PRZEZ MÓJ ZAWÓD PRACUJĘ W ŚWIĘTA

piątek, 11 listopada 2016


               Każda praca może być pięknym doświadczeniem, pod warunkiem, że nie chodzimy do niej z przymusu. Ostatnio usłyszałam: "Jeśli kochasz to, co robisz, ani jednego dnia nie jesteś w pracy". Obecnie na tym właśnie etapie jestem. jednak nie zawsze tak było. Byłam pracownikiem sklepów, hoteli, restauracji. Nawet, gdy w tygodniu zasuwałam w biurze, w weekendy zwyczajnie ganiałam z tacą. Pracowałam w dzikich godzinach, w sumie nadal to robię, ale we własnym domu.


              Pamiętam czasy, kiedy nie było handlu w niedzielę, a alkohol w lokalach podawany było po dwunastej. Chleb trzeba było kupić w sobotę rano, a wódkę na mecie. Jednak piekarz przychodził w niedzielę na noc do pracy, a na mecie wódkę kręcili cały czas. Po latach nastał luksus. Powstały centra handlowe. Sklepy zostały otwarte w niedzielę. Z dnia na dzień na rynku pracy utworzyły się nowe miejsca.. Dziś to wszystko ma zniknąć. Niedziela dla domu, dla rodziny. A gdybym tak poszła krok dalej? Założyłam, że w niedzielę i święta zamknięte zostają stacje paliw, apteki, szpitale, telewizja. Radio przestaje nadawać. Przecież niedziela dniem świętym. Jak bardzo wprowadza to chaos? Nie nakazuje nikomu pracy tam, gdzie mu źle. Jednak w każdym zawodzie pracuje się zgodnie z grafikiem. Który to, jest w zdecydowanej większości przypadków, zgodny z aktualnie panującym kodeksem. Pod jednym z moich postów wywiązała się dyskusja o zakazie handlu w niedzielę. Pani pracująca w sklepie, wyraziła swoją frustrację z powodu klientów, którzy ośmielają się w niedzielę iść na zakupy. Ona była by szczęśliwa z wolnych niedziel w handlu. Jednak to niesie za sobą redukcje etatów. Skoro 52 dni w roku nie ma potrzeby zatrudniania pracowników, to jest ich obecnie za dużo.

          W zeszłym tygodniu rozmawiałam z kobietami, które pracują w niedziele i święta. Zadałam im kilka kluczowych pytań: "Jak radzą sobie ze swoim zawodem, który odbiera im wolne w czasie rodzinnych uroczystości? Jak rodzina reaguje na to, że mama nie spędza z nim dni z czerwoną kartką, świąt, niedziel?" Czy mama chce zmienić pracę, czy wybrała świadomie swój zawód? Kobiety pragnęły pozostać anonimowe, szanuję ich decyzje. Kilka słów 11 kobiet, które pracują w niedzielę i święta. jak to wpływa na ich życie? Czy lubią to, co robią?  Zapraszam

***
Wiesz akurat u mnie nie na przymusu z tymi wyjazdami. Ponieważ moja praca ma taki zakres obowiązków, na który godziłam się 10 lat temu. Przyjmując się do pracy, wiedziałam że będę musiała uczestniczyć w kilkudniowych szkoleniach i sama jeździć szkolić innych. Mam z tego satysfakcję. Mąż świetnie sobie daje radę. Zresztą  będąc jeszcze jego dziewczyną zmieniłam prace na tą i wtedy wyjechałam na miesiąc na szkolenie. By się rozwijać muszę się szkolić i uczyć. Tak się złożyło, że w zakres moich obowiązków wpisano szkolenie innych. Domownicy są przyzwyczajeni, że wyjeżdżam, co jakiś czas. Czasem na cały dzień, czasem na parę dni.Wykorzystują ten czas by zacieśnić więzi. Nie sądzę by kobiety miały przymus pracy. Jesteśmy wolnymi ludźmi i mamy wolną wolę i wybór. Oczywiście obecne czasy są takie, że z jednej pensji ciężko utrzymać rodzinę na odpowiednim poziomie, jednak nadal to kobiety decydują, czy chcą pracować czy wolą być w domu i być home manager. Podobnie z pracą. Sami dokonujemy jej wyboru. Owszem można wziąć pierwszą lepszą,
a potem szukać innej jeszcze lepszej.

