DOŚWIADCZENIA DLA DZIECI? OCZYWIŚCIE, ŻE TAK!

poniedziałek, 30 listopada 2015
       Czy dzieci zainteresują się doświadczeniami? Oczywiście, że tak. Rzeczy z pozoru proste i oczywiste dla dorosłych dla maluchów są magią. Pierwszy warsztat przyrodniczy, który robiłyśmy z Gabą ponad dwa lata temu był w sumie doświadczeniem. Postanowiłyśmy sprawdzić, w jakich warunkach jest w stanie wzejść z nasionka rzeżucha: w ciemnej szafce, lodówce, w mini szklarni, czy pozbawiona wody sprawdź-klik.  Kolejny warsztat z doświadczeniami był pod hasłem: naukowy. Było wciągnie jajka do butelki, wulkan, klej, hodowla kryształków soli i inne ciekawe doświadczenia klik. Wróciliście? Świetnie, zaczynamy.

       Starsze dzieci domagały się czegoś, czego jeszcze nie znają, natomiast Mela na tyle urosła, że z nią można było również przeprowadzić fajny warsztat. Efekty naszej zabawy znajdziecie poniżej.
Dzięki empik i zabawkom Discoveria dzieciaki mogły lepiej poznać otaczający je świat. Zachwycone mikroskopem, oglądały każdy napotkany drobiazg, w ruch poszła kropla krwi (nikt specjalnie jej nie upuszczał-całkowity przypadek), łza, włosy, listki roślin z naszych parapetów, siano, które mamy dla szynszyli oraz kawałki tkanin. Mikroskop zagościł na stałe przy biurku, Gaba wciąż wynajduje rzeczy, których do tej pory nie mogła zobaczyć.  Zestaw młodego fizyka zainteresował dziadka, Pomagał składać poszczególne elementy wagi, by dzieciaki mogły idealnie zważyć każdy przedmiot. Po otwarciu książki  z doświadczeniami okazało się, że dwieście pięćdziesiąt dziewięć doświadczeń jest po angielsku. To jedyna wersja językowa. Tu nastąpiło rozczarowanie, gdyż zabawka znajduje się w polskim sklepie. Zestaw młodego chemika zrekompensował nam smuteczek. Adi z Gabą od razu przystąpili do pracy. W wyniku ich wspólnych wysiłków, odmierzaniu odpowiednich proporcji specyfików powstała... gipsowa babeczka.













           Oczywiście to nie wszystko, z Mela robiłyśmy domową ciastolinę (przepisy poniżej)
   


Kiedy chora Mela siedziała w domu, a ciastolina dziwnym trafem "wyparowała" postanowiłyśmy same ją zrobić. Zabawa był już przy doborze składników oraz formie barwienia. Padło na brokatowe farby, nasza ciastolina błyszczy :)

WERSJA Z GOTOWANIEM

2 szklanki mąki
2 szklanki ciepłej wody
1 szklanka soli
2 łyżki oleju roślinnego ( nie za dużo bo następnego dnia wypłynie z ciastoliny)
1 łyżka kamienia winnego ( zamiast można użyć proszku do pieczenia)
2 kropelki olejku cytrynowego-dla zapachu

Wymieszałam składniki, gotowałam na wolnym ogniu, aż cisto zjednoczyło się. Po wystygnięciu ugniatałam do uzyskania jednolitej, gładkiej masy. Potem dodawałam barwinków (farb brokatowych)
Przechowuję ją w pojemniczkach po ciastolinie.


WERSJA BEZ GOTOWANIA
1/2 szklanki soli
1/2 szklanki wody
1 szklanka mąki
barwniki naturalne lub spożywcze
2 kropelki olejku cytrynowego-dla zapachu





        Kolejnym naszym doświadczeniem było zamknięcie kromki pieczywa z plastikowym pudełku w temperaturze pokojowej. Zaledwie po trzech dniach mieliśmy śliczny "kożuszek". dzieciaki już wiedzą dlaczego nie zostawiamy resztek kanapek w pudełkach śniadaniowych.


