DNI WOLNE OD SZKOŁY TO DRAMAT RODZICÓW DZIECI NAJMŁODSZYCH KLAS

środa, 12 kwietnia 2017

                    Między 13-18 kwietnia 2017r, dzieci w wielu szkolnym mają przerwę wiosenną. TO PEŁNE SZEŚĆ DNI, kiedy dziecko zostaje w domu, a szkoła nie zapewnia mu opieki. Wiadomo, że sobota jest dniem wolnym od nauki. Niedziela również. Tu akurat niedziela jest dniem świątecznym. Wolny jest również poniedziałek. Poniedziałek jest drugim dniem Wielkanocy, wszyscy tego dnia mają wolne. Wszyscy poza jednostkami ratowniczymi, dyżurującymi aptekami, stacjami paliw. jednak czwartek  13 kwietnia, piątek 14 kwietnia oraz wtorek 18 kwietnia są tylko dniami wolnymi od szkoły. To podstawa prawna §3 ust.1 pkt 3 rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej i Sportu z dnia 2 kwietnia 2002r w sprawie organizacji roku szkolnego Dz. U Nr 46 poz, 432 z późn. zmianami. Wszystko zgodnie z prawem, tylko rodzic dziecka  z młodszej klasy MUSI WZIĄĆ W TYM CZASIE URLOP.

                  Nikogo nie obchodzi to, że dziecko do w klasach 1-3 wymaga opieki. Że dziecko do 8 lat nie powinno poruszać się samo po ulicy. Z kolei, że tak małego dziecka nie sposób zostawić samemu w domu. Nie każdy ma komfort babci i dziadka w pobliżu, a nawet jak ma, to babcia z dziadkiem mają jeszcze lata pracy przed pójściem na emeryturę.  Tu nadchodzi moment, że jedno z  rodziców zmuszone jest do wzięcia urlopu, do opieki nad dzieckiem. Przypomnę: każdemu rodzicowi przysługuje w ciągu roku,  dwa dni opieki nad dzieckiem. Jest to o tyle do dupy, że szkoła podstawowa ma możliwość wzięcia aż sześciu dni wolnych, poza standardowymi wolnymi. W przypadku dodatkowych dni wolnych, placówka powinna zapewnić dzieciom opiekę na świetlicy.  jednak 13, 14 i 18 kwietnia nie są dodatkowymi dniami wolnymi. One są wolne ustawowo. Oczywiście twój pracodawca ma to gdzieś, to nie jego problem. Ty możesz poprosić o urlop lub z duszą na ramieniu wziąć dziecko do pracy...
                                                      


                 Dlaczego mnie to tak męczy? Otóż mam ten komfort, że pracuję w domu. Jestem elastyczna na dni wolne. W razie czego mam dla dzieci opiekę. Jednak był czas, że pracowałam na etacie. MUSIAŁAM być w pracy, zwłaszcza w gorącym przed świątecznym okresie. Oboje z mężem wyjeżdżaliśmy wcześnie, by dotrzeć do pracy w Warszawie. Mieszkaliśmy w małej miejscowości. Do szkoły było z kilometr, trzeba było przejść przez tory. Z duszą na ramieniu wyjeżdżaliśmy z domu, bo syn sam szedł do szkoły. Miał 8 lat. Wcześniej ze względów bezpieczeństwa wysłałam go po prostu na rok do babci i tak rozpoczął naukę. O rocznym pobycie u babci można poczytać TU.  Decyzje ministerstwa są bardzo niekorzystne dla rodziców. Niejednokrotnie przez nie musimy podejmować dramatyczne decyzję. Żyć codziennie ze świadomością, że albo dziecko jest zaopiekowane z dala od domu, albo idzie samo poboczem ruchliwej ulicy do szkoły. Ustawa jest, a my rodzice mamy sobie radzić.

