RODZINA TO NIE WSZYTSKO

poniedziałek, 29 lutego 2016


                 Duża rodzina nie często ma okazję wspólnie spędzić czas na wyjeździe. Zawsze znajdzie się ktoś chory, zmęczony lub zarobiony, kto uniemożliwi rodzinną wycieczkę. Jednak tym razem, na pełnym spontanie spakowaliśmy się i wyruszyliśmy w drogę. Ja prosto z kieleckich targów, Marcin z dziećmi z domu. Cudownie spędzony czas w domu Marty "Tosinkowo", zabawy moich córek z  jej córeczkami oraz granie na gitarach pierworodnych, na długo pozostaną w naszej pamięci. Mięśnie brzucha wyćwiczone od śmiechu na najbliższy miesiąc, ale nie ma innej opcji, gdy dorośli siadają do planszówki. od tego weekendu wiem już, że duży ołówek to ołów, nizoral jest na uszy, a czarny nadal nią wali. Kreatywność werbalna przyświecała całemu wieczorowi.

                  Dom Marty to śmiech, miłość, zabawa, radość z życia. Nie ma tu miejsca na szarą codzienność, dzieci dbają , by było nietuzinkowo i bardzo kolorowo. Dzieciaki ucieszone na swój widok, niczym dawno nie widzące się rodzeństwo, młodzież niby obca, a język wspólny w muzyce pomaga przełamać wszelkie bariery, a my stateczni, ułożeni wyskakujemy z mundurka powagi, dając upust długo skrywanej radości. Pudełko kart przełamuje wszelkie obawy przed konfrontacją z własnym odbiciem.  To dom, gdzie można być sobą, czuć się jak u siebie i wyjechać z poczuciem, że zawsze można wrócić.  Marta mieszka wśród pięknych i ciekawych obiektów, które łapczywie odwiedzamy. Zachłyśnięci pięknem teremu, chłoniemy go niczym gąbka. Zalew Sulejowski, Zakład górniczy  Biała Góra, Muzeum Opactwa Cystersów, hodowla żubrów, wapienniki oraz Groty Nadgórzyckie zbója Madeja to tylko niektóre atrakcje. Żubry, które  mają kwarantannę, przez zapalenie płuc, skansen Rzeki Pilicy w Tomaszowie Mazowieckim oraz niebieskie źródełko to następne punkty na naszej liście do odwiedzenia.

                  Wypoczynek, oderwanie od codzienności przysługuje każdemu. Szkoda, że tak rzadko o tym pamiętamy.  Zabiegani, przytłoczeni codziennością zapominamy, jak ważne są więzy rodzinne, jak ważne jest pielęgnowanie znajomości poza siecią, chociaż w tym przypadku bez bloga nie byłoby jej. Sam fakt, że udało się zgrać dwie wielodzietne rodziny ze zdrowymi dziećmi zasługuje na pochwałę. Choć pogoda zanęciła niedzielę wiosną, poniedziałek sprowadził nas do rzeczywistości puchową pierzynką. Dlaczego rodzina to nie wszystko? Nie samą rodzina człowiek żyje.




Udaje się wam znaleźć czas dla rodziny?
Lubicie wycieczki? 

                                               

FOTOGRAFIA KULINARNA, CZYLI PROSTY PRZEPIS NA SUKCES

piątek, 26 lutego 2016

          Kilka dni temu okazało się, że jedna z kuchni spotkań ikea udostępnia nam swój lokal.
 Z niemałą obawą, ale i  ekscytacją z Anią (OkiemMamy, Magiczne Chwile) przygotowałyśmy warsztat fotografii kulinarnej. Był to nasz drugi warsztat, ponieważ tydzień wcześniej prowadziłyśmy warsztat, Ania fotografii dziecięcej, ja "Blogowanie to nie wszystko".  Po dwóch wspólnym przedsięwzięciach wiemy już, że w siedem dni jesteśmy w stanie zorganizować miejsce, dobry temat oraz poprowadzić wartościowe warsztaty.

         Czym wyróżniamy się wśród innych? Nie karmimy nikogo suchą teorią. Uczymy opierając się na własnym doświadczeniu, przekazując wiedzę w prosty, przyswajalny sposób. Uzupełniamy się czerpiąc wzajemnie dobrą energię, co jest wyczuwalne na spotkaniach. Pretekstem do tworzenia warsztatów jest nisza. Nikt poza nami, tak rzeczowo i otwarcie nie dzieli się wiedzą.

         Kiedy na blogu Karoliny (Młoda Mama w Dolinie Hipsterów), czytam o tym, jak z ciekawości dzień przed warsztatem weszła na mój blog, po czym zarwała nockę czytając go, to mam pewność, że robię to dobrze. Wciąż się uczę, staram doskonalić i otwarcie mówię, że sieć jest miejscem dla każdego. Mam nadzieję, że warsztat fotografii kulinarnej będzie równie dobrze oceniony przez uczestników, jego efekty poniżej:

     zdjęcia uczestników warsztatu
     Ola "Esencja"
     Sabina "Warszamama"
     Marek "Markowy smak"
     Agnieszka "Agumama"
     Gabrysia "Wyrodna matka"
     Magda "Zapiski mamy"
   
      organizatorki
      Ania "OkiemMamy" "Magiczne Chwile"
      Bożna "Mam trójki"


Przepisy na proste i efektowne propozycje na drugie śniadanie

ZAPIEKANE RÓŻYCZKI

-dowolne pieczywo podzielone na kromki- z każdej należy okrój skórkę, miękką kromkę rozwałkuj
-jaka
-szynka
-por
-pomidorki koktajlowe
Głównymi składnikami jest pieczywo i jajka, reszta zależy od upodobań przygotowującego.
Kromki pokrój na części, poukładaj w foremce do muffin, na dni wlej trochę jajka, dokładaj kolejno szynkę, por, pomidorki, zalej reszta jajka (możesz posolić, dodać ulubione przyprawy) piecz do jego ścięcia (ok 10 min w 180 stopniach).  Czas przygotowania do 20 min. Podawaj na ciepło.



TRUSKAWKOWA ROZKOSZ
-kilka mrożonych truskawek
-jogurt
-preparowana kasz jaglana
-do dekoracji świeże truskawki
Mrożone truskawki zmiksuj na sorbet, na nie daj jogurt, kaszę jaglaną preparowaną-pyszne drugie śniadanie w dwie minuty.




BUDYŃ Z KASZY JAGLANEJ.
-1 szkl mleka
-2 łyżki kaszy jaglanej
-1-2 łyżki miodu lub syropu
-łyżeczka masła
-odrobina wanilii
-owoce
-granola


By kasza jaglana nie miała goryczki wypłukaj ją wrzątkiem (namocz w miseczce, przelej, powtórz czynność 2-3 razy). Po osączeniu przesyp do garnka, dodaj wszystkie składniki i gotuj do zgęstnienia (możesz dodać zmiksowanego banana w celu zgęstnienia). By budyń się nie przypalił możesz gotować go na płytce (takiej, jak do gotowania ryżu).  Owoce (jeżyny, maliny, borówki) zmiksuj, daj na dno naczynia, przykryj budyniem, posyp granolą, udekoruj całymi owocami. Przepis na dwie porcje.


TORTILLA ZE SZPINAKIEM
-gotowa taortilla
-szpinak rozdrobniony
-por
Szpinak z pokrojonym porem przesmaż na patelni, dopraw do smaku. Rozsmaruj na plackach, zwiń, pokrój. Możesz jeść na ciepło i zimno.


