Orientacja blondynki.

sobota, 27 czerwca 2015
      
      Wszyscy, dokładnie wszyscy wiedzą, że z moją orientacją jest różnie. Raz prosto, innym razem na lewo. Jest to całkowicie niezależne ode mnie. Gubię się w najmniej oczekiwanych momentach. Każdego informuję o tym zanim powiem, jak się nazywam. najgorzej, gdy gdzieś ma sama jechać, wtedy murowane, że znajdę się zupełnie, gdzieś indziej.

         Kawusia w stolicy, pierwsze spotkanie w Agatą /Hafija/ czekam na nią pod rotundą. Zima, marzniemy z dziewczynkami. Po kolejnym telefonie (wreszcie był zasięg w stolicy) okazuje się, że ona również marznie, z drugiej strony rotundy. Tak, mam talent, schowałam się za rogiem okrągłego budynku.

          Warsztaty pampersa, profilaktycznie umawiam się Alą /Polisz mam i dzieciole/ pod pałacem. Wysiadam na śródmieściu i kieruję się na Mc donalds w Złotych tarasach, krążę pół godziny, ja dzwonię, ona dzwoni. Okazuje się, że umówiłyśmy się nie pod tym makiem...

          Blue city, w tym tygodniu. Kiedy już z Martą /Tosinkowe opowieści/ odnalazłyśmy salę zabaw i wpadłyśmy do niej na spotkanie spóźnione tylko osiem godzin, piałyśmy z radości, iż w zaledwie kilka chwil udało nam się załatwić sprawę po którą przyjechałyśmy. Wychodząc z auta dokładnie zapamiętałyśmy: poziom zero, motylek, miejsce między filarami C6-C7. Po godzinie daremnych poszukiwaniu wyjazdu na poziom zerowy parkingu, stanęłam przed panią z informacji oznajmiając: "zgubiłam się". Okazało się, ze poziom zero parkingu dostępny jest z zewnątrz budynku. Dostałyśmy do auta i tu zaczął się dramat. Mi siadł internet, jej telefon z nawigacją.

        Dwie blondynki w Warszawie, żadna nie zna miasta.Zaczęłam kierować Matrtę, pojeździłyśmy w kółko. Klucząc prowadzone przez mojego małżonka, który odmówił włączenia mapy i poprowadzenia nas nazwami ulic, po trzech godzinach wyjechałyśmy na Konstancin-planowałyśmy na Piaseczno. Od tamtąd miałam prowadzić ja. Jakimś cudem dojechałyśmy, a ona bez moich rad dojechała również do domu pod Łódź...

Tylko ja nie mam orientacji w terenie?
Ktoś się gdzieś zgubił?
                                                            

15 komentarze

  1. Też tak mam! W styczniu na See Bloggers padł mi telefon, a ja przez pół godziny stałam pod akademikiem, w którym nocowałam i nie potrafiłam znaleźć drzwi wejściowych :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam daremna, naprawde ciezko mi zapamietac, gdzie co, musze wbijac w gowe punykty orientacyjne.
    Malzonek za to nawigacja w glowie, raz gdzies pojedzie i zapamietane. Smiejemy sie, ze gdyby sie mnie chcial pozbyc, wystarczy mnie gdzies wywiezc okrezna droga, a nie trafie do chaty...

    OdpowiedzUsuń
  3. bo zgubić też się trzeba umieć :D

    OdpowiedzUsuń
  4. He he :D Ja swego czasu dość namiętnie gubiłam się na dworcu centralnym ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ci którzy uważają, że brak orientacji w terenie to domena kobiet są w błędzie. Ilekroć wchodzę do podziemi mój zmysł orientacji głupieje i zaczynam błąkać się między wyjściami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ci za ten komentarz, jużnikt nie będzie śmiał moje zgubienie się skomentować: "typowa baba" ;)

      Usuń
    2. Dzięki ci za ten komentarz, jużnikt nie będzie śmiał moje zgubienie się skomentować: "typowa baba" ;)

      Usuń
  6. Nie tylko "baby" się gubią :) Mój mąż jak jedzie w trasę to beze mnie by zginął :) Zawsze w szkole byłam noga z map i z geografii ogólnie, a dziś całkiem dobrze się orientuję w terenie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja w sumie to raczej się nie gubię, a jak jadę w nowe miejsce, to mąż mi nawiguje, lub on prowadzi a ja uczę się nawigacji :) I jakoś zawsze docieramy na czas lub delikatnie po czasie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja wiecznie gubię się w galeriach handlowych:) Nigdy nie wiem z której strony przyszłam:D

    OdpowiedzUsuń
  9. Gubię się wszędzie, nie jesteś sama :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ajj znam to. Nie dośc, że potrafię się wszędzie zgubić, to jeszcze tak tłumaczę drogę innym, że mają gwarantowane, że na miejsce nie dotrą :P

    OdpowiedzUsuń
  11. za każdym razem jak sobie nas przypominam, to rżę ;)))))

    OdpowiedzUsuń

To miejsce dla ciebie,
ale zanim skomentujesz pamiętaj, że ten blog to w dużej mierze ironiczne spojrzenie nie tylko na macierzyństwo, pokazane ze specyficznym może, ale jednak poczuciem humoru.