JAK ZAMORDOWAĆ POINSECJĘ, CZYLI GWIAZDA BETLEJEMSKA W MOIM DOMU

środa, 30 listopada 2016

               W życiu każdej kobiety nadchodzi taki okres, że z uporem maniaka szuka ozdób świątecznych. Niby kontrolnie, bez szaleństw, ale już pod koniec listopada w jej domu widać oznaki nadchodzących świąt.  Zachęcona zabawą Kasi Twoje DIY postanowiłam próby dekoracji poinsecji, popularnie zwanej gwiazda betlejemską. Trzydniowe poszukiwania w kwiaciarniach nie dawały rezultatów. Wszędzie jeszcze za wcześnie. Niezmordowanie poszukując, trafiłam w markecie budowlanym na kilka regałów interesującego mnie kwiecia. Powszechnie wiadomo, że kwiaty doniczkowe najlepiej prezentują się między ościeżnicami do drzwi, a gładzią szpachlową. Ja naiwna szukałam ich w kwiaciarniach.

             Po obmacaniu i indywidualnej ocenia każdej z siedmiu tysięcy doniczek. Porównaniu wielkości kwiatów. Ich wysokości względem innych. Wreszcie postanawiam wybrać kolor. Krem i róż są tak słodkie. Przy okazji koszyk zapełnia się również ozdobami na choinkę, o wartości 300zł. Gdyby wzrok mego męża przy kasie miał moc sprawczą , nie pisałabym tego posta dzisiaj. Padłabym martwa na miejscu. Nie Kasiu, nie ma ci za złe. To tylko facet. On nie rozumie, że zakupowa choroba wściekłych krów "MUUUUUSZĘ to mieć" ujawnia w nas, kobietach na zakupach.

          Po pieczołowitym opatuleniu moich idealnych gwiazd betlejemskich, niosę je do auta. Chłopu boję się je dać, bo niby przypadkiem upuści i zadepcze. W domu stawiam je w kartonie na werandzie. Tamtejsza temperatura 10 stopni lepiej im posłuży niż domowe 25. Rano przeżywam szok, gdyż moje cudne kwiaty nie są już tak cudne. Ich kwiatki, listki i wszystko, smętnie zwisa.
O matko! Zamordowałam je zimnem. Internety mówią, że one delikatne na chłód. Zdycha mi wszystko: zioła, kaktusy, cytryny na paterze. Jedynie imbir wypuszcza zieloną łodygę, ale to chyba jakiś desperat. Postanawiam zawalczyć o poinsecje. Nastawiam farelkę ok 2 metry od kwiatów i delikatnie je podgrzewam.  Po 10 minutach stawiam je na stole dla zachęty odżycia. I nagle cud. Po południu odżywają. Brawo ja. Jednego dnia morduję kwiatki, na drugi dzień je reanimuję. Lepiej, żebym nie prowadziła żadnych warsztatów dla dobra kwiatów A pokazanie moich świeżo zmartwychwstałych gwiazdek jestem im winna.


                              Dekoracja mizerna, ale niech żyją w pokoju, czy w  kuchni.



Lubisz już mnie? Polub
                                               




Masz talent uśmiercania kwiatów czy wręcz przeciwnie?

DYLEMATY TATY CZYLI TACIERZYŃSTWO

wtorek, 29 listopada 2016


               Zostając rodzicem prawie każdy orientuje się, że coś jest nie tak. Do dziecka nie ma dołączonej instrukcji obsługi, nie obowiązuje reklamacja, tym bardziej zwrot. Niby jakieś zastępcze instrukcje, szumnie zwane "PORADNIKAMI RODZICA" są szeroko publikowane i ogólnie dostępne. Internet jest zalany samozwańczymi doradcami, czującymi się w obowiązku dzielenia się doświadczeniem własnym. Młody tata Piotr Krupa, kieruje się zdrowym rozsądkiem, w rezultacie wyszukuje najczęściej czytany poradnik dla młodych rodziców. Z namaszczeniem czyta, wręcz uczy się na pamięć, by w momencie nadejścia godziny "0" być gotowym. W pierwszych miesiącach ciąży wraz z żoną Dżoaną, mierzy się z informacją, którą lekarz w nich wycelował niczym kupa lecącego gołębia. Piotr zostaje poinformowany przez żonę, że zamiast pierworodnego Jana prawdopodobnie zostanie tatą bliźniaków. Pomyłka zostaje w miarę szybko naprostowana i młodzi rodzice cieszą się na spotkanie z potomkiem. Pierwszy zakup pieluch w supermarkecie wywołuje w Piotrze taką dumę, jak nowiutkie, czerwone Ferrari.

