Jak uchylić się od alimentów?

środa, 29 lipca 2015
              Żyjemy w kraju absurdu, który prawnie chroni alimenciarzy. Społeczne przyzwolenie pozwala im na poczucie bezpieczeństwa oraz zuchwałe wymiany doświadczeń, jak skutecznie uchylać się od płacenia zasądzonych alimentów. Powstały nawet grupy, na których można wymieniać się opiniami  oraz chwalić sprytem i przebiegłością.

*źr zdjęcia fotki,napisy, reklamy


         Żyjemy w kraju absurdu, który prawnie chroni alimenciarzy. Społeczne przyzwolenie pozwala im na poczucie bezpieczeństwa oraz zuchwałe wymiany doświadczeń, jak skutecznie uchylać się od płacenia zasądzonych alimentów. Powstały nawet grupy, na których można wymieniać się opiniami oraz chwalić sprytem i przebiegłością.

Sąd ma prawo zasądzić obowiązek alimentacyjny ojcu, podkreślam OJCU, nie obcemu, nie znajomemu, nie listonoszowi-powiem raz jeszcze: ojcu, który powinien zapewnić byt materialny własnemu dziecku, tu znów podkreślę WŁASNEMU, nie przybłędzie, nie znajdzie, nie dzieciom trzeciego świata). Tu instynkt powinien załączyć się nawet świni, dla chronienia oraz przedłużenia własnego gatunku. Jednak alimenciarz ma już plan w głowie, on myśli i kombinuje: JAK SIĘ OD PŁACENIA UCHYLIĆ?

Dlaczego to robi? Bo, kurwa MOŻE! Komornik ma w dupie matkę i jej dzieci, dla niego liczą się tylko pieniądze. Oczywiście te, które powinien zdobyć za prowadzenie postępowanie egzekucyjnego-koszty własne. To, czy matka ma co dać jeść dziecku nie interesuje nikogo.Alimenciarz idzie do pracy, ba nawet pracuje od dawna. Jednak nie chce dzielić się własnym dochodem, bo na drodze majaczy już nowa laska. Idzie do szefa, a ten rozumie jego sytuację (takie porozumienie tego, co dynda im między nogami). Zatrudnia go na ułamek etatu, na głodowej stawce, resztę wypłacając po cichu. On ma wdzięcznego pracownika, a alimenciarz ma powody do satysfakcji.

Kolejnym krokiem jest przepisanie domu, auta, nawet psa-rasowca na każdego wokoło na innych członków rodziny, by komornik nie miał czego zająć na poczet długu. Oczywiście by alimenciarz nie poszedł do wiezienia wystarczy, żeby raz na miesiąc wysłał do komornika 10zł, argumentując, że na tyle go stać. Rodzina na to patrzy dumnie klepiąc po plecach za kreatywne myślenie, komornik, coś tam przyjął-nie wnika, pracodawca wymienia porozumiewawcze spojrzenie, a znajomi wiedzą, że wszystkie dobra rozpisane są po rodzinie, a on sam sprytnie omija prawo.

Tylko pogratulować. Wszyscy wokoło są współwinni łamaniu praca, które na dobrą sprawę nie jest łamane. Logiczne, prawda? Dziś powiem ci, ALIMENCIARZU: każdy kij ma dwa końce. gdy będziesz stary i niedołężny twój syn lub córka wypnie się na ciebie, tak, jak ty na niego. Nie może? Ciebie chroni prawo? To też można ominąć. Wiedz, że ten drugi koniec kija będzie ci głęboko wsadzony, tak głęboko, że się nim porzygasz.


Do przemyśleń skłoniły mnie artykuły w wyborczej.pl oraz doświadczenia własne (14lat zaległych alimentów i kwity na kwotę 23,47gr przychodzące rzadziej niż raz na pół roku).


