te diabły anielskie!

sobota, 21 grudnia 2013

Przed świętami pociechy nasze w jasełkach występują, jako dumni rodzice, najpierw szukamy odpowiedniego stroju, który nasze dzieci mają głęboko w dupie, ale nas cieszy. Siedzimy potem dumni ,jako pawie i podziwiamy naszego artystę choćby się seplenił,zapomniał roli lub stój groteskowo miał przekręcony. Czasem zdarza się, że idąc z duchem świąt i mając maluszka "wypożyczamy" go by rolę jezuska odegrało i pozwalamy w ten sposób popuszyć się również starszemu bratu/siostrze (+10 do szpanu w szkolnej ławie).

Konkurs na najpiękniejszą szopkę? Pomysłowy rodzić nie śpi po nocach klejąc i lepiąc,by dziecię laury zebrało, jeśli wygra puszymy się wraz z nim, jeśli nie obrabiamy dupę wygranemu (no co? zdrowa rywalizacja-zdrowa reakcja). Oczywiście mimo braku wygranej to przecież nasza szopka była najpiękniejsza, pomimo zezowatej maryi i psa zamiast osiołka.

Kolejna rywalizacja wśród dzieci: kto zrobi najpiękniejszy rysunek rodziny idącej do kościoła? Rodzice siedząc nocami arcydzieła tworzą pozwalając dziecięciu swemu na postawienie kropki nad i kolorowaniem postaci. Tak tez zrobiła znajoma,jej syn z braku ciałkowej farby pomalował pięknie postacie na czarno robiąc im czerwone twarze (diabelska rodzina w komplecie- w rękach brakowało zapalonych pochodni), matka północy spędziła nad przemalowywaniem na kolor w miarę akceptowalny.

Palma na wielkanoc? Bardzo proszę, rodzice się starają, co roku zwiększając poziom. A dzieci dumnie stoją przy tych tatusiowych/mamusiowych palmach szeroko się uśmiechając.


Nie krytykuję, sama pomagam (no dobra, odwalam 98% roboty), by dziecko miało szanse wygrać.Dlaczego? Bo wszyscy pomagają. Nikt nie daje szansy na samodzielną pracę dziecka , liczy się najładniejsze. Nie raz obserwowałam śliczne prace dzieci (na pewno wykonane samodzielnie), ale zarówno ksiądz w kościele i nauczyciel w szkole ocenia po "okładce".

Szopki już nie zrobię, ale do palmy mogę się przygotować, konkurować z kilkumetrowymi zamiaru nie mam, ale z oryginalną (a w tej konkurencji, akurat zwyciężyła nasza palemka) podnosząc poziom wymyślę może taką ozdobioną diabełkiem, który ma w dupie baranka....

wpis popełniony dla http://www.wmaglu.pl/

5 komentarze

  1. O tak ten proces jest chyba w każdej szkole dlatego też pani uczą a sztuki w naszej szkole nie pozwala dzieciom robić prac w domu

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystko zależy od konkursów. Ja wysyłałam kilkanaście prac Roksanki na różne konkursy i przestałam. Chyba tylko w trzech wygrały autentyczne (moim zdaniem) prace dzieci. tałych widać było gołym okiem rękę rodziców. Bo który trzylatek namaluje pięknego konika o odpowiednich proporcjach? Albo Małą Syenkę wyglądającą jak mała syrenka faktycznie, tyle że podpis: Antosia - 2,5 ... To nie na moje nerwy niestety

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też nie wysyłam prac gaby z tego samego powodu :(

      Usuń
  3. Tiaaaa. Są tacy, co to...przepisują dzieciom zeszyty. I prace domowe odrabiają. Ile warta taka piątka? Nie ważne, liczy się efekt;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz,jak jest albo dziecko jedzie cała szkołę bez wysiłku na opinii, albo jedzie na nazwisku rodzica ;)

      Usuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.