             Wyczytane rady i wskazówki, Piotr weryfikuje już na porodówce. Gubi się w szpitalnym labiryncie, wskakując nagle w sam środek obcego porodu. Pisząc poradnik jego syn ma już dwa lata, a trauma tamtejszego widoku tkwi nadal w nim głęboko. Personel medyczny z czułością imadła kieruje go do odpowiedniej sali, gdzie czeka na niego żona. Kiedy Piotr z Dżoaną starają się przejść przez fazy porodu w ich życiu pojawia się kluczowa w tej fazie osoba. Sprzątaczka, która z regulaminową precyzją dopieszcza szmatą i mopem każdy zakamarek sali porodowej. Niezrażona uwagami, że tu się rodzi, oświadcza, że na jej oko to jeszcze szybko się nie urodzi. Czar rodzinnego porodu w przyjaznej atmosferze pryska niczym bańka mydlana. A przyszli rodzice uznają, że empatia jest bardzo daleko od słownika służb medycznych i całego personelu tego przybytku.

Lubisz już mnie? Polub
                                                      

             Po cesarce na Piotra spada pierwsze karmienie. Samotny, zaszczuty, pozostawiony w pokoju w noworodkami, stara się nakarmić syna, tak by nie wybudził śpiących dzieci. Mimo braku doświadczenia, strachu przed nieznanym, daje radę. Powrót do domu ze szpitala, pokazuje, że szkolenie w sklepie z fotelikami samochodowymi było zaledwie namiastką prawdziwej walki z prawidłowym wpięciem fotelika do auta. Kolejne dni, tygodnie wcale nie polepszają sytuacji. W akcie desperacji młodzi rodzice nadal próbują wcielać w życie wskazówki z poradnika, jednak malec ma swoją wizję. Nie śpi jak książkowe niemowlę, domaga się zdecydowanie większej ilości mleka i wymaga poświęcania większej ilości czasu niż było to napisane w książce.  Młodzi rodzice zaczynają współczuć tym milionom rodziców, którzy mamieni byli tym samym poradnikiem i dokładnie tak samo rozczarowali się niepraktycznymi poradami.

             Jednak nie poddają się. Zachęceni pozytywnymi opiniami ze stron internetowych, kupują gadżety pomagające przy niemowlakach. Zdecydowana większość nie nadaje się dla ich dziecka. Życie towarzyskie ulega samozagładzie, a wspomnienie weekendowych imprez miesza się teraz z permanentnym niewyspaniem z powodu Jana. To on dyktuje ich rozkład dnia, spacery czy jakiekolwiek wyjścia z domu. Świetnie opisane życie codzienne młodych rodziców, którzy padają na przysłowiowy pysk. Rządzi nimi noworodek, potem niemowlę, wreszcie dwulatek. Tata, który uczestniczy w wychowaniu i pielęgnacji dziecka od pierwszego dnia. Burząc tym samy stereotypy poprzedniego pokolenia. Wreszcie dwoje kochających się ludzi, którzy próbują zachować choć cień normalności z życia przed dzieckiem. Tu dużymi krokami nadchodzi moment, gdy rodzice wysyłają potomka do placówki edukacyjnej, po której młody tatuś nadal ma złe wspomnienia z dzieciństwa.

         Do książki podeszłam obojętnie. Zadając sobie przed czytaniem pytanie: co ojciec dwulatka może przekazać mi-matce z 20 letnim doświadczeniem?  Jednak dając mu szansę, strzepnąwszy z myśli próby oceniania, zaczęłam lekturę. Zaledwie po kilku stronach opanowały mnie ataki śmiechu. Sytuacje życia codziennego młodych rodziców nie dobiegały od tego, z czym mierzyłam się trzykrotnie. Każdy rodzic powinien dla stabilizacji własnego zdrowia psychicznego przeczytać subiektywny poradnik rodzica "Dylematy taty".


TYTUŁ "Dylematy Taty"
AUTOR Piotr Krupa
ILUSTRACJE Ania Jamróz
WYDAWNICTWO Wiedza powszechna
CENA 26,99 zł

PIECZEŃ WOŁOWA-PROSTY PRZEPIS NA WYKWINTNE DANIE

niedziela, 27 listopada 2016

           Pierwsze koty za płoty. Zmierzyłam się z wołowiną i okazało się, że to wdzięczny materiał kulinarny. Jest zdecydowanie smaczniejsza niż drób. Sama nie wiem dlaczego tyle lat nie doceniałam tego smaku i aromatu. Wybieram wołowinę na pieczeń, to, jaką kupię zależy od tego, co jest w sklepie. Nie lubię poprzerastanej, staram się wybierać "chudą".