PODOBNY ARTYKUŁ

Masz doświadczenie? Podziel się nim.
Płaci? Pałcisz?
                                                      

Urlop w chuście.

wtorek, 28 lipca 2015
          Planując wyjazd na urlop rozważasz chustę? Jeśli nie jesteś zdecydowana nie musisz kupować, możesz wypożyczyć (są grupy, na których można wypożyczać/wymieniać). Specjalnie dla ciebie pytania i odpowiedzi na temat chust/chustonoszenia, czyli wywiad z Aleksandrą-Wilk przybysz doradcą chustowym





 1. Warto na urlop zabrać chustę?
 Chusta jest super gadżetem na urlop! Dzięki niej będziemy mogli spacerować tam, gdzie nie dotarlibyśmy z wózkiem: zbaczać ze szlaku, chodzić po wodzie. Chusta nie tylko służy nam jako pomoc w niesieniu dziecka ale podczas przerw w spacerze może być naszym kocem piknikowym, parawanem, hamakiem rozwieszonym pomiędzy drzewami.

 2. Jak najlepsza na wysokie temperatury?
Poza najprostszą chustą z samej bawełny możemy wybrać też chustę z domieszką bambusa, lnu lub konopi. Dobrą opcją na upały będzie też wybranie bardziej "przewiewnego" wiązania. Dla maluszków najlepszy będzie kangurek, dla starszych dzieci plecak prosty.

  3. Ile czasu bez przerwy można nosić?
 W chuście możemy nosić parę godzin dziennie. Najważniejsze jest to, abyśmy pamiętali o tym, że dziecko nie trzymane w chuście powinno mieć jak najwięcej możliwości przebywania "na płasko" czyli na macie, na podłodze, na trawie- aby ćwiczyć przekręcanie się, obroty, raczkowanie. Potrzebuje po prostu mieć możliwość rozwoju mięśni i swobodę ruchu


 4. W chuście w góry, na mazury, czy nad morze?
Każdy z tych kierunków jest dobry, wybierzmy wiec taki który najbliższy jest naszemu sercu. Należy odpowiednio się przygotować do chustowych spacerów. Pamiętajmy więc o odpowiednim obuwiu dostosowanym do naszej wyprawy oraz o ochronie przed słońcem.

  5. Reakcja chusty na kremy z filtrem (zdarzyło ci się 50+odbarwić materiał?)
Nigdy nie miałam takiej sytuacji aby chusta zniszczyła się z powodu kremu z filtrem. Staram się siebie i dziecko smarować przed spacerem i motać dopiero jak krem wchłonie się w skórę. Czasem zostaje on na materiale ale schodzi normalnie w praniu, tak jak z innych ubrań.

6. Dobra czyli jaka? (tu kulka słów o tanich z serwisów sprzedażowych 
 (typu elastyki z allegro za 30zł)
 Nie warto kupować tanich chust z popularnych serwisów aukcyjnych. Zwykle są one wykonane z materiału o splocie prostym, są to tzw "pościelówki" czyli długie pasy z materiału przypominającego cienkie prześcieradło. Takie chusty nie są wygodne, wrzynają się w dziecko i noszącego, ciężko się dociągają. Polecam chusty o splocie skośnokrzyżowym lub diamentowym. Będą one świetnie współpracowały przy motaniu i dobrze i wygodnie niosły nasze dziecko.

7. Jak wspominasz swój urlop z chustą?
Dla mnie urlop z chustą to niezwykłą wygoda. Mogę spacerować po rzece czy jeziorze ze śpiącym dzieckiem na plecach, chodzić po krętych alejkach w lesie. Jest to też niesamowita bliskość i piękna przygoda jaką przeżywamy całą rodziną. Chustowe wyprawy dają nam same najpiękniejsze wspomnienia.

 warto dbać o dobra pozycje dziecka


Podobny artykuł
Masz doświadczenia z chustą? Pytania? Pisz śmiało.

                                               

Dlaczego warto wysłać dwulatka do przedszkola?

czwartek, 23 lipca 2015
           Dwoje z trojga moich dzieci do przedszkola poszło jako trzylatki (w sumie to zdanie mogę wypowiedzieć we wrześniu, gdy najmłodsza, jak pełnoprawna trzylatka przekroczy przedszkolne mury). Średnia poszła do przedszkola maja dwa lata i miesiąc. Najpierw na próbę, potem, jako przedszkolak. Jaka była opinia wychowawczyni po miesiącu Gaby w oddziale przedszkolnym? "Dziecko nie sprawia większych kłopotów niż przeciętny trzylatek, wypowiada się całymi zdaniami, wyraźnie mówi, sygnalizuje swoje potrzeby, które samo załatwia, potrafi samodzielnie zjeść posiłki". Opinia pozytywna, dwulatka została w grupie trzylatków.