OBŁOK Z JAJKA SADZONEGO

Oddziel białko od żółtka, białko ubij na sztywną pianę, delikatnie przełóż na rozgrzaną patelnię, na środek białka wlej żółtko. Po minucie przełóż ostrożnie na drugą stronę, by żółtko również się ścięło. Posyp świeżo zmielonym pieprzem. Podawaj z sałatką, lub ziemniakami.



NALEŚNIKI Z MĄCZKI Z KASZY JAGLANEJ

-kasza jaglana zmiksowana na mączkę w młynku do kawy 
-jajko
-banan
-woda mineralna gazowana
Połącz składniki, smaż na obu stronach na rozgrzanej patelni, miseczka wykrawaj kształty. Możesz podać z musami owocowymi lub domowym dżemem.


ZIELONA EKSTAZA
-jarmuż
-zielony ogórek
-pietruszka
-melisa
-mięta
-kiwi 3szt
-banan 1 szt

Zmiksuj blenderem wszystkie składniki, smak możesz regulować większą ilością jarmużu lub dosładzając łyżeczką miodu. To przepis nie tylko na pyszne i zdrowe drugie śniadanie, ale również na lekką kolację.




film Ani
                                           Więcej o fotografii kulinarnej na blogu OkiemMamy
     
                                    Za udostępnienie miejsca dziękuję  Kuchni spotkań IKEA

Podoba ci się pomysł? Chcesz kolejnych warsztatów?
Pisz, weźmiemy twoje sugestie pod uwagę
p.s. polub :)
                                                   

ATRAKCJE W PRZEDSZKOLU

czwartek, 25 lutego 2016

             Przedszkole wczoraj i dziś ma odmienne oblicze. Gdy byłam mała nie raz klęczałam na woreczkach z grochem w kącie, później w szkole dostawałam od nauczycielki linijką lub cyrklem (tak mowa o tych wielkich, wiszących obok tablicy). Wycieczka szkolna była wydarzeniem, Teatr dwa razy w roku, a przedszkole? W nim należało czekać na pójście do szkoły. Teraz jest nico inaczej. Nagle nauczyciele doznali olśnienia, rodzice otworzyli oczy i nastąpiło objawienie. Mały człowiek w przedszkolu to istota rozumna. Można z nim rozmawiać, zapoznawać ze sztuką, nawet słuchać tego, co ma do powiedzenia.

              Mela jeździ na przedszkolne wycieczki, do kina, do teatru.  Atrakcje również przyjeżdżają do placówki. Teatrzyk, czy obwoźne kino. Przedstawiciele różnych zawodów. Dla dzieciaków atrakcją był pan leśniczy, strażak, czy pan policjant, Dziś panie w przedszkolu poszły o krok dalej: była pani fryzjerka. Pomysł super. Brawa za kreatywną reklamę. Mela do domu wróciła z wizytówką, nie dowiem się jednak od kogo, gdyż skutecznie zrobiła z niej nożyczkami puzzle. Jednak nie o wizytówce miałam pisać.

               Dzisiejszy dzień wizytę umiliła pani fryzjerka. Super. Coś nowego. Wszystkie dzieci zostały uczesane i poinformowane, że mogą u pani fryzjerki włoski obciąć (rzucę się z zębami do czyjejś tętnicy, jak Mela sama sobie zrobi zakład fryzjerski nożyczkami do papieru). Poznawanie nowych zawodów fajna sprawa, z pożytkiem dla dzieci. Mam jednak kilka ale...

1. Zawsze jest informacja, że będzie w przedszkolu gość-dziś nie było takiej, a specjalnie sprawdzam, każde drzwi, bo kartki wiszą w miejscach bardzo różnych. Wolę maluszka uprzedzać, że będzie nieco zmieniony porządek dnia.

2. Dzieci były czesane. Moja wizja czesania całego przedszkola jedną szczotką spędza mi sen z powiek. Nasze przedszkole jest czyste, jednak strzeżonego pan buk strzyże, czy strzeże. Na wpis o wszach i gnidach weszło mi w tym miesiącu ponad 7000 osób. Jest problem i starajmy się go zminimalizować. Nie dawajmy pasożytom szansy na przejście robiąc masowe czesanie.
Mela rano powiedziała, że były szczotki serduszka z Anną i Elzą dla dziewczynek i czarne dla chłopców.

3. Obcinanie włosów. Żądza mordu mnie ogrania na samą myśl o tym, jak dzieci naśladują dorosłych i kiedy mojej przyjdzie do głowy ostrzyc siebie lub lalki,

                                                 Czepiam się? Sorry nie spodziewałam się.

Powiązane artykuły

Twoja placówka też zapewnia takie atrakcje dzieciom?

                                                     

NASTOLETNIA CÓRKA-CIEBIE TEŻ TO CZEKA.

czwartek, 25 lutego 2016


            Czekałam na nią od kiedy skończyłam szesnaście lat. Nie planowałam jeszcze, ale wiedziałam, że chcę mieć córcię.Taką, którą będę kochać i która będzie mnie kochała. Ciąża była dla mnie ciężkim doświadczeniem-młoda, energiczna kobieta leżąca na podtrzymaniu. Urodził się syn. Czy to mnie rozczarowało? Nie. Zmieniłam kierunek myślenia. Nie chciałam już więcej dzieci. Będąc w domu, gdzie przytulanie było "na kartki", a dziecko młodsze zawsze miało fory, podjęłam decyzję o jedynaku. W niej dzielnie trwałam przez lata. Byłam pewna, że nie będę umiała kochać jednakowo dzieci.


         Dziewięć lat później znów leżałam na patologii ciąży, jak to lekarz określił: "zwalczając pasożyta". Córka urodziła się idealna. Moja wyczekana, wymarzona, cudowna. Czarne kręcone włosy, które sobie wyśniłam dla niej, brązowe oczy-tak, powtórzę, idealna.  Jednak czas radości zaczął mącić jej charakter, który ujawnił się już w pierwszych dniach. Od początku nie spała. Podczas, gdy noworodek przesypia prawie całą dobę ona praktycznie całej nie przesypiała, Miała zaprogramowane dwie opcje: darła się lub wisiała na cycu-tak wisiała, godzinami.

     
        Jej mocny charakter spowodował, że po roku uciekłam z domu do pracy na recepcji, na nocną zmianę, a gdy skończyła dwa lata wysłałam ją do oswojenia się z rówieśnikami w przedszkolu. Było ciężko. Nie chciała wychodzić z placówki, płacząc, że za szybko ją zabieramy. Furia to jej drugie imię, histeria-siostrą, a wieczne niezadowolenie cieniem. Ciągłe gonienie za ulotnym marzeniem, które podczas realizacji nie cieszy, bo już łapie kolejne. Ma skończone dziewięć lat, nie znosi sprzeciwu, chce rządzić, wywołuje burzę. Mam tak wybuchowy charakter i wzbudza tak skrajne emocje, że teściowa na wieść o trzeciej ciąży stwierdziła, że po takim dziecku podziwia nas za podjecie decyzji o kolejnym.