Marynata:
-olej z suszonych pomidorów w oleju
-sól himalajska różowa
-pieprz kolorowy
-ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę
-zioła prowansalskie
-dwie łyżki wytrawnego wina

Opłukane mięso osuszam ręcznikiem papierowym (używam Regina biało-niebieskiego, nie rozwarstwia się, nie przykleja do mięsa-dla mnie najlepszy). Nacinam je wzdłuż. Wkładam do marynaty i dokładnie "obtaczam" w niej mięso. Zakrywam miskę z marynatą i chowam do lodówki na dobę.

Dodatki:
-duszone ćwiartki pieczarek
-marchewka w plasterkach
-natka pietruszki
-ziele angielskie
-liść laurowy
-sól
-pieprz

Mięso wyjmuję z marynaty, w nacięcia wkładam suszone pomidory ze słoika, z którego wcześniej wykorzystywałam olej. Za pomocą sznurka zawijam  zgrabna pieczeń. Wkładam mięso do naczynia żaroodpornego. Okładam je dodatkami, podlewam marynata i wodą. Zamykam naczynie (jeśli nie masz zakrywanego możesz na wierzch dać folię aluminiową).

Piekę dwie godziny w 200 stopniach.  Podaję z kaszą gryczaną niepaloną (jest bardzo jasna, kremowa).


Smacznego


Lubisz już mnie? Polub
                                                      

PRZERAŻAJĄCE BAJKI, KTÓRE CZYTALI NAM RODZICE

piątek, 25 listopada 2016

             Jestem dwulatką i już mam krzywioną psychikę okrutnymi bajkami. Ich wątki przyprawiają o gęsią skórkę. Chodzę spać w przekonaniu, że szczęście osiąga się kiedy ktoś umrze. Mroczne historie okraszone śmiercią to chleb powszedni. Jako jedną z pierwszych poznaję "Jasia i Małgosię". W niej macocha żąda od swego męża wyprowadzenia swoich dzieci w las: "Jutro wczesnym rankiem wyprowadzimy dzieci do lasu, gdzie jest najgęstszy, rozpalimy im ogień i damy każdemu po kawałku chleba. Potem zabierzemy się do roboty, a dzieci zostawimy same. Nie znajdą drogi do domu, a my będziemy od nich wolni." – "Nie żono," powiedział mąż, "nie zrobię tego, bo serce mi pęknie z żalu, że dzieci w lesie zostawiłem, aby wnet rozszarpały je dzikie zwierzęta." – "Ty głupcze," powiedziała, - "W takim razie we czworo zdechniemy z głodu. Możesz zacząć heblować dechy na trumny.," i nie dawała mu spokoju aż się zgodził. " W trakcie tej jakże uroczej bajki dowiaduję się, że dzieci to zło konieczne, wyjadają wszystko i generują niepotrzebne koszty. Opowieść toczy się coraz weselej. Dzieci ponownie wyprowadzone w las zostają w nim. Znajdują chatkę z piernika, wpadając w ten sposób w ręce wiedźmy, która w planach ma zjedzenie ich. Przecież kanibalizm jest naturalny, nie ma się czemu dziwić. Dzieci choć przerażone mordują wiedźmę." Potem ruszyła na czworaka pod piec i wsadziła w jego otwór głowę. Wtedy Małgosia ją pchnęła, że stara wjechała głęboko do środka. Zamknęła żelazne drzwi i zasunęła rygiel. Hu! Zaczęła ryczeć, całkiem potwornie, ale Małgosia uciekła, a bezbożna wiedźma spaliła się marnie. Małgosia pobiegła prosto do Jasia, otworzyła stajenkę i zawołała: "Jasiu, jesteśmy zbawieni. Stara wiedźma nie żyje." Spaliwszy żywcem babsztyla i okradając jej domostwo z kosztowności,  wracają do domu. Tam czeka na nich ojciec z radością informując ich o śmierci macochy. Po porzuceniu, zaniedbaniu, zabójstwie i kradzieży następuje happy end.

