NA ROK ODDAŁAM DZIECKO.

       
            Od kiedy skończyłam szesnaście lat, marzyłam o tym, żeby mieć córkę. Maleńką, śliczną, z ciemnymi loczkami, którą mogłabym czesać i stroić w sukienki. Dość szybko zaczęłam realizować marzenie wychodząc za mąż w wieku osiemnastu lat. Chwilowa niepoczytalność? Kaprys? Ucieczka? Miało na to wpływ wiele czynników. Jednym z nich było to, że wydało mi się, że wiem  czym jest miłość i że właśnie to mnie spotkało. Oczywiście zimny prysznic spłynął na mnie tak szybko, jak opadły klapki z oczu, jednak już  wtedy byłam w ciąży. Ta już w początkach dawała o sobie znać, trafiłam na oddział patologii. Zostałam mamą w wieku lat dziewiętnastu. Choć miała być dziewczynka, urodził się chłopiec. Bałam się mieć syna, byłam pewna,  że będzie podobny do ojca.Czy zmieniło to moje podejście do dziecka? Nie.

           Popełniając wszystkie możliwe błędy, starałam się zajmować nim, jak najlepiej umiałam. Choć czasami przerastał mnie jego ciągły płacz i choroby nigdy nie pomyślałam, że gdyby był dziewczynką, byłby "grzeczniejszy". Oczywiście myśl o braku córeczki uwierała mnie nieco, jednak byłam zadeklarowaną mamą jedynaka. Nie planowałam więcej dzieci. Mój ówczesny partner nie był dobrym materiałem na ojca, ani na towarzysza życia. Było coraz gorzej, a ja zamiast uciekać, jak najdalej stamtąd zaczęłam brodzić nie w mule, ale głównie po uszy. Związek był tak toksyczny, że nie widziałam perspektyw na życie. Decyzja o uciecze nadeszła nagle. Z pomocą policji wyrwałam się z tego miejsca. Złych chwil od lat było więcej niż dobrych, jednak duma, że nie wrócę do domu była tak silna, że wolałam wegetować niż przyznać się do błędu. Bieda i przemoc były codziennością. Wyszłam tak, jak stałam, nie obejrzałam się za siebie. Zabrałam cztero i pół letniego syna.

          Mając pod górkę starałam się ułożyć sobie i dziecku życie. Wynajęłam mieszkanie, potem pół domu z osobnym wejściem. Ex nie płacił alimentów-nigdy. Jednak dawałam radę finansowo. Wstawałam przed czwartą rano, by na piątą stanąć na promocji/degustacji w hurtowni z wędlinami, o dziesiątej przenosiłam się do sklepu i tam stałam do osiemnastej. Oczywiście nie w piątki, firma dbała o poprawność. Weekend od piątku, był czasem promocji w supermarketach. Wpadałam odmieszkać czynsz, pobawić się z Adim. Jakoś się kręciło.

             Nadszedł dzień kolejnej trudnej decyzji w moim życiu. Po raz kolejny miałam wszystko zostawić i wyjechać. Tym razem decyzja przemyślan w każdym aspekcie. Jedna z trudniejszych w moim życiu.Wyjechałam sama, bez dziecka. Syna zostawiłam u mamy. Właśnie miał zacząć pierwszą klasę szkoły podstawowej i moja niestabilna sytuacja mieszkaniowa oraz poszukiwania pracy nie wpłynęły by dobrze na początek jego edukacji. Kolejne rozstanie ze względu na prawidłowy rozwój siedmiolatka. Pierwsze miesiące w Warszawie nie były łatwe, pieniądze topniały, pracy nie było. Jednak miałam w otoczeniu pozytywne i przyjazne osoby, które wierzyły we mnie. Zdobyłam wreszcie pracę. Jeździłam wieczornym  autobusem do rodzinnego domu, by wraz z bladym świtem wyruszyć do pracy. Były takie tygodnie, że pokonywałam dwugodzinną trasę nawet pięć razy w tygodniu. Przyjeżdżałam na zebrania, szkolne uroczystości, pasowanie na ucznia. Rok minął pod znakiem podróży z punktu A do punktu B. Również  w tym roku zaczął się przewrót w moim życiu, gdyż poznałam męża. Kolejny rok upłynął pod znakiem nauki. We troje uczyliśmy się tworzyć rodzinę, która w ostatnich latach nieco się powiększyła. Mając u boku człowieka, który jest dla mnie wsparciem wyszłam na prostą. Wspiera mnie, szanuje, kocha, ze wszystkimi moimi błędami i lękami. Akceptuje taką, jaka jestem.