- mam wrażenie, że ludzie boją się zmian i tkwią w zawodach, które im ni odpowiadają


Bo to namiastka bezpieczeństwa. Boimy się zmian bo wtedy od nowa, w nowym miejscu musimy zacząć. Pracować na jakąś reputację, staż do ewentualnych premii etc. Tylko czy tkwiąc w pracy, która nas nie satysfakcjonuje sprawia, że czujemy się zrealizowani i szczęśliwi? W obecnej pracy pracuję już 10 lat i doszłam do takiego momentu, że chciałabym nowych wyzwań. Rozglądam się za inną praca w zawodzie, ale może innym zakresem obowiązków


anonimowa Mama, archiwistka


***

Mój system pracy to 12 h - dniówka (7-19) nocka (19-7) i dwa dni wolnego. Pracuję na recepcji hotelowej. Jak wypadnie tak chodzę. Oczywiście jest możliwość zamiany. Świadomie wybrałam taki system ponieważ czasami w tygodniu idę tylko 3 razy do pracy i częściej mogę być z dziećmi w domu. Nie muszę szukać też nikogo, kto na co dzień zajmował by się moimi dziećmi, gdybym pracowała codziennie po 8 godzin, np do 16 lub 17. Wiadomo że jak przychodzi weekend, a zdarza mi się tylko jeden cały, ,pracujący w miesiącu to jest trochę przykro że trzeba iść do pracy. Jednak to też kwestia przyzwyczajenia (coś za coś) W tym roku wigilia i pierwszy dzień świąt wypadają mi wolne, ale za to w sylwestra na noc idę do pracy. Dzieci mają  tatę i z nim spędzają ten czas kiedy mnie nie ma.

Mąż już się przyzwyczaił. Chociaż czasami narzeka że mnie nie ma. Dzieci też się przyzwyczaiły. Mogę być na każdych zebraniach w szkole i przedstawieniach czy uroczystościach - bo akurat mam wolne lub idę dopiero na noc. Ostatnio było pasowanie na przedszkolaka i mogłam tam być z synkiem, za to wczoraj cały dzień byłam w pracy.  Poza tym wychodzę z założenia, że nie jestem jedyną osobą pracującą w weekendy lub święta

-czyli masz zdrowe podejście, po prostu robisz swoje, jak grafik wypada

Recepcjonistka

***


Pracuję w sklepie. Nieraz ciężko jest w niedzielę, kiedy cala rodzina w domu, a ja w pracy... Najgorsze, niedziele są na 2 zmianę...

Pracy zmienić nie chcę... Co prawda, mam chwilową przerwę w pracy, ale wrócę do niej i to szybko.
Pracę zaczęłam kilka miesięcy temu w ogólnopolskim markecie... Córkę mam w wieku prawie 3 i pół roku... Lubię swoją pracę, chociaż czasem bywa ciężko... Rodzina owszem wyrozumiała


Pracuje na 2 zmiany...,z czego 1/3 to zmiana popołudniowa

Mama


***


Najgorsza właśnie jest praca w niedzielę, ja pracuję w sklepie Fresh , który jest czynny od godziny 6 rano do 23. Pierwsza zmiana to jeszcze pół biedy ale druga to już tragedia.Na szczęście w święta mamy wolne, bo nasza ajentka ma kilka sklepów i otwiera tylko ten ,który przynosi w taki dzień największe zyski. Zdarzało się jednak  pracować w Wigilię i inne święta. Mąż zły, dzieci jak były mniejsze narzekały, że nie mają mamy bo ciągle jej nie ma. Tak szczerze nie wiem czemu pracuję w sklepie , może dlatego że mam pod domem pracę, ale gdybym mogła to od razu bym zmieniła, właśnie ze względu na pracę w niedziele i święta oraz podłość klientów (niestety)