       zdjęcie papilot

         Gaba zdecydowała (ku mojej rozpaczy) całkowicie zrezygnować ze spódniczek. od tej pory królowały dresy i legginsy. Na moje rozpaczliwe pytania dlaczego nie chce tych pięknych falbanek (dziewięć lat czekałam na córkę, miała być landrynkowa laleczką), odpowiedziała rzeczowo: "bo sobie w nich nie radzę". Fakt, chodziła sama do toalety, gdy inni rodzice codziennie zbierali naręcza zasikanych ubrań oraz pościel, mi zdarzyło się to może trzy razy w ciągu całego roku.

          Biegała, skakała, wspinała się, potykała, wpadała na inne dzieci. Nie dlatego, że była niesprawna ruchowo, było rozwinięta prawidłowo, nawet bardziej niż dzieci w jej wieku. Uznaliśmy, ze jest nieostrożna, po trzech latach dowiedzieliśmy się, że po prostu nie widzi (pisałam o opinii psychologa, że +6 i +6,5 nie jest wadą wzroku).


           Gaba chodziła razem z rok starszymi dziećmi, nie było widać różnicy. W zerówce postanowiliśmy zostawić, ja ponownie, by miała szansę pójść do szkoły z rówieśnikami. Mój wybór poparła okulistka i psycholog, gdyż Gaba właśnie dostała okulary oraz została stwierdzona u niej nadpobudliwość. Zawsze myśleliśmy, że ona jest "żywym", nieostrożnym  dzieckiem, a tu taka niespodzianka. Nie była sama, większość zerówkowiczów powtarzała z nią rok, bo żaden z rodziców w naszej szkole nie wysłał do pierwszej klasy sześciolatka.

          Wracając do dwulatka w przedszkolu.  Jestem zdecydowanie na tak. Gaba sobie radziła świetnie, kochała wszystkie zajęcia: śpiew, rysowanie, taniec itp. mela nie dostał się wcześniej do przedszkola, nad czym ubolewam.  Pójdzie od września. jej kuzynka (równolatka) do przedszkola chodzi już od pół roku, Mela zazdrości jej piosenek, wierszyków, zabaw w grupie. Często powtarza, że i ona chce do przedszkola.

Co daje dwulatkowi przedszkole:
- uczy samodzielności (korzystania z toalety, posługiwania sztućcami, zakładania bucików, kurteczki)-owszem panie pomagają, ale nie wyręczają, jak to mają w zwyczaju rodzice
-dziecko nawiązuje kontakty-zabawa z rówieśnikami stymuluje znacznie bardziej rozwój niż zabawa z rodzicem, tu tworzą się pierwsze przyjaźnie, konflikty oraz "namawianie" na psoty
-uczy się wierszyków, piosenek
-uczy się dbania o własne rzeczy, pilnowania ich (w szatni jest dużo ubrań, warto, by dziecko umiało rozpoznać własne)
-ma szanse zaistnieć jako samodzielna jednostka (nie ma przy nim bez przerwy mamy)
-uczy się zasad współżycia w grupie
-opowiada po powrocie o dniu w przedszkolu (uczy się relacjonować)
-rysuje, maluje, wykleja, lepi- dużo więcej niż w domu
-uczy się systematyczności (nie tylko dlatego,z e należy rano wstać, ale również dlatego, że po zabawie należy posprzątać zabawki, a obiad nie przed tv lecz wspólnie przy stoliku należy zjeść)
-wyjeżdża na swoją pierwszą wycieczkę bez mamy (o pierwszej wycieczce pisałam TU)

Minusy? Nie zauważyłam, ale moja opinia jest bardzo subiektywna.
Artykuł powstał po przeczytaniu w Mamadu o powodach, dla których dwulatka nie wolno posyłać do przedszkola. Jestem tylko ciekawa, jaką opinie wyda pani o dzieciach w żłobkach?

