E-TERRORYZM, CZYLI MATKI W SIECI.

czwartek, 30 czerwca 2016

            Życie upływa nam coraz szybciej, Zamiast logicznie myśleć wolimy spytać wujka google. Sama łapię się na tym, że większości odpowiedzi szukam w internecie. Nie jest to jednak proste, gdy jest się matką. Matka matce największym wilkiem w sieci. Zamiast pomocy częściej otrzymuje się lincz. Dlaczego? Bo:
     

MOJA RACJA JEST BARDZIEJ MOJSZA.

           Jako matka, jestem wszechwiedząca, biada ci jeśli masz inne zdanie. Spotkałaś się z tym? Oczywiście każdy ma prawo mieć własne zdanie, ale w przypadku matki w sieci inne zdanie niż matki prowodyrki jest gnojone, piętnowane, mieszane z błotem. Spróbuj stwierdzić, że kupisz różowa bluzeczkę w czasie, gdy panuje moda na szarości. Z miejsca usłyszysz, że to kicz, stragan, wieś śpiewa i tańczy. Każdy komentarz będzie oparty na doświadczeniach własnych, lepszym guście, a nawet opinii cioci Józi z Psiejgórek. Co więcej, wcześniej wspomniana ciotunia będzie przytacza w komentarzach notorycznie, gdyż nawet ona by różu nie kupiła. Nie wierzysz, że z takiej bzdury można wywołać burzę w szklance wody? Wejdź na grupę lub forum dla mamuś. Matka prowodyrka jest najmądrzejsza i zawsze będzie mieć rację.


BRAJANKI, DŻESIKI I RESZTA POLSKICH IMION.

             Każde dziecko ma imię. Wybrane po namyśle lub impulsywnie pod wpływem czegoś/kogoś. Kiedy byłam w szkole, tylko ja i stara, kulawa woźna miałyśmy jakże urocze imię Bożena. Nadając mi je rodzice zapewne nie działali z miłością, a raczej wpadli na pomysł, by zrujnować mi życie. Na pewno tak było. Czym moje imię różni się od tych wyśmiewanych? Każdy rodzic wybiera imię, jego zdaniem najpiękniejsze. Coś symbolizujące, dające wspomnienie lub będące pamiątką po krewnym. Przypomnę tylko, że większość imion polskich, tradycyjnych to tak naprawdę zapożyczone.


Kilka przykładów:
Agnieszka – imię pochodzenia greckiego od hagnē, czyli czysta, nieskalana (czasami: święta). Do Polski dotarło przez Czechy

Anna – Powinniśmy ją rozpatrywać razem z Hanną, ponieważ oba imiona pochodzą hebrajskiego hannāh czyli wdzięk. Anna lub Hanna to osoba pełna wdzięku. Dlaczego Anny dostają tak często na drugie imię Maria? Ponieważ św. Anna była, wg apokryfów matką Marii z Nazeretu, czyli babcią Jezusa. Była uważana za wzorową żonę, więc połączenie jej imienia z imieniem najważniejszej kobiety w religii chrześcijańskiej, czyli Marii mogło gwarantować szczęśliwe życie.

Krystyna – imię pochodzenia łacińskiego, gdzie Christina oznacza „pochodzącą od Chrystusa”

Marta – imię pochodzenia hebrajskiego, gdzie מַרְתָּא „Martâ” oznacza „panią”

Adam – imię pochodzenia hebrajskiego od „ha adamah”, czyli „ziemia, grunt”, co może oznaczać osobę, która zajmuje się uprawą ziemi

Adrian – wzięło się od rzymskiego cesarza Hadriana, którego imię mogło oznaczać „osobę pochodzącą z rejonów Morza Adriatyckiego”

Grzegorz – imię pochodzenia greckiego, od Gregorios (γρηγορέω) – „być czujnym”

Michał – imię pochodzenia hebrajskiego oznaczające „któż taki, jak Bóg”

Paweł – imię pochodzenia łacińskiego, „paulus” to „drobny” lub „mały”


SPAĆ CZY NIE?

       Bardzo częstym pytaniem, a  właściwie odpowiedzią na nie wywoływane są wojny. Strach się położyć. Jak to nie śpi z wami? Jak to nie śpi w swoim łóżeczku? Tak źle i tak niedobrze. Dlaczego chodzi tak późno spać? A dlaczego tak wcześnie, przecież jeszcze widno?!  Pytania i  odpowiedzi skłócają i dzielą. Co nie odpowiesz i tak będzie do bani. Jesteś złą matką, bo e-wszechwiedząca matka  terrorystka ma inny sposób na życie.

Lubisz już mnie? Polub.
                                               


KARMISZ? NIE GŁODZĘ!

         Pierwsza wizyta podglądowo-oceniająca, pierwsze pytanie po publikacji zdjęcia noworodka i buuuum! KARMISZ? Nie głodzę, odpowiedziała Mamala /kocham babę za to/. Powszechnie wiadomo, że choćby nie wiem co, masz poddać się presji, wyjąć dumnie cyc i karmić. Chcesz linczu w sieci? Powiedz, że:
- nie masz pokarmu- Jak to nie masz? Każdy ma, jak chce. trzeba powalczyć, poświęcić się!
- nie możesz karmić- Każdy może! Wystarczy chcieć!
- nie chcesz karmić piersią- Jak możesz tam mówić!-tu zaczyna się objawiać choroba wściekłych krów-MUUUSISZ karmić!
- chcesz dać butelkę i wreszcie przespać noc- Wyrodna matka!
- dziecko samo się odstawiło- Nie możliwe! Po prostu ci się nie chciało!


PIELUCHA DO CZTERDZIESTKI!

         Taki duży i jeszcze pielusze? No jak tak możesz męczyć dziecko? Już na nocnik sadzasz? Używasz pieluch jednorazowych /tu wstaw sobie nazwę/? Po co się męczyć i używać pieluch wielorazowych? Każda wirtualna doradczyni będzie wmawiała ci, że popełniasz błąd, ona to już miała, wie lepiej.  Co nie zrobisz, zawsze znajdzie się ktoś, kto powie ci, że się mylisz, że nie tędy droga. Tylko od ciebie zależy czy przyjmiesz rady, czy podążysz własną drogą.