         Kolejna perełka to "Sinobrody". Obrzydliwie bogaty zboczeniec, uwielbiający imprezy, trzymający zwłoki swoich byłych żon w jednym z pokoi. On wyjeżdża na sześć tygodni, nakazując żonie zapraszanie gości i dobrą zabawę, ale bez zaglądania do ostatniej komnaty. "Żona przyrzekła szanować mężowskie polecenia, a Sinobrody uściskał ją, wsiadł do karocy i odjechał. Sąsiadki i przyjaciółki żony tak były ciekawe wszystkich jej domowych bogactw, że zaraz wybrały się w odwiedziny, nie czekając nawet zaprosin. Do tej pory nie śmiały tego uczynić z powodu obecności męża, gdyż lękały się jego sinej brody. Oczywiście, jęły zaraz przebiegać komnaty, pokoje, szatnie jedne piękniejsze od drugich. Wbiegły i do komór ze sprzętami, gdzie nie mogły się nachwalić nieprzebranego mnóstwa i piękności tkanin, łóż, kanapek, najwspanialszych świeczników oraz oprawnych w kryształ, srebro, złoto zwierciadeł, w których mogły się przejrzeć od stóp do głów. Nieustannie i bez miary zachwycały się wszystkim, zazdroszcząc szczęścia przyjaciółce. Jej jednak wcale nie bawiło oglądanie tych bogactw. Niecierpliwiła się, bo chciała czym prędzej otworzyć pokój na parterze. Tak ją ciekawość paliła, że nie bacząc na grzeczność względem gości, zbiegła po tajemnych schodach na dół, prędko, o mało nie skręciwszy ze trzy razy karku. Dobiegła do drzwi i zatrzymała się przed nimi chwilę, rozmyślając o nakazie mężowskim i o niebezpieczeństwie, na jakie się przez nieposłuszeństwo naraża. Ale pokusa była zbyt silna, by jej nie ulec. Wzięła maluśki kluczyk do ręki i drżąc otworzyła drzwi pokoju. W pierwszej chwili nie dojrzała nic, gdyż okna były zamknięte. Lecz po chwili spostrzegła, że całą posadzkę pokrywa skrzepła krew, w której odbijają się martwe ciała przywiązanych do ścian kilkunastu kobiet. Były to żony Sinobrodego, które poślubił i jedną po drugiej pozarzynał." Po jej myszkowaniu zostaje ślad w postaci krwi na kluczyku. Sinobrody wpada w furię, tu powinien być wezwany oddział specjalny policji i służba medyczna, gdyż widać, że facet ześwirował. Spoko, luz. W ostatniej chwili przyjeżdżają jej bracia i szlachtują mężusia niczym świnię. Wdzięczna wdówka za majątek po tragicznie zmarłym mężu kupuje braciom szlacheckie tytuły, siostrze daje posag, a sama wydaje się za fajnego gościa w ramionach, którego zapomina o pierwszym małżeństwie, Sielanka.

           Uwielbienie do knucia i planowania zabójstwa dostrzegam w "Królewnie Śnieżce". Piękne królestwo, w którym zła macocha jest zazdrosna o urodę pasierbicy. Młode dziewczę staje się jej celem. Myśliwy ma ją zaprowadzić do lasu, zabić i na dowód dostarczyć serce. Żal nie pozwala mu na to i zanosi królowej serce zająca, a Śnieżkę puszcza wolno. Zamieszkuje ona z siedmioma krasnoludkami i żyłaby długo i spokojnie, gdyby macocha nie odkryła, tego że żyje. Kilka razy sama próbuje ją zabić. Ostatni raz prawie skutecznie. Śnieżka jednak wychodzi z trumny żywa. "Śnieżka zjada połowę zatrutego jabłka. Zrozpaczone krasnoludki, myśląc, że nie żyje, układają ją w szklanej trumnie. Przejeżdżający nieopodal książę, zachwycony urodą dziewczyny, błaga, by krasnoludki podarowały mu ciało Śnieżki. Podczas poruszenia trumny Śnieżce wypada z ust zatruty kawałek jabłka i budzi się ona do życia. Książę natychmiast się jej oświadcza. Zła macocha zostaje zaproszona na ich wesele, gdzie przerażona przekonuje się, że młoda królowa jest jej pasierbicą. Za próby zabójstwa zostaje skazana na tańczenie w rozżarzonych, żelaznych butach, dopóki nie padnie martwa." W wieku zaledwie pięciu lat dostrzegam niebywałe uwielbienie do wyszukanych tortur prowadzących do śmierci. Aż dziw bierze, że zamiast iść do pierwszej komunii, rytualnie nie mordowałam kotów.
Lubisz już mnie? :Polub
                                                      


