PRAKTYCZNE RADY DLA MAMY NIEJADKA

poniedziałek, 24 kwietnia 2017


              Nie mam problemu z dziećmi. Ich apetyt mnie wręcz przeraża. Odganiam po kolacji od lodówki, bo by jadły w nieskończoność. Dlaczego więc chce dać ci rady, skoro nie mam niejadka? W dzieciństwie byłam niejadkiem. Opowiem ci o perspektywie dziecka, które nic nie chce jeść. Zwłaszcza mięsa. Nie gardziłam jednak nigdy słodyczami i colą. No może czekolada nie była tym, co lubiłam, wolałam landrynki. Opowiem ci, jak z niejadka, stałam się smakoszem. Zobaczysz świat jedzenia oczami własnego dziecka, wtedy na pewno pomożesz mu polubić jedzenie.

              Od kiedy pamiętam byłam wrażliwa na zapachy. Ryba śmierdziała, nie jadłam jej. Mama mnie nie zmuszała, bo sama ryby nie lubi. Tak udawało mi się prze pierwsze osiemnaście wiosen, jadać kawałek ryby tylko na wigilię, raz w roku. Nie lubiłam też szynki. Nie takiej, jak jest w  sklepach. Prawdziwej. Była mokra i miała żyły. Nie miałam za to oporów przed jedzeniem duszonej marchewki, brukselki i wszelkich warzyw i owoców. No i oczywiście słodycze i pepsi-cola. Tak. Ponad 30 lat temu była pepsi-cola w szklanych buteleczkach. Pamiętam, że wyłudzałam bezy. Masakrycznie słodkie i napakowane substancjami konserwującymi, bo leżały u nas tygodniami. Z równą przyjemnością zajadałam się porzeczkami i kiszonymi ogórkami. Chyba instynktownie zakwaszałam organizm przy nadmiarze słodyczy.

           Nikt nigdy nie zastanowił się dlaczego czegoś nie lubię. Wciąż słyszałam, że jestem wybredna. Mama wpadła na pomysł, że skoro wynajdę każdą żyłkę w mięsie, to w mielonym już jej nie wyszukam. Tak też było. Jadłam więc latami pulpety i mielone i "białe mięsko" z kurczaka. Resztę zapychałam słodyczami, owocami i warzywami. Tak. Określenie wybredna zmieniło się na łakoma. Niestety mama popełniła błąd. Skoro nie jadłam kanapki z szynką nęciła, mnie cukierkami, żebym zjadła. Przekupywała mnie colą i bezami. Uzależniła mnie od cukru. Mam 39 lat i zmagam się nadal z tym uzależnieniem. Kilka prostych rad, jak nie zrobić tego błędu i sprawić by niejadek chętnie jadł:

-Zrób dzień sprawdzający.

Wszytko, co podajesz dziecku, dokładnie w takiej samej ilości odkładaj do miseczek, przelewaj do kubeczków. Na koniec dnia okaże się, że w twojej kuchni stoi pół litra wody, drugie tyle soczku, miska chrupek, wafelków ryżowych, drobnych słodyczy itd. Kilka łyżek zupy, nadgryziony kotlet, pół miski płatków kukurydzianych i zapewne ze 4 łyżki cukru. A przypomnę: dziecko ma żołądek wielkości swojej piąstki.

- W formie zabawy próbuj nowych rzeczy.

Musisz wszystko jeść. Jeśli wybrzydzasz, mąż wydłubuje warzywa z zupy, a dziecko się przygląda i koduje, że to jest be, to będzie be. Nawet, jak jakiś smak nie jest twoim faworytem, dziecko nie musi o tym wiedzieć. Nie przepadam za rybami, a moje dzieci uwielbiają. Zachęciłam je przyjemną dla oka formą podania oraz tym, że mąż z nimi chętnie jada rybki.

Lubisz już mnie? Polub
                                                      

-Nie napychaj.

Masz tendencje do napychania dziecka łyżką? Spróbuj sama karmić się w tym tempie, odruch wymiotny gwarantowany. Pozwól dziecku delektować się posiłkiem. Napychanie i odruch wymiony źle się kojarzy, daj dziecku dobre wspomnienie posiłków.

-Ogranicz soki i słodycze.

Jeśli chcesz by twoje dziecko normalnie jadło ogranicz do minimum cukier. Napakowanie dziecka od świtu słodkim serkiem, czy jogurtem, dopchanie słodkim sokiem na pewno tak zamuli żołądek, że dziecko do wieczora nic nie zechce jeść. Do picia daj wodę, na przekąskę jabłko lub banana. Nie chce jeść zup? Eksperymentuj, choć dzieci i tak najbardziej lubią rosół i pomidorową.

-Obserwuj i słuchaj.

