JAK W TRZECH KROKACH NIE ZWARIOWAĆ PRZY CZWARTOKLASIŚCIE?

poniedziałek, 10 października 2016




           Już pod koniec trzeciej klasy było wiadomo, że od września nie będzie łatwo. Nowi nauczyciele, nowe przedmioty, inny system nauki. Koniec beztroskiej zabawy. Za to w nadmiarze nauki i przystosowania do nieznanego. Przechodzenie do innych klas, więcej książek i obowiązków. Czwarta klasa zaczęła się jawić, jako jedna wielka zmiana. Dziecko na początku jest pod dużą presją, dlatego, by przedwcześnie nie osiwieć unikaj kilku rzeczy.



NIE SPRAWDZAJ BŁĘDÓW


Jeśli zdarzy ci się zajrzeć do zeszytu dziecka, najpierw doznasz szoku. Kiedy się ockniesz wejdziesz najpierw w stan zaprzeczenia, będziesz twierdzić, że to jakaś pomyłka lub roztargnienie. Po jakiejś siedemnastej stronie dostaniesz szału. Będziesz ciskać gromami i pytać skąd wziął ci się w pod dachem taki egzemplarz? Zaczniesz się targować: od codziennie robię dziecku dyktanda, razem przepisujemy słownik, do: lepiej uczymy się go na pamięć. Oczywiście po tygodniu starań wpadniesz  w depresję. Zaczniesz rwać włosy z głowy, siedzieć skulony w kącie i kołysać się ssąc kciuk. Będziesz nawet mieć stany lękowe przed podejściem do zeszytów. Wreszcie zaakceptujesz ten stan rzeczy i wystosujesz wniosek o przebadanie dziecka w poradni psychologicznej. Nauczycielka po otrzymaniu twojej prośby o opinie zabije cię śmiechem, bo twoja pociecha właśnie dzień wcześniej otrzyma dwie piątki... z dyktand.


NIE PYTAJ NA KIEDY LEKTURA

Lektury zawsze są zmorą. Zazwyczaj są nudne niczym przysłowiowe flaki z olejem. Nie ma szans na wypożyczenie z biblioteki, bo lektur jest mniej niż uczniów. Kiedy już kupisz takową, twoje dziecko ci oznajmi, że właśnie zdobyło i wypożyczyło... Leży tak ta lektura, bo czasu na czytanie było dwa dni, a skoro dziecię ma własną, to ma cały tydzień. Pod koniec tego tygodnia pytasz mimochodem, na jakim etapie lektury jest twoje dziecię. Ono maślanymi oczami patrzy na ciebie, jak na idiotę, a potem pyta o jakiej lekturze mówisz? Ty robiąc coraz większe oczy pokazujesz książkę palcem, a ono, że zaraz zacznie czytać. Jak zaraz? Lektura jest na jutrooooo!

                                                     
NIE ZAGLĄDAJ DO PLECAKA

Codziennie pytasz czy twoja latorośl rozpakowała plecak. Ona codziennie to potwierdza, przynosi bidon i śniadaniówkę do kuchni. Sytuacja monotonnie się powtarza, ty z uporem maniaka pytasz czy plecak jest na pewno rozpakowany. Coś zaczyna dziwnie pachnieć w pokoju. Wierzysz, wietrzysz, wietrzysz... Przekopujesz szafę nastolatka, jego łóżko, obsesyjnie czyścisz klatkę szynszyli, albo akwarium rybki, jeśli taką masz. Zaczynasz szukać pleśni w zakamarkach okna, spleśniałej jarzębiny lub ludzików z kasztanów. A akcie desperacji szukasz źródła muszek octówek. Nic. Nagle otwierasz jedną z kieszeni plecaka... Po rzuceniu kilkoma soczystymi kurwami każesz dziecku w ramach lekcji, wydobyć wszystkie owoce, niezależnie od ich stopnia rozkładu...


Jest dopiero połowa października, a mnie ta czwarta klasa dobiła...
Masz jakiś sposób, żeby to przetrwać?
A może twój czwartoklasista również cię doprowadził w kierunku psychiatryka?

