Rozwód? Nie, dla dobra dzieci...


         Małżeństwo to ważna sprawa, nabiera prawdziwej powagi, gdy pojawią się dzieci.Rodzina.
On, ona, potomstwo, może pies lub kot-pełnia szczęścia.Czy u każdego?

          Jednym z największych dramatów rodzin jest alkoholizm. Za zamkniętymi drzwiami rozgrywają się sceny, których nie chcesz widzieć. Mimo , iż słychać głosy za ścianą, udajesz, że nie słyszysz. Ignorujesz skromne ubrania dzieci i podbite oko sąsiadki. To nic, że policja jest tam stałym bywalcem na interwencjach, jeśli sprawa po latach trafi do sądu nie znajdzie się nawet jedna osoba, która będzie zeznawać.

           Rodzina pozostaje sama sobie. Dzieci rosną, zaczynają rozumieć, że coś jest nie tak.  Widzą zdrajcę, który zabiera spokój domowi-alkohol. (Jaki alkohol? Najtańsze wino pite ze szklanki po musztardzie).
Błagają matkę, by się rozwiodła, ona zastraszona trwa w tym związku.  Bo co ludzie powiedzą?

           Pije, bije, ale jest...

         Co jeśli najwspanialszym okresem z dzieciństwa jest pół roku odwyku ojca z dala od domu? Sztuczne podtrzymywanie iluzji zwanego rodziną. Namiastka życia, wegetacja. Strach, płacz, krzyk...

          Do ilu dramatów dochodzi z powodu uzależnień? Ile kobiet godzi się na dręczenie latami siebie i swoich dzieci? Rozwód? Nie, bo co ludzie powiedzą? Dzieci są tylko dziećmi, mając rodzica alkoholika dorastają zanim skończą 5 lat. Nie wierzysz? Uwierz.

         Sen u takiego dziecka się spłyca, staje się czujne, potrafi poruszać się bezszelestnie, staje się niewidzialne dla otoczenia. Najlepszą zabawa jest rysowanie.Dlaczego? Bawi się, ale nie drażni nikogo.
Może jeśli będzie bardzo grzeczne to dziś będzie inaczej. Przecież widuje inne dzieci na spacerach z  rodzicami. Są uśmiechnięci, zadowoleni. W tej rodzinie pod budką z lodami mama nie wylicza ostatnich groszy na jedną gałkę do podziału z bratem

....

         Święta nie są szczęśliwym okresem. Cicho, szybko, bez prezentów, jeśli jakiś jest to praktyczny (rajstopy, podkoszulek), ale w ukryciu. Opłatek...jak się nim dzielić?
         Ona w tym trwa, bo co ludzie powiedzą?  Dzieci wiedzą, że rozwodu nie będzie, matka nie ma na to siły. Marzeniem jest dom dziecka... Dorastają, wyprowadzają się. Matka zostaje z tym sama, zbiera się na odwagę, rozwodzi się. Lata gehenny odznaczają na niej piętno, smutek w oczach z powodu zmarnowanych lat widać z daleka.

          On umiera sam, zapija się.  Nikt nie jedzie na pogrzeb, nikt grobu nie odwiedza...

*historia prawdziwa
                                                                   
                                                                  Podobny artykuł
                                                                    DDA rodzicem

                                                       Polub, chcesz pogadać? Napisz.
                                                       

CONVERSATION

29 komentarze:

  1. To prawda, nie ma nic gorszego od martwienia sie tym "co ludzie powiedzą" i umartwianie się w takim toksycznym związku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ten oddech opinii jest tak w nas głęboko zakorzeniony, że czasem nie zdajemy sobie nawet z tego sprawy. Wiele ludzi żyje tylko na pokaz-niestety :(.

      Usuń
  2. Jako wnuczka i córka rozwódki powiem Ci, że o ile rozstanie rodziców i późniejsze cyrki z alimentami to jest prawdziwe piekło dla dziecka, to nadal z perspektywy czasu uważam, że lepsze niż trwanie w nieszczęśliwym związku. Po rozwodzie jest szansa na stworzenie dziecku rodziny na odległość, szansa na ułożenie sobie życia na nowo. Niestety dużo kobiet w Polsce rozwód traktuje jako powód do wstydu, jako życiową porażkę, więc przyklejają sobie uśmiech i cierpią w milczeniu. Sporo ma w tym udział kościół, rozwódki są stygmatyzowane, rozwódki w nowym związku nie mogą przystępować do komunii, reszta świętojebliwych matron patrzy na nie jak na jawnogrzesznice... współczuję kobietom w małych miejscowościach, tam jest pod tym względem najgorzej, bo wszyscy_wiedzą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pochodzę z małego miasteczka, jestem rozwódką, moja rodzina to ta z barwną przeszłością. Troszkę zajęło mi, żeby nie przejmować się ludzkim gadaniem, krzywymi spojrzeniami, ludzie to świnie (nie obrażając świń).

      Usuń
  3. Wywodzę się z takiej rodziny, z tradycjami, z dziada pradziada w męskiej linki alkoholizm był naturalny, u ojca przybrał ostrą formę, picie było celem samym w sobie, przez dwadzieścia lat chyba nawet roku nie przepracował, za bardzo przeszkadzało mu to w piciu. Dom rodzinny kojarzy mi się z koszmarem. tak dramatycznie próbowałam uciec od tego, że uwikłałam się w podobny związek, na szczęście po kilku latach odcięłam się od niego. jednak mama patrzyła na to co ludzie powiedzą, tkwiła w tym toksycznym małżeństwie, które z wyniszczało ją przez lata. Najbliżsi krewni nie pomagali, odradzali rozwód, bo co ludzie powiedzą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powtórka z historii, zatoczone koło, brawa za zerwanie z wątpliwymi tradycjami.

