CO SPAKOWAĆ NA WAKACJE, CZYLI NASZ WYJAZD Z DZIEĆMI

niedziela, 31 lipca 2016


                    Tego lata postanowiliśmy wakacje, a właściwie dwutygodniowy urlop spędzić inaczej niż dotychczas. Dzięki uprzejmości znajomych, którzy nas nocowali mieliśmy większy budżet na jadę i zwiedzanie. Oczywiście wykorzystaliśmy to. Najpierw blisko i z przypadku. Okazało się, że między spotkaniem ze znajomymi w stolicy, a odbiorem starszej córki z kolonii mamy trochę czasu. odwiedziliśmy Muzeum Techniki w Pałacu Kultury i Nauki. Szybkie dopakowanie i wyjechaliśmy do Gdyni. Drogę umilały nam śpiewy córek i przydatne gadżety. Sopot, Gdynia, Orłowo, Gniewno (tu znaleźliśmy bezpłatną atrakcję turystyczną STOLEMY),Łeba, Gdańsk-tak odwiedziliśmy je wszystkie. Molo, plaże, Muzeum Marynarki Wojennej i Dar Pomorza. Pogoda była kapryśna niczym kobieta. Od upalnego słońca, po ulewny deszcz. Jednak daliśmy radę, przygotowani na wszelkie warunki atmosferyczne.

               Kolejną atrakcją naszego urlopu byli goście, którzy przyjechali do nas. Szybki powrót, dobra organizacja sprawiła, że spotkanie wypadło idealnie, a my zdążyliśmy przepakować ciuchy na dalszą drogę. Nastęnym punktem naszej podróży było Podlasie. Białystok, Tykocin, Kiermusy. Park Branickich, synagoga , żubry, Narwiński Park Krajobrazowy-to zaledwie dwa dni jazdy.
 W czternaście dni przejechaliśmy ponad dwa i pół tysiąca kilometrów. Podczas podróży sprawdziły nam się rogale, poduszeczki, kocyki, plecaki, nakładki na pasy w aucie, walizka na milion zabawek, która w aucie służyła jako podnóżek. Oczywiście każdy gadżet, który jest w  stanie ułatwić rodzicom podróż z dziećmi jest u nas mile widziany, dlatego możemy polecić zestaw Trunki od Marco. W chwilach zwątpienia wysiadaliśmy z auta, braliśmy walizkę i woziliśmy na niej Melę, jak na jeździku. Potem pakowaliśmy ją i zabawki do auta i ruszaliśmy dalej. Pomagało też zamienianie dziewczynek miejscami-droga po dwóch stronach wygląda inaczej.

               Jeśli planujesz długa podróż z dziećmi, musisz wyposażyć się w foteliki, plecaki, nakładki na pasy, jednorazowe nocniki, nakładki na sedes, płyty z bajkami i piosenkami, wygodne ubranka i buty, przekąski, kocyki, poduszeczki, malowanki, gry, czapki lub kapelusze, kurtki przeciwdeszczowe, picie, przekąski, tabletki lub syrop na chorobę lokomocyjną, podręczna apteczkę i dużo cierpliwości. Maluchy w aucie się nudzą, musisz być kreatywny w wymyślaniu zabaw podczas jazdy. Jeździsz z dzieciakami? Napisz, co sprawdza się u ciebie?

       Zobacz nasz krótki filmik

Oglądasz? Daj suba i łapkę w górę.

CYKL ŻYCIA CYCKÓW-PRAWDA I MITY

czwartek, 28 lipca 2016


                     Marta z SuperStyler zrobiła zabawny filmik na temat cyklu piersi. Zobrazowała go owocami. Na początku są jędrne jak cytrynki. W ciąży nabrzmiałe, jak melony. Podczas kamienia piersią mocno asymetryczne, a po karmieniu skórki po bananach. Na myśl o ty uśmiecham się szeroko, zwłaszcza karmienie i okres po. Przeszłam nad filmikiem po porządku dziennego, aż do dziś. Koleżanka pokazała mi filmik i spytała czy widziałam? Po wymianie zdań okazało się, że mnie filmik bawi, ona wręcz przeciwnie, czuje niesmak. "Bo ten film zniechęca do kp". Wtf? W jej rodzinie był przypadek bandażowania piersi w obawie przed wiotczeniem po karmieniu piersią.
W poradni "K" wisi plakat nawołujący do jednoczenia kobiet z obwisłymi cyckami.  Serio? Żyjemy w tym samym świecie? Ja wiejska baba, ale myślałam, że miastowe nieco mądrzejsze. Kobiety naprawdę wierzą w to, że karmienie piersią niszczy piersi?

Otóż drogie panie wiotczenie piersi zależy od was wielu czynników:

WIEK

Wiadomo, że najładniejsze piersi mają nastolatki. Dojrzałe kobiety latami narażają swoje piersi na promienie słoneczne, brak pielęgnacji, deformowanie, zmniejsza się gęstość skóry. Nie pomagają też gorące kąpiele i  tarmoszenie podczas mycia. Można tak mnożyć grzechy, które kobiety same na sobie popełniają. Wraz z upływem czasu, wszystkie te czynniki powodują, że piersi są obwisłe. jednak, jak wspomniałam: na to pracuje się latami.

PREDYSPOZYCJE

Jeśli zamiast chodzić wyprostowana garbisz się, twoje piersi idą w dół. Błąd, wyprostuj się. Lubisz spać na brzuchu? Zmień pozycję, długotrwały ucisk na piersi powoduje zapychanie kanalików, o czym przeczytasz niżej. Przesypiasz pół życia, w tym czasie gnieciesz piersi. Nie pomaga to w utrzymaniu ich w ładnym kształcie.

UŻYWKI

Palenie papierosów to morderca twoich piersi. Toksyny powodują rozszerzenie przewodów mlecznych, prowadzi to do zapaleń i torbieli. Również bierne palenie źle wpływa na kondycje twojej skóry nie tylko na piersiach. Szarzenie i wysuszenie, nie wygląda to atrakcyjnie.

MASAŻE

Właściwie ich brak. Nie doceniasz naprzemiennych natrysków prysznicowych: chłodny-ciepły, kolistymi ruchami do wewnątrz? Delikatne peelingi również dobrze wpływają na skórę piersi. Doceń masaże.. Piersi obmywaj delikatnie dłonią, bez szarpania i tarmoszenia ostrymi myjkami. W masażach pomogą ci balsamy ujędrniające.

BALSAMY UJĘDRNIAJĄCE

Jesteś młoda i nie stosujesz? Zobacz, jak atrakcyjnie wygląda skóra na nogach, gdy nakładasz na nią balsam. Tak samo jest z piersiami. W odpowiednim okresie stosuj dobrze dobrane balsamy. Latem nawilżaj, podczas ciąży stosuj przeznaczone dla ciężarnych, przy kp również. Po zakończeniu karmienia stosuj serum ujędrniające i regularnie masuj.

