ODPUŚCIŁAM, NARESZCIE CIESZĘ SIĘ ŻYCIEM


               Nie umiem przypomnieć sobie dnia, w którym nie byłam mamą. W tej roli niezmiennie trwam od 20 lat. Swoją małą rzeczywistość ogarniałam bez grup wsparcia na fejsbuku. Dobre rady dawały mi sąsiadka, babcia, teściowa i mama. Trzymając się ich wytycznych w czwartej dobie życia mój syn zaczął być dopajany herbatką koperkową z saszetki oraz wodą z cukrem. Zanim się urodził wiedziałam, że nie mogę go nosić, bo się przyzwyczai. Bujanie również było wykluczone. Kiedy dumnie skręciłam łóżeczko, wiedziałam, że od dnia narodzin, będzie spał sam. Plan wykonywałam w stu procentach. Syn spał w łóżeczku, a przez ponad rok przy łóżeczku, na materacu. Z karmieniem też mi nie wyszło. Kiedy syn miał dwa miesiące, na salony wkroczyła butla. Dziś fejsbukowe mamy zjadłyby mnie za brak rodzicielstwa bliskości i mm. Lista moich błędów jest tak długa, że  śmiało mogę stwierdzić, że popełniłam wszystkie możliwe. Dlaczego o tym piszę?  Znalazłam w sieci filmik. To eksperyment społeczny, który mnie bardzo wzruszył. Zrozumiałam, że wszystkie rady miały na celu pomóc młodej mamie. Nikt w złej wierze nie próbował zrobić krzywdy mi, ani synowi. Takie były metody wychowawcze i żywieniowe. Zarówno mama, teściowa, babcia i sąsiadka przekazały mi swoją wiedzę najlepiej, jak umiały.

          

                  Pamiętam pierwsze próby gotowania. Byłam kompletnym antytalentem. Nie wiem, jakim cudem nie puściłam z dymem całego bloku, bo garnki paliłam namiętnie. Pierwsze święta były przeze  mnie wykonane po mistrzowsku. Na kolacji wigilijnej podałam pierogi z mięsem z torebki, paluszki rybne, barszcz instant oraz... szynkę. Pierwsza pieczeń, była tak dobrze skremowana, że wystarczyło trzaśniecie drzwiami, a zamieniła się w kupkę popiołu. Jednak dla syna nauczyłam się ją przyrządzać, a także jeść. Wcześniej nie lubiłam mięsa. Nie pytałam nikogo. Słuchałam tylko rad bardziej doświadczonych. Gotować nauczyłam się z książek kucharskich. Organizacja nie stanowiła dla mnie problemu. Małe dziecko i czysty dom, były dla mnie standardem. Pies zrzucał sierść? Odkurzałam kilka razy dziennie. Może czasem nie wyszło mi ciasto, ale dom wyglądał, jak z katalogu. Zawsze czysty i gotowy na gości.


          Po prawie 10 latach przyszedł czas na kolejne dziecko. Wymarzyłam sobie śliczną córeczkę. Była idealna. Czarne loczki, jak ze snu. Sama słodycz. W niedługim czasie miałam się przekonać, jaką ta słodycz ma moc w głosie. Nie słuchałam żadnych rad, nie przyjmowałam też pomocy. Byłam zmęczona, niewyspana i przepracowana. Dom lśnił czystością, dzieci były idealnie ubrane. Buzie od razu wytarte, poplamione ubranka od razu zmienione. Praca zawodowa mnie przytłaczała, tam też po redukcji etatów dołożono obowiązków. Do tego spędzałam długie godziny na dojazdach. Dusiłam się. Decyzja o zmianie pracy przyszła mi łatwo. Wtedy też zaczęły się przygotowania do trzeciego dziecka. Lawina zdarzeń niezależnych ode mnie pozbawiła mnie pracy zawodowej. Dwoje dzieci, trzecie w drodze, co miałam robić? Tak czystego domu nie było chyba od dnia jego wybudowania. Wyczyściłam każdą fugę, każdy dekor. Usiadłam i delektowałam się ciszą, spokojem i porządkiem. Czekałam na kolejne dziecko.