           Patrząc na "Kopciuszka" wierzyć się nie chce, że nikt nie umiera. Choć bajka zaczyna się od słów "bogata wdowa", czyli w domyśle zgon nastąpił wcześniej. Piękne dziewczę jest pomiatane i wykorzystywane do wszelkich prac domowych. Kopciuszek robi za małego chińczyka, a jej przyrodnie siostry są jak typowa gimbazą z wychowania bezstresowego. Tak ich życie toczy się smętnie, aż nastaje dzień wielkiego balu, gdzie książę szuka żony.  Przy pomocy wróżki chrzestnej Kopciuszek udaje się na bal, gdzie gubi pantofelek.  Zdesperowany książę nie ma zna jeszcze siły facebooka, wiec tradycyjnie jeździ po królestwie i przymierza pannom pantofelek. "Goniec trafił na końcu także do gospodarstwa wdowy i zapytał o mieszkające tu panny na wydaniu. Macocha pokazała mu swoje córki, jednak obie miały stopy zdecydowanie za duże, by zmieścił się na nie delikatny pantofelek. Goniec zauważył jednak za piecem Kopciuszka i zapytał: - A co to za dziewczę?  Macocha odparła:  - To tylko moja pasierbica, brzydka i niemądra, pomaga mi w kuchni i w gospodarstwie, bo tylko do tego się nadaje. Goniec jednak rzekł:  - Rozkaz księcia był taki, by każda panienka w królestwie przymierzyła pantofelek.  Po tych słowach, wsunął bucik na nóżkę Kopciuszka, a ten pasował jak ulał. Widząc, jak goniec pomaga Kopciuszkowi wstać, a potem prowadzi go do karety, by zawieźć na ślub z księciem, macocha i jej córki zzieleniały z zazdrości i zrobiły się jeszcze brzydsze i złośliwsze, niż były wcześniej. A młodzi małżonkowie wiedli najszczęśliwsze życie, jakie można sobie wyobrazić już do końca swoich dni." Choć w niektórych wersjach tej bajki był krwawy motyw. Córki złej macochy obcinały sobie pięty i palce, żeby bucik na nie pasował. Po tak uroczych bajkach zasypiam od razu.


              Autorzy-psychopaci przelewali na papier swoje chore fantazje, by w ich oparach wychować pokolenia znieczulone na jakiekolwiek nieszczęścia ludzkie, Żądza, władza, pieniądze, to motywy przewodnie każdej bajki. Szczerze dziwię się, że nadal te bajki są drukowane. Czytając dzieciom wielką księgę bajek często muszę się nagimnastykować, by na szybko zmyślić fragment, który wydaje mi się zbyt brutalny. Masz ulubione bajki z dzieciństwa? Czytasz je dzieciom? Zmieniasz fragmenty?

CAKE POPS-CIASTECZKOWE LIZAKI

środa, 23 listopada 2016

               W związku z licznymi pytaniami o przepisy na słodkie przekąski, przygotowałam dziś dla was kilka przepisów na lizaki-bajaderki. Są łatwe w przygotowaniu i efektowne. Modne cake pops są tak proste do przygotowania, że aż dziw bierze, że nie robię ich częściej. Mogą być pyszną dekoracją stołu ze słodkościami, prezentem lub dodatkiem do niego. Oto moje trzy ulubione przepisy:

Trufelki z owocami

-200g mlecznej czekolady
-25g czekolady deserowej
-25ml śmietanki kremówki
-20 g miodu
-30g miękkiego masła
40g owoców (mogą to być maliny, truskawki, brzoskwinie lub banan)

Polewa

-czekolada mleczna
-czekolada biała

Śmietankę zagotuj z miodem i przetartymi owocami, dodaj pokruszone czekolady i mieszaj do rozpuszczenia. Śmietankę z czekoladą miksuj, stopniowo dodawaj masło i dalej miksuj. Kiedy wszystko będzie na gładko połączone, ostudź i wstaw do lodówki. Jak masa zastygnie możesz ją wyjąć i formować kuleczki. Możesz też wałkować i wykrawać foremkami kształty

W kąpieli wodnej lub Fabryce lizaków SMOBY rozpuść czekolady. Zanurzaj w niej kuleczki nadziane na patyczki. Możesz obtoczyć je w posypce, wiórkach kokosowych lub posiekanych orzechach.

Jeśli czekolada po rozpuszczeniu jest bardzo gęsta, dodaj do niej odrobinę oleju.

Bajaderki na patykach

- pokruszone herbatniki Elitki
- słoik dżemu wiśniowego, najlepiej domowego
- 2 łyżki kakao
- odrobinę otartej skórki z pomarańczy
- łyżeczka masła
- odrobina mleka, jeśli ciasto jest za mocno zbite

Wszystko dobrze wyrabiaj w miseczce, uformuj kuleczki, nadziewaj na patyczki i postępuj, jak wyżej w przepisie.

Cake pops-ciasteczkowe lizaki

-400 g pokruszonych ciastek lub ciasta
-125 g sera mascarpone
-1/2 tabliczki roztopionej czekolady
-2–3 łyżki masła miękkiego
-1 łyżka kakao
-1 łyżeczka cukru z wanilią
Składniki wymieszaj mikserem. Wyrób je jeszcze rękami i formuj kuleczki. Postępuj, tak jak wyżej.

