KIEDY NAUCZYCIEL MÓWI, ŻE MOŻESZ SOBIE WSADZIĆ...

niedziela, 26 listopada 2017
chamstwo nauczciela


           Kiedy szłam do szkoły, jako siedmioletnie dziecko wiedziałam jedno: nauczyciel ma zawsze rację. Wpajano mi szacunek do starszych, nauczycieli, milicjantów, pani w sklepie. Wiedziałam, że nie pytana, mam się nie odzywać. Zarówno mnie, jak i moich rówieśników szacunku uczono terrorem. Powszechnym hasłem było „dupa nie szklanka". 

Dzieci miały dostawać lanie, bo to je wychowywało. I choć w moim domu nie było takiej metody, to szkoła chętnie ją stosowała. Nauczycielka darła się na nas, ile tylko mogła. Tłukła nas po rękach drewnianymi piórnikami za wszystko. Według jej wymogów każdy miał posiadać drewniany piórnik, by miała do niego blisko. Po powrocie z przerwy dostawaliśmy drewnianą linijką, jeśli ktoś był zgrzany i zaistniało podejrzenie, że biegał. Pamiętam, jak dziś, jak ją prosiliśmy, by nie biła jednego z kolegów, bo on czerwony na buzi był z nerwów. Nie biegał, bo się bał, a i tak obrywał. Żadna z dziewczynek nie nosiła kolczyków. Nauczycielka za rozmowy ciągała za uszy. Skutkowało to nie raz naderwaniem ucha.

W szkole średniej było dwóch nauczycieli terrorystów. Nie stosowali przemocy psychicznej, z uwielbieniem gnębili psychicznie. Wiedzieli o tym wszyscy. Jednak musieliśmy to jakoś przetrwać. W sumie cud, że po takiej edukacji, z murów szkoły nie wyszyli sami psychopaci. Ale może to zasługa zimnego chowu blokowisk. Naszym obowiązkiem było wrócić na noc do domu i nie zgubić klucza. Niczego nikt więcej nie nadzorował. Może poza telefonami ze skargą ze szkoły. Obecnie dzieci wychowuje się inaczej. Gdyby ówczesne metody wychowawcze zastosować dziś, opieka społeczna miałaby pełne ręce roboty. Wychowując własne dzieci, przede wszystkim traktuję je tak, jak traktowane być powinny. To mali ludzi, a nie tylko dzieci. Uczuciowi, inteligentni, rozsądnie myślący. Uczę je szacunku oraz zasad kultury. Owszem, czasem słyszę, że dziecko nie powiedziało dzień dobry, gdyż się wstydziło. Ich rówieśnicy często nie stosują ogólnie przyjętych zwrotów grzecznościowych czy pozdrowień. Mają jakiś opór.

Czasy traktowania dzieci, jak gatunek gorszego sortu minęły. Nawet podejście do przekazywania wiedzy uległo zmianie. Zamiast uczyć się na pamięć, program nakazuje uczenia logicznego myślenia. Kiedy już dziecko jest traktowane, jako istota myśląca, której rodzice dają szansę na lepszy rozwój poprzez rozwijanie pasji. Nagle okazuje się, że nie każdy w szkole nadążył za zamianami. Mimo iż sytuacja nie dotyczy bezpośrednio mojego dziecka, to sam fakt boli. W związku z panującą dezinformacją powstało zamieszanie z wycieczkami. Jedne były ogłoszone, inne przemycone w wiadomościach na stronie elektronicznego dziennika. Pewnie nie tylko ja nie wiedziałam, że mowa jest o kilku różnych wycieczkach pod tą sama nazwą. Na jedną wycieczkę były już rozdane zgody, zaczęła się nawet zbiórka pieniędzy. O drugiej, a w sumie pierwszej, bo o niej była mowa na początku roku szkolnego, cisza. W sumie nauczyciela organizującego nie ma w szkole od jakiegoś czasu. Kiedy grupa poszła do nauczyciela mającego kontakt z nieobecnym, by powiadomić, że skoro nadal jest cisza, to rezygnują z wycieczki, usłyszeli wyrzuty. Że tak się nie robi. A jak robi się, kiedy miejsc mało na innej wycieczce, a o tej cisza? Któryś z chłopców, jak go rodzice wychowali, na odchodne powiedział: przepraszam. Na to słowo usłyszał: wiesz, gdzie możesz te przeprosiny wsadzić? Tak zwraca się nauczyciel? Pedagog? Autorytet?