             Postanowiłam być inną mamą, bardziej świadomą. Standardy wychowawcze uległy zmianie. Czytałam poradniki. Czytali je również teściowie i moi rodzice. Kupiłam chustę, uczyłam się motania.  Dziecko miało spać z nami, była też przygotowana kołyska, by czasem pobujać. Dziecko zweryfikowało moje plany. Odmówiło spania z nami, wybrało łóżeczko. Moje chustowe plany również nieco odbiegły od rzeczywistości. Mała nie lubiła noszenia, ani bujania. Kołyska szybko została zastąpiona łóżeczkiem. Nie miałam ciśnienia na odpieluchowanie. Dopiero teraz, gdy syn miał 16 lat, córka 6, a druga rok, dostrzegłam w jakim napięciu żyłam. Nie wiem po co tak bardzo narzucałam sobie perfekcję. Nikogo tym nie uszczęśliwiałam. Ani siebie, ani dzieci. W jednej chwili zrozumiałam, że przez lata szłam złą ścieżką. Próbowałam na siłę dążyć do ideału. Odpuściłam. To był moment, w którym moja rodzina odetchnęła. Nie przejmowałam się każdą kruszynką na podłodze, czy pyłkiem. Zamiast spędzać czas na obsesyjnym sprzątaniu gram w klasy i gry planszowe. Biegam z dziećmi boso po trawie albo po prostu leżę i czytam książkę. Zwolniłam, nie ganiam całymi dniami ze ścierka, a oni i tak mnie kochają. Doceniam to, co mam, nie tracę czasu na rzeczy mało istotne.



         





           Też tak możesz, tylko sobie na to pozwól. Niezależnie od tego czy w kącie zalega kupa prasowania, sernik się nie dopiekł lub zupa się wygotowała, dla swoich dzieci jesteś najlepszą mamą pod słońcem. Uwierz w to, tak, jak i ja uwierzyłam. Bo rodzina jest dla mnie wszystkim, choć czasem doba powinna być z gumy, a brak snu dokuczał mi przez lata, nie zamieniłabym jej na komfort i wygodę. W domu jest tłoczno i głośno. I choć marzę o ciszy, nie umiałabym zrezygnowaćz tego gwaru. Dlaczego drążę temat? Jestem taka sama jak ty. Zwyczajnie popełniam błędy i cieszę się drobiazgami. Uprawiam żonglerkę między szkołą, zajęciami dodatkowymi, domem i pracą. Wiem, że beze mnie nie byłoby rodziny. Bez ciebie też wszystko by się posypało. Prawda? Bo to co dobre bez ciebie się nie zrobi.

                                                      

CONVERSATION

36 komentarze:

  1. Brawo Bożena! Grunt to luuuuz i zaufać instynktowi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak do tego potrzebowałam jakiś 17 lat błądzenia, ale lepiej późno niż wcale ;)

      Usuń
  2. Pięknie to wszystko napisałaś i jest to bardzo bliskie memu sercu, wartościom, którymi kieruję się w życiu, cenię i pielegnuję. Zresztą to już wiesz. Napiszę coś więcej potem, bo w tej chwili jestem bardzo poruszona tym co zobaczyłam i przeczytałam i muszę się przytulić do córki zanim ucieknie do przedszkola ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mela całą noc się tuliła, momentami tak inwazyjnie, że spychała mnie z łóżka, jednak wiem, że jak będę ją odbierała z przedszkola to wskoczy mi w ramiona :)

      Usuń
  3. Masz rację niema co na siłę dążyć do perfekcji, bo jak ktoś chce to wytknie ci okruszek na dywanie czy kurz na szafie. czas wolny a raczej czas wspólnie spędzony z dzieckiem jest najważniejszy, tego nam nie wróci nic i każda mama jest idealna na swoj sposob i żaden poradnik tego nie nauczy tylko zycie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprzątać można jak dzieci się wyprowadzą, a czasu zmarnowanego na porządkach nie cofnę. Ocknęłam się zanim nadejdzie dzień, że zostanę sama w wylizanym domu, a one pofruną w świat, łapać oddech od tego. Ład i porządek ok, ale nie całe dnie poświęcone perfekcji :*

      Usuń
  4. Bardzo dobrze :) Ja też urodziłam córkę i wychowywałam ją bez blogów i FB :) Przestałam karmić, gdy miała trzy miesiące i zawsze spałą w swoim łózeczku! Obce mi były otulacze, czy inne misie szumisie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Syn lubił być otulany rożkiem, Takim zwykły, w misie ;)

      Usuń
  5. Ja ratunku w internecie szukałam tylko na kolki. Pomogły mi filmiki instruktażowe, ale dopiero przy drugim dziecku. Ale też dzięki dzieciom znacznie wzbogaciłam menu o rzeczy których wcześniej nie zdarzało mi się jadać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolki to koszmar. Mela od początku miała. Reagowała na suszarkę i masaże. Przy rozszerzaniu diety w siódmym miesiącu, rewolucja spowodowana nowym produktem, tak do ok 1,5 roku.