Szukając odpowiedniego zdjęcia do tekstu, trafiłam na fenomenalną przeróbkę wiersza:

Matczyne radio


Halo, halo! Tu matczyne radio w matczynym kraju,
Nadajemy audycję z matczynego raju.
Proszę, niech każdy nastawi aparat,
Bo zebrały się matki dla odbycia narad:
Po pierwsze – w sprawie,
kto głosował przeciwko ustawie?
Po drugie – czemu
żłobek prowadzi ku wszelkiemu złemu?
Po trzecie – o tym
że butelką karmią tylko niecnoty!
Po czwarte – jak
ukarać matkę, co robi coś nie tak?
A po piąte przez dziesiąte
Będą mówić, dyskutować,
przekonywać i mordować
Matki następujące:
nienormalna feministka
laktacyjna terrorystka
katolicka waryjatka
oraz eko-chusto-matka
głupia zdzira, moherzyca, egoistka,
wampirzyca, święta pinda,
psychopatka oraz każda inna matka.
Pierwsza z nich zaczyna furiatka:
„Halo! Ty tępa różowa lalo!
Tu nie lata sześćdziesiąte!
Jak można mieć dzieci piątkę?
Ty się naucz z gumką bzykać!
Albo idź do medyka,
niech ci podwiąże co trzeba!”
Na to druga: „Wielkie nieba!
„Jak to poszłaś do pracy?!
Moje dzieci są cacy,
Bo ja się umiem poświęcić,
Mnie kariera nie nęci.
A ty jesteś bez serca suka!
Ja wiem dobrze, mnie nikt nie oszuka,
Kobiety pracować nie muszę wcale,
Ja takie jak Ty to serdecznie walę!
Jak usłyszy to trzecia, wrzaśnie:
„Tobie się mózg rozleciał!
Ty od siedzenia w domu,
Masz intelekt silikonu!
Jak można w ogóle nie pracować,
Nie rozwijać się, marnować!
Mąż w końcu cię rzuci i dobrze zrobi!
Ty powinnaś mieszkać chyba w Nairobi!”
I od razu wszystkie matki,
wystukują cne notatki:
„Karmić piersią – to zwierzęce!
Ja umywam z tego ręce!
Co? Butelką? Targowica!
Butlą karmi wampirzyca!
Ja nie szczepię, nigdy w życiu!
Wolę wylądować w kiciu!
Do przedszkola nie posyłaj!
Tam kalectwo, syf i kiła!
Z mamą w domu? To kaleka!
Jaka przyszłość dziecko czeka?
Moje na wierzchu ma być! A czyje?
Język ci wyrwę, oko wybiję!
Ty matką zwiesz się? Wstydź się, wstydź się!”
I wszystkie matki zaczęły bić się.
Przyjechała Święta Inkwizycja
I tak się skończyła matczyna audycja.
/synafia/


Którym typem matki jesteś, bo ja chyba kilkoma:
egoistka, wampirzyca, święta pinda, psychomatka ;)

ATOPOWA, PODRAŻNIONA SKÓRA-MAM NA TO SPOSÓB.

wtorek, 28 czerwca 2016

           

             Sucha, szorstka, pękająca skóra. Skłonność do podrażnień. Znasz to uczucie? Ja niestety tak. Odczuwam to zwłaszcza w upalne lub mroźne dni. Swędzące i pękające miejsca utrudniały mi funkcjonowanie. Radziłam sobie z tym z mniejszym lub większym skutkiem. Jednak, gdy okazało się, że moje dzieci to wrażliwce z atopową skórą. podjęłam walkę. Wiedząc, jak swędzenie i zaczerwienienia są dokuczliwe, a nawet bolesne, postanowiłam ochronić przed tym dzieci.

Cztery typy skóry, podobne problemy:

- moja: blada, skłonna do podrażnień, przesuszona, miejscami pękająca,
- syn: bardzo jasna karnacja, przesuszenia, plamy od słońca, podrażnienia od odzieży, kłopoty po wypadku
- córka: blada, pękające, zaognione zgięcia łokci, pod kolanami, atopowa, wysuszona skóra, alergik,
- córka: średnia karnacja, przesuszona skóra, miejscami zaczerwieniona, alergik.

          Nie chciałam, że by moje dzieci czuły dyskomfort z powodu własnej skóry. Szukając łagodzącego kremu trafiłam na taki, który mnie zaskoczył. Krem jest „lekki po palcami”, szybko się wchłania. Przy podrażnionej skórze ważne jest, żeby nie trzeba było intensywnie wcierać w celu rozsmarowania. Zapach jest praktycznie niewyczuwalny, co mnie bardzo cieszy. Jego kolor mnie zaskoczył. Ma lekko niebieską poświatę. Stosuję go po basenie, depilacji, przy otarciach i zaczerwienieniach. Ręczne zmycie naczyń, bardzo wysusza mi dłonie. Zinalfat zaradził i temu. Skóra na dłoniach stałą się gładsza, bez czerwonych plamek przy kostkach. Można go stosować nawet u sześciomiesięcznych niemowląt. Dlatego pokusiłam się o wypróbowaniu na dzieciach. Po kilku zastosowaniach skóra pod kolanami Gaby uzyskała lepszą kondycję. Pęknięcia się zasklepiają, zaczerwienienie mija (rodzice mający małego atopika zrozumieją moją radość z odnalezienia kremu, który te pęknięcia złagodził). Do tego wyleczyłam odparzone paluszki u stóp (tak, nastolatka, modne trampki i cały dzień stopa na gumie). U Meli zaledwie po dwóch dniach zniknęły czerwone plamy z policzków. Skóra syna również dobrze zareagowała na Zinalfat. Osoby rude z bardzo jasną karnacją mają od początku pod górkę: nietolerancja większości kosmetyków, podrażnienia, poparzenia słoneczne, zaczerwienienia. On dodatkowo ma blizny po zeszłorocznym wypadku. Smarując je zauważyliśmy poprawę wyglądu skóry. Mocno bordowe pręgi stają się bledsze, skóra jest bardziej miękka w dotyku, nawet wystające śruby mniej doskwierają przy uelastycznieniu i złagodzeniu kremem.