ZŁA DIETA

Gwałtowne spadki i wzrost wagi to jeden z głównych czynników powodujący rozłażenie się skóry. Podczas chudnięcia i tycia skóra traci elastyczność, bo jest zwyczajnie skrajnie wycieńczona twoim postępowaniem. nawet jeśli zdołasz utrzymać w miarę jędrne piersi, to zafundujesz sobie rozstępy własne życzenie.

ŹLE DOBRANY STANIK

Moda na 75B w całej Polsce dawno odeszła do lamusa. Stanik nie może być za mały, ani zbyt luźny! Pierś zbiera się spod pachy i podciąga ku przodowi, dzięki takim zabiegom w ciągu czterech-pięciu miesięcy przybędzie ci co najmniej rozmiar w miseczce, znikną za to wałeczki na plecach. Widzisz? To działa. Jeśli nie masz pewności, jak to zrobić idź do dobrego salonu z bielizną i poproś o dobranie stanika.

BRAK STANIKA

Naprawdę muszę to komentować? No dobra. MUSZĘ. Znam kobiety, które nie noszą staników, chyba, że na bardzo oficjalne spotkania. Ich wybór. Jednak wystarczy pooglądać programy podróżnicze np. "Boso przez świat", by dostrzec wśród kobiet tendencje do posiadania pępka między piersiami. Tak właśnie działa brak podtrzymania. Nie tylko duże piersi należy odpowiednio podtrzymywać , małe też mogą zwisać, przy braku stanika.

Lubisz już mnie? Polub.
                                                      

              Widzisz, gdzieś na liście karmienie piersią? Nie. Bo nie od tego cyc zwisa. Traci jędrność, gdy ty na to pracujesz, całymi latami. Nie zapominaj więc o prawidłowej pielęgnacji i postawie, ćwiczeniach wzmacniających i ujędrniających, Pozbądź się złych nawyków. Jeśli jesteś na diecie, chudnij po woli, nie tylko skóra ci się odwdzięczy, ale i nie przytyjesz z powrotem.  Filmik Marty nadal uważam za zabawny, mam nadzieję, że bawi również i ciebie.

Jako bonus dam ci przepis na domową maskę ujędrniającą:
jedno starte jabłko+ jedno białko ubite na sztywną pianę,
zmieszaj, nakładaj na dekolt i piersi,
po ok 15 min spłukaj chłodną wodą.

    To, jak dziewczyny? Pierś do przodu i szeroki uśmiech. 
Znasz swoje grzechy w stosunku do piersi?
                                               

DZIECKO NA DRODZE REALNYM ZAGROŻENIEM-TAK SIĘ KOŃCZY JAZDA NA ROWERZE.

środa, 27 lipca 2016


               Ten dzień nie zapowiadał się inaczej od pozostałych letnich dni. Poranne słońce budziło nas nieco za wcześnie, śniadanie było leniwe i bardziej rodzinne niż poza sezonem. Dziś wszyscy są w domu. Gaba zadzwoniła do koleżanki. Spotkały się, pobawiły dysko piłkami i pojechały na rowery. Oczywiście moje czarnowidzwto się sprawdziło. Nie chciałam, żeby jechała przez główną ulicę. Kilka minut po jej wyjeździe Marcin dostał telefon, żeby przyjechać, bo Gaba się wywróciła. Milion myśli, koszmarnych niczym gradowe chmury. Wskoczył w auto i pojechał. Po drodze stan przedzawałowy, bo skoro telefon, to nie wiadomo, jak jest kiepsko...

              Gaba jest od najmłodszych lat uczona jazy w kasku. Jako jedna z nielicznych we wsi ma chronioną kaskiem głowę podczas jazdy na rowerze. Jako jedyna w okolicy jeździ w klasku i ochraniaczach na rolkach. Kiedy spytałam nauczyciela o grupy rolkarzy dlaczego nikt poza Gabą nie jeździ w kasku dostałam ciekawa odpowiedź: "rolki to i tak duży wydatek dla rodziców". Rok temu na koniec wakacji syn połamał się na deskorolce. Operacyjnie składany obojczyk, połamane żebra, mostek...  Do dziś ma śruby i kawałek blachy w barku. Zanim Marcin z Gabą przyjechali minęło najwyżej pięć minut, te myśli jednak zdążyły przymknąć mi przez głowę. Kask. Miała kask? Jasne, przecież zawsze ma. Dopiero o tym myślałam...

Lubisz już mnie? Polub.
                                                      

               Są. Wybiegam z domu w pół sekundy. Gaba płacze. Wysiada z auta. Histeryzuje, nie umie powiedzieć co ja boli. Gula w gardle. Opanowaliśmy płacz. Starta ręka, potłuczone kolano, mocno starty dół brzucha. Nadziała się na kierownicę. Delikatnie obmywamy ją z piachu. Zwolniła, żeby nie wpaść na koleżankę, która się zatrzymała. Miałki piach nie jest sprzymierzeńcem wolnej jazdy na rowerze. Upadła częściowo na ulicę, częściowo na pobocze. Akurat obok warsztatu znajomego, to on zadzwonił.

              Jedziemy do lekarza. Gaba znów pochlipuje. Panikuje, czy ją coś boli? Nie można od niej nic wyciągnąć. W ciągu trzech minut od wejścia do ośrodka, jesteśmy w gabinecie lekarskim. Badanie się przedłuża. A może mi się tak tylko wydaje? Brzuch w porządku. Żebra również. Więcej strachu i nerwów niż rzeczywistych urazów. Ale po zeszłym roku, kiedy to syn spędził ponad tydzień na chirurgi. Pięć tygodni w gipsie, a rehabilitacja trwa nadal. Jestem delikatnie przewrażliwiona na urazy. Tym razem nic takiego się nie stało. Na szczęście. Strachu jednak było dużo.


Macie swoje historie z urazami podczas zabawy w tle?
Jak się skończyły? Liczę, że bez interwencji chirurga?




NASTOLATEK KONTRA PRALKA.

wtorek, 26 lipca 2016

                         
                 W  życiu każdego nastolatka nadchodzi moment prawdy: trzeba zrobić pranie. Teoretycznie nic wielkiego. Kosz na bieliznę i wystarczy poczekać, aż mama zrobi resztę. Błąd. Okazuje się, że pora wakacyjna to czas wyjazdów. Najpierw nastolatek znika na dwa tygodnie, potem mama. A góra prania rośnie. Ups. Samo się nie upierze? Zacznijmy od podstaw. Telefon do mamy:

- gdzie jest pralka?
- w piwnicy
- gdzie???
- pralnie tam mamy od siedmiu lat
- a tam..

 ...godzinę później...

- jak ją włączyć?
- posegregowałeś pranie?
- po co?
- żeby ci majtki różowe nie wyszły

...godzinę później...

- jak to włączyć?
- z prawej strony nastawiasz na dziewiątkę, na środku na max pięćdziesiąt stopni, z lewej wciskasz ostatni guzik

...godzinę później...