      Usuń
  6. Moja matka kiedy tylko była w pobliżu starała mi się wypomnieć każdy okruszek na podłodze, uważając że w domu nic nie robię, bo "tylko" zajmuję się dziećmi, więc posprzątać na błysk mogę. Całe życie dążyła do perfekcji, idealnego domu (tylko na pozór), ale mimo to chyba nigdy nie była szczęśliwa. Ja staram się od początku tego unikać. W domu nie ma bałaganu ale nie stoję cały dzień z mopem, czasem się co pobrudzi, rozleje, ale najwazniejszy jest dla mnie czas z rodziną, jego nikt mi nie zwróci, a okna jeszcze sobie zdążę umyć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mama już z tego nie wyrośnie. Z jednej strony smutne, z drugiej to jej stabilizacja.

      Usuń
  7. Jesteś wspaniałą osobą, bardzo lubię czytać Twoje wpisy :) Pozdrawiam cieplutko! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten gwar się później miło wspomina. Śliczne masz te dzieciaki :) Co do gotowania, przypalania garów miałam dokładnie to samo, i dziś potrafię ;)) Czasy bez porad na Fb były najlepsze, nikt oprócz mamy, babci, czy teściowej nie pchał swoich trzech groszy, ale i mimo to bym się tym nie przejmowała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Człowiek dorasta i dystansuje się do każdej porady. najpierw słuchałam, potem przyjmowałam jako wtrącanie się, potem zwyczajnie odpuściłam.

      Usuń
  9. o mamo jak trudno jest spuścić to powietrze, ciśnienie, presję... żeby dać radę, zdążyć, wyrobić się jeszcze z tym i tamtym i ta rosnąca frustracja, że jednak się nie udało a inni dają radę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego nie warto patrzeć na innych, życie to nie wyścig.

      Usuń
  10. Ja właśnie ten luz zaczynam odkrywać w sobie. Ostatnio było u mnie bardzo nerwowo, ale z zupełnie niepotrzebnych rzeczy. Odpuściłam i odpoczywam. Kiedy tylko mogę, biorę kawę i siadam z książką, bo przecież nie zawsze muszę być krok przed sobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "przecież nie zawsze muszę być krok przed sobą" jakie to ładne <3

      Usuń
  11. Bardzo, bardzo dobre wnioski wyciągnęłaś. Swojego czasu pisałam o takim pędzie za niedoścignionym ideałem. O tym, jak bardzo ta gonitwa w gruncie rzeczy frustruje i wypacza ludzki umysł. Powiem Ci jednak szczerze, że taką fazę perfekcjonistycznego głodu przechodzi duża część osób. Taka "idealoza" to taka trochę choroba cywilizacyjna ;)Każdy chciałby wieść życie idealne, być perfekcyjny we wszystkim, olśniewać mądrością, błyskotliwością, zorganizowaniem etc. ALE każdy z nas jest tylko człowiekiem. Nie posągiem, nie matrycą i kukłą. Są w nas emocje, uczucia, słabości, które same w sobie są zaprzeczeniem perfekcjonizmu. Odwieczne dążenie do czegoś nieosiągalnego rodzi wyłącznie frustrację. Zamiast zadowolenia pojawia się gorycz i niezadowolenie, które z kolei promieniuje na całą rodzinę. Niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liczę, że dzięki temu, co tu napisałam choć kilka osób przewartościuje swoje życie i zacznie po prostu cieszyć się zamiast frustrować.