Wiolka
Lubisz już mnie? Polub
                                                      



***

To był ciężki okres gdy zaczęłam prace po macierzyńskim. Mój mąż wyjeżdżał w delegacje, wracał na weekendy ... ja niestety weekendy pracujące. O ile cieszyłam się, że córka może pobyć z tatą,  to jednak smutno mi było, że nie mogę być razem z nimi. W tygodniu brak czasu, żeby odwiedzać rodzinę, czy  umówić się ze znajomymi. W weekendy znowu ciężki wybór. Co robić w tym jednym dniu? Jak sobotę miałam pracującą, to niedziela wolna i na odwrót. Mąż się irytował, ja też. W końcu szlam na 10 godzin do pracy. Zmieniłam prace. I wszyscy są szczęśliwi. Maz nie ma już delegacji, wiec w tygodniu mamy dla siebie wieczory. Ja weekendy wszystkie mam wolne tak samo, jak on, wiec można powiedzieć ze 2 dni w tygodniu mamy tylko dla córki, siebie rodziny...

Idąc do szkoły hotelarskiej nie myślałam o tym, że będę musiała pracować w nocy, w święta i ze nie będzie mnie całymi dniami, Z chwila gdy urodziła się córka i później musiałam wrócić do pracy, robiło mi się przykro, że ciągle się mijam z mężem. A nasze dziecko ma tak rzadko rodziców w komplecie. To moje dziecko chyba podjęło za mnie decyzję o tym, by zmienić pracę.

Sandra

***

Czy świadomie? praca na lotnisku zawsze mnie ,,kręciła". Jak zobaczyłam ofertę pracy to od razu wysłałam cv. Po 1,5 roku zaszłam i ciąże . Jak wróciłam po macierzyńskim, to wytrzymałam 11 mc. Dzieci czasem nie widziałam przez tydzień. To była praca zmianowa, między 4 a 1 w nocy. Dość miałam na tyle, że po powrocie w pracy, w sobotę o 2 w nocy, usiadłam i napisałam wypowiedzenie. Mój facet też pracuje zmianowo (pogotowie energetyczne) . Z nim nie widziałam się w ogóle. Odkąd nie pracuje żyję nam się biedniej, ale szczęśliwiej. Nie jestem już sfrustrowaną mamuśką.


"sfrustrowana" mamuśka

***

Powiem tak chciałam od małego dziecka sprzedawać. Ciężko jest iść do pracy w niedzielę,  jak dzieci w domu są i płaczą. A mama idzie do pracy i wróci, jak już będą spały. Aż serce się kraja. Mój mąż na 3 zmiany pracuje, to wie co to znaczy w niedzielę pracować. Myślałam nad zmianą pracy wiele razy. Ale jak w niedzielę będą sklepy zamknięte to bardzo się ucieszę i jestem pozytywnie nastawiona. Niedziela dla rodziny:):):) a w święta nigdy nie pracowałam zawsze w domku.

Magdalena

***


Od kilku lat pracuję w niedziele i święta. Na początku handel, później gastronomia, teraz stacja paliw. Rodzina mnie wspiera, cały czas motywuje i pomaga. Akceptują moje wybory. Jest ciężko poświęcać, aż tyle wolnego czasu, rodzinę kosztem pracy. Najbardziej cierpi mój syn. Jest jeszcze mały, ale w obecnym trybie jakoś to sobie odbijamy. Wybrałam pracę świadomie, od początku wiedziałam na co się godzę. Satysfakcjonuje mnie to, spełniam się. Ale jeśli miałabym wybór, jeśli miałabym szansę znaleźć coś równie stabilnego, to bym się nawet nie zastanawiała. Wizja dorastającego syna bez matki obok, mnie przeraża. Więcej mnie nie ma, każde ważne wydarzenie mnie omija, większość spotkań rodzinnych też, pod tym względem wszystko mnie omija. Nie chcę tego. Kiedyś to się na pewno zmieni, ale najpierw muszę dojrzeć do kolejnej zmiany.