30 komentarze

  1. Omen (info dla wszystkich zainteresowanych: to NIE imię), usilnie próbuje swoją biedną matkę doprowadzić do szału. Plecak dotrwał do czerwca w stanie idealnym...póki babcia nie spakowała mu do kieszonki z legitymacją szkolną jabłka...o czym zorientowałam się późno. Za późno... W zeszłym roku ortografia poziom perfekt, w tym roku zapisałam go na kółko ortograficzne i dziecko stało się ...bezmózgiem ortografii, bo tego się nie da delikatniej ująć. Szkoła działa cuda!
    Nie wierzę kobietom, które opowiadają, jak to nigdy nie siedziały nad swoim 6-7latkiem sprawdzając, czy nie ma zadania domowego. Precz z fałszowaniem wizerunku polskiej mamy :D każda z nas chociaż raz wzięła do ręki zeszyt/książkę dziecka, żeby sprawdzić sytuację na polu walki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pierwsze wzięcie zeszytu do reki jednak było błędem... ;)

      Usuń
    2. ba, to było jak wzięcie granatu bez zawleczki do ręki...mózg rozwalony

      Usuń
    3. Skutki odczuwalne dożywotnio :P

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Życie tworzy rzeczywistość mniej różową ;)

      Usuń
  3. Nawet nie wiesz jak można się ucieszyć z gruszki z poniedziałku pomieszanej z pinezkami, szpilkami i cekinami z piątku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tylko trzydniowa ;), w archiwum Gaby najstarsze były z września...

      Usuń
  4. Padłam :-D znam to z autopsji. Moj 4-klasista, zapomniał co to ortografia, jak w końcu zbiorę się i zajrzę w zeszyty, to tabletka na uspokojenie to za mało... Mam ochotę rozszarpać, rozerwać na strzępy oczywiście zeszyt lol. Hm plecak - synku wyjeles wszystko z plecaka, tak mamo. Po tygodniu coś mnie tchnęlo i sprawdziłam. Nie wiedziałam, że marchewka może przybrać postać płynną ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm sok nie powiedziałabym ;) raczej konsystencja płynna z domieszką pleśni i innych składników ;) całe szczęście, że była w woreczku zamkniętym.

      Usuń
    2. Gaba nie była tak sprytna, owoce były luzem, ale plecak za to jest szczelny ;)

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Mnie nikt nie ostrzegł, potraktuj, jako źródło przygotowawcze ;)

      Usuń
  6. A ja powiem, że byłam przygotowana na gorszy początek. Owszem ortografia pozostawia wiele do życzenia, ale tak już było wcześniej. Zasady pisowni zna, powie dobrze - napisze źle i tego nie widzi... jest diagnozowany i wszystko wskazuje na dysortografię. Wyjmowanie jedzenia z plecaka - problemu u nas nie ma... odpukać. Za to z pakowaniem... nosi to czego nie trzeba a zapomina o zeszytach na dany dzień... ale już się nauczył jak się pakować żeby nie zapomnieć. Z przystosowaniem do nowej rzeczywistości też nie miał problemu. A tak się bałam bo zawsze wycofany był i dużo wody w Wiśle upływało zanim się zaaklimatyzował w nowej rzeczywistości... a tu niespodzianka :) Niech zostanie tak jak jest teraz bo poza ortografią nie mam się do czego przyczepić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gaba też z nosi za dużo rzeczy, chyba ten wiek...

      Usuń
  7. Raczej sposób żeby się matka nie czepiała, że coś jest nie spakowane ;) Bo to zagranie z pełnym plecakiem mają i starsze dzieci znajomych :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja mam takie problemy do dziś choć moja latorośl ma lat 16 więc Bożenko uzbrój się w cierpliwość,spleśniałe kanapki co tydzień wyciągane z plecaka,choć pokuje je do śniadaniówki,a zeszyty istne piekło,po ostatniej jedynce z anglika ,postanowiłam że przed kolejnym sprawdzianem ze słówek będzie przepytany,i to był mój błąd,dostałam takiego nerwa jak zobaczyłam zeszyt,pytam co tu jest napisane a on myśli myśli i stwierdza że dokładnie nie wie ale chyba chodzi o....myślałam że rozerwę go na strzępy.Także wszystko jeszcze przed Tobą pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja bym jeszcze dodała kwestię niepohamowanego zapału do angażowania się do wszystkiego, wszędzie i......zapominania o tym, tak więc dowiadujesz się, że jutro prowadzi lekcję tematyczną z przyrody, a pojutrze będzie opiekunem grupy wystawiającej przedstawienie, a nie ma nawet scenariusza, dodatkowo ma zbiory zadań z matematyki z gwiazdką.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo przestrzenną pracę artystyczną na jutro, a ty nie masz w domu materiałów ;)