         Widząc jej poczynania od kołyski jesteśmy gotowi już wkrótce na: golenie głowy, kolczykowanie, tatuaże, ucieczki na dyskoteki bądź koncerty (tu jeszcze nie określiła drogi), wszelkie odchyły od normy oraz PMS, który nadejdzie szybciej niż byśmy chcieli... aha, twierdziła do niedawna, że chce mieć pięcioro dzieci.

              cudne zdjęcia Plums Photography



Masz podobne doświadczenia? Przyjęło się w naszej kulturze, że matka nie może źle mówić o dziecku, też to znasz? 
Masz córkę? Napisz, jakie ma sposoby na uprzykrzenie ci dnia.
Koniecznie polub
                                           

ZAWIODŁAM, JAKO MATKA.

sobota, 20 lutego 2016

          Dzień, jak co dzień. Budzik o szóstej, Marcin się zrywa, ja nakrywam kołdrą na głowę. Dzieci niczym stonka rozłażą się po terenie. Jest w domu jeszcze pół godziny, łapię ten czas na drzemkę. Jednak nieubłaganie zaraz wyrwą mnie z łóżka kłótnie dziewczyn. Wydzieram skrawki nocy majacząc w półśnie. Nie ma lekko, wstaję. Zanim ogarnę Armagedon muszę dojść do siebie. Sen szponami wyrywa z umysłu spokój. Zaparzam mieszankę ziół dziewczynom, sobie szałwię. Kręcę głową na boki, wyrzucam lepkie myśli, które oplatają mnie niczym bluszcz.

Od lat nie palę, dziś mam ochotę. Mimo, iż wiem, że w konsekwencji były mdłości i ból głowy. Siorbiąc poranną szałwię myślę o wódce. Tą skutecznie wyeliminowały tabsy na migrenę. Gaba się ubrała, Mela kończy śniadanie. Cholera, pada deszcz. Nawet pogoda nie ułatwia dziś startu. Mozolnie przekonuję Melę, żebyśmy już szły do przedszkola. Zapinam jej buty, krzyczy, że za mocno. Wciąż ściskam ją za mocno, wciąż... "Będę za tobą tęskniła" mówi, gdy zakładam jej czapkę.
Cholera! Nie mogę się rozryczeć!

 Idziemy świergocząc radośnie wierszyk o kaczuszce. Oczyszczam umysł. Żadna wredna myśl nie mąci mojego spokoju. Oddychałbym głęboko, gdyby, jakiś imbecyl nie palił śmieci. Znów duszę się  wspomnieniem. Odstawiam Melę do placówki. Wracam i zaparzam lawendę. Może ten ucisk w żołądku minie. Mam ochotę płakać. Wyć, bujając się w kącie. Ten sen był tak realny...  Szłyśmy z Melą po łące. Nogi unosiły nas lekko. W ułamku sekundy znalazłyśmy się w pustym domu. Nie znam go. Ona wesoło biegała, śpiewała, podskakiwała. Nagle zachwiała się i zaczęła zsuwać w dół. Ściskałam jej rączkę, ale mi się wyślizgiwała. Zaczęła spadać, jak Alicja do króliczej nory. Długo, z ogromnym krzykiem... Dźwięczy mi ten krzyk w uszach. Od rana nie mogę znaleźć sobie miejsca. Okrutny budzik zadzwonił zbyt szybko. Rozpaczliwa próba kontynuacji snu nie powiodła się. Została gdzieś tam, sama, nie umiałam jej znaleźć. Zawiodłam.


Wiem, że to tylko sen, fikcja. Jednak gdzieś z tyłu głowy jawi się obraz rzeczywistości. Pochłonięta jej nocnymi bólami kolanek, niechęcią do przedszkola (KLIK) potrafię sobie wyśnić kolejne utrapienie. Jest mi źle. Sama sobie robię krecią robotę. Zdaję sobie sprawę z tego, że Mela jest wrażliwa i odbiera moje emocje, jednak nie radzę sobie z nimi. Nie wiem, jak sobie i jej pomóc?

Masz radę dla nadwrażliwca? Podziel się nią,
Polub mnie na fb.

                                               


TAŃSZA KULTURA DZIĘKI KARCIE WARSAW.IS

sobota, 20 lutego 2016
To, o czym za chwilę napiszę najbardziej zainteresuje mieszkańców Warszawy.



To platforma kulturalna z ok. 20 czołowymi wydarzeniami kulturalnymi co miesiąc, które oferowane są za darmo lub z dużymi zniżkami dla posiadaczy karty warsaw.is
Dodatkowo posiadacze kart otrzymują zniżki w księgarniach, kawiarniach oraz mogą kupić prace artystów w specjalnych cenach w sklepie: shop.warsaw.is


Od stycznia 2016r. ruszył w Warszawie nowy projekt dotyczący kultury – warsaw.is. Przyłączyły się już do niego czołowe instytucje kulturalne w mieście oraz lokalny biznes kreatywny. Projekt warsaw.is składa się z dwóch komponentów:

 • karta warsaw.is - każdy, kto kupił kartę warsaw.is (za tylko 33 zł/miesiąc, 79 zł/3 miesiące, 299 zł/rok) jest uprawniony co miesiąc do biletów za darmo lub z dużymi zniżkami na ok. 20 wydarzeń proponowanych przez partnerów projektu. Wydarzenia te składają się na tzw. program kulturalny. Partnerami projektu warsaw.is jest obecnie ok. 25 czołowych instytucji kultury i miejsc artystycznych w mieście, w tym m.in.: Nowy Teatr, TR Warszawa, Teatr Wielki-Opera Narodowa, CSW, Galeria Zachęta, Kino Muranów, Kino Luna, Klub Komediowy, Pardon to tu, Cafe Kulturalna, Mózg itp. Ponadto karta warsaw.is uprawnia do stałych zniżek w 9 księgarniach artystycznych (m.in. Bookoff, ArtBookstore, DSH) i kilku kawiarniach. Wkrótce także z kartą warsaw.is będzie można nabyć prace lokalnych artystów w atrakcyjnych cenach na shop.warsaw.is

 • produkcja warsztatów artystycznych i wydarzeń kulturalnych – Fundacja Lost in Art, realizująca projekt warsaw.is, będzie samodzielnie lub we współpracy z partnerami, zapraszać do Warszawy zagranicznych artystów z obszaru sztuk performatywnych na warsztaty lub występy. Projekt warsaw.is pomaga wspierać kulturę w Warszawie, bo 50% z ceny każdej karty wraca do partnerów projektu i pozwala im tworzyć nową ofertę kulturalną dla mieszkańców miasta. Przy 2000 kart warsaw.is w obiegu co miesiąc, partnerzy otrzymają co miesiąc ok 30 tys zł. Dodatkowo nieodpłatnie na portalu www.warsaw.is promowane są wszystkie wydarzenia partnerów.

 Za pozostałe 50% dochodów ze sprzedaży kart Fundacja Lost in Art będzie produkować wydarzenia i warsztaty z udziałem krajowych i zagranicznych artystów, będzie wspierać projekty lokalnych artystów, przygotuje wideo bazę danych o artystach tworzących w Warszawie, a także będzie kupować bilety na różne wydarzenia kulturalne, poza programem kulturalnym, które następnie rozda posiadaczom kart warsaw.is.

 Zasada działania projektu warsaw.is jest bardzo prosta – im więcej kart warsaw.is jest w obiegu, tym więcej darmowych biletów i ofert specjalnych oraz więcej pieniędzy na tworzenie i wsparcie kultury w Warszawie.