      Następne doświadczenie podesłała nam pogoda i choć mieliśmy nadzieję na robienie baniek mydlanych na mrozie, to to, co dostaliśmy było równie spektakularne. oczywiście, Dzisiejszego poranka mieliśmy burzę. Nagle o okna zaczął dudnić grad. Nastała cisza, wyszło słońce, a naszym oczom ukazały się kuleczki leżące wszędzie wokoło, również na naszym parapecie. Mela po raz pierwszy widziała lodowe kuleczki, to nasunęło mi pomysł obserwacji, jak zmieniaj się w domu w wodę.


                     

DREWNIANE ZABAWKI-WARTO KUPOWAĆ?

piątek, 27 listopada 2015

           Drewniane zabawki towarzyszyły mi w dzieciństwie. Miałam wraz z bratem wózek z drewnianymi klockami, strugane z patyka fujarki, łuki robione na podwórku, do nich strzały oraz procę. Bawiliśmy się tym na porządku dziennym i nikt nikomu oka nie wybił. Drewno zaczął wypierać plastik. Cieszył oko formą i barwą. Zachłyśnięci zachodem przyjmowaliśmy go niczym najcenniejszą zdobycz. Kicz zwyciężył mad dobrym smakiem. Nie wyprzemy całkowicie plastiku z naszych domów, jednak warto poszukać rzeczy miłych dla oka i w zgodzie z naturą.

           Oczywiście bez popadania w skrajności.  Nie wyrzucam nagle plastikowych miseczek, lalek i piesków na baterie. Pokazuję dziecku różne drogi wyboru i atrakcyjność zabawy w każdej formie. Zawsze marzyłam o drewnianym domku dla lalek i kolejce, która mogłaby jeździć po torach, tu Naprzeciw wyszedł mi Lidl. Od zeszłego czwartku w swojej ofercie ma zabawki drewniane w przystępnych cenach.

           Mela dostała drewniany domek i tory z kolejką. Dzielnie asystowała podczas składania.
Domek został od razu doposażony mebelkami, które były już u nas, a myszka Mini miała wyprawione przyjęcie urodzinowe. Głównym punktem dekoracji stał się obrus w kratkę (ci z was, którym udało się kupić zestaw do jadalni wiedzą o czym mówię). Domek poszedł na bok, bo mieszkańcy i goście zostali położeni na popołudniowe leżakowanie-przeniesienie zasad przedszkola do domu. Zaczęłyśmy rozkładać tory kolejki. Po pierwszym okrążeniu ciuchci szlabany zyskały nową funkcję. Nie służą temu, by auta ustąpiły pierwszeństwa pociągowi, o nie. U nas trzeba zdążyć otworzyć szlabany przed nadjeżdżającym pociągiem, dla utrudnienie zjeżdża on wtedy z wiaduktu.

        Mała uwielbia jazdę pociągami, często zamiast jechać autem robimy wycieczkę pociągiem. Siadamy w pierwszym wagonie i Mela razem z panem kolejarzem woła donośnie : ODJAZD! lub GOTÓW! Oczywiście jest też piosenka  w jej wykonaniu: "jedzie pociąg z daleka.. TJUUU, TJUUUU..." Jeśli jedziemy godzinę, to tyle trwa repertuar. Kolejka i tory zajmują ją od kilku dni.
Wiem, już, że zanim sięgnę po prezent dla dziecka, schowam głęboko typowe podziały: lala dla dziewczynki, auto dla chłopca.  Dzieci interesują się wszystkim wokoło, naśladują i uczą. Nie ograniczajmy podziałami oraz określaniem płciowości zabawek. Chłopiec, który bawi się lalkami będzie w przyszłości dobrym tatą, dziewczynka zachwycona autami będzie dobrym kierowcą.

                    Tych, którzy wytrwali do końca zapraszam na konkurs, znajdziecie go niżej.