Jakie jest twoje zdanie: dwulatek w przedszkolu, tak, czy nie?
                                                   

Strasze dziecko w szkole-jak ogarnąć wyprawkę?

wtorek, 21 lipca 2015
         Twoje pierwsze trzy lata w szkole przebiegły pomyślnie, masz już opanowaną wyprawkę dla ucznia klas młodszych, jednak żeby nie popełnić błędu pomyśl zanim ruszysz na zakupy swojego czwarto-szóstoklasisty.

Co zatem kupić?
-książki-lista zawsze podawana jest w szkole (oczywiście, by zminimalizować wydatki warto poszukać ucznia klasy starszej i odkupić podręczniki, dokupując tylko nowe ćwiczenia lub poczekać do sierpniowych wyprzedaży w księgarniach internetowych)
-zeszyty (tu najlepiej dowiedzieć się bezpośrednio u nauczyciela, jakiej grubości )
-piórnik (wbrew pozorom ten gadżet mocno się odchudzi, dzieciaki po zakończeniu klasy trzeciej nie noszą codziennie pakietu kredek, mazaków, farb, plastelin itp-w podręcznikach już nie kolorują)
-długopis (najlepiej wcześniej wypróbuj w domu, jakim twój uczeń najlepiej pisze, który mu nie rozmazuje lub nie jest za twardy)
-worek na obuwie zmienne  
-obuwie zmienne
-worek na strój gimnastyczny
-strój gimnastyczny (koszulka i spodenki)
-strój galowy (uwierz mi, wmawianie dziecku, że kraciasta spódnica i zielone spodnie to odpowiedni strój na apel robisz mu tylko krzywdę na dalsze życie, dlaczego? jasno opisuje to artykuł oraz komentarze
-ołówek (tu mogą już się pojawić wytyczne, co do twardości i grubości gryfla)
-kredki, farby, plastelina/modelina, bloki oraz papiery kolorowe-określi nauczyciel (twój uczeń nie będzie już z tego korzystał codziennie, nie musisz od razu kupować zapasu
-plecak tu możesz sprawdzić porównanie

Tu pisałam jak skompletować wyprawkę dla ucznia klas młodszych? Artykuł pomoże również tobie, gdyż poza ilością przyborów plastycznych niewiele się zmieni. Najważniejszy dla ciebie jest wybór odpowiedniego plecaka. Zdrowie twojego dziecka jest najważniejsze, więc zanim kupisz pierwszy lepszy, bo był w promocji sprawdź, jak odciąża plecy twojego dziecka, co producent o nim napisał.

 Czym kierujesz się robiąc szkolne zakupy?

                                                   

Należy zakazać przekłuwania uszu dzieciom!

piątek, 17 lipca 2015

    Szlag mnie jasny trafia, gdy widzę małą dziewczynkę z kolczykami. Mamusia ćwierka słodko i zachwyca się, jak to mała ślicznie wygląda. Och przecież nic nie czuła, jest malutka, a dwu-trzy miesięczne dziecko tak uroczo wygląda w kolczykach na swoim chrzcie.

       Małe dziecko wygląda słodko i uroczo samo w sobie. Do zdrowego rozwoju nie potrzebne mu kolczyki, a dobra opieka. Rodzicowi, który zdecydował się na kolczykowanie niemowlaka mam ochotę zasadzić kopa!

       Zdajesz sobie jakie zagrożenia niesie za sobą przekłucie uszu? Pominę naderwanie ucha, przez samo dziecko, rozerwanie podczas zakładania-zdejmowania ubranek, czy zaczepienie o włosy. Kolczyki mogą wywołać reakcję alergiczną, która nawet po wyjęciu kolczyków może objawić się w późniejszym wieku (organizm zapamiętuje, że coś go uczula, broni się później z wielokrotnioną siłą przed tym). Zadanie bólu dziecku (to nieprawda, że maluch nie nic nie czuje) jest równe torturze. Czy ty drogi rodzicu lubisz być nakłuwany? Dodam też czas gojenia: u jednych trwa to kilka dni u innych tygodni. Przed miesiąc należy bezwzględnie przemywać specjalnym płynem. W czasie gojenia się ranek dziecko ma zaburzony sen, gdyż podczas snu narażone jest na zaczepienie uchem i piżamkę, poduszkę, maskotkę, z która śpi. Zdarza się, że organizm broni się przed ciałem obcym i ranka zaczyna się "mazać" (wycieka z niej ropa, tworzy się stan zapalny). Byłaś/byłeś świadom tych zagrożeń? Czy przekłucie uszek maluszka było chwilowym impulsem?