 Projekt warsaw.is to pomysł i wykonanie Fundacji Lost in Art, działającej od prawie roku w Warszawie. Na jej czele stoi Eduardo Garcia – producent, choreograf i tancerz tańca współczesnego mieszkający od ponad 3 lat w Warszawie, a pomaga mu Monika Dołowiec, kulturoznawca. Pomysł na projekt warsaw.is zrodził się z chęci wspierania kultury w mieście, angażowania mieszkańców w kulturę dzięki atrakcyjnej ofercie biletowej oraz z marzeń, by zawodowo realizować się poprzez działania i produkcje kulturalne. Warsaw.is to projekt samofinansujący się, w całości realizowany ze środków i pracy własnej Fundacji.

Wszystkie informacje na stronie: www.warsaw.is

           Żeby nie było, że pojawiła się sucha notka mam dla moich czytelników jedną kartę,
która upoważnia do do otrzymania biletów darmowych lub zniżkowych na wydarzenia opisane na stronie Warsaw.is, karta ważna do końca marca


ZASADY:
1 Polub MAMA TRÓJKI
                                               

2. W komentarzu  napisz, gdzie się wybierzesz z kartą?

3. Przejdź tu KLIK i pokaż, że jesteś  :)

ODPOCZYNEK I ZABAWA.

czwartek, 18 lutego 2016

Pojawienie się na świecie nowego członka rodziny wiąże się z ogromnymi emocjami. Wszystkie z pozoru łatwe czynności, takie jak podnoszenie czy bezpieczne odkładanie maluszka, to ogromne wyzwanie dla początkujących rodziców. Co zrobić, gdy babcia ani dziadek nie mogą przyjść z pomocą? Gdy nie ma nikogo, kto choć na chwilę mógłby przytulić maluszka i pozwolić nam zebrać siły? Na ratunek przychodzą eksperci. Fisher-Price z leżaczkami i fotelikami zapewniającymi dziecku komfort i bezpieczeństwo, a rodzicom – wolną chwilę.


Każdy rodzic pragnie dla swojego dziecka tego, co najlepsze. Od pierwszych dni życia „stajemy na głowie”, by nasza pociecha miała wszystko, co zapewni jej komfort i prawidłowy rozwój. Dlatego otaczamy ją bezgraniczną miłością oraz… zabawkami i produktami, które motywują do ważnych „kroków milowych”, równocześnie gwarantując bezpieczeństwo i ciekawą zabawę. A gdyby można było połączyć zabawy rozwojowe najmłodszych z chwilą relaksu dla rodziców? Można! Wystarczy skorzystać z wiedzy i doświadczeń profesjonalistów Fisher-Price, którzy tworzą specjalne leżaczki i foteliki zapewniające bezpieczeństwo i motywujące dzieci do odkrywania nowych umiejętności. Co najważniejsze: produkty te dbają o właściwą, bezpieczną pozycję naszych pociech oraz stymulują cały szereg ważnych umiejętności dziecka.

Dla najmłodszych maluszków idealnym wyborem będzie nowy Komfortowy leżaczek (CJJ79). Nowoczesna, specjalnie wyprofilowana konstrukcja zapewnia komfort
i bezpieczeństwo, a funkcja delikatnych wibracji uspokoi malucha i pomoże mu zapaść w słodką drzemkę. Siedzisko z motywem wielokolorowego lasu tropikalnego stanowi doskonałą stymulację wzrokową. Dziecko, które w nim leży, zaciekawione otaczającymi go barwami, próbuje wodzić wzrokiem na boki leżaczka – co jest doskonałym ćwiczeniem przygotowującym do etapu unoszenia i kontrolowania główki. Dodatkowo, każdy ruch dziecka – od machania nóżkami po próbę sięgnięcia zabawki, sprawia, że leżaczek zaczyna się lekko bujać. Przyłączony pałąk z zachęcającymi do chwytania zabawnymi zwierzątkami w żywych kolorach można wyjąć na czas karmienia lub drzemki malucha. Komfortowy leżaczek, dzięki antypoślizgowej podstawie i trzypunktowym pasom, zapewnia maksymalne bezpieczeństwo. Miękkie, wygodne obszycie nadaje się do prania w pralce, co na pewno docenią wszystkie mamy. Przenośny fotelik-bujaczek „Od niemowlaka do przedszkolaka” (CMR10) łączy w sobie funkcje fotelika i bujaczka. To produkt, który „rośnie” wraz z dzieckiem. Będzie towarzyszyć naszym pociechom już od pierwszych dni życia aż do wieku przedszkolnego. Bujanie oraz uspokajające wibracje ukoją nerwy maluszka i zapewnią mu spokojny sen podczas drzemki. Na łatwym do zdemontowania pałąku umieszczono dwie aktywizujące zawieszki, zachęcające dzieci do wyciągania ku nim rączek. Ćwiczenia te pomogą w nauce chwytania oraz rozwoju sprawności manualnej. Trzypunktowy pas zapewnia najmłodszym bezpieczeństwo podczas wszystkich aktywności – od snu po zabawę. A gdy dziecko podrośnie, bujaczek można przemienić w stacjonarny fotelik, idealny dla dziecka do 18 kg. To dla przedszkolaków wspaniałe miejsce zarówno na odpoczynek, jak i zabawę. Kreatywnym aktywnościom nie będzie końca, również tym plastycznym, gdyż pokrycie fotelika można zdjąć i uprać w pralce. Dzięki łatwemu systemowi składania, fotelik można wygodnie przenieść lub schować.

Kolejną nowością w ofercie Fisher-Price jest Skoczek „Wesoła dżungla” (CHM91). Produkt ten ucieszy wszystkie aktywne maluchy, które dzięki jego stabilnej konstrukcji będą mogły bawić się w radosne podskakiwanie. Każdy dynamiczny ruch nagradzany jest wesołymi dźwiękami i kolorowymi światełkami, zachęcającymi dzieci do dalszej aktywności. Dzięki obrotowemu o 360 stopni fotelikowi maluch może patrzeć na wszystkie zabawki rozwieszone wokół niego oraz sięgać po nie i chwytać w rączki. Zwisające, pluszowe małpki do chwytania, żabka z lusterkiem, w którym maluch może się przeglądać, słonik do trącania, motylek-gryzaczek oraz lew do kręcenia to tylko niektóre aktywizujące elementy, które nie tylko całkowicie pochłoną uwagę naszej pociechy, lecz także będą stymulować jego zmysły. W zależności od wzrostu dziecka, skoczek można regulować, wybierając jedną z trzech dostępnych wysokości. Ramę daje się łatwo złożyć w celu przechowywania lub transportu – co sprawia, że „Wesoła dżungla” może towarzyszyć maluchowi również podczas wizyty u babci i dziadka.