               Dlaczego nagle wyciągam stare wspomnienia? Dostaję maile od czytelniczek. Są one pełne obaw i lęków. Piszę ten post, by pokazać wam, że nie musicie trwać w związkach, które was niszczą, można zmienić swoje życie o sto osiemdziesiąt  stopni, wystarczy odrobina odwagi i chęci, reszta sam przyjdzie. Miejsce, w którym jesteś dziś może być tylko  etapem kolejnej pokonanej przeszkody, zależy to tylko od ciebie. Nie bój się zmiany, gorzej na pewno nie będzie.

PODOBNY ARTYKUŁ

                                                

CONVERSATION

39 komentarze:

  1. Najważniejsze to aby w swoich decyzjach zawsze kierować się dobrem dziecka :) brawo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobro dziecka nie może być jedynym wyznacznikiem, znam wiele par, które żyją w fikcji dla dobra dziecka. jest to jednak ułuda, dziecko wyczuwa emocje i nie jest szczęśliwe. Jednak wracając do mojej historii, gdybym miałam tą decyzję podjąć jeszcze raz byłaby taka sama, może nawet z przedłużeniem o dwa lata, gdyż Adi w drugiej klasie będąc już ze mną miał dwa razy zmienioną szkołę, przez zmianę naszego miejsca zamieszkania.

      Usuń
  2. Jestes dzielna kobietą i SUPER matką!!!!! Wiele poświęciłaś, by dać szczęście dziecku! Jesteś świetna i masz rację, tkwić w niszczącym związku to najgorsze co kobieta może zrobić samej sobie , a także swojemu dzieciątku!!! Jestem z tzw rozbitej rodziny i wiem co mówię, z perspektywy tego dziecka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wizja domu, w którym się wychowałam pchnęła mnie to tego, żeby jednak coś zmienić. Swój dom postanowiłam stworzyć na nowo, inaczej niż to miałam w pamięci.

      Usuń
    2. I bardzo dobrze :) Ja z racji swego dzieciństwa walczyłam o to, by moja córka miała cudownego tatę - udało mi się, mam faceta, męża, przyjaciela, który jest wspaniałym ojcem :)

      Usuń
  3. I powiedz mi, że młoda matka nie jest rozsądna. Powiedz, że mając to naście. .. nie jesteś odpowiedzialna. Fakt, że człowiek czasami podejmuje niewłaściwe decyzje nie musi oznaczać, że nie wie co robi. Ja trafiłam na dobrego człowieka, choć czasami jest bardziej upierdliwy ode mnie. Mamy córkę, nie o czarnych lecz o białych włosach. Poczułam to o czym piszesz -bałam się syna. Zobaczę co będzie kiedy go poznam. Obym była dla niego taką matką jak Ty dla swojego.
    Uciekłas od męża. Zastanawiam się co trzeba mieć w charakterze by zdobyć się na to. Moja matka tego nie umiała a uciec musiałam ja mając 19 lat. Córka urodziła się 2 lata później. Nie zawsze jest lekko, ale to ona jest tym motorem, który motywuje do rzeczy niemożliwych tak jak u ciebie praca i długie dojazdy co czasami wykańcza człowieka, ale wiesz ze te małe macki czekają na ciebie by choć na chwilę cie dotknąć przed snem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opierałam się, ale nie mogłam postąpić inaczej. Żyłam w takim domu, moja mama nie miała tyle siły, uciekłam mając 18lat, z deszczu pod rynnę.

      Usuń
    2. To co mnie w was zachwyca odkąd was czytam to wasze podobieństwo. Jesteście z synem identyczni. Wyglądacie jak swoje lustrzane odbicie.

      Żeby do czegoś w życiu dojść trzeba mieć jaja. To co w Tobie lubię to to, że się nie pie... . Nie jesteś cukierkowa, ale przyziemnie prawdziwa.
      Masz jego. Może i z deszczu pod rynnę, ale mimo wszystko to ten nietrafiony związek dał Ci Adiego.

      Usuń
  4. Aż mnie przeszły ciarki! Miałaś na prawdę ciężką przeszłość, ale najważniejsze, że byłaś na tyle mądra już wtedy, by to przerwać. Nie można niszczyć sobie (i dziecku) życia ze strachu przed trudnościami... Bo musiałaś wiele przejść, by wyjść na prostą, ale warto było :) Dobrze, że dajesz teraz innym przykład!
    alicjadobry.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liczę, że moja historia doda siły tym kobietom, które stoją przed decyzją o zmianie.