ZASADY
1 W komentarzu na blogu, pod tym postem napisz krótki list do Mikołaja.
2. Polub mnie 
                                                 
3. Na fb napisz: gram o #drewnianezabawki +Lidl Polska  (KLIK)
4. Bawimy się od 27.11-02.12 do godz. 20.00
5. Najpóźniej po północy podam wyniki.
Po ogłoszeniu wyników zgłoś się szybko, przekażę twoje dane do Mikołaja,
a on dostarczy prezent przed MIKOŁAJKAMI

Zapraszam do kontaktu:
zakręconą mamę trójki, która puściła najpierw komentarz z konta męża (uśmiałam się)
Anie Helenkę Marny puch, która czyta mnie chyba od początku
Renata Bugajewska, twój Szymek nie musi już prosić
gratuluję.
Proszę o szybki kontakt, to na mikołajki prezenty dotrą.

Drodzy, już za kilka dni kolejny konkurs z Lidlem, bądźcie czujni,
szykuje wspaniałe koszule dla was :)


ŻAŁUJĘ, ŻE MAM DZIECI!

wtorek, 24 listopada 2015

                                                                                                                                                                                         *zdj z kalendariumciąży
   
        Tak osobiście i emocjonalnie jeszcze nie pisałam. Pierwszy raz może okazać się nieco nieudolny, jednak od kilku dni intensywniej niż zwykle czuję strach.  Boję się własnych myśli...
   
        Miałam szesnaście lat, gdy pierwszy raz w mojej głowie pojawiła się myśl o dziecku. W wieku lat siedemnastu poznałam ojca mojego pierworodnego. Mając osiemnaście wyszłam za niego za mąż, rok później urodziłam syna. Ciąża, choć od początku zagrożona okazała się szczęśliwie donoszona. A facet okazał się tak toksyczny, że szkoda na niego nawet tej linijki, którą właśnie mu poświęciłam. Nie było łatwo, ani przyjemnie, jednak miałam już dziecko. Miałam kogoś, kto mnie kocha.

        Plan nie był najlepszy, jednak do jego realizacji i ponoszenia konsekwencji byłam gotowa. Kilka lat później poznałam poznałam męża. Rozwodziłam się właśnie z byłym. Chłodna kalkulacja. Sytuacja rokująca rychły koniec czegoś, co się nawet nie zaczęło. Jednak kiedy los mimo wszystko dawał i znaki, że to TEN poddałam się rozwojowi wydarzeń. Po przejściach, z trzeźwą oceną przyszłości zdecydowaliśmy, że chcemy mieć wspólne dziecko. Moje marzenie o córce zaczęło być realne. Związałam się z człowiekiem, z którym jestem do dziś. Kolejna zagrożona ciąża spędzona w szpitalu. Po kilku latach pragnienie dziecka okazało się tak silne, że zaczęliśmy snuć plany. Wiązało się to ze zmianą trybu życia, badaniami i... staraniami. Ciąża przebiegała książkowo. Choć czasem słyszałam pytania: "po co ci to było? masz dwoje odchowanych dzieci, a teraz znów pieluchy", "troje dzieci, na co ci tyle?" było cudownie.

        Chyba stabilizacja rodzinna i finansowa pozwoliły mi na realizację marzenia. marzenie, które biega po mieszkaniu, świeci wesołymi oczami i rozbraja nas wesołym usposobieniem. Każde z dzieci kocham inaczej. Najstarszego miłością dojrzała i wymagającą, starszą córkę miłością trudną i pełna poświeceń, najmłodszą miłością entuzjastyczną i radosną. Mam dzieci. Jednak z perspektywy czasu wiem, że był to skrajny egoizm. Każdego dnia zamartwiam się o nie, o ich przyszłość i bezpieczeństwo, o czym pisałam TU. Wydarzenia w kraju i na świecie nie napawają optymizmem. Tak bardzo żałuję, że zdecydowałam się na nie, bo nie znam przyszłości. Czy zdołam je ochronić przed złem tego świata? Czy zdrowie i siłą pozwolą mi na to, by dbać o nich, aż będą umiały same o siebie się zatroszczyć? Ten strach nie daje mi w nocy zasnąć.