Ania

***

Przygodę z fotografią, która w pewnym momencie mojego życia stała się zawodem, rozpoczęłam wiele lat temu. Jednak zarabiać na tym tak konkretnie, nie na zasadzie czasem coś tam wpadnie, zaczęłam ok. 4lat temu. Na początku wynikało to z faktu posiadania bardzo małoletniego członka rodziny, więc o pracy na etat mowy nie było. Z biegiem czasu okazało się że interes się rozwija, dochody przynosi a i przy okazji jest to dość wygodne rozwiązanie, bo wszystkie zdjęcia, oprócz tych weekendowych oczywiście, mogę ustawiać sobie pod dziecko. W związku z tym mój syn na pewno na tym nie cierpi, bo mamę ma na co dzień. Nie ma jej najczęściej od święta, ale skoro widzimy się prawie non stop, to nie jest to żaden problem. Mój mąż natomiast pracuje w tzw. systemie (czyli również wolne niedziele i święta go nie dotyczą) więc jesteśmy w podobnej sytuacji, dlatego też nie robimy sobie wzajemnych wyrzutów bo jedziemy na jednym wózku. U  mnie raczej większym problemem jest kwestia pracy w domu - bo o ile pójdę sobie na zlecenie poza dom, porobię zdjęcia ile trzeba, o tyle w domu trzeba do nich usiąść i je obrobić, co już nie jest takie łatwe... Ogólnie praca w domu nie jest łatwa - niestety mój mąż ma swoją działalność oprócz pracy podstawowej i uważa że on musi wszystko zrobić, bo przecież klient zażyczył sobie towar na dziś, więc towar ten musi do niego dotrzeć. A ja siedzę w domu, bo dzieckiem nie ma się kto zająć. Tak jest niestety na co dzień i to jest mój największy problem w tej pracy. W sezonie, który zaczyna mi się w kwietniu a kończy gdzieś tak za 2-3 tygodnie (dzięki bogu), sypiam nie więcej niż 4h (5h to już luksus). Niestety, oprócz robienia zdjęć, zajmowania się dzieckiem, mam też nocną zmianę przy komputerze, która trwa zazwyczaj od godz. 21 (syn zasypia) do godz 2-3 rano. Codziennie, łącznie z niedzielami, bo po prostu nie wyrabiam czasowo. Tak to mniej więcej wygląda u mnie. Nie mogę się doczekać, kiedy oddam ostatnie zdjęcia klientom (obstawiam że będzie to przy końcówce listopada) i wieczorem, zamiast siadać do komputera, zalegnę na kanapie i będę gapić się w jakiś totalnie odmóżdżający film.

