NIE WIEDZIAŁAM, ŻE TO TAKIE ŁATWE, TERAZ UMIEM SIĘ CIESZYĆ.

czwartek, 10 stycznia 2019
to takie łatwe

         Związek kobiety i mężczyzny jest zazwyczaj skomplikowany. Jego oszczędność w słowach nadrabiam wylewnością. Mój upór łagodzi jego umiejętność zażegnywania konfliktów. Jednak są takie dni takie dni... Rocznica ślubu. Romantyczna kolacja, w której oczywiście uczestniczą dzieci.
Menu dopasowane do uczestników uczty. Wspaniałe gofry z domowym dżemem, żelki gąsienice, ryżowe wafelki i masło orzechowe. Wszystko to, by móc wznieść toast musującym "winem" bezalkoholowym dla dzieci. On liczy finalnie na kawałek mięsa, ja na truskawki z  szampanem. Z zamyśleń wyrywa nas pytanie jednej z córek "mamo, co dostałaś od taty w prezencie?". Wymownie patrząc na szanownego małżonka, wzruszam ramionami. Zafundowałam mu szkolenie, by mógł rozwijać swoją pasję. Marzył o zostaniu operatorem drona, uznałam, że to wspaniały prezent. Faktycznie, czy coś dostałam w zamian? Przecież i tak niczego nie oczekiwałam. Tym razem to Marcin robi duże oczy i pyta "To nic sobie nie kupiłaś? Przecież mamy wspólne konto, powinnaś była pomyśleć". To się zdarza jakieś trzy razy w roku. Rocznica ślubu, urodziny i gwiazdka. Pozostałe mniej lub bardziej istotne święta nie stanowią dla niego problemu. Zawsze bezbłędnie trafia do kwiaciarni i przywozi klasyczną różę. Kiedy leżę wieczorem na hamaku, zawsze przyniesie kocyk, żebym nie musiała wstawać. Niedzielne poranki również potrafi umilić. Dla mnie i córek nauczył się robić naleśniki, omlety, gofry i racuszki. Jeśli wstaniemy przed nim pyta, co wolimy, jeśli on wstaje pierwszy, robi niespodziankę. W ogólnym zestawieniu wynika, że nawet skomplikowany związek bardzo się uzupełnia. Przyjmuję go takim, jaki jest. Czego od niego nie usłyszę, to dopowiem sobie. Wiem, że mnie docenia, choć tego na co dzień nie mówi. Żartuję, mówi i to często.

Lubię jego nieporadność w wykazywaniu się w związku. Przyjmowaniu za oczywiste to, że kupie sobie to czego potrzebuję lub właśnie zapragnę. To troska w jego wydaniu. Zapewnienie mi spokoju. Pracuję w domu, nie narzekam na nudę. Pomiędzy zleceniami ogarniam dom. To, co robię dla rodziny, nie jest żadnym poświeceniem. Czerpię z tego radość. Kiedy zrobię ulubione muffiny najmłodszej córci, ta zawsze przybiega z pełną buzią, wołając "to najlepsze muffinki, jakie jadłam". Starsza córka zawsze prosi dwie dokładki gyrosa, mrucząc podczas jedzenia, jak tata, Mąż, jeśli nie mruczy, to zawsze komentuje wszelkie pyszności, które wychodzą z mojej kuchni. Ich radość jest dla mnie oczywistą zapłatą za trud przygotowań. Jednak nie muszę wieczorem padać na twarz z poczuciem największego zmęczenia po ciężkim dniu pracy. Wystarczy przeanalizować cały dzień. Wyłapać z niego dobre rzeczy. Niektórzy prowadzą dzienniczki, Ja wyliczam dobro z danego dnia, zamiast liczenia baranów przez snem. Pomaga. Zasypiam szczęśliwa i odprężona. 

Kłótnie małżeńskie? Zdarzają się, każdemu. Moja babci miała zasadę "nawet, jeśli w ciągu dnia wydarzy się największa awantura, nigdy nie idź spać zacietrzewiona, przed snem się pogódź". Ty również możesz żyć według tej zasady. Myśl o dobrych rzeczach, dostrzegaj końcowy efekt, a nie wyboistą drogę wiodącą ku niemu, rób drobne rzeczy, które sprawiają ci przyjemność, celebruj chwile rozkoszy, nawet jeśli ma to być tylko poranna kawa. Nie pozwól, by ktoś burzył twoją harmonię. Zwyczajna szklanka wody może stać się dla ciebie powodem do radości. Dodaj do wody plasterek cytryny, kilka truskawek, gałązkę mięty, Postaw szklankę na tacy, połóż obok kwiat jaśminu lub konwalii. Na ulubionym talerzyku połóż kawałek arbuza. Możesz oczywiście wypić szklankę wody w trzy sekundy, zaspokajając pragnienie, ale czy nie przyjemniej jest stworzyć odrobinę luksusu, który relaksuje? Dzięki tej szklance wody będziesz mogła pomyśleć o niej, jako o czymś dobrym i miłym. Tylko od ciebie zależy, czy sprawisz sobie radość, czy potraktujesz czynność, jako obowiązek.