Powiązane artykuły


42 komentarze

  1. Bożenko, szkoła powinna zapewnić opiekę, należy zgłaszać takie potrzeby dyrekcji lub radzie rodziców, są wówczas planowane dyżury nauczycieli, sama takie miałam między Bożym Narodzeniem, a Sylwestrem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Między Bożym Narodzeniem, a Sylwestrem też u nas była świetlica i lista kto chętny. Zwłaczcza go głośnej akcji o dwóch tyg wolnego jakieś dwa lata temu.To są te dodatkowe dni, teraz wolne jest ustawowo i szkoła nie ma obowiązku zapewnić opieki w tym czasie. Przedszkole pracuje do piątku włącznie (tzn. na wsi do godz 12, bez cateringu) i we wtorek normalnie od 7.00.

      Usuń
  2. A teraz wyobraź sobie że tu gdzie mieszkam dzieci(w tym mój syn) mają 1-2 tygodnie wolnego co 6-8 tygodni. Teraz mają wolne dwa tygodnie, już na koniec maja kolejne ferie i tak przez cały rok szkolny. Ja teraz nie pracuje, bo mam też małą córkę ale boję się powrotu do pracy, między innymi z tego względu. Dodam jeszcze że dni wolne płatne na dziecko nie przysługują...

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozumiem sytuacje rodziców pracujących, ale jest jeszcze coś takiego jak -opiekunka, którą można zatrudnić na kilka godzin lub właśnie na te dni. W UK można dziecko zostawić w czasie ferii na świetlicy ale jest płatna i to tyle, że opiekunka weźmie mniej. I jestem teraz jak najbardziej za podobną opcją w POLSCE. Bo każdy wie dziecko = wydatki. Z doświadczenia nauczycielki wiem, że rodzice zapisują dzieci do świetlicy na dni wolne. Po czym jak dowiadują się ,że ich dziecko będzie w świetlicy samo nagle okazuje się ,że jednak można zapewnić mu opiekę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie każdego stać na opiekunkę. Ludzie liczą pieniądze na chleb i rachunki, dodatkowe wydatki nie są brane w ogóle pod uwagę.

      Usuń
  4. A postaw się teraz w sytuacji gdy nauczyciel nie ma wolnego w ciągu roku szkolnego A jego dziecko ma pasowanie, dzień babci i dziadka - dziadkowie nie żyją, robienie bombek, dzień matki itp. I do każdego dziecka przychodzi rodzic A dla tego jednego nikt bo wychowuje je samotna matka pracująca w szkole.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaw się na miejscu pracującej, samotnej matki bez dalszej rodziny, która nie bywa na dniu mamy, nie uczestniczy w dekoracji bombek i nie ma jak wziąć wolnego, bo musi zarobić na chleb. Nie ma też urlopu bo jest na gównianej umowie.

      Usuń
    2. Jestem nauczycielką. To, że szkoła nie zapewnia w tym czasie opieki nad dziećmi jest, jak już zauważono, wynikiem decyzji ministerialnych. Ani rodzice, ani nauczyciele nie mają na to wpływu. Jak wcześniej wspomniano, rodzice-nauczyciele też mają związane ręce w kwestii możliwości opieki nad swoimi dziećmi, bo muszą być w pracy. Nie w dniach przedświątecznych, ale innych. Nam nie wolno wziąć urlopu na żądanie. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Niestety, taki mamy system edukacji i przepychanki, kto ma gorzej, niczego nie zmienią.

      Usuń
    3. Jedyne, co jest nie tak, to podejście pracodawców, nigdzie na nauczycieli nie naskakuję. Żaden komentarz tez nie. Młodzi rodzice mają problem w tych dniach, bo muszą być w pracy, a jak dostać wolne pracując np. w sklepie spożywczym? Przecie,z ta nauczycielka w czwartek i piątek musi zrobić zakupy, a mama załóżmy Jasia musi być w tym czasie w pracy, by sprzedać jej jedzenie.

      Usuń
  5. jestem matka przedszkolaka. nie rozumiem o co ten krzyk...jak ja bylam w wieku szkolnym bylo dokladnie tak samo. te same dni byly wolne od szkoly i nasi rodzice tez musieli zapewnic nam opieke...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak sam piszesz, jesteś mama przedszkolaka. Porozmawiamy za dwa-trzy lata, jak twój 5-6 latek z zerówki nagle zostanie w domu. Wtedy zrozumiesz o co ten krzyk.