      Usuń
  5. Jak widać z Twojej historii nawet w młodym wieku matka zawsze dba o dobro potomstwa, nawet kosztem swojego komfortu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie każda matka, ale to osobna historia :(

      Usuń
  6. Do niektórych decyzji trzeba dojrzeć i przejrzeć na oczy. Toksyczne związki to zło, wiem bo sama byłam w takim i nigdy więcej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Do niektórych decyzji trzeba dojrzeć i przejrzeć na oczy. Toksyczne związki to zło, wiem bo sama byłam w takim i nigdy więcej.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem pełna podziwu, że miałaś w sobie tę siłę by pokonać te wszystkie przeciwności, miałaś dla kogo walczyć i to się liczy. Mnie nie spotkało nigdy coś takiego ale jestem w stanie zrozumieć co czułas i jak wiele starań i poświęceń to Cię kosztowało. Ciesze się, że udało Ci się poukładać swoje życie i życzę samych cudownych chwil. Trzymaj się i pozdrawiam, jesteś wielką kobietą :)

    OdpowiedzUsuń
  9. wszystko co robiłaś, robiłaś w imię dobra swojego i dziecka, brawo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kręte bywają ścieżki życia, ważne, by nie zgubić się po drodze ;)

      Usuń
  10. Żyjemy w czasach wielu przemian, więc nie możemy się bać zmian. Często bez nich znikniemy, a dzięki nim możemy zawojować cały świat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby każdemu łatwo przychodziły zmiany...

      Usuń
    2. Gdyby każdemu łatwo przychodziły zmiany...

      Usuń
  11. Bardzo mądry post, jestem zachwycona twoją wytrwałością. Przeżyłaś bardzo dużo.
    Pozdrawiam
    http://alicjawkrainiekotow.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Wow... Brak mi słów, póki co zbieram szczękę z podłogi. Brawo. Brawo, brawo, brawo!

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo mnie wzruszyła Twoja historia. Jak dobrze, że się nią podzieliłaś. Twoja historia każde wierzyć, że zawsze jest nadzieja na lepsze i nie należy się poddawać, nawet jak jest bardzo ciężko. Podziwiam i życzę dużo miłości, szczęścia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ja też dziękiję za podzielenie się tą historią. Dobrze, że znalazla Pani odwagę do zmian

      Usuń
  14. Brawo za odwagę. Bardzo mądrze napisany artykuł! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Mialam podobnie dziecko w wieku 17 lat od razu slub. Po 5 latach nagla decyzja odchodze. Wynajelam mieszkanie bylo ciezko rok czasu ciagla egzystencja. Rozwod i cale szczescie alimenty. Pozbiej poznalam obecnego kochajacego meza. Z nim mam jeszcze dwojke dzieci. Tamten czlowiek nie interesuje sie dzieckiem wcale. Cirka jezdzi do niego na wakacje ale tylko ze wzgledu na babcie a jego bigdy nie ma caly czas imprezy. Ciesze sie ze sie wyrwalam stamtad bo poznalam cudownego mezczyzne i kochajacego tate nawet dla pierwszej coreczki.

    OdpowiedzUsuń
  16. Kobieto dałaś radę,też podobnie przechodziłam,wcześnie dziecko,problemy z mężem bo momentami było nieziemsko ciężko...nie można kierować się wszystkimi wyznacznikami ale ważne by nie zapomnieć o tym najważniejszym....trzymie dalej kciuki bo wiadomo jakie jest życie.My powoli latami dochodzimy do wszystkiego co brakowało,miłości i finansowego podłoża....ale fakt żadna decyzja nie jest tą najgorszą...a ja tak samo jak ty nie cofnęłabym czasu za nic na świecie...uściski dla Ciebie i pozdr.

    OdpowiedzUsuń
  17. Mialam podobnie dziecko w wieku 17 lat od razu slub. Po 5 latach nagla decyzja odchodze. Wynajelam mieszkanie bylo ciezko rok czasu ciagla egzystencja. Rozwod i cale szczescie alimenty. Pozbiej poznalam obecnego kochajacego meza. Z nim mam jeszcze dwojke dzieci. Tamten czlowiek nie interesuje sie dzieckiem wcale. Cirka jezdzi do niego na wakacje ale tylko ze wzgledu na babcie a jego bigdy nie ma caly czas imprezy. Ciesze sie ze sie wyrwalam stamtad bo poznalam cudownego mezczyzne i kochajacego tate nawet dla pierwszej coreczki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie było później, syn wciąż rywalizuje z moim mężem. Niby się dogadują, niby jest ok, ale jest ale...

      Usuń
  18. Dzielna z Ciebie dziewczyna, jak widać da się żyć z dzieckiem i bez męża. Dużo zdrowia dla Was :*

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie wiedziałami. Bardzo doceniam to, co przeżyłaś i cieszę się, że teraz jesteś szczęśliwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasi, dziękuję, że jesteś u mnie <3 Nie na każdym widać mapę jego życia.

      Usuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.