- nie pierze
- co znaczy nie pierze?
- nie pierze, buczy, kręci, nie pierze
...
- WODĘ DO PRALKI ODKRĘCIŁEŚ?
- teraz już tak

...godzinę później ja dzwonię...

- dałeś proszek?
- yyy???
- nastaw na nowo, daj do środka zielono, niebiesko, białą kapsułkę, tak, masz obok pralki
- ...
- jedną!!!

...godzinę później dzwonię i mówię drżącym głosem...

-nie połam mi suszarki...

      Dał radę? Dał? Uprał? Uprał? Na ile stopni? A co będzie sobie żałował, na dziewięćdziesiąt. Nic takiego się nie stało, najwyżej te dwie rzeczy odda młodszemu rodzeństwu. Różowe skarpetki to też nie problem. W końcu moje pranie ostatnio wyszło żółte

Lubisz już mnie? Polub
                                                      

Na koniec klasyczny podział ciuchów przeciętnego nastolatka:

-jeszcze nadaje się do założenia
-wcale nie jest takie wygniecione
-te skarpetki od dziś są parą
-nie mam się w co ubrać


*wszelkie podobieństwo do dziań mojego syna jest całkowicie przypadkowe, a skojarzenia z nim to tylko wasza wyobraźnia


Jak wyglądało twoje pierwsze pranie? Napisz o tym.


Podobne artykuły



PO CO DZIECKU LALA DO LECZENIA?

poniedziałek, 25 lipca 2016


                       Latem dzieci tak, jak w roku szkolnym chodzą do przedszkola, Pogoda sprzyja zabawom na świeżym powietrzu, więc często wychodzą na plac zabaw. W czwartkowe popołudnie Mela wróciła z przedszkola z mocno zadrapanym policzkiem. Spadała z huśtawki. Ten dzień był idealnym do zabawy w lekarza. Przypadkiem miałam dla niej odpowiedni prezent, który miał odwrócić uwagę od rozżalenia nieudanym dniem.  Lalę Lenę, która wymagała leczenia. Miało to odwrócić uwagę Meli, od zdarzenia na placu zabaw. Lenusia przypadła od razu Melce do gustu. Jest miękka wyzwala chęć przytulania i opieki. Wyzwala empatię i chęć działania. Myślałam, że jak ze wszystkim będzie to jednorazowa zabawa.  W końcu wyjeżdżalismy i lala miała zostać w domu, bo chorowała. Jednak jak to przy dzieciach, sytuacja szybko uległa zmianie.

                    Zaplanowaliśmy urlop. Super pomysł na dwa tygodnie tylko z dziećmi. Pierwszy tydzień nad polskim morzem, drugi spontanicznie. Oczywiście w tak zwanym międzyczasie Mela zaczęła gorączkować. Idealne wyczucie czasu. Lenusia znów powróciła do łask. Okazało się, że choroba mniej męczy Melę, gdy ta opiekuje się równie chorą lalą. Tak więc miałam podwójne dawki syropu na gorączkę, podwójne, wilgotne  ściereczki na czoło oraz podwójne, chłodzące kąpiele. Oczywiście lala na sucho, bo ma w środku mechanizm.  Zauważyłam, że taki drobiazg, jak możliwość opieki nad innym chorym szkrabem, daje Meli dużo radości. Do tego rozczulające rozmowy:

-nie płacz, *psytulę cię /przytulę/
-wiem, że boli cię główka, mnie też
-dam ci okład na główkę i położę się z tobą
-chodź, *pocitam ci /poczytam/
-nie bój się, zastrzyk ci pomoże
-mierzenie *tepelatuly nie boli /temperatury/
-byłaś dzielna, pobawimy się teraz
-opowiem ci bajkę: wpadła *gluska /gruszka/ do *faltuska /fartuszka/, a za *gluską /gruszką/ dwa *jabłuska /jabłuszka/, a *śliwecka /śliweczka/ wpaść nie chciała, no bo jeszcze jest za mała...

- Melciu skąd znasz ten wierszyk?
- z ksiesiełka /krzesełka/

               Muszę uważniej przyjrzeć się temu krzesełku, jak już lala przestanie je okupować. Myślałam, że jest dla malucha, a tu okazuje się nauczycielem, podestem na krzesło dla przedszkolaka i idealnym stolikiem do badań lali. Odniosłam wrażenie, że Mela została typową matka polką.  Nie ważne, że chora, opiekowała się dzieckiem. To również pomogło jej uporać się z chorobą, we dwie było im łatwiej ;)


Lubisz już mnie? Polub.
                                                      





      Po raz kolejny HURTOWNIA ANEK umiliła nam czas zabawkami i gadżetami SMILY PLAY



JESTEŚ STARSZA, OCZEKUJĘ OD CIEBIE...

czwartek, 21 lipca 2016

                 Jestem starszą siostrą. Mama popełniła wszystkie możliwe błędy wychowawcze i kilka mało prawdopodobnych. Byłam nianią, byłam starsza, miałam sobie radzić i radziłam. Czasy były takie, że klucz wisiał na szyi, a jedynym naszym celem było nie zgubienie go. Opieka starszego rodzeństwa nad młodszym? Standardowa praktyka. Nie chciałam mieć więcej niż jednego dziecka. Najmłodsze ma zawsze najlepiej, to od starszego się wymaga. Podziały mnie odstraszały. Bałam się, że jedno będę kochać, a od drugiego wymagać. Z biegiem lat decyzja poszła w innym kierunku. Dzieci mam troje, a "najgorzej" ma chyba średnie. Najstarszy ma obowiązki. W sumie miał, jak mieszkał z nami. Najmłodsza to maskotka. Taki urok dużej różnicy wieku. A średnia....

               Średnie dziecko zazwyczaj jest zagubione. Ani już najmłodsze, ani najstarsze. Za małe na poważne obowiązki. Rośnie sobie ten średniak, a granica się zaciera. Kiedy zaczynam od niej wymagać by pomagała w domu. Proste czynności: pościelenie swojego łóżka, rozładowanie zmywarki, nakarmienie pupila. Buntuje się. Ona uważa, że nie musi, bo od tego jest starszy brat. Pominę fakt, że brat zaczyna prowadzić własne życie. Średnia staje się najstarszą. To skomplikowana przemiana, zarówno dla niej, jak i dla nas. Łapię się na tym, że wymagam. Ona się przed tym wzbrania, a ja mam moralniaka. Z jednej strony nie chcę jej odbierać dzieciństwa, z drugiej wiem, że musi uczyć się systematyczności i odpowiedzialności. Ostatecznie ma już dziesięć lat.

