RODZICU JEDYNAKA NIE POUCZAJ MNIE.

poniedziałek, 19 października 2015
   
       Jadę  pociągiem i słyszę rozmowę dwóch młodych kobiet. Jedna wygląda na małą ciążę. Rozmawiają o dzieciach-taka nasza przypadłość: mamy dzieci, to nawet jeśli wyrwiemy się same z domu rozmowy schodzą na ich temat:
- wiesz, ona tak ucieka, wybiega z domu, a teraz zimno, wciąż jej pilnujemy.
- podobny problem u nas. Było ciepło to ok, ale teraz...
- w naszym przedszkolu katar, wszystkie dzieci usmarkanie od drugiego tygodnia września
- na razie spokój, ale to dlatego, że siedzimy w domu
...
- te wszystkie złote porady
-a każda wie lepiej niż ja
-tak... pokory człowiek nabiera dopiero przy drugim dziecku.

          Wysiadłam. Z rozmowy wywnioskowałam, że dzieci są w wieku 2-4lata. Jedna ma dwoje, druga z drugim z ciąży. Utrapione poradami osób starszych i bezdzietnych. Nie, nie podsłuchiwałam, czekałam na swoją stację. Lekko uśmiechnęłam się na połączenie pokory z drugiem dzieckiem. Czy męczą mnie porady? Uodporniłam się. Co mnie najbardziej w nich bawi?

Twoje dziecko powinno zachowywać się inaczej.
Taki komentarz zazwyczaj mam od osób mających niemowlęta, skierowane oczywiście w moją dziewięciolatkę. Zapewne dobra rada jest poparta doświadczeniem własnym i pracą nad potomkiem.


Nie pozwolę mojemu dziecku tak się odzywać!
Hmm... Słowa ojca dziecka, który nie mieszka z jego matką, dziecka dwumiesięcznego, którego nie wychowuje i jak na razie nie planuje wychowywać. Cenna rada w stosunku do mojego pełnoletniego syna.


Dlaczego ich nie rozdzielisz?
A po co? Krew się nie leje, więc krzywdy sobie nie robią. Poza tym moje dzieci się nie biją, tylko ustalają kto ma więcej do powiedzenia.

Zostanę przy jednym.
Możliwe, choć też tak mówiłam jakieś osiemnaście lat temu. Dziś wiem, że każda z decyzji o kolejnym była najlepszą, jaką podjęłam.

       Dość dawno temu, mając jedynaka uważałam, że wiem wszystko o byciu mamą, potem urodziłam kolejną dwójkę dzieci i dochodzę do wniosku, że pomimo doświadczenia jestem mamą trójki jedynaków. O wychowaniu i organizacji czasu mogą powiedzieć mamy trójki, czwórki, czy piątki dzieci z małą różnicą wieku. Szczerze? W porównaniu z nimi mam wakacje. Kiedy byłam młodsza dałam kilka "mądrych" rad, rzuciłam kilka jeszcze mądrzejszych uwag. Dziś przyznaję się do tego z pochylona głową. Co to było?
Przy Adim smoczek, nosił zaledwie kilka miesięcy i pielucha. O tak Młody nosił do 14 miesięcy, Gaba do osiemnastu. Było używanie na tych, co dłużej, oj było... Ale ups. Gaba smoka nosiła do lat trzech. Mela pieluszkę dwa i pół roku. Starsza dwója chodziła chętnie do przedszkola od pierwszych dni, Mela płacze drugi miesiąc codziennie.  Rady? Dobre-przyjmuję  w każdej ilości. Czy daję? Tylko jeśli ktoś poprosi.
Zdarzyło ci się palnąć złotą radą?

Podobne artykuły
                                               

31 komentarze

  1. Kiedyś przyjmowałam dobre rady, obecnie tylko te mądre resztę wpuszczam jednym uchem, drugim wypuszczam. Czasem daje radę, bo moze ktoś bedzie miał łatwiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewnym etapie macierzyństwa ma się właśnie takie podejście, zwłaszcza gdy dzieci już dowody osobiste mają ;)

      Usuń
  2. Komu się nie zdarzyło niech głośno krzyknie. Też wychodzę z założenia, że mogę dać radę tylko o nią poproszona, i takie też otrzymywać chcę. Ale nie zawsze się tak da. Wydaje mi się, że każda z nas musi przejść ten "etap" macierzyństwa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ten etap" wyraźnie zaznaczmy: prawie usprawiedliwienie odmóżdżenie ciążowe i laktacyjne ;) :*

      Usuń
  3. pewnie mi się zdarzyły dobre rady,ale tylko poparte tym co sama już zdążyłam doświadczyć ze swoimi dziećmi

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja mam jedynaczkę i jeśli ktoś o coś pyta, to mówię jak to wyglądało u nas. Nikogo nie pouczam, odzywam się tylko jak druga strona zada konkretne pytanie. Powód? Sama nie chciałabym być pouczana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja jestem mamą jedynaka i staram się nie udzielać rad, może dlatego, że sama ich wiele wysłuchałam. Zawsze powtarzam, że każde dziecko jest inne i każda matka znajdzie sama sposób na swojego urwisa.

      Usuń
  5. Tak czytam ij pewnie i mi się zdarzyło... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdej się ZDARZYŁO, jednak niektórzy dają nałogowo rady.