   
                                               
                                           

ZDROWE PRZEPISY.

piątek, 20 listopada 2015
       Staramy w domu jadać zdrowo.  Codziennie zupa, drugie danie, warzywa, owoce, choć raz w tygodniu ryba. Mimo to czasem mam problem, jak dopasować moje menu do gości. A zdarza się, że gościa mam niezwykłych. Tym razem przyjechała moja przyjaciółka, jest na bezglutenowej diecie. W oczach własnych zobaczyłam panikę? Co dam jej jeść? Ostatnio, gdy zrobiłam pyszne tarty wyjadała z nich tylko farsz. Usiadłam i spokojnie pomyślałam: "przecież ludzie jakoś żyją na co dzień bez glutenu". Nie ze wszystkim trafiłam jednak mam dla was kilka super łatwych, zdrowych przepisów.

Najpierw przekornie  na słodko.

Ciasteczka orkiszowo-owsiane


100g płatków orkiszowych
50g płatków owsianych
łyżka lub dwie otrąb żytnich lub pszennych (do zagęszczenia)
dojrzały banan
dojrzała gruszka
łyżka sezamu
łyżka siemienia lnianego
łyżka rodzynek
łyżeczka otartej skórki pomarańczowej
olejek cytrynowy
łyżka miodu

Banany i gruszkę zblenowałam. Nadało im to gładkości, Nie musisz się rozdrabniać, wystarczy, jak rozgnieciesz owoce widelcem. Wsyp pozostałe składniki, wymieszaj. Po uformowaniu dowolnego kształtu ciasteczek, piecz 18min w 180 stopniach.

                                        "Szyszki" z krówek-opcja dla lenia.



paczka krówek (na wagę 2 garście)
paczka ryżu preparowanego
1 łyżka masła

Masło i krówki wkładam do rondla, podgrzewam do rozpuszczenia krówek, wsypuję do nich ryż, mieszam do połączenia. Tu możesz wykazać się chęcią nadmiernej pracy i zacząć lepić szyszki lub kuleczki. Super-uwielbiam tą opcję. Niewielkie kuleczki możesz nadziać na patyczki, maczać je w rozpuszczonej w  kąpieli wodnej czekoladzie, otaczać mini cukiereczkami, bakaliami itp.
Moja opcja dla leniwca: plastikowe pudełko wykładam folią, przekładam to, co mam w rondlu i ugniatam łyżką. Kiedy wyrównam (niestety masa nie jest samopoziomująca) zakrywam pudełko i chowam do lodówki-za dwie godziny wyciągam folię, wykładam zawartość na deskę i kroję w kwadraciki.


Krążki cebulowe w cieście naleśnikowym.


3 cebule
mąka kukurydziana
2 jajka woda mineralna
przyprawy

Cebule pokroiłam w cienkie krążki (tak to w tym momencie polała się krew).
Ciasto: zmieszałam wszystkie składniki na gładką masę, która była dość gęsta. Maczałam cebulę w niej i smażyłam w głębokim oleju.

 Dip szpinakowo-rzodkiewkowy.

2 łyżki majonezu
2 łyżki jogurtu greckiego
2 łyżki usmażonego szpinaku rozdrobnionego
3 rzodkiewki starte na tarce o najmniejszych oczkach
kilka gałązek pietruszki

Połączyłam składniki, doprawiłam.

Sos tysiąca i jednej wysp.

pół słoiczka majonezu
dwie łyżki ketchupu
dwie łyżki kaparów
ogórek konserwowy
łyżka oliwek zielonych
łyżka oliwek czarnych
przyprawy

Wszystkie składniki zblendowałam.


Kuleczko serowe.

ser biały (kupuję w wiaderku, już zmielony)
papryka czerwona (wystarczy kawałek)
oliwki
koperek
przyprawy
mąka kukurydziana

Wszystkie składniki zblendowałam, dodałam do sera, uformowałam kuleczki. Otoczyłam w mące, usmażyłam w głębokim ogniu.