      Usuń
    2. Każdy z nas chodził o szkoły gdzie tez było dużo wolnego. raz jedna matka przypilnowała, raz druga. Ludzie sobie pomagali! U sąsiadów była wnuczka to się razem bawiłyśmy ja mama (samotnie wychowująca dziecko z cukrzycą i pracująca na cały etat) była w pracy. potem wzięła dzień urlopu to u mnie były dwie koleżanki co ich rodzice nie mieli wolnego. i tak przez pierwsze klasy podstawówki ! jak się chce to można.

      Usuń
  6. Takie problemy ma większość pracujących rodziców,ale tak to jest poukładane a ci co to układali pewnie nawet nie brali pod uwagę że komuś sprawiają kłopot... Z drugiej strony dzieciom należy się odpoczynek...Pozdrawiam serdecznie. Stasiek z www.stanislawgorny.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  7. Masz rację, szkoła powinna zapewnić czas wolny, jako dziecko bardzo cieszyłem się z każdego dnia wolnego od szkoły. Ale teraz to współczuje rodzicom najmłodszych co w tych dniach przeżywają.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ninestety takie jest życie i nic nie poradzimy. Możemy jedynie ponarzekać.
    A co do dwóch dni opieki nad dzieckiem to nie do końca każdy rodzic może wziąć, bo prwda jest taka, że może wziąć jedno z rodziców. Zwykle drugie musi napisać oświadczenie że nie będzie z tego korzystać bo robi to współmałżonek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, dwa dni opieki nas dzieckiem przysługuje tylko jednemu z rodziców, po tym, jak drugi napisze świadczenie, ze z tych nie nie będzie korzystał.

      Usuń
  9. ja jestem mama 5 mc ale znam mamy takich, co własnie mają te 8 lat i dla nich to jest kłopot, bo musza brac wolne, a wiadomo, ze z takim wolnym w takim okresie ciezko ... masakra!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, mama małe dziecko, a nie patrzysz na czubek własnego nosa, bo ciebie temat nie dotyczy. Oczyma wyobraźni zapewne widzisz siebie za 6-7 lat w tej sytuacji. Rozumiesz ją.

      Usuń
  10. Zastanawiam się nad jednym, jak to się dzieje, że z tym wolnym w okresach świątecznych taki problem, ale gdy ja jako nauczycielka musze iść do pracy na dyżur to się okazuje, że moja córka jest zgłoszona że przyjdzie do przedszkola jako jedyna w grupie!!! Przedszkole pracuje, można dziecko posłać, a nikt tego nie robi. Ale pewnie za dwa lata ci sami ludzie będą psioczyc na szkołę i nauczycieli bo nie mogą dziecka posłać i za dużo wolnego.... Napomkne jeszcze tylko, że nauczyciele nie mają żadnych dni urlopu wtedy kiedy chcą, mają coś do załatwienia lub dajmy na to, pogrzeb w rodzinie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już nie pisz, bo jakoś ja spotkałam się z sytuacją, że nauczyciel nie przyszedł do szkoły / przedszkola bo : choroba, pogrzeb i inne takie. Po prostu jego grupa/klasa miała zastępstwo. I nie zdarzało się to wcale rzadko.

