OCENIASZ NIE WIEDZĄC, ŻE NIE MA JUTRA...

czwartek, 29 października 2015
                        

           Krytyka wobec siebie przychodzi z trudem i obrzydzeniem, jednak ocena innych jest, jak  rurka z kremem: szybka, przyjemna i krzepiąca. Powszechnie przecież wiadomo, że nic tak nie cieszy, jak potknięcie bliźniego. Nie mierzę wszystkich jedną miarą, jednak wczorajszy dzień dostarczył mi materiału do przemyśleń. Trzy zdania i ponad czterysta porad, których znaczna część przed publikacja powinna być skasowana. To przypomniało mi pewne fakty.

Historia pierwsza.
      
     Jak co dzień wyjechał do pracy. Żona i dzieci spały, bez sensu budzić ich o czwartej rano, kanapki naszykowane w lodówce, herbata w termosie. Jechał pod granicę, zarabiać na chleb. Ze snu wyrwał ją dzwonek do drzwi. Kiedy zobaczyła policjanta wiedziała, że coś się stało. Był wypadek, światełko w tunelu-żyje. Żył jeszcze przez osiem miesięcy, w śpiączce...

Historia druga.

    Byłam świadkiem, jak sąsiadka, wychodząc z domu, żegna czule dzieci, zostawiając je z opiekunką. Jechałyśmy razem windą, z dziesiątego pietra toczyła się mozolnie.
-Zawsze tak całujesz dzieci przed wyjściem do pracy?-spytałam.
-Tak
widząc moją zdziwioną minę, zaczęła:
-Wiesz... codziennie jadę ponad trzydzieści kilometrów, krętymi drogami, nie wiem, kto jedzie z przeciwka, co się może wydarzyć. Jestem z dziećmi sama, muszę się jakoś utrzymać, znikąd pomocy (była mrówką na granicy). Zanim wyjdę żegnam się z nimi, jakbym miała już ich nie zobaczyć. Nie wiem, co będzie, nie znam przyszłości. Jednak boję się, że powiem jakieś nieopatrzne  słowo, a ono będzie ostatnim, jakie ode mnie usłyszały...

Historia trzecia.

   Dziewczyna zgadza się zaopiekować  na dwie godziny dziećmi sąsiadki. Mama wychowuje je samotnie, Ojciec ulotnił się niczym kamfora, gdy dowiedział się o drugiej ciąży. Kobieta chce jechać na zakupy. dziewczyna się zgadza zaopiekować dziećmi (nie są takie małe: 6 i 8lat). Mija jednak pięć godzin, a mama nie wraca, telefon wyłączony. Co w tej sytuacji robić? Pyta na rodzicielskiej grupie? Mama dzieci jest ponoć osobą samotną, nie ma nikogo. Do kogo się zwrócić? Padają odpowiedzi: "zgłaszaj na policję", "nie zgłaszaj". Sprzeczne porady, niewybredne komentarze. Sama piszę, że zgłosiłabym jej zaginiecie, bo mogło się coś stać. Byłam samotną matką, wiem, jak one funkcjonują. Siłą, w asyście policji wyrwałam syna i zabrałam ze sobą. Miałam gdzieś z tyłu głowy zakodowane, że ta mama na pewno nie odeszła od nich, nie z własnej woli.

        Dwie pierwsze historie są bardzo stare, mają  grubo ponad dziesięć lat. Nie było internetu, społeczności w sieci, gdzie każdy mógł wpisać, co go boli. Byli za to sąsiedzi, których się znało. Trzecia historia jest aktualna. Wczorajsza. Trwa nadal. Komentarze były negatywne. Np, że matka zapiła, uciekła, bo chciała odpocząć.  Na szczęście dziewczyna (w sumie kobieta, ale ma wdzięcznie napisane imię) zachowała się z dystansem, skontaktowała się ze starszą sąsiadką, która ręczyła za punktualność zaginionej mamy. Po kontakcie z dziadkami miały pewność, że coś się stało, zaczęły się poszukiwania po szpitalach, Dziadkowie byli już w drodze. Mama odnalazła się. W szpitalu. Miała wypadek, Wpadła pod auto. Złamany obojczyk, wstrząśnienie mózgu.