       Czemu służy przekłucie uszu małym dzieciom? Tylko zaspokojeniu zachcianki rodzica. Masz ochotę na kolczyk zainstaluj sobie-wszędzie, gdzie tylko masz ochotę, ale malucha zostaw w spokoju. Dziecko powinno mieć prawo do dokonywania wyborów, również tych, czy chce kolczyki, czy nie. Mam całe uszy dziurek po kolczykach. W lewym nosiłam ich osiem, w prawym trzy. Popełniłam błąd przy synu-dałam mu namówić się na kolczyk. Miał trzy lata i sam zadecydował o tym, że chce go nosić (oboje z jego ojcem mieliśmy przekłute uszy, on też chciał). Przyznaje się do tego, że decyzja była podjęta zbyt pochopnie. Wyjął kolczyk w pierwszej klasie szkoły podstawowej, założył go ponownie w gimnazjum.

         Córka zdecydowała się na kolczyki w wieku dziewięciu lat. Zgodziłam się, gdyż uważam, że w tym wieku dziecko potrafi podjąć świadomą decyzję. Młodsza córka chciała kolczyki, jak siostra-dostała naklejki na uszy-30 par w opakowaniu, na 30 dni miesiąca, po trzech dniach przestała o nie prosić-znudziły jej się. Nie określam wieku minimalnego, ale powinna być taka regulacja prawna. Przekłuwanie uszu małym dzieciom to ich okaleczanie. Niemowlak nie potrzebuje upiększania. Maluchowi do szczęścia nie potrzeba żelastwa w uszach.

Przekłuwać, czy nie? Jakie jest twoje zdanie?
                                                      

Jak zrobić metki lub podpisać ubrania-tutorial

środa, 15 lipca 2015
DIY
        Kiedy dzieciaki wyjeżdżają na kolonię lub idą do przedszkola/szkoły nagle tracimy połowę rzeczy. nawet nie dlatego,z e dzieci są zapominalskie, czy kradną. kupujemy w tych samych sklepach, rzeczy są identyczne. Zarówno dzieci, rodzice, czy nauczyciele mogą się pomylić. Warto spersonalizować odzież, buty, czy przybory szkolne.

 Jak to zrobić? 
- farby do tkanin, można zrobić szablon i podpisywać
-flamastry do tkanin
-gotowe metki z imieniem i nazwiskiem do zamówienia (są firmy, które się w tym specjalizują)
-wyhaftować (siedzisz i wyszywasz, gdy twoje dziecko osiągnie pełnoletność, skończysz ;))
-zamówić pieczątkę
-wprasowanie za pomocą papieru termoaktywnego (na tym się skupimy)

Kupiłam  papier termoaktywny FOREVER INK-JET DARK (z żółtymi napisami)-na allegro za ok 5zł za sztukę, format A4. Leżało to w szafce ze trzy lata, tak po prostu.

Jak wykonać szablon?
 Idąc po najmniejszej linii oporu robimy w wordzie. Piszemy imię, nazwisko, wybieramy wielkość czcionki, kopiuj/wklej i gotowe. Można też wybrać rodzaj napisu, jeśli ktoś ma taka fantazję. Robisz podpis, logo, rysunek itd
W ten sposób możesz podpisać ubrania, buty, piórnik, plecak, worek, kapcie, czapki itd.
By zrobić metki potrzebna jest bawełniana tasiemka (taka, jak do podkładania spodni, szerokość zależy tylko od ciebie.

 Niezależnie od przedmiotu, który podpisujesz musi być to powierzchnia w miarę prosta. Przygotowany szablon drukujesz (na białej stronie papieru termoaktywnego), odklejasz część z żółtymi napisami, część z nadrukiem tniesz na odpowiednie kawałki, przykładasz do materiału tak, by było widać napis, przykrywasz częścią papieru z żółtym nadrukiem i po nim jedziesz gorącym żelazkiem (ustawiłam na najwyższą temperaturę i dotykałam w miejscu napisu-kilka sekund)
 Warto podpisać buty wewnątrz, jak wspomniałam wszyscy kupujemy w tych samych sklepach, warto odróżnić rzeczy, by dziecko nie miało kłopotu z wyszukiwaniem.