      Usuń
  12. Poruszasz bardzo ważne kwestie. Na szczęście obserwuję zmianę postawy płci pięknej. Coraz czesciej kobiety wychodzą z roki Perfekcyjnej Pani domu w którą zostały wepchnięte przez indoktrynację przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Podobnie jak Ty wychodzę z założenia, że codzienny nieład świadczy o tym, że nieskazany w tym domu, że żyjemy, funkcjonujemy w nim, że to nie muzeum. Czasu spędzonego z rodziną, z dziecmi nikt nam nie odbierze, a przecież chcąc byc w ich wspomnieniach musimy uczestniczyć w ich życiu każdego dnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odnoszę wrażenie, że od kiedy głośno mówimy, że kreacja mediów matki polki idealnej jest wpędzaniem kobiet w depresję, wywieraniem presji oraz próba błędnego postrzegania, to kobiety przejrzały na oczy i tak, jak ja przestały gonić za nierealnym.

      Usuń
  13. Bardzo mądrze napisane! :) PS Twoja córeczka jest ślicznie uczesana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Mela uwielbia dwa koczki :*

      Usuń
  14. Życiowy i mądry tekst. Do wszystkiego trzeba dojrzeć, do spokoju i wyluzowania też. Aż skóra mi cierpnie na wieść o tych dawnych metodach wychowawczych..ale moje pokolenie jest efektem tego i jakoś żyje...powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak słuchałam opowieści o zajmowaniu się niemowlętami 50 lat temu to dopiero był hardkor. dziecko dostawało kawałek szmatki z cukrem w środku u ssało to sobie dla zabawy, muchy po nim łaziły... I ci ludzie też jakoś przeżyli, bo takie były metody wychowawcze.

    OdpowiedzUsuń
  16. Macierzyństwo to tak duża odpowiedzialność, że nieuchronnie wiążę się z presją. Dziś chyba bardziej niż kiedykolwiek, bo też coraz częściej mamy są same w zmaganiach z wyzwaniami dnia codziennego. Zniknęły wielopokoleniowe domy, nie ma pod bokiem babci, cioci, siostry, która przejmie malucha i pozwoli ogarnąć resztą. Albo ugotuje obiad, gdy dziecko szaleje przez cały dzień. To dlatego dziś właśnie tak ważne jest, żeby młode mamy potrafiły wrzucić na luz. Żeby zakodowały sobie w głowach, że obraz perfekcyjnej pani domu i matki idealnej, którym bombardują nas media, jest nie tylko nieprawdziwy, ale bardzo szkodliwy. A dla dziecka naprawdę ważniejsza jest szczęśliwa mama, która ma czas na zabawy i wygłupy na dywanie, niż lśniąca podłoga i trzydaniowy obiad każdego dnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasze mamy były znacznie mniej zadbane od nas, presja jest na każdym polu. Choć w sumie to może bardziej świadomość?

      Usuń
  17. Z każdym rokiem jest inna " moda " na wychowywanie dzieci. Myślę że nie można wszystkiemu ulegać, tylko robić to co dyktuje serce i intuicja. Jako mama również trójki dzieci musze powiedzieć że spanie maluchów we własnych łóżeczkach było ideałem i wcale nie chciałam ich brać do swojego. Chciałam mieć męża dla siebie i choć noc wspólną. Cała trójka od małego tak zasypiała i noce ładnie przesypiali. Niech każda mama robi to co czuje że powinna zrobić. Nie ma idealnej "instrukcji obsługi" dziecka. Fajny i ważny wpis dla młodych mam. Powinny przeczytać na początku swojej "kariery" macierzyńskiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, skoro tak uważasz śmiało udostępniaj, by nieść ten kaganek wiedzy w świat :*

      Usuń
  18. Choć zajęło to trochę to świetnie, że doszłaś do takich wniosków. Widać jak długą i krętą drogę przeszłaś by stać się świadomą mamą i kobietą. Szkoda, że w szkołach nie uczy się tego ¨odpuszczania¨ samemu sobie. Dużo spraw by to ułatwiło. Ściskam Cię ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpuszczanie nie leży w naszej naturze. Wychowanie na to nie pozwala. Wciąż słyszeliśmy nakazy i zakazy, luzu było mniej ;)

      Usuń
  19. Właśnie w ten sposób podchodzę do macierzyństwa, nie dążenie do perfekcji, ale chwytanie radosnych chwil ze świadomością kierunku, w którym chcę podążać z dziećmi. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te chwile są tak ulotne, że warto z nich korzystać. Dzieci szybko dorastają.

      Usuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.