JAK NIE ZWIEDZAĆ Z DZIECKIEM?

wtorek, 23 sierpnia 2016


              Jestem bardzo niedoskonałym rodzicem. Zdarza mi się w sytuacji zniecierpliwienia rzucić do dzieci jakimś nieprzemyślanym, bardzo głupim tekstem. Jednak to, co usłyszałam w ostatnią niedzielę w ciechanowskim skansenie rozbiło mnie. W muzeum rolnictwa chłopiec zafascynowany maszynami, przyklejał się do szyby, by nacieszyć oczy widokiem. Wreszcie usiadł ze zmęczenia, ale nadal chciał patrzeć. Mamusia nagle wypaliła: "Chodź już. Musimy wracać, nie siadaj tu. Ugryzie cię mrówka i pójdziesz do szpitala". WTF? Jakby na komendę moja psina postanowiła poleżeć w cieniu i położyła się na środku drogi w nasionach brzozy. Ja rozbawiona, do syna: "Weź ją, co ona tak leży?" Syn na to "Pewnie ją mrówka ugryzła, chora jest". Oboje dostaliśmy ataku śmiechu. Gdyby tamta kobieta miał moc sprawczą w oczach, pewnie byśmy już nie żyli. Jednak nie o tym. Po raz wtóry pytam: JAK MOŻNA STRASZYĆ DZIECI??? Co to daje? Potem maluch boi się mrówki, każdego robaczka, pełzającego i latającego, a pójście do lekarza, kojarzy kojarzy mu się z karą. Do czego ma to prowadzić?  Potem ten sam rodzić w ramach bycia "fajnym" zaczyna zawstydzać dziecko: "No co ty? Boisz się małej mróweczki?". Jak ma się nie bać, skoro po ugryzieniu trafi do strasznego szpitala?
Poza tym. LUDZIE, nie mieszkamy w tropikach, nie ma u nas jeszcze morderczych mrówek.

O nie straszeniu dziecka pisałam:
"Oddam cię tej pani.
Ten pan cię zabierze.
Bo doktor da ci zastrzyk.
Zaraz zabierze cię pan policjant...".
Straszenie dziecka jest do bani. Dając przykład policjanta, który w oczach dziecka jest zły, bo ma je zabrać strzelasz sobie w kolano. A co jeśli dziecko się zgubi? Komu ma zaufać? Na pewno nie policjantowi, bo ten zabiera. Na widok lekarza urządzi histerię, a na otaczających ludzi będzie patrzeć podejrzliwie. Pominę kwestię, że nie każdy życzy sobie być obiektem-starszakiem. Odpuść nieco dziecku." więcej w Nie traktuj tak dziecka wśród ludzi-kliknij, warto przeczytać.

           Robienie zdjęć na siłę przy każdym zwierzątku jest fajne... przy pierwszych dwóch. Pominę to, że dziecko nie chce pozować wtedy, gdy osioł, koza, czy inne kopytne, próbuje je lizać, czy podgryzać. Dziecko podczas zdjęć się nudzi. Przyjechało oglądać, a nie być wdzięcznym modelem. Nie dość, że zwierzęta są zmęczone ludźmi, zapachami, gwarem, to jeszcze wciąż ktoś błyska im fleszem po ślepiach. Do tego ludzie mimo zakazu, karmią je wszystkim. Dzieci marudzą, płaczą, albo wyrywają się do zwierząt. Tak codziennie. Nie zmuszaj swojego dziecka, by na siłę pozowało przy tych umęczonych zwierzakach. jeśli ci się uda, złap chwilę, jeśli nie, odpuść.
Lubisz już mnie? Polub
                                                      

            Jedzenie, picie i sikanie. Dziecko ma mały żołądek i mała pojemność pęcherza. Nie irytuj się, że woła co chwilę pić, jeść i siku. Bądź przygotowanym rodzicem. Weź picie, przekąski oraz jednorazowy nocnik, jeśli wiesz, ze do toalety będzie daleko. Łatwo przewidzieć, że dziecko zgłodnieje, potem będzie spragnione. Wypije całą butelkę wody i zechce siusiu. To, że tak się stanie nie jest powodem do irytacji.  przygotuj się, a wycieczka od razu stanie się milsza.

          Kolejna kwestia to stragan z pamiątkami. Wiadomo. Dziecko chce każdą rzecz, już przy wejściu. Ustal na spokojnie, że po zakończeniu zwiedzania pójdziecie po pamiątkę, bo teraz nie ma sensu jej nosić. Wytłumacz dokładnie, że może pooglądać wszystko, ale wybrać jedno.  Może też pomóc wybrać upominek dla babci i dziadka, jeśli macie w zwyczaju przywożenie takich pamiątek z podróży. Niejednokrotnie już wspominałam, że o urlopie lub wolnym czasie decyduje rodzic. To nie dziecko chciało jechać przez pół Polski, żeby zobaczyć chatę krytą strzechą. Nie ma ochoty pozować przy koniu, którego zęby są w stanie ogryźć mu rękę. Ono mogło zostać w domu i układać klocki lub puzzle. Nawet jeśli jesteście wszyscy zmęczeni to zastanów się, czy robienie komuś przyjemności na siłę ma sens. Bo rodzicu często sam tą przyjemność psujesz. 

8 komentarze

  1. Niektóre matki naprawdę są trzepnięte, ale na głupotę nie ma lekarstwa ;) Dobrze mówisz, nie straszy się dzieci :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Straszenie to obok klapsa, chyba najpopularniejsza metoda wychowania i jeszcze równie pospolity jest komentarz w stylu: "Bo dzieci będą się z Ciebie śmiały", a więc dziecko dostaje informację, że jak ktoś coś robi źle, nie tak, coś mu się nie udaje to co trzeba zrobić? Wyśmiać go! A gdy nasza pociecha robi to wobec innego dziecka słyszy "nie wolno naśmiewać się z dzieci".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy popełnia błędy, niektórzy starają się je naprawiać inni w nich tkwią, powielają to, co wynieśli z domu.

      Usuń
    2. Dodaj szeptanie. Mama podchodzi do dziecka i zamiast normalnie się odezwać, mówi mu coś na ucho. W towarzystwie innych dzieci, ludzi itd. Nie znoszę szeptania ludzi w grupie i jeszcze bardziej nie lubię uczenia tego dzieci. Tym bardziej, że czasem szept usłyszę i to co słyszę, nie podoba mi się jeszcze bardziej. Klapsy i tak dalej to jest przemoc frontalna, głośna, łatwo ją zobaczyć. Ale jest jeszcze druga przemoc. Cicha, knująca, manipulująca uczuciami dziecka. Sto razy gorsza od tej pierwszej.

      Usuń
    3. Szept słychać bardzo dobrze, zwłaszcza, jak ktoś nie szepce, a syczy ;)

      Usuń
  3. Dużo się teraz mówi o straszeniu dzieci w stylu "bo Cię pan zabierze", które kiedyś było tak normalne, a dziś nareszcie widzimy, jakie to niesłuszne. I bardzo dobrze, że się mówi, że się pisze. Bo nie każda matka robi tak, bo jest zła. Wiele z nich nie zdaje sobie sprawy w niestosowności takich tekstów. To trochę jak tkwieniem w przekonaniu, że mówi się "wziąść" i "w każdym bądź razie". Pozdrawiamy i czekamy na kolejne tak mądre artykuły :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To straszenie wszędzie się przewija. Naprawdę matki liczą, że odniesie to jakiś pozytywny skutek?

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.