Więcej przepisów na inne pyszności znajdziecie na Gotuj ze Smoby.


Lubisz już mnie? Polub
                                                      



Masz swój przepis? Podaj, chętnie spróbuję

MAMY SUPER PRZEPIS NA CZAS Z DZIEĆMI

poniedziałek, 21 listopada 2016
   
                Kiedy w naszym domu pada hasło: "robimy ciasteczka", dziewczynki stoją już gotowe z podwiniętymi rękawami. Jedna wyjmuje mąkę z szafki, druga masło i jajka z lodówki. Tym razem zaskakuję je inną formą ciasteczek. Mela w piskiem wybiega z kuchni, przynosi do pomocy lalę, która ostatnio wszędzie jej towarzyszy. Z zaciekawieniem patrzy na materiał w kwiatki. Mówię: "przymierz". Przede mną stoi mała kuchareczka w czapce i fartuszku. Wygląda cudownie. Nie ważne, że grubo po północy skończyłam szyć jej ten strój. Radość w jej oczach wynagradza urwany czas na sen.  Na stole mamy czekolady, posypki, ciastka, jogurt, dżem wiśniowy i wiele innych potrzebnych rzeczy. Nagle z łoskotem upada mi Fabryka lizaków. Wraz z nią na podłogę sypią się kolorowe posypki. Kuleczki turlają się we wszystkie zakamarki. Nie ogarniamy tego z Melą boimy  się ruszyć, bo posypka rozgniata się pod naszymi stopami. Szurając kapciami wychodzę z kuchni po odkurzacz. W tym czasie Mela z sunią wyjadają cukiereczki z podłogi.

                Sytuacja opanowana. Choć odkurzanie maleńkich kuleczek to hardkor. Pod wpływem podmuchu, odskakują na boki. Nie przeszkadza to nam jednak rozpoczęciu działań. Woda w pojemniczkach roztopiła już czekoladę. Napełniamy foremki, by zrobić pralinki i lizaki.  Jesteśmy umazane w czekoladach, posypce i lukrze. Wciąż podjadamy, humory dopisują. Gaba z Wiką wracają ze szkoły i od progu krzyczą, że one też chcą robić ciasteczka, godzinę później dołącza do nich Lenusia. Mamy osiem chętnych rak do pracy. Dziewczynki dzielą się przygotowaniami, pomagają sobie wzajemnie. Starsze uczą małe, tak, jak jeszcze kilka lat temu uczyła je babcia. Miło patrzeć, jak sobie radzą praktycznie bez pomocy.

            Regularnie celebrujemy takie chwile. Dzieci pomagają nie tylko przy słodkich ciastach, ale również przy pieczeni, pasztetach, czy pierogach. Dzięki temu mamy pretekst do bycia razem, ale też dzieciaki uczą się samodzielności i kreatywności w kuchni. Syn również od zawsze pomagał podczas przygotowywania potraw i deserów. Teraz w dorosłym życiu nie ma problemów przygotowaniem sobie samodzielnie obiadu. Jego popisowym deserem jest czekoladowe ciasto z mikrofalówki. Efekty widać niżej.

            Dużymi krokami zbliża się okres przedświątecznych przygotowań. W gorączkowej krzątaninie podaruj swoim bliskim siebie. Poproś o pomoc w przygotowywaniu potraw i ciast, a na pewno ten czas zapadnie wszystkim w pamięć. Tak by twoje dzieci będąc już dorosłe, również chciały w ten sposób przygotowywać się do świąt.

           Dla tych, którzy doczytali do końca mam niespodziankę, na dole znajdziecie konkurs, w którym do wygrania jest zestaw 4 pudełek kreatywnych zabawek SMOBY, w sam raz na prezent dla dziecka.


















                                           Tu znajdziesz mój przepis na pyszne lizaki KLIK






















Lubisz już mnie? Polub
                                                      


ZASADY

Konkurs odbywa się na blogu Mama trójki

W konkursie mogą wziąć udział wszyscy  czytelnicy bloga Mama trójki

Zadanie konkursowe: PODAJ SWÓJ PRZEPIS NA ŁAKOCIE, KTÓRE ZROBISZ Z DZIECKIEM PRZY POMOCY JEDNEGO Z ZESTAWÓW

Plakat konkursowy możesz znaleźć również na fb KLIK

Wygrywa jedna osoba

Wysyłka nagrody na terenie kraju

Konkurs trwa od 21-26.11.2016r

Wyniki w zaktualizowanym wpisie najpóźniej do 4 dni roboczych po zakończeniu konkursu

Powodzenia

Serdecznie dziękuję wszystkim za zabawę i przepisy,
na pewno część z nim zagości u nas, bo lubimy zabawy z ciastami.
Do podania mailem adresu zapraszam panią
Magdalenę Wojtan.
Gratuluję.