„Nawet niewielka aktywność motoryczna daje wiele wrażeń i odczuć ze swojego ciała, a maluch szybko uczy się, że warto się ruszać, bo to źródło przyjemności. A co najważniejsze, na długo zapamiętuje tę zasadę” – mówi dr n. hum. Justyna Korzeniewska, psycholog dziecięcy. Dziecko, które motywowane jest do ruchu od pierwszych dni życia, kiedy podrośnie i opuści leżaczek czy skoczek, będzie bardziej aktywne, energiczne i chętniej podejmie nowe wyzwania, mające kluczowy wpływ na jego dalszy rozwój fizyczny. Te sprytne produkty skutecznie pomogą maluchowi osiągać kolejne wielkie „kamienie milowe” rozwoju, zapracowanemu rodzicowi pozwolą zaś na chwilę „uwolnić ręce” i znaleźć moment na odpoczynek.
Masz małe dziecko, twój szkrab jest już dumnym przedszkolakiem?
Polub, zapraszam.
                                               

KOCHAM HAND MADE

środa, 17 lutego 2016

          Mogłabym powiedzieć, że moje dzieci mają wszystko. Nie mają, ale mają tyle ile mogę im dać. Daję to, co uważam za najlepsze. Nie popadam w skrajności jednak lubię zabawki, sama miałam ich bardzo dużo. Nie wszystkie były organiczne z trawy, w latach 80-tych bawiliśmy się zabawkami malowanymi z farbą z dodatkiem ołowiu. Niby była jakaś świadomość zagrożenia, ale w praktyce było "co nas nie zabije, to wzmocni". Co jest u dziewczyn w pokoju?  Domek pełen lalek Meli, półka ślicznie ustawionymi lalami Gaby-tak posiadamy plastikowe zabawki znanych marek. Regał pełen pudeł z zabawkami. Jednak zawsze bardziej lubiłam te z duszą. Już jako dziecko z kawałka gałganka robiłam szmacianki wypełniane watą lub piaskiem. Dlatego, gdy obserwuję polskie hand made, serce mi rośnie.

          Wszechobecna tandetna chińszczyzna zaczęła mnie po prostu męczyć. Po co mi tysiąc siedemset osiemdziesiąta ósma pierdoła, walająca się pod nogami? Zaczęłam szukać zabawek, które ucieszyły by mnie, gdy byłam mała. Egoistyczne? Może. Jednak idąc w tym kierunku poznałam
 Etkę, która zaraziła mnie swoją pasją. Tylko jedna kobieta, matka czwórki dzieci, a ma czas by tworzyć oryginalne rzeczy. Jej szydełkowe jajeczka, sałatki, czy kotleciki zapierają dech w  piersi i ma się ochotę kupić wszytko do dziecięcej kuchni, by pod pozorem zabawy z dzieckiem bawić się nimi. Kolejnym zaskoczeniem jest jej spełnianie marzeń. Normalnie wróżka z  o.o. Potrafi z rysunków dzieci tworzyć maskotki-wiem, jaka to frajda, gdyż Gaba miała taką kilka lat temu, spała do niedawna tylko z nią (obecnie  wraz z rysunkiem leży na pamiątkę  w pudełku).

         Dlaczego zaczęłam rozczulać się nad konkretnym twórcą? Bo Etka daje 100% gwarancji, że materiały, z których wykonane są ubranka i zabawki są całkowicie bezpieczne dla użytkownika, są najlepsze gatunkowo i pochodzą od polskich producentów. Dla mnie to ważne informacje po tym, co przeczytałam na grupach rękodzielników. Nie każdy ma na uwadze dobro kupującego-niestety.

         Wspierać polskiego twórcę należy, to bezdyskusyjne, jednak zanim kupisz coś od rękodzielnika sprawdź co naprawdę oferuje. Talizman polecam z zamkniętymi oczami. Rzeczy wykonane starannie,  czysto, ładnie zapakowane. A ty kogo polecisz?
Może razem stworzymy listę "dobrych twórców"?







Nie bądź tajemniczy, polub i zostaw po sobie ślad w postaci komentarza
                                                          

GDY SYN DORASTA-CZYLI CO CIĘ MATKO CZEKA?

sobota, 13 lutego 2016

           Wszystkie moje koleżanki mające synów twierdzą, że to ich słodkie maleństwa. Spoko, niektórzy mają już po pięć nawet siedem lat, one nadal wierzą w to, ich skarbeńki będą zawsze z nimi. Moje drogie, mamy dla was złe wieści. Oni odejdą. Szybciej niż sobie jesteście w stanie to wyobrazić. Dzieci maja swój świat i swoje życie już w szkole podstawowej.

Krótka charakterystyka z wątkami biograficznymi młodego, które co wrażliwsze matki mogą do palpitacji serca doprowadzić:

- Rolki dały mu wolność już w pierwszej klasie. Zanim w okolicy powstały rampy on skakał na barierkach. Kaski i ochraniacze to historia nie do opisu.

- Już w okolicy szóstej klasy zaczął wyrywać się spod mojej pieczy. Rozbujał się na fejsbuku ze stronką, która została usunięta. Gdy ja raczkowałam z blogiem, on miał ponad 10 000 lubiących. Po skasowaniu jej przez facebook stracił serce do fan page'y. Znalazł dwa nowe hobby-gitarę i dziewczyny. Sorry laski. Dokładnie w tej kolejności.

- Wyrywanie dziewczyn na młodszą siostrę. Mela zaczęła swoją karierę, jako gwiazda sieci w wieku trzech miesięcy, gdy słyszałam pisk i: "ooo, jaka słodka", wiedziałam, że nowa złapała się na siostrzyczkę z burzą włosów.

- Nie mógł niczym normalny człowiek zacząć od rówieśnicy. Nie. Z marszu wyskoczył z pięć lat starszą. On był w trzeciej gimnazjum, ona ciągnęła go na studniówkę. Z gumkami problemu nie miał, Zawsze mu dawałam, aż wkurwił się i oznajmił, że potrafi sam kupić.

- Gitara akustyczna zmieniła się w elektryczną, napierdalał całymi dniami po dwa akordy. To nie jest najgorsze, Adi potrafi znaleźć wenę w godzinach nocnych-co z tego, że za ścianą śpią siostry.

-Deskorolka i rolki. No, fajny sport, zabawa na tyle wciągająca, że deskorolkę połamał.

- Rozmowy o sexsie i zabezpieczaniu przed ciążą i chorobami skutkują tym, że podczas niedzielnego obiadu młody wyskakuje z dowcipem o burdelu czy opowieściami o memach z dildo.

- Wraz z wiekiem dziewczyny stawały się coraz młodsze. Mam podejrzenia co do tego faktu lecz zachowam dla siebie. Zaliczył już kilka studniówek ze sowimi pannami, Jednak od pewnego czasu pytamy, czy obecna ma skończone szesnaście lat.

- Gitara nadal króluje. W sumie deskorolki numer dwa już nie ma, bo połamała się razem z Adim na koniec wakacji. Ona nie do uratowania, ona ma kilka śrub w obojczyku. Bez komentarza. Już szuka deski na nowy sezon-dobrze, że go ubezpieczyłam.

- Jako wisienkę na torcik dodam, że dziewczyna musi mieszkać daleko od naszej wsi.  Wyjazdy to jego hobby. Obecnie spakował torbę podróżną i pojechał...  Poprzednio wrócił po pięciu dniach.

- Tak, dostał wezwanie na komisje wojskową.



zdjęcia  Plums Photography (widać które)



Powiązane artykuły


A ty z jakim utęsknieniem czekasz na wiek nastoletni synka?


FISZKI DLA CIEBIE

sobota, 13 lutego 2016



      Nauka angielskiego nie musi być trudna, ani nudna. Jednak by dziecko się nie zniechęcało, trzeba naukę uczynić atrakcyjną. Obrazki świetnie się do tego nadają. Zabawne obrazki, opisane po polsku i angielski, Praktyczne pudełko z regulowanymi przegródkami- sprawdza się u nas.