      Usuń
  11. To wszystko jest niestety źle zorganizowane i nieprzemyślane :/

    OdpowiedzUsuń
  12. ..zgadzam się w kwestii przedszkola - moje dziecko mimo tego, że mogłoby zostać w domu, bo babcię mam w domu to idzie do placówki (przy założeniu, że jest zdrowe). Nie rozumiem, czemu rodzice nie posyłają swoich maluchów? To znaczy, że mogą zapewnić opiekę dla 3-6 latków, więc tym bardziej 8 latkowi.. (pewnie są różne sytuacje, ale fakt jest niezaprzeczalny, że placówka świeci pustkami w dniach przed czy międzyświątecznymi). Natomiast uważam, że w szkole jest za dużo wolnego, ale to nie wina nauczycieli tylko chorego systemu. Konsekwencją jest to, że najnormalniej nauczyciele nie wyrabiają się z materiałem i kolosalnie dużo zadają do domu. Odnośnie urlopu to każdy widzi tylko swój punkt widzenia, ale powiem szczerze, że jest gro zawodów i firm, w których ludzie też nie mogą sobie brać urlopu kiedy chcą (np. ja chciałam dzisiaj i.. siedzę w pracy :O!). A może mnie ktoś oświeci jak nauczyciel organizuje sobie godziny czy dzień, w którym ma "coś do załatwienia lub dajmy na to, pogrzeb w rodzinie!"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdzie nie napisałam o winie nauczycieli, a ci wypowiadaj ą się, jakbym pisała bezpośrednio do nich i o nich. Zwłaszcza ba fb, pod wpisem.

      Usuń
    2. "moje dziecko mimo tego, że mogłoby zostać w domu, bo babcię mam w domu to idzie do placówki" ... i siedzi z nieliczną garstką półsierot, dla których rodziców kariery, zakupy czy kosmetyczki sa ważniejsze niż wspólnie spędzony z dzieckiem czas. Żal mi pani dziecka, bo maluchy w tym wieku powinny jak najwiecej byc w domu w rodzinie, uczyc sie porpstu zycia i w nim uczestniczyć. Oczywiście przedszkola też uczą i bawią,ale w rozsądnych ilościach. My dorośli ledwo wytrzymujemy w pracy te 8 godzin, ale bez wyrzutów sumienia posyłamy swoje malutkie dzieci do placówek na wiele więcej i to najlepiej bez przerw. Ogarnijcie się rodzice i zacznijcie wychowywać swoje dzieci, bo obudzicie się z ręką w nocniku jak bedzie miało 16 lat i będziecie narzekac, że nie macie z nim kontaktu...

      Usuń
  13. Jestem mamą dwójki dzieci (synek 6 lat, córka 4). Mój synek od września idzie do szkoły i będę miała ten sam problem. I szczerze mówiąc nie wiem co zrobię. Zanim urodziły się dzieci dziadkowie deklarowali pomoc, a teraz się okazuje, że babcie nie chcą i nie potrafią zająć się wnukami.
    Nie mam żadnej pomocy ze strony dziadków - teściowa puszcza wnuki w samopas (dwulatki i czterolatki) ostatnio skończyło się dwugodzinnymi poszukiwaniami jednego z nich - nie widzi w tym problemu, bo ona swoich dzieci nie pilnowała - na nią nie mam co liczyć. Moi rodzice mimo, że na emeryturze, mieszkają daleko a poza tym po prostu nie chcą się angażować w opiekę nad wnukami i jeżeli uda mi się ich namówić na tydzień opieki nad wnukami to będzie cud. Na opiekunkę nas nie stać - mam pracować na pensję opiekunki? Chyba pozostaje mi zrezygnować z pracy i być na utrzymaniu męża - tylko wtedy będę musiała kombinować jak dotrwać do pierwszego....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest ten problem, który poruszam. Szkoda, że znaczna część komentujących widzi tylko czubek własnego nosa. "Bo mi zagranica jest lepiej, choć od poniedziałku wolne", "bo można opiekunce zapłacić", bo coś". No sorry, mieszkam w Polsce, nasze realia są inne. Zwłaszcza zarobkowe.

      Usuń
    2. I tu jest własnie większy problem! W wspołeczeństwie: jego niechęci i nieumiejętnosci zajmowania sie własnymi dziecmi i wnukami niz w tych paru dniach wolnego w szkołach....