P.S. W poście List od Mikołaja za minute będą wyniki, więc pędźcie sprawdzić komu dopisało szczęście, a już jutro kolejna zabawa. Zdradzę wam, że do świąt mam dla was jeszcze kilka równie fajnych konkursów.

MYBABYCARE OSOBISTY POMOCNIK KOCHAJĄCEJ MAMY

sobota, 19 listopada 2016

       
            Właśnie zostałaś mamą lub lada dzień twój maluszek pojawi się na świecie? Targają tobą emocje i wątpliwości. Ponosisz odpowiedzialność za małego człowieka. Tysiące razy zadajesz sobie pytanie czy intuicja cię nie zawodzi? Jak postępować w danej sytuacji lub czy zapamiętałaś wszystko, czego nauczyłaś się w szkole rodzenia? Czy twój maluszek nie jest za chudy, albo zbyt blady? Czy to normalne, że wciąż śpi? Czy nie z mało je? Pytań jest więcej niż odpowiedzi. Choć twoje szczęście jest teraz z tobą, zastanawiasz się czy postępujesz wobec niego właściwie? Zaczynasz więc szukać porad. Wchodzisz na fora pełne wszechwiedzących, władczych, często niedoinformowanych "super matek".  Po pierwszym tygodniu wpadasz w kompleksy. Super matki zaledwie po 5 dniach od porodu wróciły do dawnej figury, ich dzieci w wieku trzech miesięcy zaczęły siadać, mając osiem miesięcy, po zjedzeniu bigosu zaczęły chodzić. Czytasz, że czteromiesięczne dziecko może jeść parówkę, bo u innej doświadczonej mamy jadło i nic się nie stało...

            Jesteś zdezorientowana sprzecznymi informacjami i choć z tyłu głowy rodzi się natrętna myśl, że coś jest nie tak, myślisz, że może się mylisz. To one mają doświadczenie. Rodzicielskie grupy nie pomagają rozwiać wątpliwości.  Zasiewają ich jeszcze więcej. Idziesz po poradę do babci. Ta zaczyna gusła sprzed pół wieku ci prawić. "Do roku włosów nie obcinaj, bo rozum utniesz. Dziecko musi mieć na rączce czerwoną kokardkę, żeby kto nie zauroczył. Dzieci nieochrzczone płaczą. Paznokcie dziecka można tylko ogryzać. Nie czesz małego dziecka bo będzie niemową. I koniecznie szarym mydłem kręgosłup nacieraj-prosty będzie od tego..." Po wizycie u babci stwierdzasz, że chyba jednak wolisz fora. Myśli nadal się kłębią, a ty szukasz konkretów.

          Wreszcie trafiasz na portal Mybabycare.pl. Strzał w dziesiątkę. Rejestracja trwa 20 sekund. Po wpisaniu daty urodzenia dziecka, podaniu płci oraz wagi urodzeniowej masz pełny obraz informacji, dostosowany do twojego dziecka. Bez zbędnych uwag, krytyki i przechwalania. Jane komunikaty, kalendarz szczepień lub nie jeśli wybierasz opcję bez szczepienia. Żywienie i pielęgnacja. Sama sprawdzasz czy dziecko odpowiednio przybiera na wadze. Twój osobisty kalendarz maluszka zastępuje ci porady babci i forowych mam. Dostajesz wiedzę, której potrzebujesz zamiast pustych słów. Nikt cię nie krytykuje, nie porównuje, nie umniejsza. Każdego dnia wraz ze spersonalizowanych kalendarzem układasz swój własny świat z maleństwem. Kontrolujesz nowe umiejętności. Nie zapominasz o wizytach u lekarza, tak ważnych w pierwszych miesiącach życia. Masz też miejsce na kronikę wspomnień, by najważniejsze momenty życia maluszka nie umknęły ci. Teraz nie masz już pytań bez odpowiedzi. Ze swoim kalendarzem masz pewność, że pozostaje ci tylko cieszyć się macierzyństwem.


