MORDA W KUBEŁ I DO GARÓW, JA TU JESTEM PANEM, CZYLI TRADYCYJNY MODEL POLSKIEJ RODZINY

         
              Pamiętam pierwszą scenę ze swojego życia. Bardzo wyraźną. Siedzę na podłodze obok kuchni węglowej. Bawię się kolejką z klocków. Mam na sobie bordowe ogrodniczki w białe grochy. mam najwyżej dwa lata, potem z nich wyrosłam. Wchodzi policja w ojcem. Wtedy jeszcze milicja. Odprowadzają go do domu po nocy spędzonej w areszcie.To nie ma dla mnie znaczenia. Bawię się pociągiem. Kolejna mocno wyryta w pamięci scena. Mam jakieś pięć, sześć lat. Jestem na podwórku, pada drobny deszcz. W domu awantura. Naciągam mocniej kaptur na głowę, by nie słyszeć. Jest mi wstyd, bo wnuczek sąsiadów siedzi na progu. Mimo, że to sąsiednie podwórko, na pewno słyszy, co się dzieje. Mama wynajmuje pokój na poddaszu. Mieszkamy w nim we czworo, czekamy na przydział mieszkania w bloku. To dom ciotki. Mieszkają tam jeszcze jej dwie córki i syn. W każdą niedzielę wypytują mnie, o czym było kazanie w kościele. Ciotka to siostra babci. Latami patrzy i słucha tego, co dzieje się w mojej rodzinie. Babcia na pewno też wie. Już na początku podstawówki błagam mamę, żeby się rozwiodła. Pamiętam, że kiedyś usłyszałam strzęp rozmowy z babcią: "przyrzekałaś, masz wytrwać". A co to kurwa ma być? Małżeństwo. Partnerstwo, czy pokuta?

                Są lata osiemdziesiąte. Nadal mieszkamy w pokoju na poddaszu. Bez bieżącej wody. Z kuchnią na węgiel. Za toaletę służy miska i wiadro. Jest coraz gorzej. Awantury są bardziej agresywne i otwarte. Oboje z bratem spędzamy tyle czasu ile się da na dworze. Za podwórkiem jest ogród, tam mniej słychać. Czasem idę tam z z metalowym kubeczkiem urwać porzeczek na kompot. Podwórko sąsiaduje ze stówką policyjną. Obok jest komisariat. Pootwierane okna. Nie słyszą płaczu i awantur. W domowe sprzeczki się nie wtrącają. Nie warto. Zazwyczaj żona nie wnosi oskarżenia, zbędna papierologia.  Nie ma sprawy. Koniec lat 80-tych. O przemocy domowej się nie mówi. Często spotykam kobiety z podbitymi oczyma. Mama również czasem się pudruje i nosi ciemne okulary. W wielu domach ojcowie piją i biją. U nas nie jest najgorzej. My nie obrywamy. Mama razy bierze na siebie. Mama ma dwie bliskie koleżanki, obie po rozwodzie. Ich dzieci są szczęśliwe. Mama nadal nie chce podjąć tego kroku. Rodzina powinna być pełna. Często idę na drugi koniec miasta w torba parciana pełna butelek. W skupie dostaje za nie pieniądze, które ojciec od razu przepija. Sam nie pójdzie sprzedać. Jemy wstyd do skupu iść.

           Początek lat 90-tych. W szkole mamy pogadankę o uzależnieniach. Zaczynam wierzyć w to, że alkoholizm to choroba. Dostajemy mieszkanie w bloku. Dwa pokoje, na trzy musielibyśmy jeszcze pięć lat czekać. Ojciec nie trzeźwieje. W sumie nie musi. Sąsiedzi mają podobne hobby, choć oni jednak chodzą do pracy. On nie. Nie ma potrzeby, żona zarabia na picie i życie. Jestem już na tyle kumata, że nie ogarniam, jak niezależna kobieta, mająca stały dochód i własne mieszkanie może być ofiarą alkoholika. W imię kurwa czego? Policja nadal do nas przyjeżdża. Choć mają dalej, bywają częściej, Sąsiedzi wzywają. Anonimowo. Zaczynam rozumieć, że nie ma czegoś takiego, jak choroba o nawie alkoholizm. Jest wybór. Wybór-kurwa! Wybór znieczulenia się i zatrucia życia innym. Podrośliśmy, więc i my jesteśmy celami. Nigdy nie wiadomo, czy tej nocy będzie nam dane pospać ze dwie godziny ciurkiem. Nigdy nie wiadomo kiedy ojciec zwinie rękę w pięść. Kiedy chwyci za nóż. Groźby i wyzwiska są codziennością.