      Usuń
  14. Jestem nauczycielem, ale nie mieszkam w Polsce i wolne mamy już od poniedziałku. w tym czasie od 7.30 do 17.00 pracuje świetlica. Wystarczy zapisac i zapłacić��

    OdpowiedzUsuń
  15. U nas świetlica organizuje za opiekę. Ponad 80 % zapisanych dzieci to dzieci niepracujących matek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *poprawka: organizuje opiekę

      Usuń
  16. Oczywiście rodzice by chcieli, by nauczyciel za najniższą krajową pracował nawet w wakacje by on nie musiał wziąć wolnego by spedzic czas z własnym dzieckiem. Masara ! Z własnym dzieciem ! Dni wolne sa podawane na poczatku kazedgo roku szkolnego, można z bardzo dużym wyprzedzeniem zorganozowac uropy w pracy by nie zaskoczyc szefa z dnia na dzień. Wszystko da sie zoragnizwać a w ostateczności zapłacić opiekunce czy sasiadce za te kilka godzin.Sama pracuję i mając dzieci w wieku wczesnoszkolnym ograniczyłam etat do niepełnego. Z głodu nikt nie umarł, było skromniej ale moje maluchy cieszyły sie wolym i nie siedziały po swietlicach całymi dniami. Wszyscy chca miec dzieci ale jak przyjdzie do zajmowania sie nimi to najlepiej szkoły i świetlice. Nie wspomne o tym, że najczęscie wy rodzice oddajecie dzieci do placówek by włascie w takie dni iśc na zakupy, do fryzjera itp.Cała Polska taka zapracowana a przed świetami rano pod hipermarketem zaparkowac nie można...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiem ci dokładnie tak samo złośliwie, jak komentujesz. Nie można zaparkować bo wszyscy nauczyciele robią zakupy. Tylko w tych supermarketach często pracują rodzice dzieci wczesnoszkolnych. Pomyślałaś o tym?

      Usuń
    2. Obydwoje? matka, ojciec i dziadkowie na dokładkę... (oczywiście nie mówimy tu o samotnie wychowującym rodzicu- bo to dla niego właśnie powinny być te dyżury w szkołach) Nie mydl mi tu oczu bo znam juz rzeczywistość i tych "zapracowanych" rodziców. Powtarzam, ja tez miałam zawsze z tymi dniami problemy, ale ZAWSZE rozwiązanie się znalazło z korzyści dla DZIECI. W ferie urlop wziął pracujący dziadek, przed swietami pracujący mąż, w wakacje był u bezrobotnej kuzynki i pracująca teściowa wzięła trochę urlopu. A... i wyobraź sobie ze jeszcze nam zostało z meżem uropów by pojechac wspólnie całą rodzina na wakacje.Jeżeli tobie nie przeszkadza, że dziecko wychowują ci szkoły i świetlice to OK, ja wole, by dziecko w czasie wolnym od szkoły(który mu się należy jak psu buda)pobyło trochę z rodziną i uczyło się takiego spedzania czasu poprostu w domu, bo takie doświadczenia dla jego rozwoju są jak najbardziej korzystne.

      Usuń
    3. Pomyśl ilu jest samotnych rodziców? Ilu z nich nie ma wsparcia w rodzinie? A teraz pomyśl ilu rodziców mieszka z dala od rodziny. W dużych miastach sąsiedzi nie znają się nawzajem. Nie wszystko zawsze jest czarne i białe.

      Usuń
    4. Właśnie napisałam, że dzieci samotnych rodziców i różne losowe przypadki, powinny byc zaopiekowane w szkole i SĄ , BO ŚWIETLICE DZIAŁAJĄ !!! Problem tylko w tym, że w rzeczywistości wiekszość dzieci na takich świetlicah to tak jak napisałam: dzieci niepracującej patologi, dzieci rodziców siedzących na internecie, dzieci matek u fryzjerów i na zakupach, dzieci matek sprzątających, dzieci rodziców egoiostycznie wypoczywających w ciszy i samotności, dzieci matek które biorą w tym czasie wolne ale nie potrafią ze swoimi dzicmi wytrzymać w domu. Zgadzam sie że takie dni to dramat, ale dramat tych co z własnymi z dziećmi sobie nie radzą( z jednej strony ani oni, ani dziadkowie z nim nie wytrzymują, z drugiej czują się troche winni bo nie ma lekcji w tym czasie a ich dziecko oddane na swetlicę- i tu jest dramat, wewnętrzny dramat nieudolnego rodzica). Ci samotni lub rzeczywiście bez babci obok wiedzą , ze nie mają innego wyjścia i larma w internetach nie robią....

