleć.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten człowiek zostawił psa pod schroniskiem, dał wodę. Był tam monitoring a jednak pracownicy nie zajęli się zwierzakiem tylko złożyli donos. A swoją drogą to upublicznienie wizerunku bez zgody jest niezgodne z prawem i biegacz moze wystąpić do sądu o naruszenie dóbr osibistych. Wizerunek jest prawnie chroniony i można domagac się odszkodowania, np.za wycofanie się sponsorów. Właściciel schroniska jak zapłaci to może się opamięta i zajmie psami a nie donosami i robieniem szumu medialnego.




    OdpowiedzUsuń
  10. Mógł to zrobić normalnie, nie przywiązać nawet nie w cieniu, a tłumaczenia no cóż. Za późno trzeba myśleć i być człowiekiem.

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.