             Kiedy proszę, żeby wzięła siostrę za rękę, bo ta nie nierównym terenie się potyka. Gabka twierdzi, że nie będzie niańką dla naszego dziecka. Gotuje się wtedy we mnie. Wiem, że sama do tego doprowadziłam odsuwając ją od obowiązków. A teraz kiedy chcę pomocy ona się przed tym broni. Miotam się na granicy prośby o pomoc, a nakazu. Bywają dni, że starsze rodzeństwo powinno pomóc styranej matce w zajęciu młodszego. U nas zabawa wynika spontanicznie. Mała wpatrzona w starszą, jak w  obrazek. Imponuje jej umiejętnościami i wiedzą. Starsza natomiast traktuje małą, jak zło konieczne. Jednak dla mnie problemem jest granica między zdrową zabawa rodzeństwa, a wykorzystywaniem starszego. Nie ma złotego środka, popełniam błędy. Czasem łapię się na tym, że oczekuję. Kajam się przed sobą, że jestem za surowa, jednocześnie wiedząc, że nie mogę trzymać jej pod kloszem, bo nauczyciel w szkole też będzie wymagał, później szef w pracy...  Mam świadomość, że moje decyzje i oczekiwania będą miały wpływ na jej postawę w życiu dorosłym. Czy dobrze, że już teraz się tym martwię?


Polecane artykuły


oraz dla rozluźnienia

ŁAPACZ SNÓW-DIY, CZYLI CO POMOGŁO NA LĘKI NOCNE DZIECKA

środa, 20 lipca 2016
DIY

                       Lęki nocne dziecka potrafią uprzykrzyć życie całej rodzinie. Nas dręczy to od prawie dziesięciu lat. Bywają spokojne okresy,by z nienacka spaść na nas znowu kolejnym napadem strachu. U dziecka nadpobudliwego wystarczy jeden bodziec, by kilka nocy nie było spokojnych. Takim bodźcem może by zwykłą bajka i jej akcja.  Takie dzieci wszystko przeżywają wciąż na nowo. Sny są wtedy tak intensywne, że aż straszne. Oczywiście kończy się to spaniem w łóżku rodziców. Dlatego znalazłam sposób na odstraszanie złych snów. Razem z  Gabą  zrobiłyśmy z włóczki, kilku piórek i koralików oraz  bransoletki, łapacz snów. Do tego wyjęłam z szafy szytą przez mnie poduchę straciuchę chroniącą podczas snu i szydełkowych bohaterów od Joasi Niekonwencjonalna.com. Zestaw ten pomaga Gabce i Meli spokojnie spać. Masz problem ze spokojnym snem dziecka? Zrób z nim odstraszacz złych snów. To naprawdę działa.

       Bez nakładów finansowych na drogie gadżety zrobiłyśmy sympatycznych pomocników. Podusię uszyłam z materiału, który miałam w domu. Celebrowanie przygotowań strażników snu pomaga dziecku podświadomie unikać lęków.  Poniżej krok po kroku, jak zrobić łapacz snów.








Lubisz już mnie? Polub
                                                      




ODKRYWAJ NOWE LĄDY W GRZE REACH FOR THE SKIES

wtorek, 19 lipca 2016


             Nie posiadasz telewizora, Twoje dziecko ma ograniczony dostęp do komputera i limitowany internet w telefonie? Gry i zabawy powinny posiadać walory edukacyjne i zręcznościowe? Mam dla ciebie idealną propozycję rozrywki. Skąd mam taką pewność? Jestem rozsądnym rodzicem. Zanim dam dzieciom grę do zabawy, najpierw testuję sama. Dzięki temu wiem, czego się spodziewać. Niedawno miała premierę edukacyjna gra „Reach for the Skies”. Jest produktem polskiego studia SteamBytes (www.steambytes.com).


           Gra nie wymaga wielkich umiejętności, jest za to dobrym nauczycielem i pomocnym przyjacielem, który utrwala zdobyte wiadomości. By sięgać nieba, wystarczy wybrać pojazd, którym chcesz latać i zdobywać kolejne stopnie. Do wyboru masz balon, zeppelin czy aeroplan. Każdy z nich w kilku opcjach. Twoim zadaniem jest przejście różnych krain, przy jednoczesnym utrzymaniu wysokości, omijaniu przeszkód, zbieraniu dodatkowych monet i poprawnym odpowiadaniu na pytania z wybranej dziedziny. Brzmi ciekawie? Mimo, iż średnio lubię gry na telefonie, tak mnie wciągnęło, że od piątku przechodzę kolejne poziomy. Monety wymieniam na coraz to nowsze pojazdy, utrzymuję odpowiednią wysokość, by cały czas mieć paliwo do lotu. Grę najlepiej rozpocząć od lotów balonami, przechodząc na kolejne poziomy możesz grać coraz bardziej wymagającymi zeppelinami i aeroplanami. Każda kraina składa się z dwudziestu misji, a wynikami możesz dzielić się np. na Facebooku.



                  Czym wyróżnia się „Reach for the Skies”? Buduje w graczu cierpliwość, uczy logicznego myślenia oraz wykazywania się zręcznością. Z pozoru łatwe zadania, wykonywane jednocześnie, okazują się być wyzwaniem. Gra to ponad dwa tysiące pytań z zakresu przyrody, matematyki i wiedzy o człowieku. Podzielona jest na grupy wiekowe, co pozwala łatwiej dobrać poziom do gracza. Mając dzieci w wieku sześciu-osiemnastu lat, możesz spokojnie polecić im ten rodzaj rozrywki. Jeżeli jednak preferujesz inne tematy, możesz w opcji dodatkowej stworzyć swoja własną listę pytań – z poziomu telefonu bądź korzystając z platformy http://www.edugames.net. „Reach for the Skies” jest dostępna w dwóch wersjach językowych: polskim i angielskim, co dodatkowo pozwala utrwalać język obcy.

               Oczywiście czym byłaby gra dla dzieci, bez testu dzieci? Gaba była na rozwijających umiejętności i wyobraźnię koloniach, więc do grania zaprosiłam jej kuzynki. Dziewczynki mają po jedenaście lat. Mają różne zainteresowania, chodzą do innych szkół. Jednak jednogłośnie twierdzą, iż gra jest interesująca, ciekawa i fajna. Ich wylewność w opisie jest powalająca. Przez kilka godzin grały bez znudzenia. Sprawdzały swoje umiejętności i zakres wiedzy oraz porównywały poziomy. Gaba dostała grę w trasę na urlop. Kilka godzin zabawy w drodze nad morze. Na początku czuła się zagubiona. Gra bardzo mało na telefonie, na podróż woli książkę. Jednak już po pół godzinie przeszła kolejny poziom. Czasem spytała o to, czy wybiera prawidłowa odpowiedź, gdyż weszła na poziom dla młodzieży starszej od siebie. Bawiła się grą przez ostatnie pięć dni. Umilała jej czas zwłaszcza podczas oczekiwania w długich kolejkach. Pomimo wady wzroku oraz nadpobudliwości, cierpliwie czyta pytania, jednocześnie omijając przeszkody. Dla mnie to świetne połączenie zadań, dla niej dobra lekcja koncentracji i zręczności.


                  Jak możesz sięgnąć nieba? To proste, pobierz i graj! Grę „Reach for the skies” możesz bezpłatnie pobrać z Google Play (http://bit.ly/Android_RFTS), AppStore (http://bit.ly/IOS_RFTS) bądź Windows Store (http://bit.ly/Windows_RFTS).


