NIE CHCĘ TWOICH CHORYCH DZIECI!

środa, 4 października 2017

      Sezon chorobowy uważam oficjalnie za otwarty. Na szczęście nie u nas. Jeszcze. Do tego lada moment dojdziemy. Na razie przyglądam się zjawisku wypychania dzieci na siłę do przedszkola. Wciąż czytam o kolejnej matce, która pisze, że ma w domu szpital. Dzieci chodzą do przedszkola chore, zarażają inne, te kolejne. Kiedy dziecko jest już tak chore, że zielone gile wiszą do pasa, wymiotuje co 20 min, to matki jeszcze nafaszerują je syropem przeciwzapalnym i wypychają do przedszkola. Nieco bardziej ogarnięte, zostawiają dzieci na kilka dni w domu. To jednak nic nie daje, bo nieco zaleczone lub tuż po infekcji, znów łapią coś od tych, które przyszły chore. Masło maślane? Nie. Realna sytuacja w placówkach.

Posłuchaj droga mamo. Praca nie jest najważniejsza. To, że boisz się iść na chorobowe kosztem własnego dziecka, odbija się nie tylko na jego zdrowiu, ale również na innych. Przez twoje faszerowanie lekami, żeby tylko wchodząc do sali, jakoś trzymało się kupy, tracą inni. Traci też twoje dziecko. Pamiętasz, jak czujesz się, gdy jesteś chora? Jest ci źle, chcesz leżeć w łóżku, boli cię głowa, potrzebujesz ciszy i opieki. Tak też czuje się twoje dziecko A ty co robisz.? Zakładasz mu niewygodne dżinsy, sztywne kapcie i wpychasz na siłę do klasy, gdzie jest hałas i ostre światło. Wspomniałam o zarazkach? Tych agresywnych, wszędobylskich wirusach, bo poza tobą jest jeszcze kilka takich mam. Wirusy się miksują i mutują. Tak patrząc na sytuację kompletnej ignorancji mamy w placówkach wylęgarnię wszelkich wirusów związanych z przeziębieniem, ospą, wirusem bostońskim, rota wirusem, świerzbem, owsikami oraz z wszami. Spytasz jaki związek ma to z twoim dzieckiem, które ma zielone gile lub wymiotuje? Rodzice innych chorych czy zawszonych dzieci też nie widzą potrzeby zostawienia ich w domu. Tak samo, jak ty mają w dupie czy ktoś inny od nich to złapie.

Nie chcę twojego dziecka w placówce, która ma uczyć i bawić, a nie straszyć wizją kolejnej choroby. Poza tym przypomnę ci, że w umowie masz zapis o nieprzyprowadzaniu chorych dzieci do przedszkola. Szanuj zdrowie swojego dziecka i innych. Przeziębienie u dziecka może mieć zupełnie inny przebieg. Zwalczenie go w zaciszu własnego domu wpłynie zdecydowanie korzystniej zarówno na dziecko, jak i rozwój samej choroby. Nie doprowadzaj na siłę do sytuacji, w której wylądujecie na długim chorobowym z powodu zaniedbania pierwszych objawów.



16 komentarze

  1. Dokładnie...mam taki sam pogląd.Aż boję się puścić wyleczonej córki bo znowu coś przyniesie...błędne koło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zeszłym roku tak miałam. Mela spędziła dwa miesiące w domu, międzyczasie poszła na dwa dni...

      Usuń
  2. Z tego powodu nie wysłałam mojego dziecka do przedszkola. Sporo traci socjalnie, ale wizja wiecznych powrotów z chorobami skutecznie mnie od tego odwiodła (mamy fizjoterapię, potrzebujemy jak najlepszego zdrowia) i tak sobie koegzystujemy w domu, ja próbuję pracować, a on jest zdrowy, dopóki nie przywlecze czegoś z zajęć na zewnątrz (tam przecież też matki zaprowadzają swoje chore dzieci, bo „szkoda tracić”, a to „już tylko kaszel, bez gorączki”, co tam, że dziecko mało płuc nie wypluje). Jak myślę o przymusowej zerówce za rok, to robi mi się słabo. Właśnie dlatego, że inne matki mają w dupie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo widzę,że nie jestem sama ;) z tego samego powodu nie puściłam swojego synka do przedszkola gdyż ma jeszcze młodszego brata i ich życie zamieniło by sie w wieczne choroby a tak owszem złapią wirusa ale jednego dwa na cały rok a nie w ciągu miesiąca. I jak słyszę opowieści koleżanki które puszcza dziecko dwa dni po skończeniu antybiotyku z kaszlem w dodatku ona nie pracuje to sobie myślę czy aż tak CI przeszkadza to dziecko w domu żeby chociaż do końca wyleczyło się. Teraz jest moda na przedszkole szanuje wybór każdego ale niektórzy patrzą jak na dziwoląga , że ja nie puszczam bo przecież to normalne ale co to za przyjemnośc jak dziecko więcej choruje niż przebywa w przedszkolu. JAk patrzę na te matki które wypychają te biedne chore dzieci do przedszkola to zastanawiam się czy im naprawdę nie żal tego dziecka .