                                                                Sos czosnkowy.
ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę
bazylia suszona
sól himalajska z suszonymi pomidorami, lawendą, tymiankiem, suszonym czosnkiem i kolorowym pieprzem
pieprz cytrynowy
pół słoiczka majonezu
4 łyżki jogurtu greckiego

Mieszam składniki i gotowe.

  Kluseczki śląskie z dynią.


4 ugotowane ziemniaki przepuszczone przez praskę
kawałek ugotowanej dyni-zblendowałam ją
mąka ziemniaczana

Ziemniaki i dynię  połączyłam zagniatając ze sobą. Żeby kluski śląskie były idealne (również te klasyczne) trzeba włożyć masę do miski, wyjąć 1/4 i zapełnić mąka ziemniaczaną, co zawsze robię.  Urywam małe kawałki, formowałam kuleczki i robiłam w nich dziurkę.  Wrzucam na wrząca wodę, wyławiam, gdy wypłyną.

                                              
Sos szpinakowy na ciepło.

szpinak mrożony, rozdrobniony 
dwa ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę
przyprawy
serek topiony
śmietana

Szpinak przesmażam, na koniec dodaję czosnek, serek topiony i śmietanę.

Kluseczki podaję ze szpinakiem. Cebulowe krążki i kuleczki serowe podaję, z dipami.
Jak wam się podoba taka propozycja? 

STOLIK MUZYCZNY-CZY TO DOBRY POMYSŁ?

poniedziałek, 16 listopada 2015

          Dzieci naśladują dorosłych i starsze rodzeństwo. Widać to na każdym kroku i w większości wypowiadanych słów. Najmłodsze z dzieci zawsze podpatruje resztę. Mela, tak  jak tata naprawia auta, jak siostra odrabia lekcje, zupełnie, jak mama wciąż siedzi przy laptopie i wmawia wszystkim, że pracuje i dokładnie tak, jak brat wyżywa się muzycznie.

         Zaczęło się od grania łyżkami na odwróconych garnkach, przeszło przez brzdąkanie na zabawkowej gitarze. Kolejnym krokiem były marakasy i tamburyno. Garnki jednak wzbudzały największe zainteresowanie i Mela dudniła na nich całymi dniami.  Może to jej przyszłość?

        By zadbać o rozwój jej pasji i przede wszystkim pomóc odnaleźć interesujące ją rzeczy, z których będzie czerpać przyjemność postanowiłam dać jej stolik muzyczny. Dlaczego stolik? To zabawka trzy w jednym: cymbałki, talerz z perkusji i bębenek. Jedno urządzenie, które można po zdemontowaniu nóżek wsunąć na półkę niczym książkę, a daje różne możliwości do zabawy. Mela urządza koncerty misiom i lalom, stanowi podkład pod grę brata, uczy nas, jak należy grać.

        Zabawka rozwija, pozwala się "wyżyć" i przede wszystkim oswaja z muzyką, a to jak wiadomo można wydobyć z każdego przedmiotu. Każde dziecko powinno mieć możliwość rozwijania swoich pasji, a przede wszystkim próbowania różnych rzeczy. Wiadomo, że muzyka łagodzi obyczaje, Mela gra, na zdrowie.

         









Dla wytrwałych niespodzianka

KONKURS

w nim do wygrania super wóz strażacki firmy Janod

ZASADY

1. Lubimy sponsora nagrody KLIK
oraz
                                               
2. Napisz w komentarzu dlaczego do ciebie ma pojechać nagroda
3. Jeśli twoje dane różnią się od tych z fb, napisz pod jakim nazwiskiem lubisz PATATOY i MT
4. Konkurs trwa od 16.11-23.11.2015r
5. Wyniki w ciągu trzech dni, żeby na mikołajki nagroda doszła do wybranego dziecka.