Lubisz już mnie? Polub
                                                      



                                                 


STOLEMY, BEZPŁATNA ATRAKCJA TURYSTYCZNA NA KASZUBACH

niedziela, 17 lipca 2016

                 Jadąc z Gdyni do Łeby, trafiliśmy na niezwykłe figury. pierwsze skojarzenie: niebieski Shrek. Nie był to jednak żaden ogr, ni ogry. To stolemy. Pierwotni mieszkańcy Kaszub. Teraz mamy stanowczo za mało czasu, jednak na kolejny pobyt mamy już pomysł. Na dole zobaczycie mapę stolemów. Warto odwiedzić te miłe olbrzymy i zrobić dzieciakom ciekawą wycieczkę.


"Z legend kaszubskich, czyli cała prawda o stolemach

Zanim Kaszubami całkowicie zawładnął człowiek, panami tej krainy były stolemy. Kształtem przypominały ludzi, ale wzrostem przewyższały ich kilkakrotnie. Posiadały też ogromną siłę. Drzewa wyrywały niczym źdźbła trawy. Ciskały wielkimi głazami jak ziarnkami grochu (...).

Któregoś dnia dwa stolemy leżały nad brzegiem morza i odpoczywały w cieniu drzew. Rozprawiały o rozmaitych sprawach, aż wreszcie ich rozmowa zeszła na temat ludzi.

- Jest ich coraz więcej – rzekł starszy.
- Wycinają lasy i zakładają pola – dodał młodszy.
- Wyławiają ryby z jezior, zabierają nam grzyby i orzechy.
- Budują nowe wioski i rozbudowują stare.
- Oj! Niedobrze z nami!
- Niedobrze!

I tak od słowa do słowa uradziły, że trzeba ludzi zniszczyć. Najpierw jednak, by zebrać siły, postanowiły uciąć sobie drzemkę. Całą tę rozmowę słyszał młody, sprytny rybak. Przestraszył się bardzo, ale nie stracił głowy. Cichutko wszedł na sosnę i szyszką rzucił w nos starszego stolema. Ten poderwał się i rzekł do młodego:

- Bez głupich żartów!
- No, co ty, nic przecież nie zrobiłem – tłumaczy się młody.
- Spróbuj jeszcze, a zobaczysz!

Kiedy znowu usnęły, rybak rzucił szyszką w nos drugiego stolema. Teraz ten, choć młodszy, rozgniewał się na drugiego, ale szybko dał się udobruchać. Po chwili rybak znowu rzucił w starszego, później jeszcze raz w młodego i rzucał tak długo, aż doszło między nimi do ostrej sprzeczki. Ta zaś bardzo szybko przerodziła się w bójkę.

Nie była to zwykła walka. Starszy nie chciał pozwolić, by pokonał go młokos. Młody miał już dość ustępowania starszemu i uznał, że czas mu pokazać, kto jest silniejszy. Od szarpaniny szybko przeszły stolemy do tarzania się w piachu, w ruch poszły pięści. Następnie olbrzymy zaczęły wyrywać drzewa i walczyć nimi jak maczugami. (...) Spod kaszubskich piachów wojownicy dobywali kawałki skał i rzucali w siebie ze złością. Rzadko jednak trafiali, więc kamienie, mijając ciała olbrzymów, leciały dalej. Do dziś można je znaleźć w najróżniejszych zakątkach Kaszub. Te, które rozbiły się na drobne kawałki, spadły na ziemię jak nasiona. (...)

W końcu olbrzymom zabrakło jednak sił. Legli znów obok siebie, nie mogąc już ruszyć ręką ni nogą. Starszy odezwał się:

- Przyznaj się, dlaczego we mnie rzucałeś szyszkami?
- Przyrzekam ci bracie, że to nie ja – jękną młodszy!
- Ja też w ciebie nie rzucałem – wysapał starszy. – To znaczy, że zrobił to ktoś inny.

Wówczas przyszła im do głowy myśl:

- To musiał być jakiś człowiek! – resztką sił wykrzyknęli prawie jednocześnie. (...) Nim zasnęli na wieki, stary dodał jeszcze:
- Widać, ten mały stwór jest od nas mądrzejszy. Jeśli wszyscy ludzie są tacy, to prędzej czy później ziemia będzie należała do nich.

Po wydarzeniach tych inne stolemy jeszcze długo żyły z ludźmi w zgodzie. Niemniej słowa starego olbrzyma spełniły się. Dzisiaj pozostały po nich jedynie kamienie, które, być może, będą istnieć dłużej niż ludzie ...*

*Fragment książki „Legendy Kaszubskie”, autor Janusz Mamelsk
...

Obecnie w Gniewinie i okolicach zlokalizowanych jest piętnaście figur stolemów Stolemowa Rodzina zamieszkała na terenie Kompleksu „Kaszubskie Oko” sąsiadując z "zielarzami" i "stolemową jadalnią". Stolem "Kaszub" wraz ze Stolemem "piłkarzem" upatrzyli sobie miejsca przy drodze wjazdowej do Gniewina. W Nadolu możemy spotkać stolemów "rybaków", a w Perlinie "rolników". Mierzyno natomiast zamieszują stolemy "drwale". Jak widać, te mityczne postaci zagościły tu na dobre i w krótkim czasie stały się wizytówką gminy oraz zyskały rzesze sympatyków." "
    1
Dla porównania, jak ogromne są figury, dziewczynki przy małej śwince ;)

    2
    3
    4
                      5
  
                       6
    7
    8



*zdjęcia 1-6  oraz legenda ze strony gniewnodobremiejsce
*zdjęcia 7-8 magazynkaszuby

NIE BĄDŹ MATKĄ FRUSTRATKĄ!

sobota, 16 lipca 2016


                    Kolejna godzina powrotu z urlopu. Wślizgujemy się z korka w korek. Zamiast jazdy autostradą wybraliśmy poczciwą siódemkę. Pominąwszy roboty drogowe, znaleźliśmy się w punkcie kulminacyjnym dojazdu na odtworzenie bitwy pod Grunwaldem. Po kilku godzinach próby przebicia się, wciąż jesteśmy w okolicy Olsztynka. Dzieci w  aucie szaleją, ale nie śpieszy się nam.  Mamy jeszcze tydzień wolnego. W sumie, Marcin ma. Ja przecież wciąż pracuję. W akcie desperacji skręcamy w lasy. Widoki pozytywnie nastrajają. Zasięgu brak. Może to i lepiej. Szukamy cywilizacji. dziewczyny szaleją wydając dzikie dźwięki, nagrywają wszystko na smartfonie i odtwarzają.  Przynajmniej się nie kłócą.

                 Skraj miasta. Popularny market, Zatrzymujemy się po bułki, jogurty i wodę. Żeby dzieci odpoczęły od auta, wysiadamy wszyscy. Zapach pieczywa wabi nas. pakujemy więcej niż nam potrzeba. Na środku stoi nierozpakowana paleta z towarem, z boku koszyk wypełniony po brzegi. Nasz duży kosz zajmuje pół alejki. Skubię kajzerkę. Najpierw słyszę, potem widzę. jazgot i zniecierpliwienie.