         Trzy różne historie, trzy różne sytuacje. Dlaczego je połączyłam? W pierwszej przypadek pozbawił rodzinę taty, w drugiej matka świadoma nieszczęść godziła się z losem na swój sposób, trzecia-na podstawie trzech znań został wydany osąd nad mamą, która uległa przypadkowemu wypadkowi. Spekulacje takie emocjonujące. Pamiętaj: internet nie zapomina. Pomyśl zanim coś palniesz, bo ktoś komu właśnie obrabiasz dupę, może nie mieć jutra. Jak się wtedy poczujesz ze swoim hejtem?

                                         

15 komentarze

  1. Ocenianie kogos, wytakanie innym bledow przychodzi z ogromna latwoscia, gorzej jezeli sami stajemy przed sadem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, ciężko przyjąć krytykę wobec siebie.

      Usuń
  2. mądre słowa, szzególnie wzruszyły mnie słowa matki,która codziennie żegna się z dziećmi

    OdpowiedzUsuń
  3. To przykre, ale ludzie łatwo oceniają, wydają opinie... Mieszkam w małej miejscowości i czasami mam wrażenie,że ludzie wiedzą więcej o życiu swoich sąsiadów z ulicy, bloku niż o swoim własnym :-) świetny tekst, zresztą jak zawsze :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Masz rację.....tytuł wpisu jeszcze bardziej mi uświadomił fakt kruchości zycia! Nie jestem pesymistką, ale jestem świadoma nieszczęśc jakie spotykają ludzi, wiem, że jutra może nie byc :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama to przeszłam. Straszne ale prawdziwe.. :(

      Usuń
  5. Oj ciężki temat ... po wydarzeniach z tego roku chyba coraz częściej mam ochotę zachowywać się jak Mama z drugiej opowieści ....
    Nigdy nic nie wiadomo .... Teraz mąż ma dojeżdżać do pracy 50 km ... i nie ukrywam, że mam takie małe obawy. Życie jest bardzo kruche... będąc matką zupełnie inaczej patrzę na niektóre rzeczy ....Ale z drugiej strony jakby człowiek się tak bał to by z domu nie wyszedł ....

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo mądry i potrzebny tekst. Niby wszystko takie ,, normalne" jednak nie każdy pamięta jak się zachować, co napisać. Najlepiej wychodzi ocenianie ludzi, ich życia.
    Zycie jest bardzo kruche i trzeba je doceniać każdego dnia!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ocenianie innych przychodzi z wielką łatwością. Ile krzywd możemy wyrządzić jednym bezsensownym zdaniem...lepiej zamilknąć, niż powiedzieć o jedno słowo za dużo.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ocenianie innych przychodzi z wielką łatwością. Ile krzywd możemy wyrządzić jednym bezsensownym zdaniem...lepiej zamilknąć, niż powiedzieć o jedno słowo za dużo.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ocenianie innych przychodzi z wielką łatwością. Ile krzywd możemy wyrządzić jednym bezsensownym zdaniem...lepiej zamilknąć, niż powiedzieć o jedno słowo za dużo.

    OdpowiedzUsuń
  10. Niestety oceniamy innych pochopnie a zapominamy o sobie

    OdpowiedzUsuń
  11. Racja, nie można oceniać kogoś kogo nie znamy i po drugie, nie wiemy, czy coś poważnego mu się nie stało.

    OdpowiedzUsuń
  12. No, to prawda. Niecałe dwa lata temu mój zięć wyszedł tylko do sklepu.. Na wsi. I już nie wrócił... Zginął na przejściu dla pieszych, potrącony przez dwa auta, jeden po drugim. Daje do myślenia...

    OdpowiedzUsuń
  13. Reagować trzeba, ale po ludzku... Zawsze może sie coś stać. Zawsze... Wydaje nam się, że przecież nic nie może się stać, bo mamy dopiero x lat...

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.