Lubisz już mnie? Polub
                                                      

           Dlaczego dziś wam o tym mówię? Często pokazywałam zdjęcia zaczerwienień, podrażnień i przesuszeń. Pytałam o rady. Znalazłam krem idealny na cztery różne typy skóry. Pokazuję, czego nie zabraknie w mojej torebce, a także w kosmetyczkach dzieci. Skoro nasze, problemowe skóry polubiły Zinalfat, polubi go każda skóra. Nawet Twoja.



P.S. Wczoraj złagodził poparzenie pokrzywą (tak się kończą zabawy w chowanego przy latarkach).


DZIEŃ TATY W RODZINIE PATCHWORKOWEJ

czwartek, 23 czerwca 2016
dom

                          Podczas różnych świąt rodzina się scala. Nawet, gdy są to maleńkie, uroczystości, jak kolacja z bliskimi. Celebracja dnia codziennego coraz częściej pomaga mi utrzymać dobre, wielopokoleniowe relacje. Dom, w którym mieszkają trzy pokolenia, to dom pełen gwaru, zwad, miłości i zrozumienia. Jednak każdy dom jest inny. Nasz to przykład na to, że wszystko jest możliwe. Jesteśmy rodziną patchworkową. Bardzo specyficzną, a jednak kochającą. Wybuchową i wybaczającą. Radosną i pełną nadziei.

- zrobiłaś laurkę dla Taty?-pytam Gabę
- tak
- a ty Melciu?
- dałam świecznik na Dniu Rodziny w przedszkolu
- też ślicznie-mówię
- mamo?-zagaja Gaba
- tak?
- a co robisz?
- kolację dla dziadka, to tata twojego taty, ma dziś święto
- a twój tata?
- mój? dawno temu umarł
- a dziadek Mietek?
- to mąż babci Danusi
- czyli twój opiekun?
- niezupełnie-uśmiecham się-babcia wyszła za mąż, gdy ja byłam już dorosła
- tak, jak Adi?
- nie Gaba, jego ojciec żyje-chyba-po prostu się z nim rozwiodłam
-acha

                                           

                      Czy taka odpowiedź ją zadowoliła? Chyba tak, nie pociągnęła tematu. Przy takich okazjach nadchodzi czas na refleksje. dzieci dorastają do coraz trudniejszych pytań. Nie uchylam się od nich. Odpowiadam w miarę ich wieku.  Mają prawo do prawdy. Zaraz idę do teścia, z kolacją. W końcu to jedyny tata jakiego mam. Choć z pozoru dziwne to u nas święto, jednak obchodzimy je z radością.

Lubisz już mnie? Polub
                                                  

A jak twoja rodzina obchodzi dzień taty?

DLACZEGO MOJE DZIECI CHODZĄ SPAĆ WCZEŚNIE? OBOWIĄZKOWA LEKTURA NIE TYLKO DLA RODZICÓW.

wtorek, 21 czerwca 2016


                   Przez lata wypracowywałam  stały rytm dnia i nocy u dzieciaków. Moje dzieci, to skowronki. Wstają z bladym świtem niezależnie od pory roku. Nie wierzysz? Spójrz w moje okna między czwarta trzydzieści, a piąta rano, zobaczysz  w nich światło. Może powinnam je później kłaść spać? Próbowałam. Jednak nawet położone o północy, wstawały zawsze przed szóstą. Kiepski interes prawda? A gdzie spokojny sen dziecka, przynajmniej osiem-dziesięć godzin snu? Gdzie miejsce na spokojny wieczór dla rodziców? Mój system działa. Może jest kulawy, możliwe, że ma dziury, ale jest mój.  Pamiętam, jak dziesięć lat temu teściowie zachwycali się, gdy wówczas dziewięcioletni syn, po dobranocce szedł do swojego pokoju. Nie musiał od razu iść spać, brał książkę i czytał. A my mielibyśmy czas dla siebie. To znaczy, mielibyśmy, gdyby dziecię numer dwa nie piłowało pyszczka dnie i noce.

                 Byłam uczona, że dzieci po wieczorynce chodzą spać, wieczór jest dla dorosłych. Tego samego uczę dzieciaki. Naprawdę potrzebuję mieć czas dla siebie. Przemyśleć sprawy dnia, usiąść w fotelu i nic nie robić.  A one idą spokojnie do swojego pokoju, rozmawiają przed snem i zasypiają. Tak jest do momentu, aż nie usłyszą "dobrej rady-pytania" babci, cioci, koleżanki, sąsiada Zdzicha: "po co je tak wcześnie kładziesz spać?". Bo tak. Nie mam chęci dyskutować. Ale ci, którzy mieli okazję u nas nocować wiedzą, dlaczego.  Dziś oświecę i ciebie. Moje dzieci niezależnie od pory położenia się, stopnia zmęczenia i wybiegania, wstają bardzo wcześnie. Pozwolenie im pobiegania dłużej skutkuje rozbiciem całego rytmu. Zaczyna się marudzenie, płacz, odmowa pójścia do łóżka, mimo późnej pory, nocne wołanie i koncert życzeń oraz finalnie wylądowanie w naszym łóżku.

           
            Lato to idealny czas, by zepsuć to, co budowałam przez lata. Wiem, że jeszcze jest widno, przed czwartą rano też jest, a nie budzę cię z tego powodu. W celu uzyskania zaciemnienia, mam rolety. Dzieci są do tego przyzwyczajone. Zapowiadam ci więc drogi doradco, zanim coś palniesz przy moich dzieciach przemyśl to, czy nie robisz mi niedźwiedziej przysługi. Dobre nawyki jest bardzo łatwo zepsuć. Podpaść mi równie łatwo.