Malwina fotograf


***


Jest w porządku, u nas to norma. Dni świąteczne w sumie nie obowiązują. Jestem przedsiębiorcą, prowadzę sprzedaż internetową. Internet nie jest czynny od-do, w konkretnych godzinach, nie działają czerwone kartki w kalendarzu. Ludzie kupują co chcą i kiedy chcą i to ja muszę się dostosować. Być zawsze pod telefonem, mieć zawsze dostęp do komputera, internetu. Moja rodzina, ta najbliższa, już się do tego przyzwyczaiła. Że jestem w pracy ciągle, 24/7, piątek świątek i niedziela, o 7 rano i o 23. Plus własnej działalności jest taki, że w sumie można powiedzieć pracuję, kiedy chcę - jeśli nie chcę lub nie mogę to nie odbieram telefonu, nie włączam komputera. Ale wtedy automatycznie nie zarabiam. Nie da się ukryć, że 90% budżetu rodziny to moje zarobki, więc jeśli chcemy żyć na jako takim poziomie to muszę pracować, nawet kosztem czegoś innego.
Nic nigdy nie da się zaplanować, bo nigdy nie wiadomo, czy akurat nie będę mieć spotkania (a to ja się muszę dostosować do klienta, nie na odwrót), czy nie będzie jakiejś awarii, nie trzeba będzie jechać do hurtowni, ogarnąć dostawy, itd. Ciężki kawałek chleba, ale staram się na tyle dostosować swoją pracę, by w jak najmniejszym stopniu zaniedbać dom i rodzinę. Wstaję o 7 rano, chodzę spać 4-5. Tak, 4-5 rano. Pracuję najintensywniej, gdy syn jest w szkole oraz późnym wieczorem i nocami. Tak, by móc być do jego dyspozycji przez te kilka popołudniowych godzin, chociaż nie zawsze jest to możliwe. Bardzo dużo pomaga mi mąż, więc z nim chociaż nadrabiam czas nawet pracując. Niedziela czy Święta to dla mnie jak normalny dzień roboczy, bo kiedy inni mają wolne, to bardzo często spędzają czas na zakupach w internecie, przez co automatycznie ja jestem w pracy. Syn się śmieje, że jestem człowiek-komórka. Przykre z drugiej strony, ale prawdziwe. Niedzielny obiad u babci? Często, ale mama wiecznie z telefonem w ręce. Nie da się porozmawiać normalnie, bo albo sprawdza maile, albo ktoś dzwoni, albo mama oddzwania. W tym roku pierwszy raz udało mi się wygospodarować 2 tygodnie urlopu z rodziną, bo zawsze panowie jeździli sami. I co? Nawet wtedy z komórką w ręce, bo nie do końca ludzie rozumieli słowo URLOP . Tak, czy tak, dwoję się i troję żeby maksymalnie poświęcać czas rodzinie. Czasem się odważę i po prostu olewam telefon i komputer, żeby w spokoju w coś zagrać z synem, zabrać do kina, obejrzeć film z mężem czy wyjść do znajomych. Ale nadal wiem, że to za mało. Więc co z tego, że są pieniądze, jeśli ja sama nie mam kiedy ich wydawać..

Ola

***

Zawód swój wybrałam świadomie, nie uczyłam się zbyt dobrze żeby iść na studia. Ale zawsze interesowały mnie cyferki. Pracowałam w różnych sklepach akurat gdy nie miałam pracy zaszłam w ciążę i tak urodziłam jednego synka, 4,5 miesiąca  po porodzie, zaszłam w drugą ciążę,  urodziłam drugiego synka wcześniaka z 32 tygodnia. Zaczęły się problemy,  jeżdżenie po lekarzach przyznali mi świadczenie na młodszego na 2 lata. W sumie 3 lata zajmowałam się dziećmi. Od roku pracuję w barze alkoholowym na wsi. 5 km od domu. Czy jest to moja wymarzona praca? Nie koniecznie ale za to mam blisko w każdej chwili mogę podjechać 0,5 km od pracy do przedszkola do dzieci jak coś się dzieje. Wolne mam co 4 dzień jak nie ma kto mi pilnować dzieci. Jest mi to na rękę bo jakoś opiekę muszę zorganizować dla dzieci. Pracuję dużo, bardzo dużo. Ale to ze względu na finanse. Potrzebne nam są bardzo pieniądze w tym momencie. Pracuję ponad 200 godzin w miesiącu każdy weekend większość świat . Ale jak już wspomniałam co czwarty dzień mam wolne a w te dni co pracuje to po 9-11 godzin . Jak mi wypada wolne w weekend, nie biorę wolnego, bo ojciec dzieci zajmuje się wtedy nimi. On zaś pracuje na 3 zmiany więcej z nimi siedzi niż ja. Bo średnio jadę na 10-tą rano i wracam najszybciej o 19. Odbija się to troszkę na naszym związku, ale tłumaczę to tym, że musimy wyjść na prostą z długów bo bywały chwile, że żadne z nas nie pracowało i nie było za co żyć. Teraz trzeba to nadgonić. Parę miesięcy i będzie lepiej. A potem będę pracowała tylko po 8h. . Pracy raczej nie zmienię. Wiem że w innej bym więcej zarobiła ale z dojazdami byłoby gorzej i by wyszło mi na to samo, a nawet gorzej.. Więc nie ma co bawić się w dojazdy tu idą mi bardzo na rękę pracę mam lekka bo czy są klienci czy nie ma to muszę tu być. A ostatnio zdarza się że jest tu pusto. Cały dzień co posprzątam, to oglądam telewizor . Nie narzekam.