      Usuń
  6. Jestem mamą tylko jednego malucha póki co... Rad staram się raczej nie dawać, za to bardzo często (chyba za często) je otrzymuje!;) Niektóre owszem są bardzo cenne, jednak większość to delikatnie wytykanie indywidualnego trybu wychowania...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co działa na twoje dziecko, moje może doprowadzić do furii i na odwrót ;)

      Usuń
  7. Oj tam. Ja raczej widzę coś odwrotnego. Frustrację wielodzietnych i dowalanie matkom jedynakom, jakie to one są głupie i nic nie wiedzą, bo mają tylko jedno. No cóż, można mieć jedno, ba - można w ogóle nie mieć dzieci, a wiedzieć o ich wychowaniu więcej i lepiej niż rodzic trzynastki. Na przykład Janusz Korczak. Bezdzietny kawaler. Co on może wiedzieć? Głupi cap. Nie dość, że się wymądrza, to jeszcze dzieci nie ma. I jeszcze napisał tyle książek dla rodziców, jak powinni swoje dzieci wychowywać. Co on może wiedzieć?

    ...


    Ups.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam twoje komentarze, zawsze wnoszą powiew świeżości i zdrowego rozsądku.

      Usuń
  8. Jeśli ktoś nie pyta, staram się nie "radzić", bo wiem jak takie rady działają na mnie :) Taaak, jak ja "lubię" słuchać mam niemowląt...nie mają jeszcze o niczym pojęcia, nie wiedzą jakie będzie ich dziecko, ale krytykuje matki mające kilkulatków!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki trend w kraju, bezdzietni zarządzają rodzinami z dziećmi, single małżeństwami ;)

      Usuń
    2. Co do tych singli... Tyle lat nic a ostatnio zbyt często od nich wysluchuję rad co do małżeństwa i dzieci...

      Usuń
  9. Kocham takie rady wszechwiedzących mam , które zjadły wszystkie rozumy. Tatusiów zresztą też. Jako nie-matka też podrzucę Ci parę słów krytyki :D Bo przecież ja wiem lepiej jak powinnaś wychowywać swoje dzieci :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja jestem mamą 4 dzieciaków i teraz przy najmłodszym na szczęście już nie otrzymuję rad :) Staram się ich też nie udzielać bo pamiętam jak na mnie działały :) Mówię tylko jak było u nas i co ewentualnie NAM pomogło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobnie staram się pokazać, co sprawdziło się przy moich dzieciakach, a nie że to jedyna właściwa droga ;)

      Usuń
  11. Staram się nie dawać dobrych rad. Mówię czasem tylko o tym, jak coś wygląda akurat u nas - ale nie jest to złoty środek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każde dziecko jest inne, to co sprawdza się u kogoś nie znaczy, ze i u nas wypali.

      Usuń
  12. Najlepiej nie udzielać rad wcale, no chyba że ktoś o nie poprosi ;). Ja mam piątkę dzieci, a wciąż uważam, że wszystkiego o dzieciach nie wiem. Rozdzielam natomiast rady, od pstryczków w nos, które mają nam pokazać jak głupie jeszcze jesteśmy ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspaniałe podsumowanie: " Rozdzielam natomiast rady, od pstryczków w nos, które mają nam pokazać jak głupie jeszcze jesteśmy"

      Usuń
  13. Nie dajemy, ale jak myśmy miały tego słuchać, to chyba byśmy nie wytrzymały ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Moją złotą radą dla wszystkich rodziców jest myśl: olej dobre rady, bo wiesz najlepiej co jest dla twojego dziecka najlepsze :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Każde dziecko jest inne i to może być moja złota rada... To co działa na jedno nie koniecznie na drugie... Na razie mam dwójkę i chyba pod każdym względem są inne... Adaś był raczej bezproblemowy, z ząbkowaniem nie było problemów, smoczek sam odstawił, chętnie poszedł do przedszkola. Dopiero Anetka pokazała nam co to znaczy mieć dziecko ;-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Co do punktu drugiego też tak często myślę, ale zachowuję to dla siebie. Może dlatego, że pamiętam siebie w wieku 18-20 lat. Musiałam bardzo szybko dorosnąć, jeszcze przed pełnoletnością. Teraz po prostu widzę, że młodzieży w tyłkach się przewraca. Nie piszę, że całej młodzieży, ale niektórym. Czasem koleżanka zabiera mnie samochodem z mojej miejscowości do pracy. Robi to, gdy wraca po nocnej zmianie w drugiej pracy, po prostu jedzie do następnej czyli naszej. Pracujemy razem. Ona po drodze zabiera swoje dzieci (18 lat) do szkoły. I choć prosi, aby wcześniej czekały pod blokiem, bo spóźni się do pracy, oni wychodzą za późno. Później się spieszy, ale nie o to chodzi. Od miejsca naszej pracy do szkoły jest niecałe pół kilometra, a jej syn obrażony, że mama nie ma czasu go zawieźć pod drzwi szkoły, wzywa sobie taxi lub dzwoni po kolegów, aby go zawieźli. Dla mnie to smutne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko! Z buta powinien latać. Miałam do podstawówki kilometr, choć mogłam chodzić do szkoły pod blokiem, to codziennie drałowałam na pieszo. Młodzież jest teraz bardzo wygodna i roszczeniowa.

      Usuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.