Widać metody szkolnictwa nie tak bardzo uległy zmianie. 30 lat temu nie skarżyliśmy się, gdy nauczyciele mieli nas w dupie i zwracali się do nas, jak do zwierzyny. Nikt nawet nie miał im tego za złe, by tak nas wychowywano. Dziś po tych słowach uczniowi jest przykro. Nie wie, dlaczego ktoś, kto ma dawać przykład, używa słów, które w palcówce edukacyjnej padać nie powinny. Smutne. Najwidoczniej jeszcze długa droga, zanim uczeń będzie traktowany jak człowiek.

Czy w waszych szkołach zdarzają się podobne sytuacje?


9 komentarze

  1. Nauczyciel choćby nie wiem jak podenerwowany sytuacją nie powinien się tak zwracać do ucznia, tego raczej nikomu tłumaczyć nie trzeba. Wielka szkoda, ten ktoś podciął gałąź, na której sam siedzi! Takimi odzywkami tylko straci w oczach swoich uczniów.

    My dopiero podstawówkowi, choć dotarły do mnie sygnały, że jedna pani coś dzieciom nie przypasowała. Reaguję szybko, łącznie z plotami na temat szkoły, czy nauczycieli, bo część rodziców popełnia jeden wielki błąd - robią aferę na facebooku, obrażają szkołę, nauczycieli, a gdy spytam u źródła, to okazuje się, że... NAWET NIE ZGŁOSILI W SZKOLE SWOJEGO PROBLEMU...a tymczasem w internecie obsmarowali wszystkie nauczycielki i dyrekcję, że nie reagują. Jak mają to zrobić skoro nie dostali znaku o problemie? :/

    Nauczyciel też człowiek, jestem dzieckiem nauczycielskim. Ale nie wyobrażam sobie sytuacji, żeby osoba z mojej rodziny w taki sposób odezwała się do KOGOKOLWIEK w szkole.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś w podobnej sytuacji, jak ja. Ludzie do ciebie zwracają się z problemem, by powiedzieć o tym światu. Analizujesz, sprawdzasz, piszesz. W każdym zawodzie trafiają się wspaniali ludzie, ale i ci, którzy jednak kiepsko dobrali zawód do swoich sił.

      Usuń
  2. U nas jest tak, że nauczyciel się boi dzieci lub rodziców, bo jak coś źle powie to jest heca! Kiedyś dał linijka po łapie i nikt się nie skarżył :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Za moich czasów było inaczej. Nie pamiętam, aby nauczyciel znęcał się nad dziećmi a te mniej grzeczne trafiały do dyrektora, ktory od razu wzywał rodziców. Nie było poniżania a jedynie krótka piłka, telefon do rodziców.

    OdpowiedzUsuń
  4. Aż się boję co mnie czeka jak zaczniemy przygodę ze szkołą, bo ja pamiętam takie czasy jak Ty :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Też niestety pamiętam czasy takie jak Ty w szkole. Choć teraz też wcale nie jest dobrze. To, że część rodziców traktuje swoje dzieci jak bożków i nie przyjmują zupełnie krytyki. A to też niczemu dobremu nie służy.
    Ale żeby nie było takie zachowanie nauczyciela to wstyd!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedy przypomnę sobie niektóre zachowania nauczycieli z czasów, kiedy ja chodziłam do szkoły, to aż się dziwię, że nikt nie reagował. Ale takie były czasy. Jak nauczyciel był niesprawiedliwy i wredny, to go obsmarowywaliśmy między sobą, ale nikomu do głowy nie przyszło, żeby gdzieś to zgłaszać. A mieliśmy np. nauczycielkę z zaburzeniami psychicznymi, która potrafiła wrzasnąć: "jesteś niedorozwinięta!" albo "zaraz wyważę tobą drzwi!"...

    OdpowiedzUsuń
  7. W poprzedniej szkole takie sytuacje były nie do pomyślenia... Z kolei po Warszawie to chyba mogę się spodziewać wszystkiego, niestety...

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.