Paulina


Pracujesz w niedzielę i święta? Czy to czas dla domu? Dla rodziny?

13 komentarze

  1. Mój maz nie pracuje w handlu, ale niestety u nich nie obowiązują wolne dni. Np.dziś jest w pracy w weekend też.
    Ja pracowałam w bibliotece na uczelni i też w niedzielę byliśmy w pracy, żeby studenci zaoczni mogli skorzystać z książek. W weekendy było zazwyczaj więcej pracy i duży ruch.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To właśnie chciałam pokazać. Pracująca niedziela, to nie tylko handel. Jest wiele zawodów, które wymagają pracy w niedzielę i święta.

      Usuń
    2. Dokładnie tak. W wielu innych zawodach ludzie pracują również w niedzielę i święta. Straż pożarna, służba zdrowia, kina... Dlaczego nikt o nich nie pomyśli...

      Usuń
  2. A ja pracuję jak grafik wypadnie, raz noc (19-7), raz dzień (7-19) a raz zwyczajna ósemka (7-15) i nie narzekam, bywało i tak, że całe święta byłam w pracy. Owszem miałam momenty w których chciałam, rzucić to w cholerę jasną, ale teraz za żadne skarby świata bym nie zamieniła na co dzenne ósemki! No way!
    A pracuję w DPSie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda marnować życia na pracę, do której chodzi się z przymusu. Jednak kiedy praca daje poczucie spełnienia, stabilizacji czy zeykłego komfortu, to nawet pracująca niedziela nie straszna ;)

      Usuń
  3. Chętnie wzięłabym każdą niedzielę, żeby tylko mi dano taką możliwość. Pracowałam ponad 20 lat i po 12 godzin w niedzielę i święta, mogę pracować kolejne 20. Dać mi tylko zdrowie i możliwość, a nie że człowiek starszy i schorowany do utylizacji.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja aktualnie nie pracuje od 3 lat wcześniej pracowałam w szpitalu po 12 h co drugi dzień również w niedziele i święta bywało ciężko ale gdy tylko skończe macierzyńskie to z chęcią wrócę na takich warunkach teraz mąż pracuje za granicą bo ja jestem w domu ale jak ja wrócę do pracy to będzie pracował tutaj by mógł pobyć z dziećmi po pracy na obczyźnie będzie się cieszył z chwil spędzonych z maluchami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To są właśnie te decyzje-świadomie podejmowane, a nie biadolenie, że praca zła :*

      Usuń
  5. Ja właśnie pracowałam w nocy, święta, weekendy. Miałam pracę zmianową. Potem zmieniłam pracę i pracuję od pon do piątku do 15.30. Dla większości znajomych jest to praca marzenie, a mi jednak nie odpowiada. 2 lata próbowałam się przekonać i obecnie walczę o przeniesienie w zmiany.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dodam jeszcze, bo zapomniałam, że jako student dzienny musiałam sama się utrzymywać i robiłam to pracując właśnie w nocy, w soboty i niedziele, a także święta w hipermarketach. Gdybym nie miała tej możliwości, najzwyczajniej w świecie nie skończyłabym swoich studiów, bo nie miałabym za co opłacić rachunków i co jeść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybory i priorytety. Pomimo tego, że pracowałam w urzędzie w tygodniu, w weekendy dorabiałam, bo jakoś trzeba było wykończyć dom ;) Było to dla mnie idealne rozwiżzanie i cieszył mnie fakt możliwości dorobienia w weekendy :))

      Usuń
  7. Dzięki pracy w niedzielę, można mieć dzień wolny w tygodniu. O ile przyjemniej robi się wtedy zakupy czy jeździ na rodzinne wycieczki, kiedy nie ma tłumów! :)

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.