      Usuń
    2. Wiesz, ja żyję jednak w poczuciu winy, że mój syn się nie integruje z rówieśnikami, bo wiem, że bardzo by mu się to przydało (sam co prawda twierdzi, że nie chce, że chce iść od razu do szkoły, ale wiadomo, że towarzystwo mamy czy babci nie zastąpi relacji z dziećmi). Mimo wszystko odroczyłam tę integrację na kolejny rok, bo po prostu nie miałam jaj wysyłać go do placówki i brać na klatę kolejnych chorób. Obawiam się tylko, że odroczyłam tę hekatombę, zamiast jej zapobiec ;)

      Usuń
    3. U mnie podobnie z poczuciem winy, ale pomimo , ze nie chodzi do przedszkola ma super kontakt z innymi dziecmi nawet z tymi ktore chodza do przedszkola. Choc nie jest jedynakiem bo ma mlodszego brata mala roznica wieku a wiec tez nie nudzi sie ze mna sama w domu, a jednak wole troszke poczekac nic narazac ich aby teraz mieli pol roku wykete razem na choroby przez to , ze pojawia sie raz na tydzien w miesiacu w przedszkolu. Rozumiem mamy ktore musza zostawic dziecko bo nie maja z kim, ale ludzie nie te ktore siedza w domu a dziecko chore tam zostawiaja aby pozbyc sie litosciii

      Usuń
    4. Tylko ciekawe kiedy nabierze odporności:)

      Usuń
    5. a ciągłe infekcje pomagają odporności czy ją niszczą ?:))

      Usuń
  3. Hmm, ja rozumiem pobudki do napisania tekstu i rozumiem frustrację, bo sama się frustrowałam w przedszkolu niedawno. Jedno jednak tylko napiszę, życie nie jest czarno białe i nie nam osądzać, innego człowieka, dopóki jego butów nie włożymy. Fakt, szkoda dziecka, a większości matek, tych "wypychających" i tak dokładać nie trzeba - one z reguły już sobie same dokładają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. KAROLINA matka wypychająca chore dziecko nie wie czy w jej grupie nie ma dziecka np z astmą, jeśli jej maluch zarazie to przewlekle chore to mama tamtego dopiero będzie miała kłopot. To co dla dzieci w pełni zdrowych jest lekkim przeziębieniem, dla tych z niewydolnością oddechową prawie wyrokiem. Kolejny przykład. Niedoleczone anginy prowadzą np. do gośćca stawowego, dlaczego matki świadomie doprowadzają do takich powikłań. Dla kilku złotych więcej i spokoju w pracy? Dla mnie to nie jest wytłumaczenie.

      Usuń
  4. Często to jest totalna ignorancja, ale zdarza się też, że matka nie ma wyjścia, bo jest samotna, nie ma wsparcia rodziny ani nikogo bliskiego. Nie bronię, bo sama się wściekam kiedy widzę zasmarkańca w przedszkolu, ale wiem, że takie sytuacje się zdarzają. Uderzało to we mnie szczególnie wtedy kiedy jeździłam 25 km do korpo i nie mogłam brać zwolnień na dziecko, które zarażało się od innych. Chorego dziecka do przedszkola nie można przyprowadzać i koniec kropka. Zresztą je też się wówczas naraża na powikłania i złapanie innych chorób. Taka kumulacja może być bardzo zła w skutkach.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dlatego dzisiaj mój 3latek został w domu...ma katar..nie ma gorączki ani kaszlu...ale po prostu od wczoraj jest nieco osłabiony i jego oczy mówią - że coś się święci, przez co zabawa z dziećmi nie sprawia mu przyjemności a wręcz w takim nastroju wszystko go irytuje...dlatego spakowaliśmy się wieczorem i pojechaliśmy do dziadków by ogarnął się troszkę przez 4 dni i w poniedziałek wrócił do przedszkola...wolę opcję 100 km jazdy autem więcej, inhalacje, domową herbatkę z czarnego bzu, zapach jedzenia nafaszerowanego czosnkiem i cebulą niż rozchorowanie się na dobre syna...wiem mam szczęście, że jest ktoś to mi może pomóc w takie sytuacji...ale gdyby ich nie było pewnie wzięła bym opiekę...bo nie ma nic ważniejszego niż ZDROWIE MOJEGO DZIECKA

    OdpowiedzUsuń
  6. W Norwegii byś się załamała. Albo w Szwecji. Tam rodzice nawet dają paracetamol przedszkolankom i one go podają. Tam katar, kaszel i lekka gorączka to nie choroba. I już. Dzięki temu ich dzieci rzadziej chorują, bo zamiast włączać inhalator za każdym glutem i leżeć w domu, dziecko biega po dworze w przedszkolu. Moje zawsze ma katar na jesieni, chodzi do przedszkola jak zwykle. Jeszcze nie upadłam na głowę, żeby przez 9 miesięcy dziecko trzymać w domu, bo katar ma od września do maja mniej więcej. Nic z tym nie robię, to reakcja obronna organizmu, a nie choroba. Kataru się nie leczy, wręcz nie powinno. Leczenie kataru to prosta droga do zapalenia płuc.

    OdpowiedzUsuń
  7. Święta prawda. A zdjęcie z pieskiem przypomina mi moją córcię - tak samo się tuli z naszym :))

    OdpowiedzUsuń
  8. I co z tego co robia w Norwegii ? kazdy ma chyba jakies swoje poczucie wychowania dziecka ? a nie wypychanie chorego , a czy Pani dobrze czulaby sie pozostawiona chora bo tak robia? dorosly zle znosi chorobe a co mowic dziecko ! chyba moda na dziecko odbiera ludziom dalsze rozumowanie , miec dziecko a dbac o nie to dwie rozne rzeczy!

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.