Proponowane artykuły






NAJGORSZY WYCIOR, CZYLI ULUBIONA ZABAWKA

sobota, 18 czerwca 2016

                     Wiadomo, że większość dzieci ma swoje ulubione zabawki. Maskotką, czy przytulanką może być miś, lala, stara pieluszka, kocyk, smoczek, albo kamyk. Dziecko ma dar bezgranicznego kochania znalezionego właśnie patyka, czy robaczka. Przywiązuje się do najmniej prawdopodobnych rzeczy. Mała Gaba, w przedszkolu, upatrzyła sobie mocno wysłużonego bobaska.  Mała szmacianka z gumowa główką. Raz, drugi wzięła ją do domu i nie chciała oddać. Myślałam, że po kilku dniach jej przejdzie, ale nie. Kupiłam inną lalę i spytałam w przedszkolu, czy ta nowa może zostać zamiast  wysłużonej, bo Gaba się do niej przywiązała. Nie było problemu. Bobasek został nazwany Bobania. Lala była noszona przez Gabę wszędzie. Kiedyś wracaliśmy po nią ponad siedemdziesiąt kilometrów, potem zawsze zanim dzieci wsiadły do auta, sprawdzaliśmy czy Bobania jest z nami. Gaba kochała ją bezgranicznie przez cztery lata. Każdy we wsi wiedział czyja to lala, bo Gaba miała ja zawsze pod pachą. Była to czysta, rozkoszna miłość, aż pewnego dnia poczuła, że z niej wyrosła. Lala była gdzieś w domu, ale nie musieliśmy już jej pilnować. Wtedy urodziła się Mela.


                                           

                  Przez trzy lata nie była przywiązana do niczego poza rożkiem kołderki. Była to konkretna kołderka i musiał to być zawsze TEN rożek.  Kołderka straciła jakieś pięć centymetrów rożka, bo Mela wciąż go gryzła i tarmosiła. Wtedy, w nieoczekiwany sposób trafiła do nas nowa lala. Murzyneczka-bobasek. Historia lubi się powtarzać. Mela, która miała do wyboru lalki z wyższej półki wybrała  właśnie tę lalkę. Nazwała ją Irenka. Irenka jeździ z nami wszędzie. Mela ma fajny wózek, ale lalę nosi pod pachą. Ma wybór mówiących, śpiewających oraz niemych lalek, a wybrała jak dla mnie, najmniej atrakcyjną zabawkę. Do niej doszła ostatnio pluszowa maskotka Smok Tabaluga. Irenka ma taką samą sukienkę, jak Mela. Uważa, że jak się w nią ubierze to są takie same. Słodkie, prawda?

                Dlaczego piszę o upodobania moich córek? Z prostego powodu. Wciąż się uczę, najczęściej od dzieci. Czystego spojrzenia, prostego rozumowania, beztroski. pełnej akceptacji, bezgranicznej miłości, nie oceniania, nie szukania różnic. Dziecku jest wszystko jedno czym się bawi, jak jest ubrane i czy otaczający go świat jest "firmowy" czy nie. Oczywiście zwracam uwagę na bezpieczne oznaczenia zabawek, ale przestałam wyszukiwać tych  najmodniejszych. Kiedy widzę, jak Mela  z czułością tuli i całuje Irenkę, spoglądam na rząd zabawek, które mi się podobały. Czy wato było je kupić? Nie. Dziecku wystarczy dwie ulubione i kilka stworzonych z niczego. To one rozbudzają najbardziej wyobraźnię, uczą estetyki oraz kreatywności. Jednak by dojść do tego wniosku potrzebowałam prawie czterdziestu lat życia. Dopiero obserwacja zachowań najmłodszego dziecka, które były powtarzalne po starszej siostrze, pokazało mi, jaka byłam ślepa i egoistyczna w doborze zabawek. Jaka niesprawiedliwa w ocenie zezowatego misia. Rodzicu, wyciągnij wnioski z mojej historii. Pozwól dziecku zadecydować kogo kochać i kim się zachwycać.

Twoje dziecko ma ulubioną maskotkę, przytulankę?
A może pamiętasz swojego przyjaciela z dzieciństwa?


                         

DOWCIPY O TEŚCIOWEJ.

czwartek, 16 czerwca 2016


                 Dwadzieścia lat temu miałam teściową. Taką z najgorszych dowcipów. Wyjątkowa zgaga. 
Podsłuchiwała, narzucała swoje zdanie, skłócała. Niereformowalny egzemplarz. Jeśli ktoś znał tysiąc sposobów na utrudnienie życia. To była właśnie ona.  Na szczęście nie miałam z nią kontaktu od lat. Jednak czasem piszecie do mnie, żeby po prostu pogadać. Pożalić się na teściową. Co mogę doradzić? Wyprowadzić się daleko i pośmiać z dowcipów.

Zapraszam na kilka sucharów #starealejare

Przyjechała teściowa i pyta zięcia:
- Co to było takie czarne na patelni? Ledwie co to doszorowałam!
- Powłoka teflonowa, mamo...


Do domu wpada uradowany mąż.
Mówi do żony:
- Kochanie wygrałem w totka.
Żona siedzi cicho i nagle mówi:
- Mamusia nie żyje.
Na to mąż krzyczy z radości:
- Ja pie**olę kumulacja!


Zenkowa teściowa przy ostatniej awanturze powiedziała, że Jezus była kobietą, bo tak naprawdę tylko kobiety cierpią na tym świecie. Zenek tylko westchnął i poszedł do komórki po młotek, gwoździe i deski.


Grudzień. Zawieje, zamiecie, marznący deszcz ze śniegiem, wiatr duje, jakby się kto powiesił. Znajdujemy się, drodzy czytelnicy, w domku na przedmieściach. Nagle - pukanie do drzwi. Właściciel otwiera, patrzy, a tam teściowa stoi:
- Mamusiu, co też mamusia w taką pogodę na ulicy robi? Niech mamusia natychmiast wraca do domu!

Słuchaj stary, wczoraj, gdy akurat nie było mojej ślubnej, bzykam sobie elegancko lalę, którą poderwałem na ulicy i nagle wchodzi moja teściowa!
- I co? I co?
- Bardzo pozytywnie mnie kobita zaskoczyła. Bardzo pozytywnie.
- Co zrobiła? No co?
- A, no kulturalnie wzięła i zeszła.
- Na dwór?
- Nie, na zawał.

Dwóch więźniów rozmawia przechadzając się po spacerniaku.
- Za co siedzisz?
- Za udzielenie pierwszej pomocy.
- Jak to?
- Teściowa miała krwotok z nosa, no to jej założyłem opaskę uciskową na szyję.


Teść wchodzi przez bramkę do ogródka i widzi w oknie domu smutnego zięcia.
Teść pokazuje jeden kciuk "up", na co zięć z okna obydwa. Wtedy teść z pytającą miną robi "węża" ręką, a zięć odpowiada tak samo, ale dwuręcznie. Na co teść wali się w klatkę pięścią, a zięć masuje dłonią po brzuchu i obydwaj znikają.