-jak idziesz?
-szybciej!
-no rusz się!

             Szczupła kobieta z niemowlęciem na reku, prowadzi spacerówkę. Balansując między paletą a koszami. Przed nią chłopiec w wieku Meli. Prowadzi plastikowy wózek na kółkach. Poszturchuje go, popędza. Przeszła dwa metry od wejścia sklepu i cała uwaga kupujących jest zwrócona w jej kierunku.

-no szybciej!
-dalej!
-idź!
-stój, gdzie idziesz?
-idź!

          Minęło dwie minuty. jesteśmy zmęczeni. W jej oczach mętlik. Chłopiec wykonuje rozkazy. Wszystko robi źle. Idziemy po jogurt. Zatrzymujemy się, żeby nas minęła. Spokojnie chodzimy wśród alejek. Idziemy do kasy. Gaba szuka gumki do włosów, Mela spokojnie jedzie na podeście kosza. Otwarte dwie kasy. Kilka minut czekania. Gaba coś mówi na ucho Meli. Ta się śmieje. Mają już swoje tajemnice. Melka jest na tyle duża, że rozumie dowcipy siostry.

-no jak idziesz?!
-stój!
-jak stoisz?
-cofnij się!
-no rusz się!

Jak grom z jasnego nieba spada na nas znów agresywny słowotok. Chłopiec stara się być niewidzialny. Znów robi wszystko źle. Mam wrażenie, że dla matki za głośno oddycha. Nie wytrzymuję:

-musi się pani tak irytować?-pytam
-ale co? ja?
-tak, łazi pani za mną po sklepie i się drze
-nie przyszłam tu łazić za panią
-to ciekawe, bo tylko panią widzę i słyszę

          Milknie. Już nie strofuje chłopca. Jej szara twarz zastyga. Siwe pasma znad ciemnej czupryny opadają. Widzę jej zmęczenie i frustrację. Odwracam się. Starsze małżeństwo przede mną z aprobata kiwa w moim kierunku. Chyba wszystkich uwierała ta sytuacja, nikt się nie odezwał. Nie oceniam. Nie chcę oceniać, ale nie było to zachowanie po jednej nieprzespanej nocy. W postawie chłopca widać było, że stara się z całych sił zadowolić matkę. Ona nie wie co mu robi. To zostaje na zawsze. Mój teść często pyta czemu chodzę po domu bezszelestnie. taki nawyk z dzieciństwa. Nie rzucać się w oczy. Zniknąć. Kobieto, jeśli to czytasz, zmień się. Nie bądź umęczona życiem. Te dzieci nic ci nie zrobiły. Za to ty robisz krzywdę.

/edit/ Marcin powiedział, że opisałam to źle
Poszedłem po kamizelkę dla Meli. Widziałem już ją na parkingu. Miała dziecko  na ręku. Chłopiec prowadził spacerówkę. Nagle na pustym parkingu słyszę:
-kur.. jak idziesz?
W sklepie nie było lepiej. Bożenka opisała to lightowo.
-idź
--idź szybciej
-dlaczego idziesz tak szybko?
-idź
stój
I tak w kółko. Szkoda mi tego dziecka.


Podobny artykuł




Lubisz już mnie? Polub
                                                      

JAK SZYBKO GUBI SIĘ DZIECKO? I DLACZEGO GO NIE PODPISYWAĆ?

czwartek, 14 lipca 2016

             Nie było nawet tłumu. Szliśmy spokojnie w parku dinozaurów. Część z mini zoo. Niedaleko nas rodzina z trzema córkami, mniej więcej dziesięcio-dwunastoletnimi. Takie dzieci się przecież pilnują. Gubią się maluchy. Zachwycamy się skaczącym kangurem. Osiołek stanął przy siatce. Idziemy w pewnej odległości. Do Marcina podbiega Gaba, łapie go za rękę. Idziemy. Z tyłu śmiech. Gaba przed nami. Konsternacja. Marcina za rękę trzyma obce dziecko. Speszona dziewczynka pobiegła do taty. Ani ona, ani Marcin nie zauważyli pomyłki.  Jasnowłosa dziewczynka w podobnych rzeczach do Gaby. Marcin, identycznie, jak jej tata: czerwona koszulka i plecak. Dziecko widzi na wysokości swoich oczu. Koszulki, plecaki, torebki. Maluszek widzi nogi w okolicy kolan. Łatwo o pomyłkę, nawet gdy nie ma tłumu.

Lubisz już mnie? Polub
                                                      


             Jak zminimalizować ryzyko zagubienia dziecka na urlopie? Przypominaj w co jesteś ubrany. Dziecko będzie szukało tej czerwonej koszulki. Najlepiej, żeby miało na nadgarstku opaskę z numerem telefonu opiekuna, albo numer napisany długopisem na ręku (jak nie masz opaski, zwykły długopis dobrze trzyma się na skórze). Trzymaj dziecko za rękę lub młodsze na szelkach. Pozwalaj na swobodę, ale w zasięgu wzroku. Ubieraj dziecko w charakterystyczne rzeczy. Może to być kolorowy plecak, jaskrawa czapka, neonowa koszulka czy kurtka. W tłumie łatwiej wypatrzeć neony. Spanikowane dziecko może zapomnieć, jak ma na imię, a co dopiero jak ty się nazywasz. Dobrze, jak miałoby takie informacje w kieszonce na kartce.

         
             Jestem zdecydowana przeciwniczką zakładania dziecku koszulek, czapeczek, plecaków itp, z wyhaftowanym imieniem. Taki obrazek, to podanie na patelni dziecka komuś, kto zechciałby je porwać/uprowadzić.  Musisz liczyć się z niebezpieczeństwami, jaki czyhają na was na urlopie.  Fajnie są spersonalizowane rzeczy, kup dziecku kubek z imieniem, zamiast informacji na czoło. Kiedy zgubi się taki maluch czy podrostek to szybko zaufa komuś, kto zawoła go po imieniu. Spanikowane dziecko łatwo wyłowić w tłumie, który się obserwuje. Dziecko w stresie zapomni, że na czapeczce czy innej części odzieży ma imię, uwierzy, że ta osoba zna jego imię od rodziców. Ktoś kto spyta :"jak się nazywasz?" od razu jest obcym. Znający imię-przyjacielem.  Oczywiście nie daj się zwariować. Kontroluj, ale nie wpadaj w paranoję. Twoje dziecko wcale nie musicie się zgubić.


Podobny artykuł, niestety z naszego życia


Miałeś jakiś przygody na urlopie?
A może jako dziecko zgubiłeś się?

NIE TRAKTUJ TAK DZIECKA WŚRÓD LUDZI!

poniedziałek, 11 lipca 2016

                         Pierwszy dzień urlopu. Zamiast relaksu-stres. Rodzicu, wyluzuj. Traktuj dziecko, jak małego człowieka, nie jak bezmyślne stworzenie. Ona w miejscu publicznym też ma prawo do bycia szanowanym. Nie wygłupiaj się robiąc popisówkę, bo to nie na dziecku skupi się uwaga, a na tobie. Jakich błędów powinieneś unikać?