Jeśli dziecko coś wypluwa nie irytuj się, a spokojnie spytaj co się stało. Wypluwanie pogryzionych kęsów nie zawsze jest spowodowane nieprzyjemnym dla dziecka smakiem. Może to być żyłka w mięsie, włókno w warzywach, czy drobna ość ryby. Mi przy takich historiach jedzenie "rośnie". To nie jest fanaberia, Spowodowane to jest nadwrażliwością w obrębie jamy ustnej. Większość da się wyeliminować. Zazwyczaj wystarczają masaże podniebienia i dziąseł. Na początek podawaj mięsko bez żyłek i warzywa bez włókien. jak nie pomoże, miksuj.

-Uatrakcyjniaj  każde danie.

Nie tylko dorosły je oczami. Dzieci też. Nawet niejadek nie oprze się tęczy z warzyw, czy jeżykowi z owoców. Pozwól też dziecku na samodzielne dekoracje talerza i zjadaj z apetytem, to, co ci poda. Zróbcie też domowy ogródek na parapecie. Mi dzieciaki wyjadają rzeżuchę, bazylię i oczywiście stewię.

-Zdrabniaj

Nie cierpię dorosłych ludzi mówiących o wszystkim zdrobniale. Mam wtedy wrażenie, że rozmawiam z przedszkolakiem. Jednak w przypadku jedzenia zdrabnianie nazw sprawdza się. Pasztecik brzmi fajniej niż pasztet. Serek niż ser, szyneczka niż szynka.Trochę zupki sprawia wrażenie mniejszej ilości niż trochę zupy. Jeśli coś wydaje się głupie, ale działa, to głupie nie jest.

Masz swoje sposoby na niejadka, podziel się nimi.

14 komentarze

  1. Takie rady są straszne. Ja też kiedyś byłem niejadkiem - mogłem nie jeść kilka dni z rzędu i w niczym mi to nie przeszkadzało. Wolałem czas spędzać na dworze.
    A teraz? Teraz wszyscy doradzają mi bym zwiększył przerwy między posiłkami. I to jest problem, bo ja nie wiem co to przerwy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak się wyleczyłeś, choć jadasz raz dziennie, od rana do wieczora. U mnie poszło w druga stronę, zapominam często o jedzeniu ;)

      Usuń
  2. mam nadzieję, że nas ominą atrakcje niejadkowe. Na razie Młodego ciekawią nowe rzeczy i z niecierpliwością czekamy na sezon letni kiedy będą prawdziwe świeże owoce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej, żeby miał okazję jeść prosto z krzaczka, opłukane pod pompą. Moja Mela czeka już na maliny :)

      Usuń
  3. U mnie dzieci jedzą praktycznie wszystko, nie mogę narzekać, natomiast ja jako dziecko i nastolatka miałam bardzo określone upodobania, nie było na mnie sposobu. ;) A już jako osoba dorosła miałam też czas, gdy byłam uzależniona - dosłownie -
    od coli lub pepsi. Udało mi się zerwać z tym nawykiem całkowicie i jestem z tego bardzo dumna. Nauczyłam się też pić wodę, co nie było łatwe, w domu rodzinnym nie było tego nawyku niestety. Dzieci nie musiałam uczyć picia wody - po prostu same po nią sięgają naśladując mnie, co ogromnie mnie cieszy.
    Dużo też moim zdaniem daje wspólne przygotowanie posiłków, kiedy dzieci aktywnie biorą udział w kuchennych czynnościach. Mam wtedy wrażenie, że smakuje im jeszcze bardziej, bo same coś zrobiły.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspólne przygotowywanie posiłków wzmaga apetyt :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Codziennie dziękuję za 3 sztuki, które nigdy nie odmawiały mi jedzenia dobrych dla nich rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w sumie też, choć z pierworodnym na poczatku łatwo nie było.

      Usuń
  6. Z pytań i obserwacji mam wiem, że mam dużo szczęścia, bo nasze dzieci pochłaniają wszystko. Kiedyś pisałam, jak zachęcić dzieci do jedzenia warzyw. To po tym artykule i wiadomościach od czytekniczek dotarło do mnie, że warzywa to tylko fragment problemu, że są dzieci, które nie chcą jeść nic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dla tych dzieci jest przysłowiowa pomidorowa. Jest jedna lub dwie reczy, które dziecko zje i tego można się chwilowo uczepić.

      Usuń
  7. A co z dzieckiem, które jadło wszystko, "nagle" tylko niektóre produkty i po dluuuugim czasie w przedszkolu je różne rzeczy, Ale w domu nadal tylko te niektóre?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siła grupy. Dzieci w przedszkolu zaczęły wybrzydzać i twojemu się udzieliło. Miałam tam ze średnią.

      Usuń
  8. Sama uwielbiam jeść i moje dzieciaki jedzą prawie wszystko. U nas zawsze siadało się wspólnie do stołu i solidarnie jadło to co się na nim znalazło :D Jak dziecko widzi, że rodzice jedzą to samo też chętniej spróbuje i nie będzie negatywnie nastawione.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspólne posiłki i u nas są celebrowane, oczywiście w miarę możliwości :*

      Usuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.