Tłumaczenie poniżej:

T: Mam flaszkę!
Ź: To mamy dwie!
T: Żmija w domu?
Ź: Są obie
T: To co, pijemy na klatce?
Ź: Nie, na śmietniku!


Lubisz już mnie? Polub.
                                            

Góral niosący wielką patelnię spotyka kolegę.
- Jasiek, co ci się stało?-pyta tamten patrząc na jego podbite oko i godną pożałowania resztę.
- A nic, teściowa mnie pobiła.
- No wiesz, ja bym z niej od razu zrobił mielone.
A jak myślisz, co ja mam na tej patelni?

Telegram z Kalifornii:
- Teściowa nie żyje. Pogrzebać czy skremować zwłoki?
Odpowiedź z Londynu:
- Jedno i drugie, lepiej nie ryzykować.


Koleś postanowił się żenić, idzie rozmawiać ze swoją matką:
- Mamo, zakochałem się i będę się żenił, ona też mnie kocha i będzie nam wspaniale.
- Eh, no dobrze, ale muszę ją poznać.
- To ja ją przyprowadzę, ale przyprowadzę też dwie inne koleżanki a ty zgadniesz, która jest moją wybranką.
- Niech i tak będzie.
Następnego dnia typ przyprowadza trzy laski. Dziewczyny siadają na kanapie, naprzeciw nich staje mama kolesia, przypatruje się chwilkę
- To ta ruda pośrodku.
- Dokładnie. Skąd wiedziałaś?
- Strasznie mnie irytuje i już mi się nie podoba...


Ksiądz chodzi po kolędzie. Przyszedł do Kowalskiego i mówi:
- Ja wiem Kowalski, ze nie masz pieniędzy i pochowałeś teściową w ogródku, ale czemu jej tyłek wychodzi z ziemi?
- Bo muszę mieć gdzie rower zaparkować

Rano w biurze:
- Stary, skąd masz takie limo pod okiem?!
- A, bo jak się wczoraj wieczorem modliliśmy przy stole i właśnie mówiliśmy "ale zbaw nas ode złego", to niechcący spojrzałem na teściową...

Stoi facet na brzegu jeziora, w którym tonie kobieta. A że nie umiał pływać, więc woła na pomoc do wędkarza:
- Ratuj moją żonę. Dam Ci stówę. Ja nie umiem pływać!
Wędkarz wskoczył do wody uratował babę i mówi do faceta:
- Dawaj stówę, którą mi obiecałeś, a facet na to:
- Jest jeden szkopuł. Kiedy była pod wodą myślałem, że to moja żona. Teraz widzę, że to teściowa.
- Rozumiem - mówi wędkarz sięgając do kieszeni. - Ile Ci jestem winien?

Do domu klienta apteki dzwoni aptekarz:
- Dzień dobry, przepraszam, że pana niepokoje, ale zaszła pomyłka przy wczorajszym zakupie.
- Taaak? A co się stało?
- Kupował pan tymianek dla teściowej, a my omyłkowo wydaliśmy cyjanek.
- No i jaka to różnica?
- Cztery pięćdziesiąt.


Noc poślubna, na piętrze mąż dobiera się do żony, a na parterze teściowa czuwa.
Żona krzyczy:
- Oj Antek zaraz zemdleję!
Z dołu teściowa:
- Nie bój się Antek od tego się nie mdleje!
Żona:
- Oj Antek zaraz umrę!
Teściowa:
- Nie bój się Antek od tego się nie umiera!
Żona:
- Oj Antek bo zaraz się zesram!
Teściowa:
- Folguj Antek to się może zdarzyć...


Pewien facet stoi na przystanku i całuje wszystkie przejeżdżające tramwaje. W końcu zgarnia go policja.
- Co pan wyprawia? Po co całuje pan te tramwaje?
Facet na to:
- Bo wczoraj jeden z nich zabił moją teściową, a ja nie wiem który!!!


Facet postanawia unieszkodliwić swoją teściową. Wpada więc do sklepu zoologicznego.
- Panie są jadowite węże??
- Nie ma
- A jadowite pająki?
- Też nie ma.
- A co k*rwa jest jak nic nie ma?
- Są pelikany.
- A one są niebezpieczne?
- Tak, potrafią zadziobać szkodnika w kilka sekund.
Facet kupił dwa pelikany i udał się do domu aby wypróbować nowy nabytek.
- Pelikany na stół! - pelikany rozwalają stolik w pył.
Facet wniebowzięty mówi:
- Pelikany na krzesło! - krzesło rozniesione w drobny mak.
Nagle wpada teściowa i od progu woła:
- A na ch*j Ci pelikany?!


Mówi zięć do teściowej:
- Gdzie mama jedzie?
- Na cmentarz.
- A kto rower przyprowadzi?!!!

Jak twoja teściowa?
Typowa, z dowcipów, czy fajna?

PRAWA I OBOWIĄZKI KAŻDEGO DZIECKA!

wtorek, 14 czerwca 2016


                     Na moim fan page'u, po zamieszczeniu grafiki z listą obowiązków dziecka, rozgorzała dyskusja na temat jej zasadności oraz proponowanego zakresu. Lista, jak dla mnie absurdalna i tworzona by zniechęcić dziecko do czegokolwiek. Nie jestem fanką bezstresowego wychowania. Dziecko musi mieć obowiązki dostosowane do wieku. Jednak ich nadmiar to wykorzystywanie. Darmowa siła robocza. Nie wierzysz? 