Fiszki SCHOOL to kompleksowy system nauki angielskich słówek i zdań dla uczniów klas 4-6 szkoły podstawowej oraz gimnazjum. Zestaw “I like strawberries” uczy 300 najważniejszych słówek i konstrukcji gramatycznych z zakresu szkoły podstawowej, których znajomość jest wymagana na teście szóstoklasisty.

Atrakcyjne, ilustrowane fiszki pomagają szybko zapamiętać słówka, a przykładowe zdania pokazują ich prawidłowe użycie w kontekście i przy okazji prezentują najważniejsze struktury gramatyczne.

Dołączony do zestawu program komputerowy (do pobrania) zawiera liczne ćwiczenia, gry oraz nagrania wszystkich słówek i zdań w wykonaniu profesjonalnych lektorów – wyłącznie native speakerów.

Przekonaj się, że nauka języka obcego może być przyjemnością!

Zestaw fiszek jest pierwszą częścią serii Fiszki SCHOOL. W serii ukazał się również etap II: Fiszki SCHOOL "Do you enjoy watching action films?".

Każdy zestaw Fiszek SCHOOL zawiera:
- 300 słówek i zwrotów użytych w kontekście
- nagrania wszystkich słówek w wykonaniu native speakerów
- program komputerowy z ćwiczeniami do utrwalania poznanego słownictwa

Gaba doszła do wniosku, że udźwignie taką porcję wiedzy.
                                       


WSZY I GNIDY-JAK SIĘ POZBYĆ?

czwartek, 11 lutego 2016
       

              Wszy i gnidy zawsze kojarzyły mi się z brudem, zaniedbaniem, meliną, pijakami i dziećmi ulicy. Niemyte włosy, brudna skóra to idealna pożywka dla tych pasożytów. Jednak problem wszawicy dotyka również ludzi prowadzących higieniczny tryb życia, je złapać w dużych skupiskach ludzkich, najczęściej w szkołach/przedszkolach, komunikacji miejskiej, kinach, hotelach itp (nigdy nie wiesz kto przed tobą był w danym miejscu i co mógł pozostawić. Mowa tu będzie tylko o wszach głowowych (żyjących na włosach głowy).



Czy słysząc o insektach zaczynasz bezwiednie się drapać?
Mam tak od kilku dni....

Telefon od koleżanki:

-Słuchaj, moja Tośka wszy ma.
-żartujesz? (wiem, inteligentne z mojej strony, ale nic innego nie przyszło mi do głowy)
-nie, z przedszkola przyniosła
-z tego prywatnego, za które płacisz 1000zł miesięcznie?
-no, zgłosiłam nauczycielkom, ale teraz przerwa świąteczna
-ty, i co zrobiłaś z Tośką?
-włosy obcięte na krótko i walczymy drugi tydzień...
-nie chcę cię widzieć przynajmniej miesiąc, wiesz, co by się u mnie działo,
 przy tej ilości długich włosów, którą mamy?

Masakra...

Myślę i się drapię, dzwonię do niej:
-i jak?
-dzieciaki na wieś wywiozłam, mama walczy z wyczesywaniem gnid
-czego?
-to jajeczka wszy przyklejone do włosów...
-nadal nie chcę was u siebie widzieć, cześć.

Wszy mogą "zaatakować" każdego, nie wiesz, czy ktoś kogo właśnie witasz przed chwilą 
nie miał kontaktu z osobą zawszawioną. Nigdy nie ma pewności.
(Wspomniałam, że dziś pojechała do hipermarketu na zakupy?)

Rozmowa nr dwa (ta sam koleżanka)
-Tośka znów miała wszy
-co? (jak zwykle bardzo inteligentnie)
-znów z przedszkola przyniosła, zgłosiłam wychowawczyni
-i?
-powiedziała: "widać ma tendencje..."
-zbluzgałaś ją równo?
-nie...

Rozumiecie? TENDENCJE. Tendencje to można mieć do łapania kataru, ale nie wszy. A może jednak? Wszy wybierają głowę, do której chcą iść. Nie zależy to od higienicznego, czy niehigienicznego trybu życia, ale od rodzaju potu.


Wróćmy do przedszkola.
Jeśli twoje dziecko przyniesie wszy do domu musisz zapewnić je, że to nie jego wina 
i że jak najszybciej pasożyta musicie wytępić,



Skąd wiadomo, że ktoś ma wszy?
Nie wiadomo.
Możemy obserwować i zwrócić uwagę, na to, że ktoś się drapie po głowie.
Wszy żywią się krwią, gryzą, co powoduje swędzenie w rezultacie drapanie.
Warto na to zwrócić uwagę. Zalecane jest sprawdzanie głowy po powrocie dziecka z koloni, wycieczki.
Oraz profilaktyczne co dwu tygodniowe przeglądanie włosów, zwłaszcza dziecka przedszkolnego/szkolnego.

Gdzie siedzą wszy?
Najczęściej umiejscawiają się tuż nad uszami lub nad karkiem, w linii włosów.

Jak je rozpoznać?
Wszy mają kolor jasno brązowy dlatego należy sprawdzać stan włosów przy bardzo dobrym świetle.
na włosach mogą pojawić się maleńkie, niemal przezroczyste  kuleczki-to gnidy.

Jak się uchronić od wesz (wszy?).
-używaj tylko własnej szczotki do włosów i grzebienia
(ucz również dziecko, żeby od nikogo i nikomu nie pożyczało
-gumki, spinki, opaski do włosów są rzeczami osobistymi-nie pożyczaj
-w okresie zimowych czapkę zachowaj dla siebie 
-spanie na wspólnej poduszce na wyjeździe może mieć niemiłe konsekwencje

Wsza pełza-nie przeskoczy, musi mieć bezpośredni kontakt z twoimi włosami, 
żeby do ciebie przyjść!

Gdyby środki ostrożności zawiodły, jak się ich pozbyć?
Preparaty mają zastosować wszyscy domownicy!  
Taka sama profilaktyka, jak przy równie powszechnych owsikach.
Wszy są bardzo szybkie, żeby mieć szansę je wyłapać należy je potraktować preparatem z apteki.
Dostępne są trzy rodzaje:
- ziołowe
-chemiczne
-nietoksyczne środki chemiczne oparte na silikonach (te są ponoć najbardziej skuteczne, gdyż
zabijają również gnidy).

Walka z pasożytem jest bardzo pracochłonna, a wyczesywanie nie należy do łatwych i przyjemnych.
Okazuje się, że jednak pomysłowość w każdej dziedzinie nie ma granic
i udało mi się znaleźć grzebień elektrostatyczny przeciw wszom i gnidom oraz grzebień elektroniczny na wszy
(mają bardzo geste ząbki-są ponoć najskuteczniejsze na rynku).

Kurację preparatami należy powtórzyć po 8-10 dniach, by się wspomóc można użyć elektrostatycznego grzebienia (producent zapewnia, że nie trzeba będzie skracać włosów).


