SMAKI MAZURSKIEJ SPIŻARNI, BICIE PIANY I KRADZIEŻ ROBAKÓW

środa, 8 listopada 2017
spotkanie blogerów
    Jadąc ma Mazury wiedziałam czego mogę się spodziewać. Słysząc o planie dnia rozpoczynającym niedzielę już o 6 rano, kiedy to impreza integracyjna w sobotę miała trwać do białego rana, wszystko było jasne. Organizatorki postanowiły wielkomiejskie pańcie przeorać po mazurskich wsiach. Uzbrojona w kalosze i profilaktycznie dwie butelki domowego winaczku, ruszyłam na starcie z Mazurami. Cztery godziny snu to jednak nie wystarczająca ilość czasu na regenerację i logiczne myślenie, dobrze, że miałam kierowcę Marcina i współtowarzyszki podróży Anię i Klaudię.


Kiedy w strugach deszczu taszczyliśmy walizki, okazało się, że na czas mieszkania w hotelu mamy przydzielone inne części noclegowe. W sumie nikt w recepcji w magiczną kulę nie zaglądał i nie przewidział, że podróżujemy razem. Kiedy udało nam się zameldować, otrzymałam na powitanie różę. Małżonek otrzymał zimne spojrzenie, że to nie od niego. Nasze relacje ocieplił pyszny obiad, który już na nas czekał. Zanim ochłonęliśmy po posiłku i obcałowaliśmy wszystkich uczestników, zostaliśmy zwołani na grę terenową. Rozpoczęła się wycieczka specjalnej troski. Wesoło się śmiejąc, wolniutko szliśmy według wskazówek. Dopiero kilka godzin później mieliśmy się dowiedzieć, że cała gra toczyła się na czas. Kiedy już wdepnęłam z materiałowych bucikach w mokrą trawę, przypomniałam sobie o kaloszach. W sumie nie tylko ja. Nas wielkomiejskich blondynek było więcej. Kiedy na uboczu odkryliśmy na orzechu jabłka na sznurkach, popakowane każde w torebkę, byliśmy z siebie dumni. Po kilkuminutowej medytacji zebraliśmy się na odwagę, by je zabrać.

To było dobre posunięcie, bo mieliśmy z nich, jak się okazało przygotować ciasto. Nasza drużyna CYNAMONEK-bo tak się nie wiem kiedy nazwałyśmy, triumfowała. Koleżanki miały jednak większą fantazję, podprowadziły wiadro z robakami wędkarzowi, myśląc, że to ich cel. W sumie taki posiłek z robaków byłby dość egzotyczny, ale przyjęłybyśmy to, jako danie regionalne. Ja tam się nie znam, uwierzyłabym. Jak oni tam na tych Mazurach, po lasach kołpaki zbierają i marynują, to mnie już nic nie zdziwi. Popołudnie upłynęło nam przy pichceniu i powiem wam, że pierwszy raz w życiu jadłam ciasto z kukurydzy. Do tej pory myślałam, że to się do sałatek wsadza, a nie do cukru. Wspomniałam, że jeszcze ręcznie ubiłam pianę z białek? Całkiem niezły czas osiągnęłam. Po pieczeniu czekała nas kolejna atrakcja. Tym razem zadaniem było ręczne ubicie masła. Dopiero po wykonaniu tego zadania dostaliśmy mapy i pierwszą kopertę z gry terenowej. Dowodzenie przejął Marcin i wciąż nas motywował do podjęcia szybszych kroków w kierunku nagrody. Kalosze spełniły swoją funkcję genialnie, tak samo, jak softshele z 4F. Kiedy wszyscy suszyli kurtki, nasze były od razy suche. Z nich krople deszczu wystarczy strzepać. W takich warunkach docenia się taki materiał.

Po dniu pełnym wrażeń, czekała nas wieczór w spa, ale wcześniej kolacja. Znów rozkosze na podniebieniu i błogie oddawanie się uczcie. Po tej obłędnej rozpuście czekała nas kolejna uczta smaków i zmysłów. Spa było wyłącznie dla nas. Prysznic z niespodzianką, sauna oraz jacuzzi na dworze, kiedy nocą temperatura spadła poniżej 10 stopni... Smaczny tort przygotowany specjalnie na okazję naszego spotkania oraz wino truskawkowe zapadną na długo w mojej pamięci. Zanim dobrze się rozkręciłyśmy, trzeba było wstać, choć noc jeszcze za oknem. Niedzielny poranek był mokry i zimny. Ciemna noc nie ułatwiała decyzji o opuszczeniu ciepłego łóżka. Mimo to wszystkie o 6 ramo byłyśmy w zagrodzie pana Tadzia. Uzbrojone w kalosze i kurtki pojechałyśmy do gospodarstwa na dojenie krowy i kozy. Kręcąc po ciemku stories, wpadłam po kostki w gnojówkę, aż chlupnęło. By moje poczucie estetyki nie było do końca zaburzone, pan Tadzio obmył wymiona krówce przed dojeniem. Tak. Wymacałam krowę. Nie. Mleko nie poleciało. Ta aplikacja nie zsynchronizowała się z moim androidem. Apka "krowa na start" nie zadziałała. Po atrakcjach w oborze rzuciłyśmy się niczym szczerbaty na suchary, bo pan Tadzio zaoferował nam serki własnego wyrobu. To spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Chłopina nie spodziewał się takiego zainteresowania zwykłym serem.

