Anoreksja-samobójstwo na raty.

niedziela, 23 sierpnia 2015
   
    
foto Bartek Sadowski

       Kiedykolwiek miałeś kontakt z anoreksją, autyzmem i alkoholizmem? Bagaż, który ciążyłby kilkorgu, dźwiga jedna osoba. Młoda, zdolna, nieco zagubiona, ale bardzo silna kobieta.
"dziewczyna, która nie byłą gotowa zostać kobietą, a została Matką.
Nie należy się poddawać, a każdy upadek uczy nas, jak podczas kolejnego, mądrze się asekurować i szybciej wstawać". Tymi słowami wita  u siebie moja rozmówczyni. Kiedy wchodzę na jej bloga czuję spokój, którego zazwyczaj mi brakuje. Z każdego słowa bije mądrość i nieopisane cierpienie. Po zapoznaniu z jej młodszym blogiem, zapragnęłam ja obnażyć.

Jesteś młoda, piękna, powinnaś być pewna siebie, dlaczego na siłę chcesz się zmieniać?

Dziękuję za tak miłe słowa, ale ja... Nie czuję się pewna siebie ani tym bardziej piękna. Znośne odbicie w lustrze widzę po zejściu poniżej pewnej wagi. To trochę tak jakby liczby pozwalały mi czuć się atrakcyjną. Nadal chciałabym się wizualnie zmienić z dwóch powodów. Po pierwsze aby podobać się samej sobie. Po drugie by czuć akceptację ze strony reszty świata. Przynajmniej tak to postrzegam. Że dopiero chuda będę ładna. Że na skraju choroby zostanę zauważona i doceniona. Że wtenczas gdy osiągnę ten "sukces", to zasłużę na to by "być".


Kiedy zrozumiałaś, ze masz problem?

Ja chyba od początku wiedziałam, że coś jest nie w porządku. Odnoszę wrażenie, że w jakimś stopniu to wszystko działo się pod moim nieświadomym nadzorem. Z dnia na dzień po prostu przestałam jeść. To było jakiś czas po wyprowadzce ojca. Chciałam znowu być dostrzeżona, potrzebna. Miałam świadomość, że robię coś nie tak, ale dopuściłam do siebie to w stu procentach po wielu latach. Takim punktem zrozumienia istoty problemu było błaganie o pomoc na krótko przed próba samobójczą. Ale tu już problemy były na wygranej pozycji.


Sama do tego doszłaś, czy ktoś z otoczenia?

Sama. Moja mama długo nie dopuszczała do siebie, że mam problem z zaburzeniami odżywiania. Zawsze byłam "tylko" znerwicowanym biednym dzieckiem alkoholika. Moją chorobę traktowała jako formę fałszywej wymówki, w którą i tak zbyt trudno było jej uwierzyć.

Czym jest anoreksja? Jak z tym żyć?

Z tym nie da się żyć. To nie jest życie. O ile ma się szczęście i nadal egzystuje, a nie spoczywa w trumnie, to i tak jest się emocjonalnym wrakiem. Zaburzenia odżywiania odcinają całkowicie dopływ tlenu. To zapętlające się kłamstwa i samobójstwo na raty. Życie z anoreksją to rodzaj dryfującej wegetacji.  Samo odrzucenie jedzenia to wierzchołek góry lodowej. Pod powierzchnią kryje się mnóstwo poczucia winy, samotności, frustracji i autoagresji.


Czy wychowanie się z alkoholikiem wpłynęło na twoje dzisiejsze życie?

Oczywiście, że tak. Dzięki temu jestem tym kim jestem w punkcie życia w którym się znajduję. Alkohol w domu zmusił mnie do ekspresowego wydoroślenia. Kazał przystosować się do mało komfortowych warunków. Nauczył czym jest strach. Teraz jako dorosła kobieta dostrzegam również inne rzeczy. Np. to, że w pewien sposób zrozumiałam ojca. Jego chorobę. I fakt, że nie walczył. Mnie ta myśl daje kopa w tyłek pt. "Ty nie przegrasz, bo Ty chcesz wygrać pojedynek z problemem". Otrzymałam także świadomość mojej tożsamości. A dokładniej to, że tylko ode mnie zależy czy poddam się chorobie i kolekcjonowanym utrudnieniom serwowanym przez los.


Jaka jest twoja relacja z mężczyznami?

Za każdym razem była ciężka. Jestem w związku z moim partnerem prawie osiem lat i mam świadomość przez jakie piekło przeszedł. Relacje z mężczyznami w moim przypadku są jakby rozdwojone. Z jednej strony pragnę mieć partnera-opiekuna. To chyba kwestia braku postaci ojca w dzieciństwie. Z drugiej zaś, gdy już zostaje otoczona troską, to wydaje mi się ona nadmierna i zaczynam szukać niezależnego gruntu. Uciekam.


Związek-boisz się go?

Tak. Przez cały czas jego trwania trzyma mnie napięcie, że coś się zepsuje. Że ja to i tak zniszczę, bo nie nadaję się do tworzenia zdrowej relacji. A co za tym idzie? Olbrzymi lęk przed porzuceniem. To jest paraliżujące. Boję się, iż nie jestem kogoś warta i prędzej czy później  i tak zostanę odrzucona.