Polub mnie
                                                  

WIĘCEJ PRZYDATNYCH INFORMACJI

FAKTY I MITY

FAKTY
1. Do rozpoznania wszawicy nie jest wymagana wizyta u lekarza.
Wszy to charakterystyczne płaskie i bezskrzydłe owady, które nie potrafią skakać ani latać. Mogą przybierać zarówno białą jak i brązową barwę, w zależności od koloru włosów żywiciela. Długość wszy wynosi od 2 do 4,7 mm, są więc wielkości ziarnka sezamu. Mają sześć odnóży, które zakończone są pojedynczymi pazurami. Natomiast ich jaja-gnidy pojawiają się u nasady włosów. Jeśli jednak nie jesteśmy pewni werdyktu czy mamy do czynienia z wszawicą, najbezpieczniej udać się do lekarza rodzinnego na konsultację.
2. Jeśli Twoje dziecko ma wszy, poinformuj o tym przedszkole lub szkołę.
Ważne jest, by po stwierdzeniu wszy u swojej pociechy poinformować o tym placówkę, do której uczęszcza. Ułatwi to działania Dyrekcji, będzie miała ona możliwość zapanowania nad wszawicą w placówce. Brak informacji o zarażeniu wszami i w konsekwencji brak szybkiej reakcji wszystkich z otoczenia dziecka, grozi ponownym zarażeniem pasożytem. W przypadku zarażenia wszami liczy się czas i wspólne działanie!
3. Wszy nie atakują wszystkich.
Obserwacje laboratoryjne oraz „w terenie” potwierdzają fakt, że wszy wybierają niektóre głowy częściej niż inne. Może to być związane z zapachem potu. Nie ma natomiast związku z higieną żywiciela.
4. Jeśli dziecko ma wszawicę, należy przeprowadzić kontrolę całej rodziny.
Wesz głowowa potrafi w bardzo łatwy sposób przenieść się na nowego żywiciela, a wspólna zabawa czy wypoczynek z pewnością im to ułatwia. Dlatego bardzo ważne jest, by sprawdzić czy inni członkowie rodziny nie zdążyli się zarazić.
5. Wszy nie mogą przetrwać bez żywiciela.
Naturalnym środowiskiem dla wszy głowowej jest skóra głowy i włosy, a pożywieniem ludzka krew. Bez swojego żywiciela nie jest w stanie przeżyć więcej niż 1-2 dni.
6. Wszy są jednym z najstarszych pasożytów człowieka.
Wszawica rozprzestrzeniała się wraz z człowiekiem na wszystkie kontynenty. Pierwsze wzmianki o sposobach zwalczania wszy można znaleźć już w egipskich papirusach, wspomina o nich też Arystoteles.
7. Wszy zwyciężyły armię Napoleona.
Jest to bardzo prawdopodobna hipoteza. W 1812r., gdy Napoleon zmierzał w kierunku Moskwy stracił ponad 400 tys. żołnierzy. Poza srogą zimą i wojskami rosyjskimi znaczącą rolę odegrały wszy, które przenosiły między żołnierzami śmiercionośny tyfus zwany „plagą wojenną”.

MITY
1. Wszy mogą przeskoczyć na naszą głowę.
Wszy to owady bezskrzydłe. Nie potrafią latać, ale również skakać ani pływać. Na naszej głowie mogą znaleźć się poprzez bezpośredni kontakt z włosami osoby zarażonej bądź pośrednio, gdy używamy przedmiotów, które miały styczność z czupryną chorego.
2. Zwierzęta również przenoszą wszy.
Jedynymi żywicielami wszy głowowej są ludzie, nie jest więc możliwe, by pies, kot czy chomik przenieśli je na człowieka. To prawda, że istnieją wszy bytujące na zwierzętach, jednak nie zagrażają one ludziom.
3. Ścięcie włosów wyeliminuje wszy.
Obcięcie włosów nie wyeliminuje wszawicy, jednak może wspomóc walkę z tą chorobą. Na krótszych włosach łatwiej zobaczyć i wyeliminować pasożyty. Obecnie dostępne na rynku preparaty, jak Pedicul Hermal, pomagają skutecznie zwalczyć chorobę nawet przy długich włosach. Współcześnie, nie ma więc potrzeby rezygnowania z długiego warkocza.
4. Wszawica to efekt braku higieny.
Jest jednym z najpopularniejszych mitów. Dla wszy higiena żywiciela lub jej brak jest bez znaczenia. Ten pasożyt może bytować na każdym rodzaju ludzkiej skóry głowy lub włosach. Jedynym powodem, przez który możemy nabawić się wszawicy jest kontakt włos-włos z osobą zarażoną.



JAK CHRONIĆ SIĘ PRZED WSZAWICĄ?
Jednym z najczęściej powielanych mitów na temat wszawicy jest wiązanie jej z brakiem higieny. Niestety dla wszy higiena żywiciela lub jej brak jest bez znaczenia. Ten pasożyt może bytować na każdym rodzaju ludzkiej skóry głowy i włosach. Zgodnie z zasadą lepiej zapobiegać niż leczyć, można stosować w codziennym życiu kilka prostych zasad, które mogą pomóc nam ustrzec się przed tymi pasożytami.
Wszy przenoszą się poprzez kontakt włosów z włosami osoby zakażonej. Nie musi to być kontakt bezpośredni, ale np. przez czapkę czy grzebyk.
  • Używając pożyczonej czapki, grzebyka, gumki do włosów narażamy się na kontakt z pasożytem. Konieczne wiec jest sprawdzenie czy wraz z piękną spinką nie przekładamy na naszą głowę wszy. Aby zminimalizować ryzyko rozprzestrzeniania się wszawicy, polecamy używanie tych przedmiotów jak osobistych i ograniczenie ich pożyczania do minimum.
Wszy głowowe potrafią rozprzestrzeniać się dosłownie wszędzie: w przedszkolu, na boisku, a nawet w tramwaju. Stojąc w zatłoczonym autobusie umożliwiamy tym pasożytom wędrówkę między głowami. Nie da się wyeliminować z naszego życia tego czynnika zagrożenia, co więc zrobić?
·         Przede wszystkim obserwować! Gdy skóra głowy zaczyna swędzić i widzimy, że nasza pociecha nieustannie drapie się po głowie – należy taką głowę obejrzeć. Im szybciej zdiagnozujemy problem, tym szybciej będziemy mogli zareagować.

Największym zagrożeniem w przypadku wszawicy jest ukrywanie tej informacji przed innymi potencjalnie zagrożonymi osobami. Dlatego też w przypadku stwierdzenia wszawicy u naszego dziecka, powinniśmy otwarcie poinformować osoby z naszego otoczenia oraz dyrekcję szkoły.
  • Nawet jeżeli wyleczymy głowy domowników, powrót do środowiska, w którym wystąpiła wszawica i gdzie nie jest kompleksowo leczona, może grozić powrotem wszy na naszą głowę.


OCZYSZCZANIE OTOCZENIA I PROFILAKTYKA NAWROTU WSZAWICY
Gdy wszawica zagości w naszym domu, po usunięciu jej z głów mieszkańców warto zastosować poniższe kroki, w celu minimalizacji jej nawrotu.
  • Kontrola głów domowników
Przez kolejne 10 dni należy sprawdzać obecność wszy i gnid u wszystkich pozostałych członków rodziny. Jeżeli znajdziemy u nich wszy i/lub gnidy, powinniśmy poddać domowników zabiegowi usuwania wszy.
  • Czysta pościel i ręczniki
Jeżeli w domu pojawiła się wszawica, powinniśmy wyprać ubrania, pościel i ręczniki zarażonych osób w temperaturze przynajmniej 60 °C.
  • Odkażanie
W celu odkażenia przedmiotów nie nadających się do prania możemy umieścić je w plastikowym worku i pozostawić przez przynajmniej 3 dni w temperaturze pokojowej albo przez przynajmniej 24 godziny w temperaturze od -15 do -18 °C, w zamrażarce.
Produkty służące do pielęgnacji włosów (grzebień, szczotka) możemy zanurzyć na 10 minut w gorącej wodzie o temperaturze 60 °C.
  • Odkurzanie

Warto również dokładnie odkurzyć dywany, podłogi i obicia mebli, a następnie wyrzucić do śmieci worek z odkurzacza.