Kiedy wróciłyśmy do hotelu, wystarczyło nam pół godziny, by znów wyglądać, jak typowe blogerki i wdzięczyć się przed aparatami dwóch cierpliwych fotografów. Po jakże zacnym wdzięczeniu się do obiektywu ruszyłyśmy na królewskie śniadanie. Nasza uczta nie trwała długo, gdyż czekała nas kolejna zabawa. Warsztat kulinarny z uczestniczką MasterChef Sylwia Ładygą. Miała dla nas kulinarne zadania do wykonania, w tym przepis jej cioci na pyszny chlebek. Piekłyśmy, gotowałyśmy i smażyłyśmy, zaśmiewając się przy tym i ciesząc własnym towarzystwem. Kinga i Agnieszka stanęły na wysokości zadania i przygotowały tak zacną integrację oraz Mazury od ich najlepszej strony. Dzięki nim wiemy, że mimo deszczu i zimna jest co robić na Mazurach. Deszcz w niczym nie przeszkadza, wręcz mobilizuje i nadaje charakteru questom. Sponsorzy Smaków Mazurskiej Spiżarni bogato nas obdarowali. Nikt chyba nie spodziewał się, aż takiego bagażu w drodze powrotnej. Na odjezdne dostałam jeszcze słoiczek marynowanych opieńków od Agnieszki.


Folwwark Łekuk to miejsce, które śmiało mogę polecić na aktywny wypoczynek. Obsługa hotelu jest sympatyczna i życzliwa, starając się, by pobyt był jak najbardziej w rodzinnej atmosferze. Gry terenowe mają kilka poziomów trudności. Wymyślenie ich było na pewno równie fajną zabawą, co branie w nich udziału. Klimatyczne pokoje i apartamenty zachęcają do powrotu. Sam obiekt i terem wokół jest bardzo atrakcyjny. Planujemy już powrót zimą, by pokazać wam okiem drona zimowy plener Mazur.














    Zdjęcia  Czarny Bocian i Vilk Stepowy


O tym włamie i jego konsekwencjach jeszcze usłyszycie, zdradzę tylko, że zarówno organizatorki, jak i marka SEVERIN Polska doceniły moją determinację i tym zdjęciem wygrałam sprzęt, który możecie obserwować na moim instastories.

Blogerki uzbrojone po kostki ;)




                     Zdjęcia z drona Marcin MJDron


SMAKI MAZURSKIEJ SPIŻARNI

14-15.10.2017


Gość specjalny: Ostra na Słodko,





















Sponsorzy kulinarni: Severin, Green Essence, Bazylia.pl, Bonduelle, Bio Indygo, Octim, Cukieteria, Młynomag, Zakłady mięsne Warmia, Cukiernia u Adama, Basia Szwajłyk, Ubojnie Zwierząt St. Siniuk,


Uczestniczki:
Organizatorki Kinga i Agnieeszka Po pierwsze matka po drugie też kobieta,
Organizatorka Agnieszka LESIA - Rękodzieło
Organizatorka Kinga  Latosiowy - DOM,
Gość specjalny Sylwia Ostra na Słodko, 
Emilia Kobiecości,
Marta Pewna Mama,
Angelika Birginsen, 
Marta Mama w biegu,
Bożena Mama trójki,
Wiola Mama bloguje, 4 ostatnie zdjęcie są autorstwa Wioli, jest nich jej logo
Agnieszka Agu mama


 


2 komentarze

  1. Ale był ubaw! Miło nam się również siedziało na wygodnych leżakach w spa kiedy pozostałe dziewczyny moczyły tyłki :)
    Do następnego spotkania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie każdej z nas było dane pomoczyć tyłek ;) co oczywiście nie przeszkadzało nam w dobrej zabawi. pan konserwator miał używanie z nas ;)

      Usuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.