Masz dwóch synów, skąd czerpiesz siłę, żeby ich wychować jednocześnie walcząc sama ze sobą?

Trudne pytanie. Pierwsze co mi przychodzi do głowy to myśl, że mam za mało tej siły i za mało robię. Ale jak już rozsądek dojdzie do głosu to odpowiedź zaczyna się klarować. Uważam, że to oni mnie uratowali. Przez siedemnaście lat trwania w zaburzeniach odżywiania nie było nic, co potrafiłoby mnie tak zmotywować do walki o własne życie. Nawet dwukrotna wizyta na oddziale ostrych zatruć nie zakończyła definitywnie mojej choroby. Chłopcy są moją siłą i pewnością, że wygram ten pojedynek. To już nawet nie jest wiara. Ja to wiem. Pamiętam jak kiedyś młodszy podbiegł do mnie z kostką czekolady. Jedna mała kostka. Chciał włożyć mi ją do ust. Zacisnęłam wargi a z oczu poleciały łzy. Wzięłam słodycz do ust i jak tylko mały odszedł szybko pobiegłam go wypluć. W panice płukałam buzie. I wtedy zrozumiałam jedno - że nigdy więcej nie chcę tego powtórzyć. Nigdy. Ta czekolada trafiła do mnie z wielkimi pokładami miłości, a ja z powodu choroby to wyplułam. Bo co? Bo będę grubsza? Jeśli te dwa maluchy potrafią patrzeć mi w oczy i kochać MNIE, to ja postaram się pokochać siebie tak samo. Oni nauczyli mnie czym jest czysta miłość. Stąd ta siła. Nawet gdy jest źle i mam ochotę uciec, to zaraz przypominam sobie, że muszę zaopiekować się zarówno moimi szkrabami jak i samą sobą. Dla nich i dla mnie.


Opowiedz o nich, to szczególne dzieci.

Rzeczywiście są szczególni. Tym bardziej gdy pomyślę, że nigdy miało ich nie być. Nie chciałam i nie planowałam potomstwa. Jednak w momencie pojawienia się we mnie małego serduszka, wszystko zostało przewartościowane. Z upływem czasu okazało się, że starszy z chłopców ma zaburzenia ze spektrum autyzmu. Młodszy jest aktualnie a trakcie diagnozowania. Obaj są bardzo specyficzni i niekiedy trudni w odbiorze. Ale to czyni ich niesamowitymi. Dla każdej matki jej dzieci są wyjątkowe, to oczywiste. Ale życie z autyzmem potrafi dostarczyć nie lada ekstremalnych doznań.


Jak sobie radzisz, wiele kobiet na twoim miejscu załamałoby się?

Myślę, że większa część kobiet tak samo jak ja nie poddałaby się bez walki. A jak sobie radzę? Raz lepiej, raz gorzej, ale już teraz zawsze do przodu. Przestałam namiętnie rozpamiętywać przeszłość oraz to na co nie miałam wpływu. Chcę sobie poradzić. Moim zdaniem to już połowa sukcesu. A skoro znajduję się w połowie drogi, to lepiej iść do przodu i posmakować nowego niż ponownie przeżywać to co było.


Ktoś ci pomaga?

Partner, mama i najbliższe mi osoby.


Kto najbardziej w ciebie wierzy?

Ciężko w tej kwestii o stopniowanie. Sądzę, że każda z bliskich mi osób wierzy we mnie mocno. A na pewno zdecydowanie mocniej niż ja sama w siebie.

Jak to jest dajesz siłę i pewność siebie synom, czy oni tobie?

Zawsze będę powtarzać, że to właśnie dzięki Nim znalazłam w sobie tak potężną chęć przetrwania. A nawet więcej niż samego przetrwania, ja zapragnęłam żyć. To właśnie Oni uczą mnie doceniać to co niewidoczne i cierpliwie najadać się radością życia. Od Nich czerpię pokłady siły, o które sama bym siebie nie podejrzewała. Oni nauczyli mnie kochać "mimo wszystko".


Potrafisz powiedzieć, że kochasz siebie?

Nie. Jeszcze nie. Droga do tego staje się coraz krótsza, ale nadal słabo widzę linię mety. Doskonale wiem, że ona tam jest a ja minę jej linię. Małymi krokami, ale do przodu. W końcu pokocham także siebie.
Polecane 



 Znasz bloga Ewy,
                                                 

6 komentarze

  1. Współczuję bohaterce i zarazem podziwiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzieci dodają skrzydeł ,pewności siebie ,mamy dla kogo żyć i o co walczyć i zawsze trzeba mieć nadzieję i wierzyć ,że sie uda;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Samo wychowanie autystycznego dziecka jest bardzo trudne (i praktycznie i emocjonalnie dla rodzica). Nie wyobrażam sobie, żeby to robić, a jednoczesnie zmagać się zwłasną chorobą, taką jak anoreksja. Podziwiam kobietę i mam nadzieję, że będzie jej się układać coraz lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  4. O tym, że Ewa jest silna, wiem od dawna. To chłopcy są jej SIŁĄ, jej MIŁOŚCIĄ i chęcią życia <3

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.