Takich przykładów możesz mnożyć bez liku. Myśląc również o bliskich, możesz czerpać radość. Drobne gesty pokazują jak zależy nam na uczuciach innych. Przykład: córcia dała mi swoja lalę do popilnowania. Mogłam ją odłożyć na stół lub do torby, lali i tak wszystko jedno. Jednak Meli nie. Ona wie, że tak, jak opiekuję się nią, tak samo zaopiekuję się lalą, którą ona kocha. Można rzucić w kąt ulubioną zabawkę dziecka lub pokazując wobec niej czułość, sprawić maluchowi radość. Nie umiałam piec ciast. Mama robiła najlepszy makowiec pod słońcem. Uwielbia go przygotowywać, podjadać na surowo i delektować się nim po upieczeniu. Teraz w naszym trzypokoleniowym domu, prym w pieczeniu ciast wiedzie teściowa. Choć i ja już kilka rzeczy nauczyłam się piec, to wiem, że jej po prostu sprawi radość to, że w momencie wyjęcia stolnicy, ktoś stanie obok i spyta, czym tym razem nas rozpieści? Muszę się jeszcze dużo od niej nauczyć. Przede wszystkim cierpliwości. To dzięki babci, moje córki mogą spokojnie wyrabiać ciasto, wałkować i formować na blasze lub formie, wykrawać ciasteczka lub lepić pierogi. Ona zawsze ma na to czas. Choć kupa prasowania leżała i czekała na swoją kolej, to zrobienie z wnuczkami kilku ciasteczek jest priorytetem. Mogłabym sama to robić, ale na razie pozwalam na to teściowej. Kiedy ona opadnie z sił, wnuczki po latach praktyki, zrobią dla niej ciasto. A ja? Pocieszę się kiedyś własnymi wnuczkami.

Dom i otoczenie to nasze strefy relaksu. Latem mamy altanę z widokiem na oczko wodne, zimą ogromny stół w jadalni. Celebrujemy kawę z ciastem, siedząc razem i dyskutując o minionym tygodniu. Ustalone rytuały scalają rodzinę. Możesz oczywiście stwierdzić, że tobie to w sumie nie chce się nic robić i nie pieczesz. Twoje prawo. Możesz też nie mieć ochoty gotować, a twoja rodzina nie jada wspólnych posiłków, ale spróbuj raz w tygodniu zmienić nawyki. Na początku może to być dziwne dla domowników i będą się buntować. Nie siadaj wtedy obrażona przy stole, że narobiłaś się, a nikt nie docenił. Przygotuj otoczkę. Pięknie podany posiłek zachęci do przyjścia do ciebie. W kolejnym kroku zachęć do wspólnego przygotowania ciasta lub innego dania choć raz w tygodniu. Wtedy na hasło "zróbmy coś dobrego", twoja rodzina z uśmiechem przebiegnie ci pomóc. To ulotne chwile, celebruj je. Lada chwila dzieci dorosną i zajmą się własnym życiem. Od ciebie zależy czy dom będzie im się kojarzył ze wspólnym rytuałem, czy przejdą wobec ciasta obojętnie.


Umiesz się cieszyć, czy robisz sobie pod górkę?
/EDIT/
Po kilkunastu wiadomościach  poczułam się w obowiązku wytłumaczenia. 
Nie jestem uciemiężona, niedoceniana, ani w żaden sposób wykorzystywana. Jeździmy na kolacje we dwoje, robimy regularne wypady do kina bez dzieci, a  także sami wyjeżdżamy na weekendy. mamy system, który u nas się sprawdza, a  od kiedy przestałam przejmować się każdym drobiazgiem jest mi zwyczajnie lepiej. Polecam :*

1 komentarze

  1. W tygodniu ciężko jest się nam zebrać wspólnie, każdy z domowników ma inny tryb pracy, ale w weekendy staramy się przestrzegać rytuału wspólnych posiłków, wówczas rozgrzewają nas rozmowy i dyskusje, to właśnie te dni najcieplej pozostają w pamięci. :)

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.