      Usuń
  10. Nigdy nie mogłam zrozumieć, dlaczego rodzice się tak przejmują ;D Z ortografią ja osobiście akurat nigdy nie miałam prolemów, ale pamiętam, że jak tylko odrosłam trochę od ziemi "nic nie miałam zadane", bo dzień chłopaka, bo dzień dziewczyny, bo pani omówiła wcześniej temat, zostało trochę wolnego na lekcji i w tym czasie zdążyłam odrobić pracę domową. Ale generalnie nie chciało mi się wymyślać zazwyczaj, więc po prostu "nie było nic zadane". Lekcje odrabialiśmy gdzieś w szkole na kolanie, kto był sprytny chociaż minimalnie, nigdy nie został przyłapany. Szczerze mówiąc nawet nie spisywaliśmy od siebie, po prostu w szkole nie było świadomości zmarnowanego popołudniowego czasu :)
    Co do lektur, czytałam ich dość sporo, ale całkiem jawnie ignorowałam te, które nie przypadły mi do gustu. Też żyję - z polskiego zawsze miałam "celujący".
    Rodzice się martwią, ale my sobie naprawdę radzimy, a że nikt się nie lubi napocić, każdy szuka jakichś uproszczeń dl siebie. Chociaż zgniłe kanapki są akurat obrzydliwe :) Ja na tym wszystkim nie wyszłam źle, kończę studia z fajną średnią, staram się o stypendium, ważne to nie pozwolić przekroczyć dziecku pewnej granicy. Na typowe szkolne wybryki ja chyba od czasu do czasu przymknęlabym oko, bo z czasów podstawówki rodzice i ich pytanie "odrobiłaś pracę domową?" do dzisiaj jawi się jak największa zmora :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Mój chodzi do trzeciej klasy a ja już mam dość... I dopiero teraz sobie uświadomiłam, że w czwartej klasie będzie dużo gorzej... Plus jest taki, że rzodkiewkę i jabłko chyba tylko raz zdarzyło mu się wyciągnąć następnego dnia rano, więc na tym polu odnosimy sukcesy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gaba nigdy wcześniej nie magazynowała owoców w plecaku ;)

      Usuń
  12. Nie wiem o co chodzi z lekturami, miałam je przeczytane rok albo dwa lata wcześniej, zanim były wymagane. Po prostu na początku roku sprawdzałam sobie listę lektur na przyszły rok i leciałam z metra. Już w grudniu nie miałam co czytać. ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Witaj. Ja mam czwartoklasiskę i zerówkowiczkę (w szkole tej samej obie). JA sporawdzam te plecaki pod kątem owoców, warzyw i ....mleka. Dzieci dostają takie małe mleczka. Jedno ok, dwa tez ok, ale pewnego dnia wymieniając spodenki na WF stwierdziłam , ze plecak jest trochę ciężkawy. Było tam 6 mlek. na smamym dnie. Dodam ze plecak córka ma taki ciągany i jest on naprawdę przepastny. 6 mlek. doberze ze w całości. Niestety u młodszej nie przetrwały pomidorki koktajlowe. Woreczek się rozszczelnił, pomidorki zrobiły się przecierem który radośnie wypłyną z woreczka paprząc wnętrze. Więc sprawdzam. Oglądam zeszyty, sprawdzam plan. Nie siedzę jednak z córką nad lekcjami. Póki co ogarnia to sama. Mamy elektroniczny dziennik wiec raz na tydzień tam wchodzę i monitoruję sytuację.
    pozdrawiam
    Monika

    OdpowiedzUsuń
  14. Mam czwartoklasistkę i po tym jak odrobi lekcje to przeglądam czy czegoś nie ominęła bo codziennie ma zadane z matmy, polskiego w tyg. Dochodzą inne przedmioty, narazie jest ok. Jak cos ciężko jej idzie np potęgi to jej tlumacze, mimo to przez te lekcje widzę że sie zniechęciła do nauki. Od pierwszej klasy brała udział w konkursach matematycznych a teraz twierdzi ze juz nie lubi matematyki, kocha rysować a przez to że nie polubiła pana od plastyki nie lubi tego przedmiotu. To dopiero początek, co bedzie dalej zobaczymy,pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Idealnie opisana nasza sytuacja plus pierwszoklasista, który w połowie października jeszcze nie wyłączył opcji "wakacyjna olewka"�� damy radę ��

    OdpowiedzUsuń
  16. A ja siedziałam z dzieckiem nad lekcjami, motywowałam do regularnej nauki i pytałam czy spakował plecak i chociaż czwarta klasa była straszna (potem szósta była jeszcze gorsza bo egzamin gimnazjalisty) to nie żałuję. Dzisiaj młody ogarnia się sam wie co ma robić i jak efekty widzę po ocenach. Nie było to łatwe i brakowało mi cierpliwości ale takie życie nikt nie mówił że będzie łatwo. :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.