        Dokładnie w ten sam sposób możesz zrobić nadruk na koszulkę, torbę, pokrowiec np. na laptop.
Drukujesz i podpisujesz?
                                        

Wszy są wszędzie.

poniedziałek, 13 lipca 2015
       Jako dziecko miałam wszy. Raz. Złapałam na centralnym. Prawdopodobnie. Wczesne lata 80te. Wyprawa z małej mieściny do stolicy. Kilka godzin jazdy pociągiem (odległość 100km). Odwiedziny cioci, siostry ojca, przy okazji zakupy. Jedna  z nielicznych rodzinnych wypraw, jakie pamiętam.

       Jakieś 30 lat temu imprezy wyglądały nieco inaczej niż dziś. Luksusem był wyjazd do Warszawy, przejażdżka ruchomymi schodami w Domach Handlowych (chyba tak się nazywały dzisiejsze galerie handlowe), zapiekanka z pieczarkami i serem na bagietce, z mikrofali, o której mogliśmy pomarzyć, a ciotka miała od lat. Dzieci bawiły się po cichu (bez rygoru, po prostu znaliśmy swoje miejsce), wódka lała się strumieniami, kłęby dymu papierosowego były czymś naturalnym. Na jednej z takich imprez inna ciotka w stanie wskazującym na kilkudniowa imprezę, przekłuła mi uszy na ziemniaka-chirurg kilka dni później miał trochę roboty, ale to inna historia.

       Wyjeżdżaliśmy do domu. Uciekł nam ostatni pociąg z Dworca Centralnego. Mieliśmy na nim spędzić noc. Dziś już nie wnikam, czemu po prostu nie wróciliśmy do ciotki lub nie pojechaliśmy zanocować do dwóch innych, które mieszkały w okolicy. Miałam jakieś 8lat. Nudziłam się niezmiernie. Pamiętam jak dziś, jak chodzę po poczekalni, na ławkach i podłodze śpią bezdomni i podróżni. Przeglądałam rozkłady jazdy, przyglądałam się wszystkiemu, oczekiwałam na pociąg. Nie wiem dlaczego nie spałam, chyba odstraszała mnie ta podłoga. A może gdzieś przysiadłam i na chwilę zasnęłam?

        Wróciłam do domu z wszami. Matka darła się na mnie, że obetnie mi włosy, bo to przecież była moja wina, że po nocy na centralnym przyjechałam z robactwem na głowie.  Darła się na mnie również, jak wymiotowałam podczas jazdy przez chorobę lokomocyjną. Dardła się zawsze, darła i wyczesywała.... Pamiętam zielony ręcznik kąpielowy na włosach, które wymazane były jakimś preparatem na wszy. Pozbyła się ich całkowicie chyba po dwóch tygodniach. Nikt inny ode mnie nie załapał. Dała radę pomimo braku bieżącej wody (wtedy jeszcze wynajmowaliśmy klitkę, gdzie straczyk był na końcu podwórka, a woda w studni). Można się pozbyć wszy w każdych warunkach.

      Dlaczego dziś wracam do tamtego czasu? Nie z sentymentu. Wszy można złapać wszędzie. Jadąc jakimkolwiek środkiem komunikacji, w szatni, gdziekolwiek.Wczoraj średnia pojechała na kolonie. Spać nie mogę na samą myśl, że mogłaby przywlec to robactwo do domu.

Wszy i gnidy, jak się pozbyć?

Masz jakieś rady? Jak walczyć, czym najskuteczniej?

                                                

Śmierć u progu życia.

niedziela, 12 lipca 2015
             Patrząc na idiotów w internecie, którzy nie mają co zrobić z wolnym czasem i na siłę próbują się wypowiedzieć na temat śmierci niektórych osób, zastanawiam się co jest kurwa nie tak ze społeczeństwem?
Umiera zwykła, prosta osoba i jest cisza, umiera ktoś popularny lub jego śmierć jest nagłaśniana-od razu robi się zamieszanie w internecie. Zazwyczaj zamieszanie robi parę dość młodych osób przez co jest ogólna opinia o młodzieży. Ludzie litości, odpowiedzialność zbiorowa skończyła się w czasach podstawówki, więc nie szufladkujcie ogółu przez paru debili.