      Usuń
  17. Wymyslanie problemu na sile. Szkola ma obowiazek zorganizowania w takich dniach zajec opiekunczych. Wielokrotnie z tego korzystalam, poniewaz pracuje i ja i maz (maz w dodatku za granica) i takze mam troje dzieci. To po pierwsze, a po drugie dzieci trzeba uczyc samodzielnosci i odpowiedzilanosci, zeby bedac w starszych klasach umialy zostac same w domu. Nami, pokoleniem lat 70 nikt sie tak nie przejmowal - dostawalismy klucz na szyje, kanapki na stol i juz.

    OdpowiedzUsuń
  18. Jestem mamą dziewięciolatka i nauczycielką. Szkoła ZAPEWNIA opiekę w takie dni - opiekę swietlicową. Wlasnie przed chwilą wróciłam z takiego dyżuru w mojej szkole. Może być tak, że jeżeli niewielu rodziców zadeklaruje potrzebę zorganizowania opieki dla ich dzieci, szkoła wskaże inną - aby zmniejszyć koszty i nie otwierać dwóch budynków dla 6 dzieci. Jeśli tak nie jest, w co trudno mi uwierzyć , trzeba spytać dyrekcję wprost, dlaczego.

    OdpowiedzUsuń
  19. Jaki dramat rodzica? Każda szkoła zapewnia opiekę świetlicy. 7.30 - 17.00. Można przyprowadzić dziecko, są dyżury.

    OdpowiedzUsuń
  20. I jeszcze jedno - zanim ktoś będzie oceniać moją grupę zawodową, proponuję popracować jako nauczyciel jeden rok... na próbę. I wtedy zaskoczony sam przekona sie na własnej skórze, że NIE mamy 4 miesięcy wolnego - w takie dni NIE mamy laby; jak pisałam wcześniej, ja pracuję ( a jestem zatrudniona w szkole państwowej, uczę dzieci klas młodszych). NIE zarabiamy 5 tysięcy na rękę. Ja na ponad etat zarabiam niecałe dwa, i to z trzema specjalizacjami. NIE pracujemy również 18 godzin w tygodniu- to po prostu bzdura. Podliczyłam kiedyś z ciekawości - nie chcesz wiedzieć.


    Kiedy czytam takie bzdury, to kojarzy mi się to tylko z legendarnym opowieściami o jednorożcach- wszyscy mówią, nikt nie widział.

    AHA - A ZAKUPY ŚWIĄTECZNE ROBIŁAM WCZORAJ O 22.00. Może te parkingi rano zastawiają jednak jednorożce...?

    OdpowiedzUsuń
  21. Niestety u nas w szkole to samo warunek dyrekcji MUSI BYC MIN.10 DZIECI...dla mnie paranoja wg.mnie szkola powinna byc dla dzieci a nie odwrotnie... ale to system -walenie glowa w mur rodzic chocby chcial nic nie zmieni...:-(:-(:-(

    OdpowiedzUsuń
  22. Pracuję w małej szkole, dyżury między świętami są zawsze nawet dla jednego dziecka. Nie rozumiem po co tyle hałasu o pracę nauczycieli!!! Wybrałam ten zawód świadomie, po kilkunastu latach znam jego specyfikę. Po co te przepychanki, żale. Szkoda czasu i życia!!! Wesołych Świąt Wielkanocnych

    OdpowiedzUsuń
  23. ...A u mnie w szkole zawsze sa dyżury... I teraz przed świętami i po również. Tylko ostatnio my nauczyciele siedzieliśmy, a nikt nie przyszedł...a nasze prywatne dzieci czekały w domu... Wszystko jest sztuką dogadania, czego niestety często brakuje. System nie działa idealnie i tyle... I my się denerwujemy i rodzice..

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.