Grafika zawierała: 

2-3 lata:
ścielenie łóżka
układanie zabawek
wyjmowanie prania z pralki
dawanie zwierzętom jedzenia
ścieranie brudu mokrymi chustkami
parowanie skarpetek


 4-5 lat
sprzątanie ze stołu
wkładanie naczyń do zmywarki
zdejmowanie prania
składanie skarpetek
zmiatanie na szufelkę
wycieranie kurzu

6-8 lat
wyjmowanie naczyń ze zmywarki
mycie umywalki
sortowanie prania wg. kolorów
grabienie liści lub trawy
podlewanie kwiatków
segregowanie śmieci
odkurzanie

 9-11 lat
czyszczenie toalety
wyrzucanie śmieci
mycie mopem podłogi
przygotowywanie prostych posiłków
sprzątanie po zwierzaku
robienie zakupów

12+ 
opiekowanie się młodszym rodzeństwem 
mycie luster, prasowanie, mycie auta
gotowanie prostych potraw
pranie

Grafika i dyskusja tu-KLIKNIJ             

         Mam pytanie. Skoro takie powinny być obowiązki dziecka to, co w tym czasie robią rodzice? Siedzą na fejsie? W ogródku z piwem w ręku? Dla mnie ta lista to wyzysk! Dziecko powinno mieć obowiązki, ale nie nałożone w nadmiarze. Dwulatek powinien sprzątać swoje zabawki po skończonej zabawie. Trzylatek może wyjmować naczynia z chłodnej zmywarki. Parowanie skarpetek jest ok. Może nawet być świetną zabawą. W pary, kolory, wzory. Cztero-pięcio latek powinien odkładać do zmywarki swoje naczynia po skończonym posiłku. Zmiatanie to chyba tylko w celu uczenia dokładności, bo nie wyobrażam sobie malucha wdychającego nad szufelką  kurz. Sześciolatek grabiący liście?  Jeśli tych liści jest pięć sztuk to ok. Prace w ogrodzie są ciężkie. Za ciężkie dla małego dziecka. Ono może najwyżej pomagać. Odkurzanie u ośmiolatka powinno być obowiązkiem. Raz w tygodniu. Codziennie ma to zrobić opiekun dziecka. Proste posiłki to żaden wyczyn, kanapki przygotowuje swobodnie każde dziecko. Ale sprzątanie po zwierzaku? Sorry. Jak rodzic na zwierzę się godzi, to ma obowiązek. Dziecko powinno dbać o czystą wodę dla pupila i jedzenie. A wspomniane sprzątanie? To rola rodzica. Nawet nie ma na rynku tak małych rękawiczek, by dziecko mogło to robić.  Z robieniem zakupów, też bym się nie rozpędzała. Dziecko samodzielnie może poruszać się po ulicy mając skończone osiem lat. Młodsze musi być pod opieką dorosłego. Dla dwunastolatka przygotowany został "kwiatek"-opieka nad młodszym rodzeństwem. Przypomnę: to rodzice mają dzieci i ich obowiązkiem jest zajmowanie się nimi!

            Dziecko nie może wyręczać rodziców! Każde dziecko ma prawo do dzieciństwa. Do zabawy, nauki, spokojnego dachu nad głową. Prawo do odpoczynku! To ty rodzicu musisz wyznaczyć zasady i obowiązki. Jednak uwzględniając wiek dziecka, czas na naukę, zabawę i odpoczynek. Zamiast siedzieć w internecie, rusz się i zetrzyj te kurze. Twoje dziecko to nie darmowa siła robocza, Nie wyręczaj się nim. Chcesz szacunku i miłości? Okaż ją swojemu dziecku. 

            Skoro z jednej strony nie powinno się za bardzo obciążać dziecka, a z drugiej wyznaczyć mądre obowiązki jak znaleźć złoty środek? Warto zrobić listę obowiązków każdego domownika rozpisaną na dni tygodnia. Pracować w domu ma obowiązek cała rodzica. Dzieci powinny odciążać rodziców, a nie ich wyręczać. One nie pchały się na świat. To ty masz obowiązek wobec nich. Więc jak to podzielić? Lista domowych obowiązków musi być sprawiedliwa. Nie wymagaj od dziecka niczego ponad jego możliwości. Lista mamy jest przeważnie najdłuższa. Zastanów się, co z niej możesz przekazać tacie i dzieciom? Wyrzucanie śmieci powinno być obowiązkiem dzieci, jednak mycie kosza-dorosłego. Koszulki czy poszewki na poduszki może uprasować dwunasto-czternastolatek, jednak bardziej skomplikowane formy zostaw sobie. Karmienie pupila? Jasne. Pokaż  dziecku jaka ilość pożywienia jest odpowiednia. Ścielenie swojego łóżka może z sukcesem, codziennie robić ośmio-dziewięciolatek.  Czternastolatek może już sprzątać łazienkę. Lista obowiązków powinna pomóc w wyznaczeniu każdemu domownikowi jego zadań. Systematyczność, ale i we wzajemnym szacunek dla pracy. Jeśli dziecko umyje podłogę będzie mu zależało na utrzymaniu czystości. Gdy posprząta pokój, nie zechce od razu wrócić do bałaganu.

              Oczywiście w czasie nastoletniego buntu wszystkie zasady i obowiązki odejdą w zapomnienie. Jego pokój, jego terytorium, jego chlew. Zabraknie ci argumentów. Jednak każdy domownik musi mieć świadomość, że skoro nie pomaga, to nie ma czystej odzieży, ani naczyń. Rozumiesz różnicę? Nic za darmo, działa w obie strony. Dziecku nie wszystko się należy, a tobie nie należy się darmowa służba. Pilnowanie rodzeństwa może odbywać się tylko chwilowo. Wspólna zabawa jest potrzebna. Jednak wykorzystywanie starszych dzieci do kilkugodzinnej opieki nad młodszymi jest złe. Zaburza relacje między rodzeństwem. Powoduje poczucie uciśnienia starszego dziecka. Żal do rodziców. Podkreślę raz jeszcze. To ty rodzicu masz dzieci, ty masz obowiązek opieki nad nimi. Mądrej opieki. Żyjemy szybciej niż nasi rodzice, czy dziadkowie. Mamy mniej czasu. Ale argumenty "ja robiłam to i tamto" do mnie nie przemawiają. Dziś nasi rodzice pozbawieni by byli praw rodzicielskich. A my wszyscy wylądowalibyśmy w palcówkach opiekuńczych za zaniedbania. 
Czasy się zmieniły, a świadomość?

                                                      Jakie obowiązki ma twoje dziecko?
Uważasz, że proponowana lista z grafiki jest odpowiednia?






Lubisz już mnie? Polub
                                            









DOMOWA WODA SMAKOWA-PRZEPISY

piątek, 10 czerwca 2016


                    W moim domu regularnie goszczą wody smakowe. Nie kupuję gotowych. Wodę biorę z kranu. Już  około dwóch lat pijemy filtrowaną kranówkę. Wody smakowe, które można kupić w sklepie są bezbarwnymi napojami z dużą ilością cukru. Owszem, zdarza nam się czasem kupić, jednak do codziennego spożycia wolimy domową wodę z owocami, warzywami i ziołami.