Liczę,  że nie tylko chłopcom oczy zaświecą się na widok takie wozu strażackiego i
mamusie oraz tatusiowie dziewczynek również o niego powalczą

Drewniane zabawki Janod, do kupienia TU

Spokojny sen dziecka.

niedziela, 15 listopada 2015


                 Czekając na urodzenie Melci przygotowaliśmy jej łóżeczko w  naszej sypialni. Piękne, drewniane, z funkcją kołyski. Po przejściach z Gabą woleliśmy mieć możliwość bujania o każdej porze. Jednak Mela zrobiła nam dowcip i nie znosiła bujana, od pierwszych dni po karmieniu chciała wracać do łóżeczka. Podczas próby bujania rozdrażniała się. Pierwsze dwa lata było bajką. Mała spała tak, że nawet w najśmielszych marzeniach nie posunęliśmy się do takich planów. Za to jej  o sześć lat starsza siostra potrafiła budzić się nawet do pięciu razy w nocy. Taki pakiet: jak jedno dziecko da odpocząć, to drugie nadrobi za kilkoro.

               Po dwóch latach odczuliśmy potrzebę wyprowadzki Meli z sypialni. Oboje z mężem "odżyliśmy". Tylko młodzi rodzice zrozumieją radość oglądania filmików w łóżku z opcją głosu. Na początku  Mela we wspólnym pokoju z siostrą, spała w swoim łóżeczku, kiedy miała jakieś dwa i pół roku postanowiliśmy dać jej "dorosłe" łóżeczko. Gabie kupiliśmy pełnowymiarowe, Mela natomiast dostała to po siostrze. Odnosiliśmy wrażenie, że zrobiło się w nocy spokojniej, dziewczynki śpią dobrze w swoich łóżkach.

          Wraz z rozpoczęciem roku szkolnego Mela poszła do przedszkola, To ciężki czas dla dziecka, które przez trzy lata było w domu. Z mniejszym lub większym powodzeniem przekraczałyśmy próg placówki edukacyjnej. Któregoś jesiennego poranka zdarzyło mi się wstać przed dziewczynkami. Poszłam je obudzić i... zastałam je śpiące w jednym łóżku. Okazało się, że Mela wraz z pójściem do przedszkola zaczęła wędrować w nocy do siostry, ta chcąc spokojnie spać przygarniała ją. Trwało to ponad dwa miesiące. Dwie dziewczynki na pojedynczym łóżku.

           Rozpaczliwie zaczęliśmy szukać rozwiązania, gdyż nie mogły tak spać. Szukając łóżek trafiliśmy na podwójne. Wysuwane jedno spod drugiego. Dla nas opcja idealna. Mieszkamy na poddaszu, Połowę mieszkania zajmują skosy. Również dwa poziomy łózka wydały mi się świetnym rozwiązaniem, gdyż dziewczynki były nauczone spać osobno, skoro młodsza czuje się bezpieczniej obok siostry będzie miała łóżeczko przy niej bez możliwości migrowania pod jej kołdrę.

        Białe łóżko z litego drewna wspaniale wkomponowało się w wystrój pokoju dziewczynek. Zamiast dwóch łóżeczek w ciągu dnia stoi jedno, dzięki temu Mela dostała swój kącik (pisałam o nim TU). Dziewczynki, tak jak ja, uwielbiają poduszki, dzięki ramie wokół łóżka nie spadają na podłogę. Niby zwyczajny mebel, a stał się miejscem wypoczynku, zabaw, oraz... narożnikiem. Elementy łóżka są niepowiązane ze sobą. Zestawione stanowią spójną całość, jednak można je dowolnie przestawiać, co czyni je wyjątkowymi. Dziewczynki maja je od dwóch tygodni. Śpią bez zakłóceń.  Nowe łóżko wyszło na zdrowie wszystkim. Gdyby ktoś powiedział mi, że zmiana łóżka zapewni spokojny sen moim dzieciom, zmieniłabym je już dawno.











 Łóżko do kupienia na litdrew.pl myślę nad piankowymi ochraniaczami do łóżka,
 który kolor wybrać zważywszy na kolor ścian?