                                           
                Lubisz już mnie? Polub
                                                           



LIST OD MIKOŁAJA

piątek, 18 listopada 2016

                Czekasz z niecierpliwością na pierwszą gwiazdkę. Wypatrujesz jej przylepiając nos do szyby. Z kuchni wydobywają się wspaniałe zapachy. Rodzice się krzątają. Tata smaży karpia, mama podgrzewa czerwony barszcz. Siostra nakłada pierogi na półmisek, a brat kończy ubierać choinkę. Dom pachnie jemiołą, świerkiem, piernikami i pomarańczami. Wyczuwasz też delikatną nutkę cynamonu. Masz na sobie odświętne ubranie. Pod obrusem leży sianko. To wyjątkowy, radosny czas. Rodzina jest w komplecie, siadacie do wieczerzy. Na stole stoją różne rzeczy, które nie zawsze ci smakują, ale próbujesz, bo wiesz, że mama i tata będą zadowoleni. Wigilijna kolacja dobiega końca, a tobie nagi same uciekają w kierunku choinki. Jednak rodzice mają do ciebie prośbę. Jest ona dość dziwna, zważywszy na okoliczności, ale posłusznie idziesz włączyć laptop mamy. Na pulpicie jest tylko jedna ikonka podpisana "List od Mikołaja".  Ciekawi cię to więc otwierasz. Z filmu dowiadujesz się, jak mieszka Mikołaj, z kim mieszka, kto mu pomaga i, że ma księgę wszystkich grzecznych dzieci. Masz buzię otwartą z zachwytu i zdziwienia, a Mikołaj mówi do ciebie po imieniu. Robisz wielkie oczy, gdy w jego magicznej księdze pojawia się twoje zdjęcie, a na kolejnych kartach twoja lista prezentów. Nie wierzysz własnym oczom i uszom. Takich świąt jeszcze nie było. Zawsze  piszesz list do Mikołaja, tym razem jednak on ci odpowiada. I to w jakim stylu! Wideo tak cię wciąga, że zapominasz o prezentach pod choinką. Jednak rodzeństwo szybko co o nich przypomina...
   
W tej chwili zżera cię ciekawość jak wygląda takie wideo od Mikołaja?
Proszę zobacz., tylko ciii... To dla moich córek.

                    Chcesz by twoje dziecko przeżyło magię świat inaczej niż zwykle? Kiedy włączyłam dziewczynkom film, oczy młodszej błyszczały z zachwytu. Cały czas oglądała z otwartą buzią. Takiej radości na jej twarzy od dawna nie widziałam. To, co do tej pory było tylko w bajkach, nagle zaczęło żyć wokół niej. Poczuła się, jak w magicznej krainie elfów. Przyznam szczerze, że zanim pokazałam dzieciom, obejrzałam  sama. Byłam po prostu ciekawa. List w formie wideo zaskoczył mnie jakością i pomysłowością. Teraz zapewne w twojej głowie natrętnie budzi się pytanie: czy trudno zrobić taki list? Wystarczy kilka minut, dwa zdjęcia dziecka lub dzieci, zdjęcie najbliższych, pozostałe dwa zdjęcia można zastąpić tekstem, tak, jak ja to zrobiłam. Program działa sprawnie i każdy sobie poradzi z zamówieniem. Od razu podpowiem ci, że dobrze jest umieścić portretowe zdjęcie dziecka. Na moim wideo widać różnicę między widocznością zdjęć. Po umieszczeniu zdjęcia w odpowiednim polu, możesz je wykadrować.

                 Oprócz wyjątkowego listu od Mikołaja w formie wideo można zamówić papierowy list, w wersji podstawowej lub rozszerzonej. List jest w kilku opcjach i dowolnie można zmieniać w edytorze jego treść. Wybrałam opcję listu po świętach. W niej Mikołaj pisze do dzieci, że dla niego zakończył się pracowity czas i udał się na urlop. To humorystyczna wersja komunikacji. Taka mi odpowiada i wiem, że spodoba się również moim dziewczynkom. Do tego mają na piśmie, że Mikołaj odwiedzi je za rok. List opatrzony jest złotą pieczęcią, co dodaje mu wiarygodności. Do listu dołączony jest "Dyplom grzecznego dziecka". Dziewczynki dostaną przesyłkę po świętach, by ich magiczny czar trwał dłużej.

           Specjalnie dla moich czytelników mam 8 listów od Mikołaja                                 do wygrania, szczegóły niżej.


















Lubisz już mnie? Polub
                                                      

ZASADY

Konkurs odbywa się na blogu Mama trójki.


Konkurs trwa od 18-27.11.2016r

Zadanie: w komentarzu napisz dlaczego twoje dziecko/dzieci mają dostać list od Mikołaja?

 Wygrywa 8 osób

Wyniki będą w zaktualizowanym poście, do 5 dni po zakończeniu konkursu.

Powodzenia.

Czas na ogłoszenie wyników,
Listy od Mikołaja dostają:

KASIA NIEM
AGNIESZKA DĄBEK
ASIENIECZKA1
MIRKA C
KINAZA
BARTEK CZECHOWSKI
ANIELA M
Małgosia z Białegostoku