      Usuń
  4. Najgorsza jest ta znieczulica ludzi, którzy dają ciche przyzwolenie na takie, a nie inne zachowania wśród patologicznych rodzin. Tylko szkoda, że Ci, którzy na takie rzeczy pozwalają, później w sądzie nagle okazują się ślepi i głusi i twierdzą, że nigdy nie zauważyli tych siniaków, nigdy nie słyszeli awantur i płaczu dzieci...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie dbają tylko o czubek własnego nosa często ze strachu.

      Usuń
  5. Znam taką rodzinę. W domu bicie ona jego on ja awantury przed domem udawanie idealnych buzi na wyjscie do pracy przed bramą żeby sasiedzi widzieli, a i tak wszyscy wiedzieli co tam sie dzieje i nikt nie reagował. Współuzależnienie niszczy całą rodzinę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koszmar, życie w kłamstwie i wyniszczającym związku. A może to po prostu masochiści? Złożona jest natura ludzka.

      Usuń
  6. Znam to z własnego doświadczenia i wiem, że alkohol nie powinien być w domu w którym mieszkają dzieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadużywania go nie powinno być w żadnym.

      Usuń
  7. przeczytałam....
    pomilczę....

    OdpowiedzUsuń
  8. Straszne! Po pierwsze ta okropna znieczulica sasiadow znajomych rodziny pracownikow socjalnych policji . Dochodzi do tragedii I wtedy dopiero wszystcy mówią głośno . Druga sprawa to mentalność osoby dręczonej niestety wiekszosc kobiet nadal nie ma świadomości swoich praw i to przywiązywanie wagi do tego co ludzie powiedzą no koszmar jakiś !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowana większość kobiet nie ma świadomości, że istnieje inne życie, są tak zastraszone, że nie przychodzi im do głowy, żeby coś zmienić.

      Usuń
  9. Ignorancja, brak empatii, przyzwolenie dla pijusów dręczących wszystkich wokoło latami.
    Świat, w którym żyjemy :(.

    OdpowiedzUsuń
  10. Kiedy ludzie piją nie liczy się dla nich nic poza pełną szklanką, gdy robi się pusta wzrasta agresja :(

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytam... I łzy płyną... Jak w kalejdoskopie przechodzą obrazy z dzieciństwa, wrzask, krzyk i przerażający widok ojca zaciskającego łapy na szyi mamy... Czytam Komentarze... Dlaczego te które przez to przeszły dodały koment jako anonimowe? Ja się nie wstydzę. Bo nie mam czego, to nie ja piłam, to mój ojciec. To nie ja robiłam awantury.. Ja się tylko bałam... Nie będę tu streszczać swojego życia bo to bez sensu. Jedyne co powiem to to co usłyszałam już po wszystkim od mamy... "Bo myślałam że lepszy ojciec jest jaki jest niż jakby nie było go wcale" Odpowiedziałam jej wtedy, że wolałabym nie mieć ojca wcale niż mieć takiego jakiego miałam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komentarze anonimowe nie są pisane raczej z powodu wstydu, nie każdy godzi się ze swoją przeszłością, nie każdy chce być postrzegany przez jej pryzmat jeśli już stał się rozpoznawalny, nie każdy ma dość siły by powiedzieć głośna, ze nadal w tym tkwi...

      Usuń
  12. Nie ważne że mąż pije, bije, ważne że co niedziela całą rodziną idą przykładnie do kościoła.

    OdpowiedzUsuń
  13. W rodzinie nie ma miejsca na alkoholizm. Zatruwa szybciej zdrowych, niż tych pijących. Trzeba przede wszystkim myśleć o dzieciach i sobie, a otoczenie ignorować. Pozdrawiam (i zapraszam "do siebie")

    OdpowiedzUsuń
  14. Moi rodzice byli szczęśliwym malzenstwm. Właśnie byli. Gdy ja zaczęłam dorastac zaczęły się klotnie. Rozwiedli się gdy miałam 20 lat i meza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno byli szczęśliwi, każdy związek zaczyna się szczęśliwie, ale czasem drogi się rozchodzą, W sumie to nie wiesz do końca, czy te kłótnie nie zaczynały się wcześniej, mogli się dobrze ukrywać,po latach przestało im zależeć na pozorach...

      Usuń
  15. Za długo matki zwlekają z decyzją o rozstaniu. Za długo.

    OdpowiedzUsuń
  16. Znam wiele takich historii.Sama wielokrotnie wzywałam policję bo sąsiad szalał po alkoholu.Po latach bicia ,poniżania i rozmów ze mną sąsiadka w końcu poszła po rozum do głowy i założyła mężowi najpierw sprawę karną,potem miał być rozwód.Byłam świadkiem na tej sprawie,opowiedziałam o latach znęcania się,bicia,picia,zastraszania.Zapadł wyrok w zawiasach (ach te nasze kochane prawo ;/ )I co?Myślicie,że był happy end?Nic z tego.Kolejny raz naobiecywał Jej gruszek na wierzbie a ona kolejny raz uwierzyła a ja stałam się tą wstrętną,wścibską,zazdrosną sąsiadką.

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.