MOLESTOWANIE SEKSUALNE W SZKOLE.

środa, 22 marca 2017

               Kiedy chodziłam do szkoły, standardem było to, że chłopcy ciągali dziewczynki za warkocze. Gdy się poskarżyłam, od dorosłych słyszałam "pewnie mu się podobasz", " to końskie zaloty".  Wtedy zrozumiałam, że pięść lun kolano skierowane w kierunku męskiego krocza mogą mi bardzo pomóc. W oczach nauczycieli byłam niegrzeczna dziewczynką, biłam się z chłopakami. Chyba w czwartej klasie pierwszy raz publicznie padło hasło: "o, cycki ci rosną". Mniej więcej w wieku 12-13 lat zaczęłam nosić stanik. Wtedy już notorycznie musiałam znosić "strzelanie ze stanika". Chłopaki z uporem maniaka, stawiali za cel tak złapać za tył stanika z zapięciem, by go rozpiąć. To nic takiego, ot młodzieńcze wygłupy. Młoda dziewczyna musi zmagać się z samoakceptacja zmieniającego się ciała oraz z chamskim poczuciem humoru i buzującymi hormonami kolegów. To niełatwy okres rozwoju. Nie dość, że gospodarka hormonalna młodej dziewczyny jest jak bomba z opóźnionym zapłonem. To jeszcze koledzy nie ułatwiają jej życia.

             Kompleksy i wady postawy nie biorą się znikąd. Kiedy intymne sprawy, takie jak rosnące piersi, wyciągane są na publiczne forum, dziewczyna stara się garbiąc ukryć swój atrybut kobiecości. W okresie dojrzewania piersi są przekleństwem. Chłopcy z wyczuciem imadła zawsze wiedzieli, jak wbić największa szpilę. Bardziej rozwiniętej dziewczynce zatruwali życie próbami odpinania stanika, natomiast ten mniej, codziennym przypominaniem tego, że jest "deską". W sumie nie pamiętam, żebym do którejś grupy trafiła. Chyba byłam gdzieś po środku. Nie wiedziałam, że strzelanie ze stanika jest niewłaściwe. Dorośli nie reagowali na te "wygłupy". Temat ominęłam tym, że wyszukałam stanik zapinany z przodu i po dokładnym okazaniu na tle klasy, że z tyłu nie mam zapięcia, miałam spokój. Pamiętam dziewczynę, która została złapana gdzieś na korytarzu w celu sprawdzenia, jak jej piersi urosły w wakacje. Była to chyba siódma klasa. Do końca ósmej wołali na nią "wymacana". Przezabawne. Nauczyciele traktowali to, jako młodzieńcze wybryki. Przecież  z tego się wyrasta.

             Nie moi drodzy, nie wyrasta. Brak reakcji to ciche przyzwolenie, które niejednokrotne może prowadzić do posunięcia się znacznie dalej, niż rozpięcie stanika. Takie zachowanie to molestowanie seksualne. Obmacanie kogoś jest naruszeniem jego prywatności i godności. Nosi znamiona czynu zabronionego z podtekstem seksualnym. Brak reakcji ze strony opiekuna jest przyzwoleniem do działania i współudziałem w nim.

Molestowanie może mieć różny charakter:

- słowny – dręczenie psychiczne, dwuznaczne propozycje, pseudo-żarty, „końskie zaloty”, naśmiewanie się, opowiadanie anegdot o życiu seksualnym.
- fizyczny – dotykanie różnych części ciała, niechciane pocałunki, przytulenia, wykonywanie ruchów seksualnych, gwałt.
- może być związane ze zmuszaniem do oglądania pornografii albo łączyć się z szantażem „dam ci coś, jeżeli ty...”.
Molestowanie może być działaniem jednorazowym, jak także długo ciągnącym się dręczącym procesem.

Każde zachowanie drugiej osoby, które sprawia, że czujemy się niekomfortowo i narusza prywatność jest molestowaniem. Nachalności  nie można tłumaczyć młodzieńczymi wygłupami czy flirtem. Nie może też być mowy o tym, że ofiara prowokowała agresora do działań. Każde zachowanie naruszające strefę prywatną należy bezzwłocznie zgłaszać nauczycielom, rodzicom, opiekunom. Próba zbywa tego problemu śmiechem, czy ignorancją nie wyznaczy granicy. Jeśli NIE nie wystarcza, należy sprawę nagłośnić. Warto też rozmawiać z dziećmi o poczuciu bezpieczeństwa, własnym komforcie i to tym, że z każdą sprawdza mogą do nas przyjść. Czasy "końskich zalotów" minęły. Dlaczego nagle poruszam ten temat? Mam dwie córki, jedna jest już w szkole. Nie wyobrażam sobie, żeby musiała znosić chamskie zachowanie kolegów, tłumaczone wygłupami lub zalotami.

                                                      

Rozmawiacie z dziećmi o ich cielesności i poczuciu bezpieczeństwa?
Znają granice zabawy i  przekroczenia?

12 komentarze

  1. Bardzo wazny tekst! Potrzeba o takich rzeczach mówic jasno i otwarcie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda matka powinna z dziećmi rozmawiać o granicach, niezależnie od tego czy ma syna, czy córkę.

      Usuń
  2. Rozmawiam i tlumacze ale po kilku latach podstawowki zaczelam tez uczyc jak sie BRONIC

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkolenie samoobrony zaczęłam przechodzić już w przedszkolu. Szkoła pogłębiła tylko te szlify. Jak by nie patrzył, była ta niegrzeczną. Bo tłukłam się z chłopakami.

      Usuń
  3. Bardzo przydatny post, ważne żeby uświadamiać dzieci i mieć z nimi dość bliski kontakt. Umiejętność samoobrony też świetna sprawa. Moje potrafiły walnąć dużo wyższych kolegów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziewczynki mają na starcie trudniej. Już na początku drogi są uprzedmiotowione. Smutny obraz. Jednak trzeba z nimi rozmawiać i dawać im poczucie wartości.

      Usuń
  4. Twój post mną wstrząsnął. Doszłam do wniosku, że miałam naprawdę spokojne życie w szkole, ale uwrażliwia mnie też na innych. Bardzo za niego dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo proszę, warto rozmawiać z dziećmi o granicach by te schematy nie były powielane.

      Usuń
  5. Tak naprawdę kobiety bardzo często doświadczają takiego molestowania... Mężczyznom od lat wpaja się, że to nic złego. I tak pozornie niewinne męskie odzywki, czy zachowania wg. mnie często zaliczają się do tej kategorii. Pamiętam, że jako nastolatka bardzo często czułam się niekomfortowo w towarzystwie chłopców z klasy. Dopiero teraz widzę, że ktoś powienien im wytłumaczyć, w jaki sposób traktuje się koleżanki z jednej klasy. A później... procentuje to na przyszłość w mężczyzn takich, jakich znamy...

    Zapraszam do mnie - co prawda mamą nie jestem, ale piszę z serca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czego Jaś się nie nauczy, tego Jan... i na odwrót, to do czego Jaś przywyknie, dla Jana równie,z będzie normalne.

      Usuń
  6. I dlatego każda dziewczynka powinna umieć się bronić. Wiedzieć gdzie uderzyć, przynajmniej tyle. A rodzice...powinni przestać udawać że problem nie istnieje i więcej z dziećmi rozmawiać, bo problemy biorą się tu głownie z braku komunikacji na tejże linii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoła równie,z powinna wspierać rodziców i dziewczynki. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że moja córka przychodzi do domu i opowiada o takich zaczepkach...

      Usuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.