                    Jak przygotować domową wodę smakową? To bardzo proste. Wystarczy dzbanek i kilka dodatków. Staram się nie łączyć więcej niż dwóch-trzech. Woda, w której są już pożądane przez nas składniki smakowe, musi przynajmniej dwie godziny odstać, żeby nabrać smaku.




Ogórkowy szok
                   Woda bardzo aromatyczna, Ogórek dominuje, orzeźwia. Jeśli dopiero zaczynasz przygodę z wodą ogórkową, dodaj jeden plasterek. Dozuj sobie go, przyzwyczajaj kubki smakowe. Powyższa kompozycja, to wariacja świeżości, aromatu i końca lata. Jabłka nadają łagodności, ogórek intensywności, tymianek z miętą łamią smak.  Równie dobrze sprawdza się ogórek z melisą czy bazylią.


Dzika róża z mięta ogrodową.

           Kwiaty róży są delikatne i efektowne, mięta ogrodowa w swej dorodności nie ginie przy okazałych kwiatach. Taka kompozycja zachęca do wypicia szklanki wody.



Bratki z pokrzywą.

              Zaskakujące? Może i tak. Jednak bratki, nagietki, róże, mniszek lekarski, ogórecznik lekarski, kwiaty cukinii, nasturcji większej, lawendy są jadalne. Wszystkie wymienione można dowolnie łączyć z ziołami lub bez. W ten sposób uzyskuje się ciekawe smaki wody. Wszystkie jadane kwiaty i młodą pokrzywę można użyć również do efektownych sałatek np. z serami

Lubisz już mnie? Polub
                                               


Pomarańcza z porzeczką.

             Cytrusy przed użyciem należy porządnie umyć. Sparzyć skórkę. Jeśli decydujesz się na nie, jako dodatek uzyskasz niepowtarzalny, aromatyczny efekt. Skórkę z cytryny, pomarańczy, grejpfruta, czy limonki możesz wcześniej otrzeć na tarce, zasypać cukrem i schować w słoiczku do lodówki. Uzyskujesz w ten sposób naturalny aromat do ciast, naleśników, gofrów.  Woda smakowa z listkami czarnej porzeczki i pomarańczy orzeźwia i zachwyca smakiem.

Cytryna ze stewią

              Idealna dla miłośników łamanej słodyczy.  Prosta, efektowna i smaczna. Zamiast cytryny możesz użyć limonki, ale wtedy nie będzie ekspresji barw w dzbanku, tylko stonowana zieleń.

Truskawkowa rozkosz

                Woda smakowa z truskawką nie musi cieszyć cię tylko sezonowo. Tak samo spełniają się w tej roli mrożone owoce, nadając dodatkowo chłodu. Jeśli nie chcesz mieć mocno różowej wody dodaj plasterek cytryny, dla nadania wizualnej atrakcyjności oraz złamania smaku, dodaj gałązkę mięty lub bazylii.


             To tylko kilka przykładów. Do wody możesz dodawać wszystko, co akurat masz w domu.  owoce, warzywa, zioła. Ogranicza cię tylko fantazja. Sezonowo korzystaj z owoców świeżych, zimą wyjmuj je z zamrażarki.  Nie dosładzaj miodem wody. Nie ma takiej potrzeby.  Jeśli musi być słodkie dodaj stewie. Albo zwyczajnie ugotuj kompot.

             Jakie należy zachować proporcje, żeby woda miała smak? Wszystko zależy od soczystości owocu oraz intensywności jego naturalnego aromatu.  Jak wcześniej pisałam, woda z dodatkami musi odstać, by nabrać smaku. Jednak moim dzieciakom wystarczy samo to, że w szklance znajduję się truskawka i kilka borówek, a od razu nazywają to wodą smakową. Dobrym pomysłem na wodę smakowa jest melon lub ananas z listkami melisy. Moją ulubioną wodą jest najprostsza opcja: cytryna z miętą lub melisą.

Poniżej mój filmik: silna wola, czyli matka na diecie ;)


                                                       Masz swoje ulubione kompozycje?
Podziel się nimi.

NIE DA SIĘ BYĆ DOSKONAŁĄ!

piątek, 3 czerwca 2016

                    Z rodzinnego gniazda wyfrunęłam bardzo młodo. Dlaczego wyfrunęłam? Nazwisko Bocian zobowiązywało. Postanowiłam wieść spokojne życie na "własnym". Szybki ślub, bo babcia narzekała, że tak na kartę rowerową nie wypada. Jeszcze ulegałam wpływom. Rok później urodziłam syna. Popełniłam wszystkie możliwe i kilka niewiarygodnych błędów wychowawczych i co gorsza chłonęłam koszmarne-dobre rady. Dziecko więc było od pierwszego dnia mimo kp, przepajane herbatką koperkową, nie noszone, nie kołysane. Spało od pierwszego dnia samo, a jakże, a ja przez rok na materacu obok łóżeczka. Rozszerzenie diety od słodkiego jabłka. Przez tydzień chodzik-mama kupiła, na szczęście jakaś iskierka świadomości zaczęła mi świtać i wyrzuciłam go. Szybkie odpieluchowanie.

                   Nie uległam nakazom pozbycia się czworonożnego przyjaciela. Dziecko wychowywało się z psem. Bawili się razem, przyjaźnili. Jednak żyłam w przeświadczeniu, że skoro jakimś cudem nauczyłam się gotować, to dom ma również lśnić. Latałam wciąż na szmacie, międzyczasie gotując,
a dziecięciu towarzyszył pies. W dążeniu do perfekcyjności zamiast czerpać radość z życia i z macierzyństwa, fiksowałam nad każda kruszyną, która trafiła na podłogę. Mało ci? Nie miałam pralki, przez dwa lata prałam ręcznie. Prasowanie? Owszem, wszystko, łącznie ze skarpetkami...