          Brzęk butelek jest stałym elementem naszego życia. Od lat chodzimy po domu bezszelestnie. Na skrzypniecie lodówki ojciec reaguje, jak Tofik. Znów wylicza nam jedzenie. Boimy się swobodnie oddychać, bo może za głośno. Dziś widzę to z szerszej perspektywy. Matka zastraszona z dwóch stron. Męża zamroczonego alkoholem i przez despotyczną, wierząca matkę. On, wychowany w tradycyjnej rodzinie na wsi. Z domeną "jak się baby nie bije, to jej wątroba gnije". Ojciec pił i bił, dziadek pił i bił. Tak. Tradycję trzeba podtrzymywać. Z drugiej strony wciąż głos matki "przyrzekałaś przed ołtarzem".  Pranie mózgu przez najbliższych. Sami wrogowie pod płaszczykiem troski. Dlaczego nagle odkurzam te stare dzieje? W ciągu ostatnich dni zrobiło się głośno o przemocy domowej za pośrednictwem nagrania żony radnego Piaseckiego. Wspomnienia odżyły. Od razu zobaczyłam ojca walącego głową mamy o szafę. Gigantyczny guz, który rośnie jaj na skroni i jego szał. Po latach rodzinnych tradycji. Gdzie w domu jest posłuszna kobieta, by mógł nią rządzić pan i władca, w postaci męża. O tym się nie mówiło. Brudy zostawały w domu, zamiecione pod dywan. Ślady fizyczne w większości się zagoiły, te na psychice goiły i goją się latami. Mam nadzieję, że upublicznienie nagrania da motywację, innym maltretowanym kobietom do zakończenia toksycznych związków. Prawdziwy model rodziny wygląda inaczej. Szacunek, zaufanie i wsparcie są podstawą.


                                                      

CONVERSATION

18 komentarze:

  1. Nigdy nie zrozumiem mężczyzn, którzy tak traktują swoje żony. Tym bardziej nigdy nie zrozumiem matek, które zamiast pomóc odejść od kogoś takiego, każą wytrwać. Mam nadzieję, że czasy się zmieniły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, ze nie ty jedna nie zrozumiesz. Ja jestem mężczyzną i niewyobrażam sobie uderzyć kobiety (nawet za zdradę) nie mogę zrozumieć takich typów co biją kobiety za byle co.

      Usuń
  2. Nie umiem nic napisać przepraszam nienawidze tego nałogu tych klapek na oczach otoczenia

    OdpowiedzUsuń
  3. Alkoholizm to straszna choroba, bo najbardziej na tym cierpi rodzina żona i dzieci. To samo tyczy się przemocy fizycznej jak i psychicznej. Problem w tym, że wielu mężczyzn powtarza znany sobie schemat i nie widzą w tym tak naprawdę żadnego problemu, bo przecież "nic złego nie robią", a nawet nie zdają sobie sprawy z tego jak wielką krzywdę wyrządzają swoim najbliższym. Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem jak można uderzyć kobietę. A co najgorsze często kobiety tkwią w takim związku, bo są zmuszone przez rodzinę, bo wstyd, bo co ludzie powiedzą... Tylko czasem jest za późno, bo może dojść do tragedii, a Tobie autorko strasznie współczuję.

    OdpowiedzUsuń
  4. Boże czytam i krew mnie zalewa. Moja mama też tkwi już ponad 30 lat w podobnym związku tylko ojciec nie bije ale znęca się psychicznie i pije... Codzień. I też dlatego bo obiecała babci ojca że go nigdy nie zostawi. Nie zrozumiem tego. Mieszkam z mężem i trojką dzieci jak na razie z nimi i modlę się żeby do konca roki skończyć budowe i pójść na swoje żeby dzieci moje nie musiały słuchać i patrzeć. Nienawidzę go. Po dzisiejszym dniu 2x bardziej. Doszło do tego że życzylam mu śmierci i jest mi teraz wstyd a jemu nie pomimo że wyznał że całe moje i sióstr dzieciństwo i nasze problemy koło ch*ja mu latały i latają...

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja myślę, że taka przemoc to choroba psychiczna i powinno się takiego w wariatkowie zamykać z zasady a nie kazać kobiecie wybierać.. dla mnie wybór jeden ale niestety dziś nie jest to jeszcze nadal takie oczywiste ani tym bardziej proste.. nigdy nie pozwolilabym partnerowi traktować się tak jak mój ojciec traktował matkę.. pokolenie lat 80ych chyba najlepiej orientuje się w temacie.. jeszcze musi trochę czasu upłynąć nim będą pokolenia gdzie znający temat będą w mniejszosci.. naszych synów wychowujemy w szacunku dla drugiego człowieka, szczególnie kobiet bo to wszystko zależy teraz od nas, jaki my im damy obraz partnerstwa..