NIE SZARP I NIE CIĄGNIJ!

Dziecko nie wpadło na pomysł wycieczki czy urlopu.  Ty tego chciałeś, więc nie irytuj się za każdym razem, gdy maluch zagapi się, zainteresuje robakiem, zechce dłużej popatrzeć na  kamyk, czy okno wystawowe. Masz czas wolny, wyluzuj. Ciesz się odpoczynkiem i pozwól dziecku czerpać radość z dzieciństwa.


NIE IGNORUJ

Dziecko wciąż coś do ciebie mówi, milion pięćsetny raz pyta o to samo? Słuchaj i cierpliwie odpowiadaj, ono jest małe, ciekawe świata. Ty kiedyś będziesz stary i to ono będzie musiało wykazać wobec ciebie cierpliwość i zainteresowanie twoimi wspomnieniami. Pamiętaj, co zasiejesz, to zbierzesz. Dasz zainteresowanie i czas, w okresie dojrzewania otrzymasz zaufanie. Zamiast wiadomości o wagarach twoje dziecko przyjdzie do ciebie z problemem po jego rozwiązanie.



NIE KAŻ WCIĄŻ BYĆ CICHO


Gadasz, jak najęty, a wciąż uciszasz dziecko. Dlaczego? Przecież maluch ma głos, myśli, kojarzy fakty. Wyciąga wnioski, podsumowuje. Dlaczego ma być cicho? Opowiadanie znajomym, co znalazłeś na fejsie nie może być bardziej pasjonujące od opowieści twojego dziecka o gąsienicy, którą właśnie znalazł. Nie tłamś. Dziecko jest ważniejsze niż to, co robisz w tej chwili.

                                                                     Lubisz już mnie? Polub
                                                      

NIE ZACHOWUJ SIĘ, JAK KRETYN

Tego ci nie kupię, na tamto szkoda...  Wiadomo. Dziecko chce wszystko, ale nie odmawiaj jak leci. Postaw jasne zasady: jeden dzień-jedna zabawka/wejście na atrakcję/słodycz, którego normalnie nie jada itp. dziecko głupieje od nadmiaru straganów, balonów, czy zmiany otoczenia. Jeśli ustalicie zasady, nie będziesz skazany na ciągłe mówienie: nie. Dziecko to istota rozumna, skoro pierwszego dnia pochopnie wybierze, to co che, żebyś kupił, na drugi dzień zastanowi się, bo zobaczy, że ma szeroki wybór.Chodzenie po deptaku z rozhisteryzowanym maluchem nie zrelaksuje cię. Możecie też umówić się, że oglądacie pamiątki, ale kupujecie dopiero na koniec pobytu.


NIE STRASZ

"Oddam cię tej pani.
Ten pan cię zabierze.
Bo doktor da ci zastrzyk.
Zaraz zabierze cię pan policjant...".
Straszenie dziecka jest do bani. Dając przykład policjanta, który w oczach dziecka jest zły, bo ma je zabrać strzelasz sobie w kolano. A co jeśli dziecko się zgubi? Komu ma zaufać? Na pewno nie policjantowi, bo ten zabiera. Na widok lekarza urządzi histerię, a na otaczających ludzi będzie patrzeć podejrzliwie. Pominę kwestię, że nie każdy życzy sobie być obiektem-starszakiem. Odpuść nieco dziecku. Jest rozbrykane, to co? Ma wakacje. Nie chce jeść, Niech sok wypije. Ty poza domem tez nie za dobrze sypiasz i jadasz, Chce dłużej posiedzieć na placu zabaw. Posiedź z nim. Gdzie ci się spieszy? Masz urlop.


Podobne artykuły, które mogą cię zainteresować
Upał w mieście zachęca do ochłody w wody. Zazwyczaj są to fontanny. Chłodna woda kusi i koi. W taki dzień, jak dziś nęci szczególnie. W zeszły roku byłam w Piasecznie, tam też są takie fontanny. Czekaliśmy na tatunia, aż wyjdzie z pracy. Dzieci biegały w fontannach. Dobrze przygotowane. W strojach kąpielowych z ręcznikami. Mela pobiegła do nich. Poszłam kupić ręcznik i majteczki na zmianę. Nie, nie została sama. Była pod opieką dziadka. Kiedy wróciłam Mela chciała się wytrzeć, drżała pomimo upału. Raz, jeden jedyny raz popełniłam błąd i pozwoliłam wejść dziecku do miejskiej fontanny. Nie zrobię tego nigdy więcej c.d TU

Znasz to uczucie, kiedy widzisz upragnioną niespodziankę, wyjeżdżasz na urlop lub na horyzoncie majaczy wolny weekend? Witasz się z gąską, a tu dupa. Z niespodzianki nici, pogoda nie dopisała, a wolny weekend zmienił się w nadrabianie zaległych zleceń. Albo gorzej. Budzisz się o poranku, po imprezie życia. Kac morderca próbuje cię dobić. Cykanie zegara rozsadza ci czachę. Latająca mucha zbyt głośno bzyczy. Nagle twoje egzystencjonalne rozważania przerywa wiertarka udarowa. 8.00 sąsiad zaczął remont. Równolegle odbywa się równanie trawy kosa spalinową. Siedzisz w kącie, złorzecząc na los. A miało być tak pięknie. W chwili przebłysku jasnej myśli spytasz zapewne, co to ma wspólnego z rodzicielstwem? Bardzo dużo, a jednocześnie nic c.d TU

 Każdy z nas miał kiedyś gumową kaczuszkę do kąpieli. Każdy też kupił taką swojemu dziecku. A oprócz niej stado hipopotamków, wielorybków, żyrafek, słoników i rybek. Przecież tak słodko pluskają wokół malucha. Czas relaksu w kąpieli korzystanie wpływa na wyciszenie dziecka. Nic tak nie odpręża, jak zabawa w wodzie. Nad wanną lub w kabinie prysznicowe mamy koszyk zabawek. Spokojnie ociekają po kapieli. Nasza łazienka jest mała, korzysta z niej pięć osób. Chociaż wietrzymy je regularnie, dosuszamy na dworze ręczniki, zawsze znajdą się miejsca, do których wkradnie się wilgoć. W domu jest podział miejsca zabawek. Przyporządkowane, nie opuszczają swojego miejsca. Domowych nie wynosimy na dwór, tych z podwórka nie wnosimy do domu. Kąpielowych, miejsce jest w łazience c.d TU

BLIZNY ŻYCIA LAT 90-TYCH.

piątek, 8 lipca 2016

                            Takie dni powinny zdarzać się w listopadzie. W czasie szarugi i deszczu. Środek słonecznego lata nie jest dobrym miejscem na rozliczenie z samą sobą. Jednak dopadło mnie to akurat dziś. Lustro nie kłamie. Nie znam osoby, która na mnie spogląda.  Co gorsza. Nie umiem sobie przypomnieć, kto powinien na mnie patrzeć. Są okresy, których nie pamiętam. Nie mam żadnych zdjęć. Nie wiem, jak było. Tylko blizny przypominają mi o zdarzeniach sprzed lat.
 