            Skąd to przekonanie? Trochę ponad tydzień temu miałem pogrzeb kumpla ze szkoły, chłopak w moim wieku. Przyszło dużo osób w 2/3 młodzieży i nikt nie wykrzykiwał tekstów typu "dobrze, że zdechł". Były emocje, był okazany szacunek. Stojąc między tymi osobami nie widziałem żadnej różnicy między "dorosłymi" a "młodymi". Wszyscy czuliśmy się tak samo podle, wszyscy zadawaliśmy sobie pytanie "dlaczego?". Odszedł za szybko, tego akurat byliśmy pewni. Nadal chcecie wrzucać wszystkich do jednego worka?

Osobiście jestem zdania, że dostęp do internetu nie powinien być tak prostu i nie każdy powinien go mieć.


                                                                                                 wpis gościnny syna


                                                

Wyprawka dla ucznia najmłodszych klas-od czego zacząć?

piątek, 10 lipca 2015
     Mając ucznia w klasie 1-3 szkolna wyprawka jest szczególnie ważna. Dziecko poznaje nowe zasady, uczy się odpowiedzialności, przydzielane mu są nowe obowiązki. Musi mieć komplet książek, plecak oraz kilka niezbędnych przedmiotów. Z kilku robi się nagle długa lista, przed którą stajesz spanikowany, bo po prostu cie przerasta. Spokojnie, pomogę ci opanować wyprawkowe zakupy.

Niezbędnik ucznia najmłodszych klas:

- książki (dostaniesz listę, kupisz je w księgarni lub przez internet-tu polecam drugą opcje zwłaszcza w drugiej połowie sierpnia-są wyprzedaże, w zeszłym roku na jednym komplecie zaoszczędziłam tak 60zł)
-zeszyty (najlepiej cienkie-lżej nosić, do języka polskiego kup zeszyt w trzy linie-niebieskie i czerwone-łatwiej opanować pisanie)
-plecak/tornister (o wyborze pisałam tu  oraz tutaj Topgal)
-worek na obuwie zmienne  
-obuwie zmienne
-worek na strój gimnastyczny
-strój gimnastyczny (koszulka i spodenki)
-strój galowy (błagam nie rób z dziecka choinki polecam artykuł oraz komentarze czytelników)
-piórnik
-ołówek najlepiej trójkątny dzieci do trzeciej klasy szkoły podstawowej nie używają długopisów
-kredki ołówkowe najlepiej trójkątne
-kredki świecowe
-gumka
-bezpieczne nożyczki z zaokrąglonymi czubkami
-klej w sztyfcie
-papiery kolorowe (zwykłe oraz samoprzylepne)
-plastelina
-bloki rysunkowe (białe i kolorowe)
-farby plakatowe, akwarelowe, pędzle
-bibuła
-teczka z gumką (zobaczysz, jakie tony makulatury będzie codziennie twoje dziecko przynosiło do domu)
-pudełko śniadaniowe (polecam dzielone, osobna porcja owoców, warzyw, kanapka)
-bidon

Ważnie: niektóre szkoły wymagają obuwia na zmianę z białą podeszwą, stroje gimnastyczne nie koniecznie maja charakter białej koszulki i czarnych spodenek, niektóre szkoły życzą sobie kolorowych koszulek, dzięki czemu na zawodach szkolnych łatwo rozróżniają roczniki).Warto maluchowi podpisać przybory szkolne, bo dziecko bywa roztargnione i podpisane łatwiej odnaleźć.  Lista potrzebnych rzeczy będzie prawdopodobnie wywieszona na tablicy ogłoszeń, jednak warto zaopatrzyć się choć w część rzeczy już dziś. Duże zakupy rozłożone w czasie to mniejszy ból portfela we wrześniu. Kamizelka odblaskowa nie jest obowiązkiem, ale zalecam zakup-bezpieczetwo przede wszytskim.


 Kompletujesz już wyprawkę? Od czego zaczniesz?
Masz już wybrany plecak? Dziecko nosi go codziennie, to ważny wybór.