    OdpowiedzUsuń
  6. Oby to coś pomogło, bo już przestaje wierzyć w sprawiedliwość. Szybko tłumaczę kobiety, które ukatrupiły męża czy partnera. Normalnie traktowana kobieta tego nie zrobi.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiesz co jest najgorsze. Wciąż społeczeństwo źle ocenia kobiety. Do szukającej wsparcia mówią:zostań dla dobra dzieci, twoja wina sprowokowałaś, nie ma ofiar są ochotnicy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. TAK JEST,ALKOHOLIKA BRONI SIĘ -BO TO CHOROBA, BO JEST NA WAŻNYM STANOWISKU,BO ŻONA GO PROWOKUJE,BO TO JEJ WINA,BO POLICJA TO KUMPLE,

      Usuń
  8. Tak mi przykro, że musiałaś przez to przejść.. Hipokryzja i głuchota ludzi jest straszna. Dobrze, że Karolina Piasecka ujawniła te nagrania.

    OdpowiedzUsuń
  9. Współczuję Ci, że masz takie doświadczenia. To takie przykre i smutne.
    Tak jak przykre i smutne jest to, co myśli nasze społeczeństwo i jakie jest obojętne na krzywdy innych. Mentalność wielu ludzi mnie przeraża i to jak chcą decydować o innych i za nich podejmować decyzje, czy chcą, czy nie być z innym człowiekiem.
    Przykro mi, ale muszę tu także napisać, że najgorsze są starsze, niewyksztalcone kobiety, które żyją w małych miejscowościach, na wsiach i mają poglądy przypominające średniowieczne historie. To one niepotrzebnie wpływają na swoje dzieci, które ich zdaniem muszą tkwić w złych związkach, bo niby przed Bogiem przyrzekali, ale bóg nie wspominał nic o bicie i poniżaniu i na to nie zezwala, więc niech głupot nie gadają.
    Ach dużo by gadać...
    Jak skończyła się historia Twojej mamy? Odeszła?

    OdpowiedzUsuń
  10. Takie osoby powinno się gdzieś zamykać. Przemoc pod płaszczykiem religii dodatkowo - jeśli to kościół katolicki nakazuje kobiecie trwać w takim piekle, bo obiecywała, to ja mam w nosie taką religię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kościół katolicki jasno wskazuje na konieczność separacji w takich sytuacjach. Podejście matki to jakaś paranoja, nie mająca nic wspólnego z katolicyzmem. Co do całej sytuacji - doskonale rozumiem i bardzo współczuję. Sama wywodzę się z takiej rodziny. Niestety u mnie pili oboje rodzice. Nie chce mi się nawet o tym pisać. Poza tym to nie jest model tradycyjnej rodziny tylko patologiczne. Nazywamy rzeczy po imieniu nie robiąc z tego standardu pomimo zatrważającej powszechności zjawiska :-(

      Usuń
  11. Takie osoby powinno się gdzieś zamykać. Przemoc pod płaszczykiem religii dodatkowo - jeśli to kościół katolicki nakazuje kobiecie trwać w takim piekle, bo obiecywała, to ja mam w nosie taką religię.

    OdpowiedzUsuń
  12. Współczuję... i uwierz rozumiem, to zostaje na długo albo nawet do końca... Ojciec przepił całe swoje, mojej mamy i moje życie a przy tym było wszystko co możliwe, wyzwiska, kłótnie i bicie... Boli już samo wspomnienie o tym... :-(

    Iwona Kulas

    OdpowiedzUsuń
  13. Moim zdaniem ludzkość musi porzucić takie tradycje, i po prostu zbudować coś nowego, bo inaczej mentalność się nie zmieni szybko. Przede wszystkim, starsze pokolenia, muszą w naturalny oczywiście sposób zniknąć. Oczernianie ofiary, bo chce odejść od oprawcy, powinno się traktować jak współudział w przemocy. Już nie będę pisał o rzeczach takich jak wiara, czy religia, bo to powinno być prywatną sprawą.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jakbym czytała opis swojego dziciństwa. Tylko już nie boli.....

    OdpowiedzUsuń
  15. Rozumiem Mamę autorki tekstu, ponieważ jestem w podobnej sytuacji. Po prostu to jest tak, że wbrew pozorom łatwe rozwiązania wcale nie są łatwe dla osoby, która ma je podjąć i wcale nie jest tak, że koszmar się skończy, że rozwód rozwiąże problemy, bo zacznie kolejne. Wychowałam się również w pozornie normalnej katolicko-alkoholowo-polskiej rodzinie, po ślubie przyszli do mnie rodzice i powiedzieli, że mam się wyprowadzać z domu i nie mam po co tu wracać, że mam co chciałam (czyli małżeństwo) i ich moje kłopoty od prawie 10 lat nie interesują, bo jak już mam swoja rodzinę to jestem odrębnością i mają mnie w d... Nie wiem, czy tak na kazaniach w kościele się mówi, czy co, bo ja nie słyszałam, a też chodzę... Czy kiedyc tak w szkołach polsko-komunistycznych uczyli...?

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.