                  Po jakimś czasie zostałam sama, po kilku latach pojawił się obecny mąż. Zaplanowaliśmy dziecko. Było idealne, takie, jak sobie wymarzyłam, dopóki nie okazało się, że przez rok jedyną opcją jaką miało, był płacz. Nie, nie zwykły, niemowlęcy. Brak snu i płacz. Po roku uciekłam do pracy, dla chwili ciszy i spokoju. Dom nadal lśnił, dzieci były czyste, zadbane, ale jakieś takie samodzielne. Pieluchy szybko odeszły w zapomnienie, przedszkole w wieku dwóch lat. Poszłam do pracy dodatkowej, dom nadal lśnił, oprócz prac, doszkalałam się. Znikałam z domu, gdy tylko się dało. Jak byłam, było pranie lub sprzątanie. Dzieci gdzieś w tle.

                  Gdzieś po drodze pojawił się projekt: dziecko numer trzy.  Jednak nieudane próby realizacji po roku zaczęły mnie frustrować. Pracowałam jeszcze więcej. Dom nadal lśnił. Dzień, w którym dowiedziałam się o upragnionej ciąży zmienił wszystko. Kilka miesięcy później moje życie uległo zwrotowi. Utrata pracy z dnia na dzień (uprzedzę pytania: tak, w naszym kraju to możliwe, tak duża znana korporacja, tak, wszystko zgodnie z prawem). Świat stanął w miejscu. By po kilku dniach załamania ruszyć z kopyta. Dom nadal lśnił.  Dopiero po dwóch latach od tego czasu przystopowałam. Dom nadal wygląda schludnie, ale nie jest sterylny. Skarpetek już nie prasuję, prawie niczego nie prasuję. Buzie dzieci wracających z podwórka są nareszcie umorusane, a ja nie ganiam ich od razu do mycia. Nikomu nie muszę niczego udowadniać. Nie muszę się chwalić. Nie oceniam.  I wiecie co? Jestem szczęśliwa. Polecam każdemu

                                                         Lubisz już mnie? Polub.
                                      

P.S.
Dziś na Dniu Mamy i Taty w szkole, Gaba wraz z koleżanką scenkę: rozmowę dwóch młodych mam
(jakże idealnie obrazującą wile młodych mam, mnie też... jakieś osiemnaście lat temu)
SŁOWA AUTORKI:
Niedługo Dzień Matki.Wychodząc temu naprzeciw, napisałam zabawny dialog dwóch mam ,które spotkały się w parku.Scenka świetnie się nadaje na szkolną czy przedszkolną uroczystość z okazji Dnia Matki.Mam nadzieję ,ze dostarczy Wam i Waszym dzieciom wiele radości.To taki teatr prawie prawdziwy...

SAMOCHWAŁY /aut.Jolanta Herman/


Scenografia:
Park...kilka drzew,ławeczka.
Alejką spacerują dwie mamy,pchają wózeczki,w wózkach śpią dziewczynki...malutkie,
w koronkowych sukieneczkach,czapeczkach, "bobaskowych’’, ze smoczkami,
na nóżkach skarpetki z koronkami.



Narrator:

Pewnego razu,gdzieś w parku to było,
Ptaki śpiewały pięknie i słonko świeciło,
Dwie mamy na spacerze w parku się spotkały,
Przysiadły sobie na ławeczce i rozmawiały...
O czym rozmawiały ?Wiedzieć chyba chcecie?
Temat ich rozmowy dotyczył ich dzieci.

/Obie mamy siadają na ławeczce,wózeczki stoją obok ,mamy raz na jakiś czas, zaglądają do wózków,coś tam poprawiają,kołyszą dzieci.../

Mama Julia :
Jak cię miło spotkać Martusiu kochana,
oj coś źle dziś wyglądasz...jesteś niewyspana?

Mama Marta:Ależ skąd ,kochana,nic podobnego,
Nie ma od Gabrysi aniołka lepszego,
Wczoraj na śniadanie zjadła aż dwie bułeczki,
No i kaszki też zjadła chyba pół miseczki...

Mama Julia:A moja Natalka też pięknie wszystko zjada,
A taka samodzielna ,aż jestem z niej rada...

Mama Marta;A moja Gabrysia wczoraj zbudowala wieżę,
Aż z dwudziestu kolcków...

Mama Julia:Oj coś ci nie wierzę...

Mama Marta :
Naprawdę kochana i jeszcze na dodatek,
Wycięła nożyczkami taki piękny kwiatek!!

Mama Julia:
A moja Natalka wczoraj malowała,
Zupełnie jak artystka ,chociaż taka mała...

Mama Marta:Moja też potrafi nie tylko malować...
A jak umie śpiewać,jak umie tańcować...

Mama Julia:A moja to zawsze taka uśmiechnięta,
Że wszyscy mi mówią,że taka rozgarnięta...

Mama Marta:A moja Gabrysia już lepi z plasteliny...

Mama Julia:Co tam z plasteliny,moja lepi z gliny...

Mama Marta:
A moja już rozpoznaje niektóre literki...

Mama Julia:
A moja rozróżnia już nawet cyferki...

Mama Marta:
Gabrysia już umie opowiadać bajki,
Umie recytować fragment,,Pchchły szachrajki’’


Mama Julia:
A moja Natalka zna wszystkie reklamy...
Gdy coś chcemy kupić to ją zawsze pytamy!

Mama Marta:
A moja tak pięknie bawi się z dzieciakami,
Jest taka koleżeńska dzieląc się zabawkami.

Mama Julia:
A ja jestem zachwycona,że moja jest taka grzeczna,
Wie jak trzeba się bawić ,aby zabawa była bezpieczna...

Mama Marta:
Kupiłam jej wczoraj nową sukieneczkę,
Jadła tak ostrożnie ,by nie pobrudzić jej mleczkiem.

Mama Julia:
Moja samodzielnie, już w naszej łazience,
Ząbki wyszczotkuje i umyje ręce.

Mama Marta:Moja to na pewno wkrótce będzie czytała...
Mama Julia:
A moja to nawet będzie już pisała...

/W rozmowie mam napięcie rośnie,mamy mówią coraz bardziej podniesionym głosem.,coraz bardziej nerwowo kołyszą wózkami,aż w końcu dzieci się budzą/

Narrator:
I te mamy samochwały,tak głośno swe dzieci chwaliły,
Że je śpiące w wózeczkach ,zupełnie rozbudziły...
A obie dziewczynki płakały tak samo
I jednakowo wrzeszczały i darły się ....

Dziewczynki:/płaczą i krzyczą/ MAMO...MAMO...MAMO...