                                                  

Piknik z blogująca mamą PODRÓŻE KAROLA

czwartek, 9 lipca 2015
        Na pytanie czy przyjadę do Ośna bez wahania powiedziałam TAK, po chwili dodałam: "a gdzie to jest?". Ttlko cztery godziny drogi ode mnie? Luz-jadę! Wyprawa była o tyle inna niż pozostałe, że mieliśmy nocować na polu namiotowym. Gubiąc się po drodze /o orientacji blondynki już wspominałam / dotarliśmy, gdy pozostali robili już swoje namioty. Wieczór zaskakująco szybko minął, a dzień przywitał nas deszczem. tak Ośno płakało, gdy widziało nasze poranne fryzury. Niczym zmokłe kury brnęliśmy przez  boisko na śniadanie, które było nie lada wyzwaniem, gdyż dzieci były w liczebnej przewadze i nie dały wcisnąć sobie byle czego. I dobrze, mądre po rodzicach.

      Przed piknikiem postanowiliśmy pojechać do pobliskiego Rogowa do PARKU DINOZAURÓW-polecam zdjęcia. Kiedy wróciliśmy znaleźliśmy się w innej bajce. Dmuchane zjeżdżalnie, zamki, dekoracja sceny, lokalne przysmaki, stoiska urodowe, popis straży pożarnej, piękne motocykle oraz maszyny, których nazw nie znam i KAROL. Karol, od którego wszystko się zaczęło. To w jego Reymontówce zrodził się pomysł na zwierzaki pocieszaki. W Ośnie na pikniku z blogująca mamą miała miejsce premiera części drugiej, w której jestem jedną z autorek. 
Zwierzaki pocieszaki-podróże Karola są rymowanymi bajkami z morałem i cudownymi ilustracjami wykonanymi w technice akwarelowej przez Sylwię Rutkowską. To już druga część projektu, który niesie pomoc Dzieciakom. Tym razem, blogerzy wspierają https://www.facebook.com/FundacjaRozwojuKardiochirurgii… a książka jest cegiełką, która ma wesprzeć Projekt Sztucznego Serca dla Dzieci. Ty też możesz ofiarować swoje serce na dłoni, wspierając blogerska akcję


















 Ilustracje do Książki wykonała Sylwia Rutkowska 
    Autorzy bajek:
    Marta Kusiak
    Katarzyna Targosz
    Karol Wagner
    Mateusz Kuźniar
    Justyna i Tomek Kubik
    Malwina Ferenz
    Honorata Dyjasek
    Wioleta i Andrzej Galla
    Żaneta Kruk
    Izabela Urbaniak-Marut
    Malwina Bakalarz
    Magdalena Makowiec
    Karolina i Artur Kaliś
    Marta Duszyńska
    Paulina Rybak
    Bożena Jędral
    Monika Ludkiewicz Kasper
                        Serdecznie dziękuję za moc atrakcji oraz zaproszenie do tej pięknej inicjatywy.
      Dziękuję również sponsorom za prezenty (zanim dojechałam do domu zostały roszabrowane przez dzieci ;)

                                                     

      ZAUROLANDIA-PARK DINOZAURÓW-WARTO?

      środa, 8 lipca 2015

             Mając czas przed piknikiem w Ośnie pojechaliśmy do Rogowa do parku dinozaurów. Zastanawialiśmy się, czy Mela nie jest za mała na taki park rozrywki, ale nasze obawy tuż po wejściu się rozwiały. Melka piszczała z radości widząc figurki dinozaurów. Biegałą roześmiana pomiędzy nimi, każdą musiała pogłaskać po oczach.

           Wewnątrz jest park linowy (zwracamy  na to uwagę, bo Gaba każdy musi przejść), jednak było deszczowo więc nie skorzystała tym razem. Na początku trasy zastaliśmy tabliczkę, której nigdzie wcześniej nie widzieliśmy: "zdjęcie z trasy koszt 30zł). Dla mnie słabo.

             Jednak dinozaury fajne. Świetne również place zabaw-ogólno dostępne. Fajna lotka, dla rodzin, które mają godzinę lub dwie, żeby pospacerować, posiedzieć, pobawić się.





















      Znasz parki dinozaurów? Co polecasz?