                           Miałam trzy lata, schody na klatce prawie w pionie, okute metalowymi opaskami, przy górze ostry zakręt. Spadłam, poturbowałam się niemiłosiernie. Przekupili mnie czekoladą żebym nie płakała. Mając 1,5 roku wgryzłam się w przedłużacz pod napięciem..Nos mam przetrącony spodkiem od szklanki. Mama poszła po węgiel do komórki. Miałam może sześć lat, brat dwa. Rzucił mi w twarz  spodkiem, oddałam mu glinianą cukiernicą. Matka wróciła i zastała armagedon i nas we krwi. Oboje mamy ślady do dziś. Nie było lekarza, nie było szycia. Na kolanie mam zasklepione dziury, to pamiątka po nierozważnej jeździe na rowerze. Skończyło się to upadkiem na żwirową drogę. Łokieć przypomina o deskorolce. Zmieniona skóra na stopie i barku to historia dostania się "do niewoli". Pamiętasz te czasy?  Bawiliśmy się pod wiaduktem, była tam taka wyrwa, wspinaliśmy się  i przesiadywaliśmy tam godzinami. Bawiąc się w  dwie przeciwne drużyny, zostałam złapana. Skąd pojawił się sznurek? Chyba nosiliśmy go w kieszeniach. Zostałam wprowadzona w tą wyrwę pod wiadukt i związana. Normalna zabawa. Kiedy towarzystwo pobiegło wyłapać resztę mojej drużyny, ja kombinowałam nad uwolnieniem się. Oczywiście mając ręce związane z tyłu, spadłam na torowisko, koszmarnie się obijając. Zdarte stopa, bark, łokieć, broda. Krew lała się, jak w rzeźni. Moim jedynym problemem było to, że matka się wcieknie. Albo, jak zawisłam na siatce, bo uciekliśmy z sadu? Dziesięć szwów na ręku. A palce, które zostały w drzwiach, gdy kolega je zamknął? Biegaliśmy bez nadzoru. Całe wakacje łaziliśmy poza miasto, na Podborze. Pięć kilometrów od domu, jak nam się wracać nie chciało, łapaliśmy okazję. Zazwyczaj podwozili nas kierowcy ciężarówek. Kąpaliśmy się w starej żwirowni i o w Niegowcu. Kilka razy się topiłam.  Tylko dzięki szybkiej reakcji grupy żyję.

                                                                 Lubisz już mnie? Polub
                                                      

                            Wczesna wiosna. lany poniedziałek. Temperatura w okolicach zera. Z bratem laliśmy się wodą, aż ściany kapały. Mama wyrzuciła na s na dwór. Tam zabawę kontynuowaliśmy.  Skończyło się na szpitalu. On miał wrzód w uchu, jak na głowie. Spędziłam na oddziale chyba ze dwa tygodnie. Wrzód się odnawiał, był przecinany. Do dziś nie mam w tym miejscu włosów. Miejscem zabawy młodszych był śmietnik i plac budowy. Pamiętam, jak brat przyszedł z gwoździem w nodze, płukał trampek z krwi, zakleił ranę gliną i pobiegł bawić się dalej. Początek wiosny. Śnieg już tylko na dachu garażu. Brat wspiął się na niego i spadł. Połamany obojczyk. Mieliśmy dwa cele: nie zgubić kluczy i wrócić na noc do domu. Czy było fajnie? Nie wiem. W rzeczywistości, która nas otaczała próbowaliśmy łapać beztroskę. Wszyscy biegali z kluczami na na szyi. Nikt nikogo nie niańczył i szczególnie nie nadzorował. Jak ktoś się lał, reszta kibicowała

                       Patrząc z perspektywy cieszę się, że moje dzieci mają inne życie. Że czasy się zmieniły. Większa świadomość i wrażliwość w stosunku do młodego człowieka, pozwala na lepsze wychowanie. Bo nie oszukujmy się. My wychowywaliśmy się sami. Były określone zasady, których trzeba było przestrzegać. Mieliśmy się słuchać. I nie mądrzyć. Dziś słucha się dzieci. One też mają prawo do głosu i własnego zdania. Nie rozumiem smutnych memów z podpisami, że lata dziewięćdziesiąte były takie cudowne. Nie były. Dzieci traktowane były przedmiotowo. To dziś jest najlepszy czas. Bo my-dzieci lat dziewięćdziesiątych jesteśmy świadomymi rodzicami. Przynajmniej większość z nas się stara takimi być.

Sceny z  życia typowego nastolatka

TARGI ARTYKUŁÓW DZIECIĘCYCH W SOSNOWCU-CO MY TAM W OGÓLE ROBILIŚMY?

czwartek, 7 lipca 2016

                 W nieco okrojonym składzie ruszyliśmy na targi do Hali Expo Silesia. Zdziwiło nas trochę kameralne grono wystawców. Przy tak dużej powierzchni spodziewałam się większego rozmachu. Jednak wąskie grono pozwoliło mi na dokładne poznanie stoisk. Pierwszego dnia nasze serce skradła Justyna -JS Photografhy, która z niemałą radością zapraszała  dzieci na zdjęcia i zgodziła się nawet na nasz rodzinne. Drugiego dnia poznałam Monikę-Bobelito. Fantastyczna rękodzielniczkę-pasjonatkę, szyjącą książeczki i poduszeczki sensoryczne. te dwie panie wyróżniłam.

                Spotkanie blogerek na targach zorganizowała autorka bloga  Świat według D.N.A. Tuż po powitaniu zalała nas lawiną warsztatów. Fotografia oraz rodzinne sesje. Dekorowanie babeczek, warsztaty motywacyjne, ciekawe informacje na temat filtrów ochronnych oraz masa ciekawych rzeczy obok sprawiły, że dwa dni zleciały, jak z bicza strzelił. dzieciaki wybawione, rodzice przesiąknięci wiedzą. Nowe znajomości, ciekawe doświadczenie oraz miła atmosfera. Podsumowanie wrażeń w poniższej fotorelacji.
                       

Sponsorzy całego zamieszania
Rodzice i Dzieciaki: organizatorzy targów
Chechłacz : warsztaty z dekorowania masą cukrową
Kamila Kozioł : warsztaty motywacyjne
Koźliki-Amatorgraphy : sejsa rodzinna, warsztaty fotograficzne
srokao.pl : wykład na temat filtrów ochronnych
Patatoy : upominki oraz strefa zabaw dla dzieci
MarcelinaBitFOTOGRAFIA : oprawa fotograficzna spotkania
Urszula Jóźwik metamorfoza Mam, makijaż
Sylwia Kamińska metamorfoza Mam, fryzura









Lubisz już mnie? Polub