               


POPEŁNIŁAM BŁĄD

środa, 10 lutego 2016



       Mela, najmłodsze z naszych dzieci, otoczone przeze mnie zbytnią opieką. Tak słodka, że mam ochotę ją schrupać. Cudowna nawet, gdy się złości. Wrażliwa i czuła. Wciąż powtarza każdemu w domu, że bardzo go kocha, że wszystkich kocha, bardzo mocno. To rozczulające.

Starsza dwójka miała mnie w ograniczonym czasie. Poszłam do pracy, gdy mieli skończony rok. Potem nie było lepiej, Pracowałam stanowczo za dużo. Przy Meli zostałam w domu dłużej niż przewidziałam. W sumie na chwilę obecną nie widzę siebie na etacie, czekającej na opóźniony pociąg, dojeżdżającej do stolicy i będącej poza domem powyżej dziesięciu godzin na dobę.

Jednak wrócę do małej. W czerwcu cieszyłam się, że nadchodzi wrzesień, a ona pójdzie do przedszkola. Miała już trzy lata. Wiedziałam, że to da mi szansę na większe zaangażowanie i wydajniejszą pracę. Latem nadszedł dzień adaptacyjny, właściwie dwie godziny z rodzicami w sali i na placu zabaw. Nie było tak, jak się spodziewałam. Gdy tylko Mela straciła mnie z oczu, płakała, mimo, iż byłam tuż obok. To nie była dobra próba przedszkolna. Instynkt mnie nie zawiódł. Pierwszy tydzień był koszmarem. Płacz, odrywanie jej ode mnie w drzwiach. Drugi tydzień niczego nie poprawił, trzeci nie zmienił.

Nie pomagały rozmowy o nowych koleżankach i kolegach, o zabawach i ulubionej pani Kasi od rytmiki. Może nieco złagodziło to drogę do przedszkola, jednak rozstania w 98% były ciężkie. Nadszedł czas ospy w przedszkolu. Mela, jako pierwsza w najmłodszej grupie złapała ją. Wiadomo było, że w starszakach dzieci chorują, mimo to maluchy spędzały czas w tamtej grupie. Nie skomentowałam tego. Zamiast ospy ujawnił się u niej wirus bostoński. Dla jest bezpieczeństwa przed zarażeniem się wszelkimi infekcjami zostawiłam ją w domu na miesiąc. Zawaliłam pracę, podwójnie zawaliłam. Ale co zrobić, gdy dziecko potrzebowało mnie dla siebie?

Pierwszego dnia to długiej przerwie szła chętnie, potem zaczął się płacz. Raz powiedziała, że pani na nią nakrzyczała. Mi również zdarza się w domu krzyczeć, każda z nas czasem ma dość tego, co robią dzieci. Zastanowiło mnie to jednak, gdyż miało to miejsce dzień po mojej wizycie u pani dyrektor w sprawie okien. Było źle, Mela dramatyzowała podczas rozstań, codziennie. Znów choroba. Powrót po tygodniu. Jest połowa lutego, bez zmian. Nie mam już sił. Szukam porad, co zrobić, by nie płakała? Czuję się, jak ostatnia świnia, gdy prowadzę ją do przedszkola, a ona błaga mnie o powrót do domu. Nie wiem, co mam robić. Dziś obiecałam jej zostać, jutro znów musi pójść do placówki...

Prośba, przekupstwo i obiecanki, nie wiem, co jeszcze mogę zrobić?

                                           

BEKI, SMARKI I PIERDY, CZYLI CO SIĘ DZIEJĘ W MOIM CIELE.

wtorek, 9 lutego 2016

      Jako mała dziewczynka byłam chora, przyjechała do mnie pani doktor Zielińska na wizytę domową. Dlaczego pamiętam wizytę lekarza? Tak rzadko chorowałam, że te kilka spotkań odcisnęło się w mojej pamięci, tym bardziej, że pani doktor miała anielską cierpliwość i nie ignorowała żadnego pytania małego człowieka. Nie puszczała też mimo uszu żadnych stwierdzeń. Na tej wizycie musiałam się popisać (teraz wiem skąd moje dzieci mają TO wyczucie w komentarzach przy obcych):
-plose paniii, a tata to pieldzi i ja też, a mama to nie
Pąsowy kolor wystąpił na twarz matki, ojciec dostał ataku śmiechu, a pani doktor odpowiedziała
-wszyscy pierdzą, ŻEBY NIE TEN DECH, TO BY CZŁOWIEK ZDECHŁ.
To takie proste.

        Być może moja wrodzona subtelność spowodowała, że mama nigdzie mnie nie chciała zabierać. Jak się nie zsikałam, to dostałam sraczki. Jednak rosłam w przekonaniu, że nic co ludzkie nie jest mi obce. Nawet w dniu, gdy poznałam męża byłam tak zasmarkana, że chłopak w akcie desperacji pojechał do nocnego po wagon chusteczek w obawie, że wysmarczę mu się w rękaw. Przypadki moich wpadek spowodowanych przewrotną fizjologią, objawiającą się mdłościami podczas każdej wycieczki, jelitówką przed urlopem, czy zielonymi glutami schodzącymi od dwóch tygodni z zatok to standard w moim życiu. Jestem obrzydliwa? Nie, ty też tak masz.

       Każdy organizm produkuję różne substancje. Dzieci ciekawe wszystkiego potrafią o nich swobodnie rozmawiać. Dla nich naturalne jest, że skoro się zsikało należy o tym fakcie powiadomić najszersze możliwe grono, to wtedy ktoś pomoże znaleźć suche ubranie na zmianę. Smarki również są ciekawym elementem codzienności malucha, najczęściej wcierane w fotel lub narożnik (taaak, zastanowisz się, gdzie usiąść kiedy mnie odwiedzisz), albo oznajmienie gościom (dzieci zawsze znajdą odpowiednią porę, np. zjazd rodzinny na święta),  że kupka nie spłynęła, tylko pływa w niebieskiej wodzie. Dlatego uznałam, że książka "Beki, smarki i pierdy, czyli co się dzieje w moim ciele" będzie idealną lekturą dla Meli. Jednak przechwyciła ją Gaba. Pierwsza reakcja na tytuł i rysunki była niesamowita (żałuję, że nie nagrałam). Przez jej twarz przeszły wszystkie emocje: niepowierzenie, obrzydzenie, zaskoczenie, zdziwienie, zaduma. Potem zaczęła ją czytać, rozwijać i odkrywać zamaskowane informacje.

         Pod płaszczykiem niewinnej zabawy w podchody dziecko odnajduje wiele cennych informacji na temat funkcjonowania własnego ciała, jeśli miało jakieś wątpliwości, to ta lektura skutecznie je rozwiewa. Dobrze wykonana, miła dla oka, interesująca w swej obrzydliwości i całkowicie naturalna. Skonstruowana w formie 3D-frajda przy zaglądaniu w zakamarki. Myślałam, że będzie to książka dla trzylatki, okazało się, że dziewięciolatka jest nią równie zainteresowana.





                           

Macie kupowo-smarkowe, czy inne takie przygody?